Świat

Koniec kryzysu migracyjnego?

W latach 2014–2017 na Morzu Śródziemnym uratowano życie 611 414 imigrantom. Statki organizacji pozarządowych uratowały 114 910 osób – co stanowi 18,8% ogółu. Od 2017 r. rozpoczęło się systematyczne zwalczanie tych „aniołów morza”.

Od śmierci Alana Kurdiego upłynęły prawie 4 lata. Fotografia ciała 3-letniego chłopca, które morze wyrzuciło na brzeg, obiegła cały świat. Mały syryjski uchodźca pochodzenia kurdyjskiego utonął 2 września 2015 r., wraz z matką i bratem, podczas próby przeprawy przez Morze Śródziemne z Turcji do Grecji. Ojciec, który jako jedyny przeżył, pochował ich w rodzinnym Kobane. Widok martwego chłopczyka wstrząsnął Europą i całym światem.

Przez ostatnie cztery lata debata publiczna dotycząca uchodźców zaostrzyła się i podzieliła europejskie społeczeństwa. Z czasem ludzka empatia wystygła, a nawet przemieniła się w nienawiść, rasizm i ksenofobię. Liczba migrantów przybywających do Europy spadła drastycznie.

Czy europejski kryzys migracyjny już się zakończył?

Największy od II wojny światowej kryzys migracyjny rozpoczął się około 2013 r., kiedy po „arabskiej wiośnie” i na skutek nowych konfliktów, które po niej wybuchły – fala uchodźców i migrantów ruszyła w kierunku Unii Europejskiej, aby ubiegać się o azyl, podróżując przez Morze Śródziemne lub przez Turcję i Europę Południowo-Wschodnią. Zaraz też staliśmy się świadkami tragedii – przy brzegach Lampedusy zatonął uchodźczy statek. 3 października 2013 r. na pogrzeb 366 ofiar przybył na włoską wyspę nawet ówczesny przewodniczący Komisji Europejskiej – José Manuel Barroso. Był wstrząśnięty widokiem tylu trumien.

Wyrażenia „europejski kryzys migracyjny” lub „europejski kryzys uchodźczy” zaczęto używać po katastrofie na Morzu Śródziemnym, mającej miejsce 18 kwietnia 2015 r. Statek, który wypłynął z egipskiego portu i załadował migrantów (od 700 do 950 ludzi) w libijskiej Zuwarze, przewrócił się na morzu podczas akcji ratunkowej. Uratowano 28 osób. Dokładna liczba ofiar nie była możliwa do ustalenia. Do tej pory była to największa tragedia migracyjna.

Uchodźcy i wojna o duszę Niemiec

W 2015 do Europy przybyło ponad milion uchodźców. Według UNHCR 49% stanowili Syryjczycy, 21% Afgańczycy, a 8% Irakijczycy. 58% to mężczyźni, 17% kobiety i 25% dzieci – często małoletni bez opieki. Bramami UE były Grecja, Włochy i Węgry, które nie radziły sobie z napływem tylu ludzi. Premier Niemiec Angela Merkel zdecydowała się udzielić pomocy tym, którzy mieli prawo do azylu. Tysiące ludzi ruszyło szlakiem bałkańskim przez Węgry, kierując się do Austrii i Niemiec. Z Włoch tysiące migrantów próbowało przedostać się nielegalnie do Francji, a później do Wielkiej Brytanii.

W konsekwencji tych wydarzeń w 2015 roku Komisja Europejska wydała decyzję o relokacji 160 tys. uchodźców z Grecji, Włoch i Węgier do innych krajów UE. Grupa Wyszehradzka sprzeciwiła się automatycznej relokacji uchodźców i opowiedziała za zmianą polityki azylowej państw zachodnich. Rząd Viktora Orbana w 2015 r. – w momencie największego napływu uchodźców – wybudował na granicy węgiersko-serbskiej 175-kilometrowe ogrodzenie, a rok później przeprowadził referendum przeciwko relokacjom. Komisja Europejska skierowała skargę do Trybunału Sprawiedliwości przeciwko trzem krajom, które odmówiły przyjęcia uchodźców.

Węgry kryminalizują pomoc uchodźcom. Po co Orbánowi ta reforma?

