Świat

Kto wygra: Depp czy Heard? Jedno jest pewne: przegra Katarzyna, Marta, Filip i inne ofiary przemocy

Boję się. Boję się o Katarzynę, Hanię, Martę, Agnieszkę i Filipa. Boję się o każdą ofiarę przemocy domowej, każdą ofiarę gwałtów, która teraz będzie musiała o siebie walczyć. Nie ma znaczenia, kto „wygra” w batalii Depp vs Heard. Bo przegrały wszystkie ofiary przemocy – i kobiety, i mężczyźni. W imię spektaklu, zasięgów i zysków. Sprzedano ich poczucie bezpieczeństwa.

Tą sprawą od tygodni żyje świat. Johnny Depp domaga się 50 milionów dolarów odszkodowania po tym, jak w 2018 roku Amber Heard napisała artykuł dla „The Washington Post”, w którym przyznała, że była ofiarą przemocy domowej. Amber Heard z kolei wytoczyła mu sprawę o 100 milionów dolarów za nazwanie jej kłamczynią i tym samym spowodowanie jej społecznego nękania.

„Poczekajmy na wyrok sądu” – słyszeliśmy od początku sześciotygodniowej nawalanki od tych, którzy lubią pozować na bezstronnych i nie wydawać wyroków na opak. Poczekajmy, a dowiemy się, kto jest przemocowy.

bell hooks o #metoo: Patriarchat nie ma płci

Problem w tym, że się nie dowiemy, bo to nie sprawa o przemoc, tylko o pomówienie. Nie o bezpieczeństwo ludzi, tylko o wizerunki medialne. A w tej kwestii wyrok już mamy: wygrał Depp. Medialnie i wizerunkowo wygrał bezkonkurencyjnie. Nie potrzeba wyroku sądu, by to potwierdzić, wystarczy czytać media i głosy w mediach społecznościowych.

Ciekawi jednak wykorzystywanie argumentu „poczekajmy na wyrok sądu”. Wyrok sądu w kwestii pomówienia – gdzie trzeba było dowieść przemocy Deppa – już zapadł. Sąd w Wielkiej Brytanii potwierdził 12 z 14 przypadków przemocy Deppa. Jednak gdy powołuję się na tę informację, słyszę: „sądy są niewiarygodne”. Osoby, które w tej samej sprawie, gdy to dla nich wygodne, fetyszyzują wyroki sądowe, w momencie gdy taki wyrok zapadnie, ale nie po ich myśli – negują autorytet sądu.

Rozrywka po trupach ofiar

Wszystko, co robił Depp, mogło być odpowiedzią na przemoc Amber. Wówczas rzeczywiście by go pomówiła. Ale dokładnie tak samo jest z Amber – jej zachowania mogą być reakcją na przemoc Johnny’ego. Ofiary czasem bronią się w sposób fizyczny i werbalny, na różne sposoby. Gdybyśmy mieli niezależnych specjalistów, którzy by to porządnie przeanalizowali i zbadali – relacje zależności, historię związku, mechanizmy, które w nim zachodziły – moglibyśmy się tego dowiedzieć, a przy okazji edukować się o mechanizmach przemocy domowej. Ale wszyscy specjaliści powoływani są przez jedną bądź drugą stronę, a w trakcie rozpraw okazuje się, jak wielkie wynagrodzenie od Deppa lub Heard za to dostają, a także jakie mają z nimi prywatne powiązania.

Zamiast szkolonych, niezależnych ekspertów, badań i działań antyprzemocowych mamy medialną szopkę z wykupionymi ekspertami opartą na powielaniu stereotypów, które najlepiej przemawiają do zbiorowej wyobraźni. A to może się skończyć tragicznie dla ofiar – ich traumę wykorzystuje się dla zysków i zasięgów. Dla naszej rozrywki. Zamiast rzetelnej rozprawy o przemocy mamy wzajemną nawalankę i cyrk, w którym liczą się popularność i pieniądze. I na tym najbardziej stracą ofiary przemocy domowej.

To jak cofnięcie się w edukacji antyprzemocowej o całe lata świetlne.

Jeśli społeczeństwo w odpowiedzi na opowieść o przemocy będzie powielało argumenty z tej rozprawy – to może być tragiczne dla ofiar. W świecie bez edukacji seksualnej ten medialny spektakl może być dla wielu osób jedynym źródłem informacji o przemocy domowej. Stygmatyzowanie zaburzeń osobowości typu borderline i zaburzeń psychicznych, uzależnień, wyśmiewanie ekspresji osoby mówiącej o traumie, obwinianie za brak dowodów na gwałt czy przemoc psychiczną, powielanie mitów, w których ofiara pozostająca w przemocowym związku „sama tego chciała”, skupianie się na wyglądzie czy nerwowych tikach… To są sposoby na retraumatyzację ofiar przemocy i znęcanie się nad nimi, nie na sprawiedliwy sąd czy dotarcie do prawdy.

Spurek: Hejt w sieci ucisza kobiety

Zgłoszenie Amber nie jest szkodliwe dla „prawdziwych” ofiar przemocy. Znacznie bardziej szkodliwe jest za to powielanie mitów o „prawdziwych” ofiarach przemocy – ofiarach bez winy, biernych, wiecznie smutnych i z wypisaną traumą na czole. To może uderzyć i w kobiety, i w mężczyzn – prowadzić do podważania zeznań ofiar przemocy, a także do stygmatyzacji osób po przemocy.

Przemoc domowa: moje ulubione reality show

Transmitowanie tej sprawy w całości, osiem godzin dziennie przez kilka tygodni, nie ma nic wspólnego z wiarygodnością: większość ludzi nie jest w stanie obejrzeć całości, bo mają pracę i życie, a media podchodzą do sprawy jak do clickbaitu. Nie ma tu miejsca na pogłębienie i niestronnicze relacjonowanie – bo to się nie klika. Klika się przedstawianie tego w atmosferze skandalu, co wywołuje olbrzymią społeczną polaryzację.

Jessica Mercedes na swoim Instagramie napisała, że jest za Deppem, a poza tym świetnie się to ogląda, jak reality show. Dokładnie tak to działa – jak reality show albo serial. Nie życie. Problemy tych bogaczy są dla nas jak z filmu: penthouse’y, apartamenty, prywatne wyspy. Dla większości ludzi to totalnie kosmiczna rzeczywistość, jak z filmu science fiction.

Nie brońcie nas przed obcokrajowcami w Bolcie, tylko przed gwałcicielami w Bolcie

Jednocześnie wszystko to wydaje się żałosne, nieudolne, nieprzygotowane – a to przecież najlepsi adwokaci za mnóstwo kasy, świadomi tego, że ogląda ich cały świat. Wyobraźcie sobie, jak wyglądają sprawy nierelacjonowane we wszystkich mediach. Jak prokurator śpi na rozprawie, jak prawnicy nie mają pojęcia o szczegółach danej sprawy, bo klient nie zapłacił tyle, żeby im się zachciało ruszyć ręką i otworzyć teczkę.

Ofiary przemocy to aktorki, sprawcy to reżyserowie

Bardziej absurdalnego, oczywistego i okropnego przykładu na to, jak utowarawia się gwałty i przemoc, jak przedmiotowo traktuje się ofiary, jak sprzedaje się wojny (choćby te w sądzie) – nie będzie. Dotarliśmy do momentu, w którym przemoc domowa jest nadawana na całodobowym streamie. Sprzedaje się nam ją jak płyn do mycia naczyń.

Stawiamy na Amber bądź Johnny’ego tak, jak stawiamy na Fagatę lub Lexy w High League’u, czyli federacji freak fightów. Tyle że w tym przypadku walka nie opiera się na wzajemnej zgodzie na panujące zasady, tylko na zmuszaniu potencjalnej ofiary do opowiadania całemu światu o swojej traumie.

Robienie spektaklu ze spraw przemocy sprawia, że nigdy nie uwierzy się ofiarom – bo to tylko aktorki w spektaklu. Udają, grają, nie mówią prawdy – w końcu to nie życie, tylko przedstawienie. Gdy tak ujmuje się sprawy przemocy, ofiary nigdy nie będą budzić zaufania. „Grasz” – staje się automatyczną reakcją na opowieść o przemocy, narzędziem do podważania słów ofiar.

To woda na młyn oprawców: dzięki temu wina zostaje rozłożona, argumenty ofiary zdeprecjonowane, a wygrywa nie sprawiedliwość, tylko ten, kto ma większą władzę i pieniądze, by taki spektakl odegrać lepiej.

„Depp vs Heard” – film reżyserowany przez znajomego Deppa

To nie Amber czy inna ofiara przemocy robi „szopkę” i spektakl z przemocy – od lat robią to media. Recenzujemy występy Deppa i Heard, jakbyśmy komentowali ich występy w filmie. Depp? Fenomenalny w roli skompromitowanego mężczyzny przywracanego do łask. Heard – bardzo dobra jako znienawidzona kobieta z przesadną ekspresją, mszcząca się na znanym byłym.

Tak wyglądałby film na ten temat w reżyserii jakiegoś znajomego Deppa – bo nie łudźmy się, jego pozycja w branży filmowej jest i zawsze była znacznie lepsza. Tyle że to nie jest fabuła filmowa, tylko rzeczywistość: znacznie bardziej pokrętna, złożona, z szeregiem głębokich mechanizmów, systemowych dyskryminacji, motywacji i niewidocznych zjawisk.

Kto na tym skorzysta? Na pewno prawniczka Deppa, która odtąd będzie miała kilkudziesięciokrotnie wyższe stawki za sprawy sądowe niż wcześniej.

Na pewno Depp, który w tym spektaklu gra tego dobrego, mimo iż opowiada się o jego gwałtach i przemocy.

Na pewno kolejne korporacje filmowe, które zatrudnią Deppa i zgarną na tym niewyobrażalne zyski, bo ta sprawa zapewniła mu zasięgi, jakich nie miał wcześniej nikt.

Na pewno wielkie korporacje medialne, które już zgarniają na tej sprawie grube miliony.

Celebryckie ruchy nie chronią zwykłych ludzi

To nauczka dla nas: celebryckie ruchy, do których masowo dołączamy, potrafią nas zawieść w bardzo mroczne miejsca. Utożsamianie się z influencerami, którzy zwyczajnie zarabiają na naszym zainteresowaniu, może łatwo prowadzić do wykorzystania naszego zaufania i poczucia solidarności dla ich prywatnych interesów i wojenek. I dla wielkiego biznesu, który za nimi stoi.

Ruch #MeToo zaczął się znacznie wcześniej niż post Alyssy Milano i celebrycka sprawa Weinsteina: od historii niezamożnych czarnych kobiet, które wspierała i organizowała Tarana Burke. Ale to celebrycki post sprawił, że dołączył do niej cały świat. I to jest niebezpieczne. #MeToo zostało zmonetyzowane przez show-biznes. Jak to się kończy – pokazuje nam ta sprawa, gdzie dobro ofiar nie ma absolutnie żadnego znaczenia w obliczu wielkich fortun.

Dziadocen i piwnice patriarchatu

czytaj także

Dziadocen i piwnice patriarchatu

Agata Adamiecka-Sitek

Nie zmienimy świata, wpadając w pułapkę utowarowienia przemocy domowej.

Gdy zgłaszają się do mnie ofiary przemocy – pomagam im. Wierzę im. I to jest prawdziwe działanie i prawdziwa zmiana – a nie celebryckie afery i dymy.

Nie potrzebujemy zachodnich show tworzonych dla zysków z toksycznymi wizerunkami bogaczy, z którymi nic nas tak naprawdę nie łączy. Mamy swoich bohaterów: Katarzynę, Agnieszkę, Tomasza czy Filipa. I tysiące innych osób – każdej płci – które przetrwały przemoc, wspierają się i organizują. Nie po to, by zgarniać zyski na show, tylko po to, by zmieniać świat.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Maja Staśko
Maja Staśko
Dziennikarka, aktywistka
Dziennikarka, scenarzystka, aktywistka. Współautorka książek „Gwałt to przecież komplement. Czym jest kultura gwałtu?” oraz „Gwałt polski”. Na co dzień wspiera osoby po doświadczeniu przemocy.
Zamknij