Świat

Stany Zjednoczone uprawiają socjalizm dla bogatych

Fot. Kieran Taylor/Unsplash

W czasie pandemii pomoc finansową otrzymują wielkie koncerny, bogaci dostają ulgi podatkowe, a zwykli ludzie prawie nic − 1200 dolarów na osobę dorosłą, czyli tyle, ile potrzeba na przeciętne, niezbędne tygodniowe wydatki.


Nikolaos Gavalakis: W książce The System: Who Rigged It, How We Fix It twierdzi pan, że ustrój polityczno-gospodarczy w Stanach Zjednoczonych jest zamknięty w błędnym kole bogactwa i władzy. Czy może pan rozwinąć tę tezę?

Robert B. Reich: Coraz większa część dochodu narodowego Stanów Zjednoczonych znajduje się dziś w rękach bardzo bogatych Amerykanów. Razem dysponują ogromną pulą pieniędzy. Część z tych pieniędzy wykorzystują, by wpływać na politykę. W USA niemal nie istnieją ograniczenia sum, jakie można przeznaczyć na rywalizację polityczną, w tym reklamy, marketing w mediach społecznościowych czy inne działania pomagające konkretnym kandydatom.

Tryby ustroju politycznego Stanów Zjednoczonych są dziś nasmarowane pieniędzmi bogatych. Z tego powodu dokonano szeregu zmian w regułach obowiązujących amerykański kapitalizm od mniej skwapliwego egzekwowania praw antymonopolowych po utrudnianie organizacji pracownikom. Zwykłym ludziom utrudniono, a wielkim koncernom ułatwiono ogłoszenie upadłości. Rozszerzono prawa własności intelektualnej, przez co korporacjom farmaceutycznym czy technologicznym jest dziś łatwiej zdobywać patenty i prawa autorskie.

Reich: Trzy największe mity przesłaniające nam prawdę o ekonomii

Utrudniono też wnoszenie pozwów zbiorowych. Zgodne z prawem jest dziś wykorzystywanie do wykonywania transakcji na giełdzie informacji niejawnych dotyczących przedsiębiorstw. Zgodnie z prawem można też odkupować akcje i sztucznie pompować ich cenę. Ograniczenia wprowadzone w latach 30. w celu kontrolowania Wall Street niemal zupełnie zniesiono przed kryzysem finansowym 2008 roku. Po tym kryzysie narzucono nowe ograniczenia, które jednak po pewnym czasie też zredukowano.

Podatki dla osób o wysokim dochodzie drastycznie obniżono. Na tym właśnie polega błędne koło: dzięki swoim pieniądzom bogaci modyfikują „wolny rynek”, stosując wymienione przeze mnie, ale i inne niezliczone sposoby, a wtedy w ich ręce przechodzi jeszcze więcej bogactwa, co pozwala im na następną rundę zmian w gospodarce, działających oczywiście wciąż na ich korzyść.

Nie wspomniałem jeszcze o bailoutach i subsydiach. Widzi pan, że nawet podczas pandemii pomoc finansową otrzymują wielkie koncerny, bogaci dostają ulgi podatkowe, a zwykli ludzie prawie nic.

To sprawia, że są podatni na manipulacje demagogów takich jak Trump?

Im więcej ludzi czuje, że nie może się wybić, niezależnie od tego, jak ciężko pracują, im bardziej tracą nadzieję na poprawienie sytuacji swojej i swoich dzieci, tym większy jest poziom gniewu i frustracji. To podatny grunt dla demagoga, który wykorzystuje ten gniew i frustrację dla własnych celów: żeby zbudować elektorat i skierować gniew na kozły ofiarne, takie jak imigranci, biedni, elity kulturowe czy tzw. głębokie państwo. Coś podobnego robił Hitler w latach 30. Demagodzy nagminnie żerują na gniewie i frustracji klasy pracującej. To ich częsta strategia.

Dlaczego nie widzimy większego oburzenia społecznego i znaczniejszych protestów?

Przeciwnie, sprzeciw jest ogromny. Dwojgiem poważnych kandydatów w prawyborach Partii Demokratycznej byli Bernie Sanders i Elizabeth Warren. Ich sukces świadczy o istnieniu bardzo licznego ruchu progresywnego wśród demokratów. Jeśli chodzi o Partię Republikańską, to Donaldowi Trumpowi wciąż jeszcze udaje się ogłupiać wielu ludzi pracujących, by wierzyli, że jest ich bohaterem, zbawcą, ale oni też zaczynają się orientować. Widzą, że porządnie obciął podatki bogatym i korporacjom i że poluzował przepisy BHP. W czasie pandemii jest to moim zdaniem jeszcze lepiej widoczne.