Pod koniec 2015 roku rozpoczęły się negocjacje pomiędzy Unią Europejską a Turcją w celu rozwiązania kryzysu migracyjnego, skutkiem czego 18 marca 2016 r. podpisano porozumienie mające na celu zatrzymanie fali uchodźczej. W tym celu na pomoc dla kraju rządzonego przez Recepa Tayyipa Erdoğana UE przeznaczyła łącznie 6 miliardów euro. 18 października 2018 r. Unia Europejska zrezygnowała z przymusowej relokacji uchodźców.

Od „Mare nostrum” do „Temidy”

Tragedia przy Lampedusie w 2013 r. wstrząsnęła Włochami i Europą. W dwa tygodnie później – z woli lewicowego premiera Enrico Letty – rozpoczęła się ogromna misja ratowania migrantów próbujących przedostać się przez Cieśninę Sycylijską z wybrzeży Libii na terytorium Włoch i Malty – „Mare nostrum”, prowadzona przez siły włoskiej marynarki wojennej i powietrznej. Trwała od 18 października 2013 do 31 października 2014 r. W operacji brały udział statki i samoloty marynarki wojennej oraz sił powietrznych, karabinierzy, gwardia finansowa, straż przybrzeżna, wojskowy korpus włoskiego Czerwonego Krzyża i policja. Kosztowała ona Włochów 8 mln euro miesięcznie. Jedynym państwem, które przyłączyło się do włoskiej misji, była Słowenia, która wysłała statek „Triglav”. Operacja miała dwa główne cele: ochronę życia na morzu i zwalczanie nielegalnego handlu migrantami. Podczas „Mare nostrum” Włosi uratowali ponad 100 tys. ludzi. Działania lewicowego rządu cieszyły się poparciem społecznym.

Próby mobilizacji Unii Europejskiej do współudziału i wsparcia finansowego „Mare nostrum” zakończyły się fiaskiem. Włochy zostały pozostawione same sobie z całym ciężarem ekonomicznym – zarówno humanitarnej misji ratunkowej, jak i przyjmowania emigrantów na własnym terytorium, zgodnie z konwencją dublińską. Pojawiły się również pierwsze oskarżenia, że akcja – zamiast zwalczać nielegalny przemyt ludzi – w rzeczywistości go faworyzuje, a wręcz ułatwia.

Od 1 listopada 2014 r. operacja „Mare nostrum” – jako zbyt kosztowna – została zastąpiona przez operację „Tryton”, organizowaną przez Frontex – europejską agencję kontroli granicznej. Jej budżet, pochodzący z dobrowolnych składek państw UE popierających inicjatywę, wynosił 2,9 mln euro miesięcznie, a jej zadaniem była kontrola morskiej granicy Unii Europejskiej. Do operacji „Tryton” przyłączyły się: Islandia, Finlandia, Norwegia, Szwecja, Niemcy, Holandia, Francja, Hiszpania, Portugalia, Włochy, Austria, Szwajcaria, Rumunia, Polska, Litwa i Malta. W lutym 2018 r. „Tryton” został zastąpiony „Temidą” – operacją prowadzoną w centralnej części Morza Śródziemnego, na szlaku używanym przez migrantów przybywających z Algierii, Tunezji, Libii, Egiptu, Turcji i Albanii. Oprócz udzielania pomocy oraz ochrony granic morskich ma ona również na celu wykrywanie zagrożeń terrorystycznych.

Anioły morza

Skrót SAR (ang. search and rescue) oznacza wszystkie operacje poszukiwawczo-ratownicze, w różnych środowiskach (góry, morze, obszary po trzęsieniu ziemi lub innych katastrofach naturalnych, itp.), prowadzone transportem morskim lub lotniczym. Podczas europejskiego kryzysu migracyjnego dzięki akcjom SAR na Morzu Śródziemnym zostały uratowane dziesiątki tysięcy istnień ludzkich. W działaniach SAR biorą udział różne podmioty (jednostki marynarki wojennej, straży granicznej, statki handlowe, kutry rybackie, jednostki organizacji pozarządowych), koordynowane przez Centrum Koordynacji Ratownictwa Morskiego (CKRM) – we Włoszech reprezentowane przez Dowództwo Generalne Straży Przybrzeżnej z siedzibą w Rzymie. Włoska strefa SAR obejmuje około jednej piątej całego obszaru Morza Śródziemnego.

