Świat

Matrioszki, słupy i towary mary. Jak Rosja omija zachodnie sankcje

Aż dwie trzecie części znajdowanych w porzuconej na froncie rosyjskiej broni zawiera układy i mikroprocesory wytwarzane przez tysiąc zachodnich firm. Oto jak sprawnie Rosja omija nałożone przez Zachód sankcje.

Inwazja Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku spotkała się z niemal powszechnym potępieniem, a wiele krajów, głównie Zachodu, nałożyło wtedy na Rosję bezprecedensowy pakiet następujących po sobie sankcji. Sankcje miały ograniczyć zdolność Rosji do prowadzenia wojny poprzez wydrenowanie jej przychodów i zablokowanie dostępu do zaawansowanego technicznie sprzętu wojskowego.

Rzeczywiście, sankcje osłabiły gospodarkę Rosji, jednak nie spełniły stawianych im, wyśrubowanych oczekiwań – głównie dlatego, że Rosja znalazła sposoby na ominięcie wielu z nich. Kreml wykorzystał w tym celu międzynarodowe mechanizmy korupcyjne, pośrednictwo krajów trzecich oraz luki w ograniczeniach handlu.

Prawie same dobre wiadomości z frontu ukraińskiej kontrofensywy

Korupcja sprzyja Rosji

Rosja nie może kupować pochodzących z Zachodu chipów i broni. Kreml znalazł jednak prosty sposób na obejście zakazu: skoro rosyjskie podmioty nie mogą kupować technologii wojskowych bezpośrednio, ktoś inny musi to robić za nie – są to powiązane z Kremlem firmy słupy.

Schemat jest prosty. Firmy powiązane z Rosją zakładają na całym świecie spółki córki, często rejestrując owe podmioty w zagranicznych rajach podatkowych bądź w państwach, w których obowiązują stosunkowo mało restrykcyjne przepisy bądź nie obowiązują żadne. Aby zaciemnić obraz sytuacji, spółki córki mnożą się, wydając na świat kolejne spółki, przez co zasłona dymna rozciąga się coraz szerzej. W efekcie powstają gigantyczne strukturalne matrioszki, tyle że akurat mniejsze, głębiej ukryte „laleczki” często wcale nie przypominają firmy matki. Prześledzenie powiązań między końcowym beneficjentem a firmą dokonującą zakupu jest skrajnie trudne.

Poprzez ów długi łańcuch spółek na ukraińskie pola walki docierają objęte sankcjami towary: mikrochipy, drony i inne zaawansowane technologicznie narzędzia, z których korzysta Rosja.

Niedawne śledztwo wykazało, że dwie trzecie części znalezionych w rosyjskiej broni porzuconej na froncie zawiera układy i mikroprocesory wytwarzane przez amerykańskie i inne zachodnie firmy. W rosyjskim sprzęcie wojskowym znaleziono części produkowane przez tysiąc zagranicznych firm, prawdopodobnie wszystkie z nich zakupione zostały nielegalnie.

Kolejnym przykładem są dostawy chińskich dronów DJI. Chiny nie dołączyły wprawdzie do sankcji nałożonych na Rosję, obiecały jednak, że nie będą sprzedawać dronów ani Rosji, ani Ukrainie. Mimo to napływ chińskich dronów do Rosji nigdy nie ustał – choć Ukrainie nie są już oferowane. Drony pochodzą ze sprzedaży stronom trzecim powiązanym z Rosją, która kupuje zakazaną technologię za pośrednictwem szemranych firm w Stanach Zjednoczonych, Hongkongu i innych krajach.

Rosja, czyli wojna petromacho przeciwko nowoczesności [rozmowa]

Tworzenie spółek zależnych umożliwia Rosji swobodniejszy zakup technologii z państw, które nie nałożyły na nią sankcji, a które obawiają się ograniczeń, jakie Zachód mógłby na nie nałożyć, gdyby otwarcie sprzedawały Kremlowi zaawansowane technologie i inne towary o podwójnym zastosowaniu. To zaś pozwala firmom w Chinach, Hongkongu i innych państwach sprzedawać towary do Rosji bez obaw o konsekwencje, jakie wyciągnąć mogłyby wobec nich Stany Zjednoczone czy UE.

Towary mary

Schemat działania rosyjskich spółek zależnych opiera się także na współudziale rządów państw trzecich.

Najbardziej oczywistym tego przypadkiem jest Kazachstan. Pomimo że rząd tego kraju ogłosił neutralność w wojnie Rosji z Ukrainą, jego wymiana handlowa z Rosją świadczy o czymś zgoła innym. Kazachstan stał się głównym kanałem przerzutu eksportowanych do Rosji technologii i unikania nałożonych przez Zachód sankcji. W ubiegłym roku wartość importu Kazachstanu z UE wzrosła o 89 proc., osiągając poziom 10,4 mld euro. W owym wzroście zawarta jest znacząca wartość zakupów technologii i maszyn (wycenianych na ok. 4 mld euro). Towary o wartości około 2,6 mld euro wyparowały, zamieniając się w „towary mary” – rzeczy oficjalnie zakupione przez Kazachstan w UE, które nigdy jednak nie trafiły do konsumentów w Azji Środkowej.