W Stanach Zjednoczonych kilka mitów, które snują oligarchowie, wreszcie rozwiewa się w konfrontacji z rzeczywistością. Jeden z tych mitów głosi, że tradycyjny podział na prawicę i lewicę istnieje do dziś. Tak naprawdę mamy do czynienia z podziałem na demokrację i oligarchię. Oligarchowie chcą, żeby ludzie byli poróżnieni, bo to najprostszy sposób odwrócenia uwagi od tego, ile władzy i bogactwa skoncentrowali w swych rękach nieliczni. Ludzie jednak zaczynają to dostrzegać.

Drugi mit opowiada o istnieniu wolnego rynku, dla którego rząd jest intruzem, ale on także zaczyna rozchodzić się w szwach, tym szybciej w czasie pandemii.

Jeszcze inna opowiastka jest o tym, że korporacje są społecznie odpowiedzialne i można na nich polegać, że odpowiadają przed swoimi pracownikami i ich społecznościami. To fikcja. Korporacje odpowiadają tylko przed akcjonariuszami i dyrektorami, którzy otrzymują wynagrodzenia w zależności od sukcesu firmy.

Reich: Choroba amerykańskiej demokracji

Do tego dochodzi wreszcie mit merytokracji: że płacą ci tyle, ile jesteś wart. Ludzie zaczynają dostrzegać, że system został zniekształcony przez władzę i pieniądze. Jeszcze kilka lat temu problematyka władzy była rzadko poruszana przez ekonomistów, a nawet przez politologów, ale dziś zaczyna zyskiwać poczesne miejsce w dyskusjach. We wszystkich tych aspektach ludzie robią się coraz bardziej świadomi i czynni politycznie. Chcą odzyskać dla siebie politykę i gospodarkę, zagarnięte przez oligarchów.

W wyborach parlamentarnych w połowie kadencji prezydenta Trumpa w 2018 roku mocno i z powodzeniem dały o sobie znać nastroje postępowe. Izbę Reprezentantów przejęli demokraci, i to bynajmniej nie korporacyjni demokraci z Wall Street. To młodzi postępowcy, tacy jak Alexandria Ocasio-Cortez, i wiele innych kobiet i osób o różnorodnych kolorach skóry. Czasy się zmieniają.

W przeszłości krytykował pan demokratów jako partię podtrzymującą status quo. Jakie pańskim zdaniem popełnili błędy? Co musi zrobić Joe Biden, żeby wygrać nadchodzące wybory?

Partia Demokratyczna porzuciła klasę pracującą. To był jej największy błąd. Pracownicy stanowili bardzo ważną część koalicji Partii Demokratycznej w latach 30., za Franklina D. Roosevelta. Jednak w ciągu ostatnich czterdziestu lat Partia Demokratyczna chciała się usytuować w tzw. centrum. Demokratom się wydawało, że nowe centrum mieści się na przedmieściach zamieszkałych przez klasę średnią wyższą, czyli tzw. podmiejskich wyborców niezdecydowanych. Moim zdaniem to nie był dobry pomysł.

Ogromną amerykańską klasę robotniczą pozostawiono samą sobie. Demokraci prawie zapomnieli o związkach zawodowych. Pozwolili na to, żeby udział w związkach spadł z 35 procent siły roboczej w sektorze prywatnym do 6,4 procent. A brak zdrowych i silnych związków poważnie osłabił Partię Demokratyczną.

Jeśli chodzi o Bidena, jest jeszcze za wcześnie, żeby cokolwiek przewidzieć. Przez wielu uważany jest za najpewniejszego kontrkandydata Donalda Trumpa.

Zgadza się pan z tym?

Może to prawda, ale Biden musi zainspirować i zaktywizować młodych ludzi i klasę pracującą. Ma na to czas. Właśnie poparł go Bernie Sanders. Widać dążenie do zjednoczenia partii pod wodzą Bidena, ale to głównie dla celu pokonania Trumpa, który moim zdaniem jest najgorszym prezydentem w historii Stanów Zjednoczonych.

Jeśli Biden zdoła pokonać Trumpa, to tylko dlatego, że będzie miał za sobą ludzi młodych, członków klasy pracującej i postępowców. Pozostaje pytanie, na ile Biden będzie realizował ideę postępu w przyszłości, jeśli zostanie wybrany: czy da Amerykanom lepsze zabezpieczenia społeczne, w tym opiekę zdrowotną? W tej dziedzinie Stany Zjednoczone są, jak wiadomo, daleko w tyle za innymi państwami. Amerykańskich pracowników raczy się najgorszą postacią kapitalizmu. W USA mamy socjalizm dla bogatych i nieznośny kapitalizm dla pozostałych.