Według włoskiego kodeksu nawigacyjnego każda jednostka pływająca lub latająca, która znajduje się w strefie operacji SAR, ma obowiązek nieść ratunek, pod groźbą sankcji kodeksu karnego. Po zakończeniu operacji poszukiwawczo-ratowniczych obowiązkiem jednostki pływającej, która przyjęła na pokład ludzi uratowanych na morzu, jest wysadzenie ich w „bezpiecznym porcie” – to znaczy takim, w którym zostanie zapewniona opieka humanitarna i gdzie gwarantuje się poszanowanie praw człowieka.

Dlaczego uchodźcy nie przylatują do Europy samolotami

Libia i Tunezja, pomimo ratyfikowania konwencji SAR z 1979 r., nie zadeklarowały Morza Libijskiego jaka strefy podległej ich odpowiedzialności – tak więc za ten obszar nie odpowiadało żadne państwo. Z tego powodu podczas każdego zagrożenia na Morzu Śródziemnym – SOS było kierowane głównie do CKRM w Rzymie, na które spadał obowiązek ratowania zagrożonych łodzi migrantów i uchodźców, gdyż geograficznie bliższe maltańskie Centrum Koordynacji Ratownictwa Morskiego nie posiada odpowiednich środków.

Do 2015  z Libii, Egiptu i Tunezji wypływały kutry i łodzie, często stare i zdezelowane, na których migranci docierali do włoskich brzegów. Od tamtego czasu taktyka nielegalnego przemytu ludzi się zmieniła – co sugeruje przejęcie biznesu przez dobrze zorganizowaną i bogatą mafię międzynarodową. Z Afryki wypływają łodzie pneumatyczne z zewnętrznymi silnikami – długie, wąskie, szare „torpedy” – wypełnione ludźmi po brzegi. Tylko w 2016 r. przez Morze Śródziemne 1094 takich łodzi przewiozło ponad 133 000 osób! Taktyka przemytników polegała na tym, że odbijając od libijskiego brzegu, wysyłali SOS do rzymskiego CKRM, sygnalizując zagrożenie, a następnie często niebezpiecznymi manewrami doprowadzali do wyrzucenia pasażerów za burtę.

Uchodźcy to ofiary, a nie źródło terroryzmu

Już w okresie trwania „Mare nostrum” na Morzu Śródziemnym pojawiły się statki 10 europejskich organizacji pozarządowych (Moas, Sea Watch, SOS Méditerranée, Sea Eye, Medici Senza Frontiere, Proactiva Open Arms, Life Boat, Jugend Rettet, Boat Refugee, Save the Children), które dzięki darowiznom zbieranym od osób prywatnych w różnych krajach UE mogły nieść pomoc migrantom, „patrolując” Cieśninę Sycylijską. Nazywano je „aniołami morza”. Po zakończeniu włoskiej akcji ratowniczej statki pozostały. W latach 2014–2017 na Morzu Śródziemnym uratowano życie 611 414 imigrantom. Statki organizacji pozarządowych uratowały 114 910 osób – co stanowi 18,8% ogółu. W latach 2016–2017 odsetek akcji ratunkowych przeprowadzonych przez statki NGO wzrósł do 40%.

Od 2017 r. rozpoczęło się systematyczne zwalczanie „aniołów morza”. Po filmie Prawda o imigrantach włoskiego blogera Luki Donadela zaczęły krążyć opinie, że organizacje pozarządowe służą jako „morskie taksówki” z Afryki Północnej do Włoch, a nawet współdziałają z handlarzami ludźmi i są opłacane przez międzynarodową mafię. W sieci pojawiły się malownicze hipotezy, że statki NGO są częścią „spisku” amerykańskiego finansisty George’a Sorosa, który zaplanował inwazję imigrantów na Europę. Także prokurator Katanii Carmelo Zuccaro w lutym 2017 otworzył dochodzenie dotyczące ewentualnych powiązań organizacji pozarządowych z międzynarodową mafią. Śledztwo umorzono ze względu na brak dowodów. „Aniołom morza” podcięto jednak skutecznie skrzydła.

Porozumienie z Libią

W lutym 2017 r. Włochy podpisały z Libią porozumienie mające na celu ograniczenie nielegalnej imigracji. Sygnowali je ówczesny lewicowy premier Paolo Gentiloni oraz premier libijskiego rządu jedności narodowej Fajiz Mustafa as-Sarradż, a największe zasługi miał w tym minister spraw wewnętrznych Marco Minniti. Przewidywało ono pomoc finansową, wsparcie libijskiej gwardii przybrzeżnej, tworzenie ośrodków recepcyjnych dla imigrantów na terenie Libii, a także finansowanie zakupu leków i sprzętu medycznego oraz szkolenie zatrudnionych tam pracowników. Kilka miesięcy później Libia ogłosiła, że posiada wreszcie swój obszar SAR obejmujący całe wybrzeże libijskie. Powołano też libijskie Centrum Koordynacji Ratownictwa Morskiego. Europa, a przede wszystkim Malta i Włochy odetchnęły z ulgą: przestały być wreszcie prawnie odpowiedzialne za to co, z dzieje się z imigrantami wyruszającymi na niebezpiecznych łodziach z portów libijskich.

Operacja „Temida” prowadzona przez Frontex od lutego ub. r. wprowadziła dwie nowości na wniosek rządu włoskiego – obowiązek wysadzenia uratowanych migrantów w najbliższym porcie oraz zmniejszenie obszaru działania jednostek włoskich do 24 mil morskich od wybrzeży państwa (operacja „Tryton” miała zasięg 30 mil). W ten sposób ograniczono liczbę osób, które mogły zejść na ląd we Włoszech i tu prosić o azyl.

Czy lekarze-uchodźcy z Syrii uleczą też polską służbę zdrowia?

Sytuacja w obozach dla uchodźców w Libii jest znana od dawna. Amnesty International i Human Rights Watch wielokrotnie sygnalizowały, że dochodziło w nich do łamania praw człowieka: bezpodstawnych zatrzymań, ciężkich pobić, tortur i gwałtów. Ludzie byli przytrzymywani miesiącami, a nawet latami, po kilkadziesiąt osób w małych celach, w bardzo złych warunkach higienicznych, często głodując. Po wejściu w życie porozumienia z Libią śledztwa włoskich mediów ujawniły jeszcze dwa nowe aspekty „libijskiego piekła”. Imigranci zawracani przez przybrzeżną gwardię libijską znów trafiali do obozów, gdzie łamano prawa człowieka, lub byli odsprzedawani przemytnikom. W Libii pojawił się fenomen nielegalnych obozów dla imigrantów, w których miesiącami przetrzymywano ludzi i torturowano ich w sposób okrutny, pokazując to na żywo przez telefon ich rodzinom w celu wymuszenia okupu. Zdjęcia i filmy tych tortur upublicznił dziennik „Avvenire” oraz program telewizyjny Piazza pulita.

Według danych UNHCR w okresie od 1 stycznia do 31 grudnia 2018 r. do Włoch przybyło 23 371 osób – czyli o prawie sto tysięcy mniej niż w 2017 r. W dalszym ciągu większość przybywających na włoskie wybrzeża osób to mężczyźni – 72%, 10% kobiety, 18% dzieci, w większości małoletni bez opieki. 1311 osób zginęło, próbując przedostać się przez Morze Śródziemne w zeszłym roku.

Dzień z życia uchodźcy, czyli tak się bawią Wilki z Davos

Nowy rząd Ligi i Ruchu Pięciu Gwiazd zaostrzył linię lewicowego rządu Gentiloniego. Jedną z obietnic przedwyborczych Mattea Salviniego było powstrzymanie imigracji do Włoch oraz usunięcie z terytorium kraju ponad 500 tys. nielegalnych imigrantów, którzy napłynęli tu od 2014 r. Pierwszym krajem, do którego Salvini udał się jako minister spraw wewnętrznych i wicepremier, była Libia.

Polityka zamkniętych portów

9 czerwca 2018 r. statek „Aqarius” należący do dwóch organizacji pozarządowych „SOS Méditerranée” i „Medici Senza Frontiere” wziął na pokład 629 osób na Morzu Śródziemnym. Akcja była koordynowana przez rzymski CKRM. Wśród nich było 123 małoletnich bez opieki, 11 dzieci i 7 kobiet w ciąży. Kiedy statek obrał kurs w kierunku Sycylii, włoski minister spraw wewnętrznych Matteo Salvini z Ligi na swoich profilach w mediach społecznościowych wrzucił hashtag „zamknięteporty”. Ten tweet wystarczył, aby bez żadnego oficjalnego dekretu ministra infrastruktury Danilo Toninellego z Ruchu Pięciu Gwiazd – jedynego kompetentnego w tej materii – zamknąć włoskie porty dla statków organizacji pozarządowych przewożących migrantów. Działanie polityczne Salviniego miało na celu wywarcie presji na Maltę, która zwyczajowo prowadzi politykę „zamkniętych portów”, oraz na UE, aby zastosowała system relokacji uchodźców. „Aqarius” pływał po morzu przez 8 dni w poszukiwaniu „bezpiecznego portu”, w końcu 629 zdesperowanych migrantów przyjęto w hiszpańskiej Walencji.

„Aqarius” był też bohaterem kolejnego incydentu – 10 sierpnia 2018 r. Uratował 141 osób na morzu, w tym 67 małoletnich bez opieki, 2 małych dzieci i 2 kobiety w ciąży, a dopiero po 6 dniach został przyjęty na Malcie; uchodźców rozdzielono między 5 krajów europejskich. Konsekwencje polityki „zamkniętych portów” dały się jednak już we znaki – zanim „Aqarius” zabrał migrantów na pokład, pięć statków handlowych odmówiło im pomocy w obawie, że nie znajdą żadnego „bezpiecznego portu”, aby ich wysadzić.

Sprawa jednostki włoskiej marynarki wojennej „Diciotti” była bardziej skomplikowana. 14 sierpnia 2018 r. łódź przewożąca 190 migrantów została dostrzeżona w pobliżu wybrzeży Malty, ale władze maltańskie odmówiły interwencji, gdyż nie było zagrożenia ludzkiego życia. Kiedy wpłynęła na włoski obszar SAR, rozpoczęła się akcja ratunkowa. 13 osób w złym stanie zdrowia wysiadło na Lampedusie. Pozostałe 177 pozostało na statku „Diciotti”, oczekując na wskazanie „bezpiecznego portu” – czego minister spraw wewnętrznych Matteo Salvini nie zrobił. Był to poważny precedens, gdyż zakaz wejścia do włoskiego portu otrzymała włoska jednostka wojskowa. Po 11 dniach 137 imigrantów wylądowało w końcu w porcie w Katanii i zostało przyjętych później przez włoski Kościoł katolicki, Irlandię i Albanię. Prokuratura w Katanii otworzyła dochodzenie w sprawie bezprawnego zatrzymania osób i nieletnich oraz wystąpiła do Rady Ministrów o postawienie ministra Salviniego przed sądem. Włoski parlament włoski większością głosów odrzucił jednak wniosek o uchylenie immunitetu Salviniemu, uznając, że decyzja polityczna ministra była w interesie Włoch.

Statek hiszpańskiej organizacji pozarządowej „Open Arms” 21 grudnia 2018 uratował 311 migrantów z trzech łodzi zagrożonych zatonięciem u wybrzeży Libii. Na pokładzie „Open Arms” znajdowała się matka z dwudniowym dzieckiem, którym Malta pozwoliła wysiąść we własnym porcie. Wskazania „bezpiecznego portu” odmówiły otwarcie Włochy, a Francja nie udzieliła żadnej odpowiedzi. Po 8 dniach statek zawinął w końcu do hiszpańskiego portu Algeciras.

Dzień później statek niemieckiej organizacji pozarządowej „Sea Watch 3” przy wybrzeżu Libii uratował 25 osób. Zarówno maltańskie, jak i włoskie Centrum Koordynacji Ratownictwa Morskiego kazało mu zwrócić się o pomoc do Libijskiej Straży Wybrzeża – gdzie jednak nikt nie odpowiadał. Podczas oczekiwania statek uratował kolejne 7 osób. Pozostając bez odpowiedzi, niemieccy wolontariusze skontaktowali się z Madrytem, prosząc o przesadzenie uratowanych migrantów na pokład „Open Arms”, który z 311 osobami płynął do Hiszpanii. Madryt jednak odmówił. W międzyczasie kolejny statek „Professor Albrecht Penck” należący do niemieckiej organizacji Sea Eye uratował 17 osób. Warunki pogodowe na morzu podczas świąt były dramatyczne. Nie mogąc uzyskać pozwolenia na wejście do żadnego „bezpiecznego portu”, statki niemieckie przerwały działania poszukiwawczo-ratownicze. Sytuacja na pokładzie stała się niebezpieczna zarówno dla migrantów, jak i dla załogi. W końcu Malta zezwoliła dwóm niemieckim statkom na wejście do portu, ale nie na wysadzenie migrantów. Jeden z nich rzucił się wtedy do morza, aby dopłynąć wpław do wyspy, został jednak wyłowiony i wrócił na statek. 49 migrantów z dwóch statków „Sea Watch” i „Sea Eye” zostało w końcu wysadzonych na Malcie, odpowiednio po 20 i 13 dniach spędzonych na morzu, a następnie rozdzielono ich pomiędzy osiem krajów europejskich.

To tylko najgłośniejsze przypadki – statków pozostawionych na morzu z ludźmi na pokładzie, którym kraje europejskie odmówiły „bezpiecznego portu”, było znacznie więcej.

Inwazja się skończyła

Według danych włoskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych od 1 stycznia do 15 marca 2019 r. drogą morską do Włoch przybyło 335 migrantów. W porównaniu z 5945 osobami przybyłymi w tym samym okresie w 2018 r. oznacza to prawie 95% mniej. „Od słów przeszliśmy do czynów” – komentował wicepremier i minister spraw wewnętrznych Matteo Salvini. Był również dumny z sukcesów osiągniętych w repatriacji nielegalnych imigrantów: odbyło się ich 1354, z czego 1248 przymusowych i 106 dobrowolnych.
Za inne swoje sukcesy szef włoskiego MSW uznaje fakt, że w pierwszym kwartale 2019 r. na Morzu Śródziemnym odnotowano śmierć tylko jednej ofiary przepraw morskich, wyraźnie spadła liczba łodzi próbujących odpłynąć z libijskich brzegów, a przede wszystkim została ograniczona prawie do zera ratownicza działalność statków NGO.

Jak się organizować na tonącym statku. O przyszłości ruchu klimatycznego

„Inwazja się skończyła” – entuzjastycznie komentował Roberto Calderoli, wiceprzewodniczący Senatu i partyjny kolega wicepremiera z Ligi. Dzięki „dekretowi bezpieczeństwa” wprowadzonemu na początku roku przez szefa MSW liczba odrzucanych wniosków o azyl wzrosła z 57% do 79%, a humanitarne pozwolenia na pobyt zmalały z 27% do 2%.

Jak podał dziennik „Corriere della Sera”, dane ministerstwa podważa jednak burmistrz Lampedusy Totò Martello, twierdząc, że nie obejmują one przypływów na tę wyspę, których od początku roku było już 7. Także prokurator Palermo Marzia Sabella wskazuje na fakt, że w miejsce trasy libijskiej otwarła się znowu ta tunezyjska, gdzie przemyt jest organizowany przez grupy przestępcze tunezyjsko-włoskie. Małymi łodziami przewożą one pod osłoną nocy po kilkanaście osób. Może przypływać na nich wszystko – migranci, narkotyki, a także terroryści. Według danych OIM, Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji, od 1 stycznia do 10 lutego 2019 r. w Morzu Śródziemnym utonęło 216 osób (w tym samym okresie 2018 było ich 403, przy znacząco większej liczbie migrantów).

Terror klimatu w Bangladeszu

Libijski chaos trwa od obalenia dyktatury płk. Muammara Kaddafiego w 2011. W ostatnich tygodniach znowu rozpoczęły się działania wojenne. Libijska Armia Narodowa, dowodzona przez gen. Chalifę Haftara, chce podbić Trypolis. „Zróbcie coś szybko, Włochom i Europie grozi najazd 800 tys. migrantów i libijskich uchodźców. Wśród nich są także dżihadyści powiązani z Państwem Islamskim…” – tak premier Libii Fajiz Mustafa as-Sarradż w wywiadzie udzielonym „Corriere della Sera” na początku kwietnia apelował o pomoc w rozwiązaniu nowej fazy konfliktu libijskiego.

Czy europejski kryzys migracyjny już się zakończył? Pokaże to czas.

Bio

Agnieszka Zakrzewicz

| Korespondentka z Włoch
Dziennikarka specjalizująca się w tematyce kościelnej i watykańskiej, mieszka w Rzymie, skąd jako korespondentka polskich mediów opowiada o kulisach Kościoła i Watykanu. W szczególności o tych sprawach, które najbardziej dotykają problemu kobiet w funkcjonowaniu tej instytucji, pedofilii, homoseksualizmu, sekularyzacji współczesnego społeczeństwa oraz przemian Kościoła katolickiego w epoce „postwojtyłowej“. Nakładem wydawnictwa Czarna Owca ukazały się dwa tomy jej krytycznych rozmów o współczesnym Kościele katolickim, „Głosy spoza chóru” i „Watykański labirynt”.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.