Jednocześnie wartość eksportu z Kazachstanu do Rosji zwiększyła się w 2022 roku o 25 proc., do poziomu 8 mld euro. Niemal miliard z tej kwoty został przeznaczony na technologie i maszyny – choć Kazachstan nie wytwarza większości z tych towarów. Kazachski wicepremier Serik Żumangarin potwierdził, że pośród nich znajdowały się co najmniej 104 towary objęte sankcjami, w tym wiele o podwójnym zastosowaniu. W ubiegłym roku Kazachstan sprzedał do Rosji półprzewodniki o wartości 3,3 mln euro, choć jeszcze w 2021 roku wartość handlu tymi towarami wynosiła zaledwie 11 tysięcy euro.

Podobną rolę odgrywają Kirgistan i Armenia. Wraz z Kazachstanem, kraje te „zgubiły” objęte sankcjami towary pochodzące z UE o wartości niemal 1 mld euro – kolejne „towary mary”, które później prawdopodobnie sprzedano Rosji. Turcja i inne niby neutralne państwa w Azji stosowały podobną praktykę dopuszczania do sprzedaży znacznych ilości części technologicznych, które następnie eksportowane były do Rosji.

Stany Zjednoczone wysłały już Kazachstanowi i innym, wymienionym wyżej krajom ostrzeżenie, nakładając na nie sankcje pośrednie – na przykład ukarały w ten sposób kilka podmiotów z siedzibą w Kirgistanie za udział w łamaniu sankcji.

Luki i fałszerstwa

Kolejną znaczącą luką w systemie sankcji jest nierówne egzekwowanie pułapu cenowego nałożonego na eksportowaną z Rosji ropę naftową. Został wprowadzony jako rozwiązanie alternatywne wobec nałożenia na Rosję energetycznego embarga, jako że za sprawą embarga ceny energii poszybowały w górę. Gdyby pułap cenowy egzekwowano skutecznie, a następnie stopniowo obniżano, mógłby doprowadzić do stałego zmniejszania się żywotnych dochodów, jakie Rosja pozyskuje ze sprzedaży ropy, a zatem ograniczyć jej zdolność do finansowania wojny, tak jak pierwotnie zamierzono.

Zgodnie z pułapem cenowym rosyjska ropa naftowa ze złóż podmorskich musi być sprzedawana za mniej niż 60 dolarów za baryłkę, jeśli jest transportowana przez tankowce krajów należących do G7. Rosja musi okazać umowę stanowiącą dowód sprzedaży po takiej cenie – jednak żadne wymogi nie dotyczą strony kupującej.

Rosja coraz głębiej pod kreską

Rosja słynie z podrabiania dokumentacji i rozpowszechniania fałszywych informacji. Sfałszowanie umowy tak, aby cena mieściła się w pułapie cenowym, to dla Kremla łatwizna. Śledczy i dziennikarze podkreślają, że Rosja może omijać pułap cenowy poprzez nielegalne transakcje z państwami kupującymi od niej ropę (takimi jak Indie i Chiny) – na papierze ropę sprzedaje poniżej pułapu cenowego, choć w rzeczywistości kupujący płaci więcej.

Nabywcy zresztą odnoszą z tego korzyść, jako że i oni mogą odsprzedać tę samą ropę za wyższą cenę większej liczbie krajów, w tym tych, które objęły rosyjskie nośniki energii sankcjami. Sankcje dotyczą bowiem wyłącznie ropy sprzedawanej bezpośrednio przez Rosję; gdy jednak ta zmienia właściciela, kolejny nabywca (i właściciel) może ją odsprzedać jako własną, w ten sposób windując ceny i czerpiąc korzyści z prowadzenia nielegalnych interesów z Rosjanami.

Aby sankcje działały, zachodnie rządy muszą poważnie podejść do kwestii uniemożliwienia Rosji korzystania z tych i innych luk. Należy ścigać podmioty uczestniczące w nielegalnym handlu i nakładać ograniczenia na pośredników i międzynarodowe firmy, sprzedające towary do Rosji. Można odmówić im dostępu do zachodnich rynków, w ramach kary za ich udział w naruszaniu sankcji, zaś kolejne ograniczenia wprowadzić wobec krajów, które uczestniczą i umożliwiają takie nielegalne praktyki. Od firm kupujących rosyjską ropę naftową trzeba wymagać więcej dokumentacji, tak aby na pewno ceny z podpisywanych przez nie umów mieściły się w ustalonym pułapie cenowym, który z kolei należy obniżyć.

Ameryka Łacińska ma 6 powodów, by nie potępić Rosji

Kraje europejskie i Stany Zjednoczone muszą rozbudować swoje zespoły śledcze i monitorujące sankcje, aby poprawić nadzór nad stosowaniem już nałożonych sankcji, a także zastosować nowe środki zaradcze wobec tych, którzy te zasady systematycznie łamią. Państwa nakładające sankcje mają zarówno zasoby, jak i zdolności, aby tego dokonać.

**
Anna Romandash – badaczka działająca w ramach Fourth Freedom Forum.

***

Artykuł opublikowano w magazynie IPS Journal. Z angielskiego przełożyła Katarzyna Byłów.

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Zamknij