W książce krytykuje pan deregulację i prywatyzację prowadzone przez administrację Trumpa. Na ile należy winić reżim Trumpa za obecną sytuację w Stanach Zjednoczonych związaną z pandemią COVID-19?

Powiedziałbym, że administracja Trumpa jest w połowie odpowiedzialna za to, co dzieje się w USA w związku z pandemią: liczbę przypadków, liczbę zgonów, ogólny chaos. Wynika to z jej niekompetencji, deregulacji zdrowia publicznego, odrzucenia koncepcji zdrowia publicznego na podłożu ideologicznym.

Bernie i korpodemokraci

Drugą część odpowiedzialności należy przypisać ustrojowi Stanów Zjednoczonych. Nie ma w tym kraju ochrony zdrowia. Mamy system prywatnych, komercyjnych ubezpieczeń zdrowotnych, obsługiwany głownie przez wielkie korporacje. Poduszka zabezpieczeń społecznych jest dziurawa i sfatygowana. Już taka była przed Trumpem.

Dojście Donalda Trumpa do władzy wynikło z lat zaniedbań, zastałych płac, coraz większych nierówności i korupcji oraz ciągłego ruchu dochodów, majątków i władzy w górę piramidy społecznej. Gdyby Donald Trump nigdy nie istniał, na to samo miejsce wszedłby inny demagog.

Z powodu pandemii koronawirusa tylko w ostatnich trzech tygodniach wnioski o status osoby bezrobotnej złożyło ponad 20 milionów Amerykanów [w ciągu dziewięciu tygodni 39 mln – przyp. red]. Jak pan ocenia pakiet bailoutowy na 2 biliony dolarów, który wspólnie wynegocjowali demokraci i republikanie?

Jest zdecydowanie za skromny i w większości skierowany nie do tych, do których trzeba. Pięćset miliardów dolarów z tego pakietu odłożono na bailouty głównie wielkich firm. One tego nie potrzebują. Jeśli mamy wyciągnąć jeden wniosek z bailoutu Wall Street w 2008 roku, to zapamiętajmy sobie, że wielkich firm nie warto ratować. Na przykład przemysł lotniczy w Stanach Zjednoczonych ma mnóstwo zabezpieczeń w postaci aktywów, takich jak samoloty czy sloty lotniskowe. Wielkie sieci hoteli posiadają nieruchomości, które znów będą niebotycznie wartościowe, kiedy gospodarka wróci do normy.

Bilans pandemii w USA: 41 milionów bezrobotnych, miliarderzy bogatsi o pół biliona

Wielkie firmy nieustannie renegocjują długi z wierzycielami. Co więcej, w ostatnich latach mocno się zadłużyły, by móc odkupić swoje akcje dla wzbogacenia największych inwestorów i najważniejszych dyrektorów. Dlaczego mamy je teraz ratować? To absurd. Z drugiej strony 1200 dolarów na osobę dorosłą absolutnie nie wystarczy. Dla typowego Amerykanina jest to suma niezbędnych wydatków na tydzień. To jest obelga. A większość z tych pieniędzy nawet nie trafiła jeszcze do ludzi. [obiecane 500 dolarów na dziecko większości odbiorców zostanie wypłacone dopiero w 2021 r . – przyp. red.]

Zasiłek dla bezrobotnych to dobry pomysł, ale system jest przeciążony. Nie radzi sobie z wymaganiami, jakie obecnie mu się stawia. Pod władzą republikanów w Kongresie i republikańskich gubernatorów system w dużej mierze zaprojektowano tak, żeby zniechęcać ludzi do pobierania zasiłku, nawet jeśli im przysługuje. Dotychczasowe działania są rażąco niewystarczające.

**
Robert B. Reich
– profesor polityki społecznej na Uniwersytecie w Berkeley, były sekretarz pracy w administracji Billa Clintona. Magazyn „Time” uznał go za jednego z dziesięciu najskuteczniejszych członków amerykańskiego rządu w ostatnim stuleciu.

Nikolaos Gavalakis – redaktor naczelny „Journal für Internationale Politik und Gesellschaft”. Wcześniej prowadził biuro regionalne Friedrich-Ebert-Stiftung w Kijowie pod nazwą Dialogue Eastern Europe. Studiował politologię, prawo i studia nad Ameryką w Mainz oraz w Kalifornii.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać