Świat

Czy kobiety mają o co walczyć?

Na całym świecie walka kobiet trwa. Ale czy jest w ogóle coś, co nas łączy?

Jedne z nas boją się, że nie dostaną awansu, bo planują ciążę, innym rodzina w ogóle nie pozwala pracować. Jedne nie pójdą do szkoły czy pracy, bo nie stać je na podpaski, inne obawiają się publicznie wypowiadać, żeby nie narazić się na seksistowski hejt. Czasem te z nas, które żyją w bardziej równościowych systemach, wyrażają oburzenie i niedowierzanie, jakim koszmarem jest bycie kobietą w Sudanie czy Indiach. Do tego stopnia, że trudno nam jest myśleć o nich inaczej niż o ofiarach, które nie mają w swoim życiu żadnej sprawczości, a więc i szans na zmianę (albo potrzebują do tego jakiegoś „wybawcy”).

 

Bez względu na szerokość geograficzną od kobiet słychać natomiast narzekanie, że dany (nie ich) problem jest wyimaginowany albo dotyczy tylko niewielkiej grupy kobiet i że są sprawy ważniejsze. Czy wobec tak ogromnych różnic w ogóle o coś wspólnie walczymy?

O świat wolny od strachu

Kobiety stanowią 85% robotników w przemyśle tekstylnym w Bangladeszu, jednym z najsłabiej opłacanych, niebezpiecznym i niepewnym sektorze. W skali świata 21% młodych kobiet zostało wydanych za mąż, zanim skończyły 18 lat. W Sierra Leone 3 tysiące kobiet umiera rocznie z powodu komplikacji w ciąży lub podczas porodu. 87% kobiet w Polsce spotkało się z molestowaniem seksualnym w jakiejś formie.

Cała prawda o niepewności i strachu, z którymi mierzą się kobiety, nie mieści się jednak w statystykach i w liczbach. Niewątpliwie ciężko jest porównywać doświadczenie dziewczynki zmuszanej do małżeństwa, kobiety, która poroniła w kraju, gdzie aborcja jest zakazana i karana, czy kobiety wracającej samej do domu w nocy, wszystkie jednak mają się czego bać.

XX Warszawska Manifa

Chociaż prawo do bezpieczeństwa zwykło się łączyć z wolnością od przemocy bez względu na płeć, spektrum sytuacji, w których to bezpieczeństwo jest zaburzone właśnie z tego względu, jest naprawdę szerokie. Ale największym wyzwaniem w skali świata wydaje się brak polityki społecznej i zabezpieczającego kobiety prawa pracy.

Fabryki tekstylne w Bangladeszu, Kambodży czy Wietnamie są wprawdzie dla wielu kobiet miejscem, w którym zarabiają jedyne pieniądze, jakie w ogóle mogą zarobić, ale równocześnie pracują w trudnych warunkach, w większości bez prawa do płatnego zwolnienia lekarskiego, urlopu czy umowy zabezpieczonej okresem wypowiedzenia. Bez dostępu do służby zdrowia, systemu emerytalnego i rentowego. I często z mniejszą pensją, bo łatwiej kobiecie zapłacić mniej, argumentując, że nie jest głównym żywicielem rodziny (co nie zawsze jest prawdą).

Nie dziwi więc, że kobiety stoją na czele wielu protestów i ruchów o godne warunki pracy i życia. Strajki w Bangladeszu na początku tego roku sparaliżowały sektor odzieżowy, a na ulicach widać było setki kobiet, często bardzo młodych. Udało się w ten sposób wymusić wzrost wynagrodzeń w przemyśle tekstylnym. Pensja minimalna wynosi dziś w Bangladeszu 95 dolarów miesięcznie (o ile przepisy są egzekwowane), ale do niedawna była prawie o połowę niższa.

14 godzin harówy to pestka [rozmowa z Joanną Kuciel-Frydryszak]

W Ameryce Południowej natomiast kobiety stawiają czoła korporacjom i rządom w walce o ziemię. Część z nich w tej walce ginie – jak Berta Cáceres z Hondurasu zamordowana w 2016 roku.

O świat wolny od wstydu

Minimum osiem kobiet i dziewczynek zmarło w Nepalu na przestrzeni dekady, bo były izolowane z powodu miesiączki, która jest uznawana za stan nieczysty. 40% kobiet żyje w krajach o bardzo restrykcyjnym prawie aborcyjnym, a w podziemiu przeprowadza się szacunkowo rocznie 25 milionów aborcji w nieodpowiednich warunkach. 33% ankietowanych Polek nie zgłosiło przemocy seksualnej, bo odczuwało wstyd i zażenowanie. W niektórych krajach kobiety mają wstydzić się aborcji, w innych stosowania antykoncepcji, a jeszcze w kolejnych menstruacji. Wszędzie mają się wstydzić tego, że doświadczyły przemocy seksualnej.

W ostatnich latach walka o świat, w którym kobiety nie muszą się wstydzić, przyjmuje różne formy i podejmuje różne tematy. Wpisać w nią można #MeToo, kolejne etapy dyskusji na temat liberalizacji prawa aborcyjnego w Polsce (oraz inicjatywy na jej rzecz), ale również działania dużo bardziej nam odległe. Na początku tego roku świat obiegły zdjęcia podobno jednej z najliczniejszych w historii manifestacji o prawa kobiet: 5 milionów osób uformowało wielokilometrowy korytarz w południowych Indiach, sprzeciwiając się zakazywaniu kobietom w wieku rozrodczym wstępu do świątyni Sabarimala.

Manify 2019: To my jesteśmy rewolucją

Chodzi oczywiście o kobiety, które mogą potencjalnie mieć okres, a tym samym „zagrażać czystości” miejsca kultu. Był to punkt kulminacyjny narastającej frustracji, z której zrodził się ruch przeciwko tabu związanym z menstruacją w Azji Południowej. O ile tam rzeczywiście przybiera ono najbardziej drastyczną formę i często poważnie zagraża zdrowiu kobiet, traktowanie okresu jako czegoś wstydliwego również w Europie ma się dobrze. Wystarczy zobaczyć reklamy podpasek i tamponów, w których nie ma krwi, ale zawsze ubrane w biel modelki.

O system, który będzie chronił nasze prawa

Sprawa wstępu do świątyni Sabarimala w Indiach ma jeszcze jeden ważny aspekt: w zeszłym roku indyjski Sąd Najwyższy nakazał jej władzom umożliwienie wstępu wszystkim bez względu na płeć i wiek, bo zakaz łamał konstytucyjne prawa jednostki. Szybko się okazało jednak, że sam wyrok to jedno, a realne korzystanie z praw to równie trudne wyzwanie. I te 5 milionów protestujących domagało się od państwa, żeby zmusiło władze świątyni do podporządkowania się wyrokowi, a kobietom umożliwiło bezpieczny wstęp i pobyt na miejscu.

Czy pornowiedźmy uratują świat?

W Sabarimali jak na dłoni widać, że aby zapewnić kobietom życie bez strachu, niepewności i wstydu, potrzeba jeszcze systemu, w którym prawo będzie egzekwowane, a wymiar sprawiedliwości – dobrze finansowany oraz niezależny od polityków i korporacji. Podobnie jest z  dostępem do legalnej aborcji i antykoncepcji w Polsce (i również innych krajach) w obliczu nadużywania klauzuli sumienia. To słabe struktury państwowe, korupcja oraz brak transparentności prowadzą do tego, że w wielu państwach nawet mimo dobrego prawa do naruszeń praw kobiet dochodzi, a egzekwowanie przepisów wymaga ogromnych nacisków społecznych.

Dodatkowo paradoks polega na tym, że ten sam system potrafi również niesamowicie opresyjnie wcielać w życie rozwiązania prawne, które zagrażają kobietom. W niektórych krajach, szczególnie Ameryki Południowej i Środkowej, mężczyzn nie ściga się za przemoc seksualną z równą determinacją, co kobiet za przerwanie ciąży.

Dobrą tego ilustracją jest sprawa kobiet, które protestowały przeciwko faszyzmowi na trasie Marszu Niepodległości w 2017 roku. Gdy dziś ciągane są po sądach za zakłócanie demonstracji, jej uczestnicy, którzy je wyzywali i popychali, okazali się rzekomo nieszkodliwi.

Feminizm dla 99 procent [rozmowa z Nancy Fraser]

czytaj także

Mówiąc o wyzwaniach stojących przed kobietami świata, trudno nie dojść do przygnębiającej konstatacji – problemów jest dużo, są niesamowicie różnorodne, a poza tym zależne od kraju, sytuacji politycznej i gospodarczej, kontekstu kulturowego. Świadomość tego może paraliżować i frustrować, nawet jeśli zgodzimy się, że te problemy łączą wspólne mechanizmy opresji. Może jednak również jednoczyć, dawać siłę do walki o świat wolny od strachu, niepewności i wstydu. Oby ostatecznie ta siła przeważyła.

Bio

Weronika Rokicka

| Indolożka, politolożka
Doktor nauk humanistycznych, absolwentka indologii i nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim, obecnie adiunktka na Wydziale Orientalistycznym UW; jako stypendystka rządu indyjskiego i programu Erasmus Mundus razem dwa lata studiowała w Indiach i Nepalu. W latach 2011-18 pracowniczka polskiej sekcji Amnesty International, gdzie zajmowała się obszarem praw kobiet i dyskryminacji. Ze względu na zainteresowania naukowe i pracę zawodową blisko śledzi stan przestrzegania praw człowieka i sytuację polityczną w Indiach, Nepalu i Bangladeszu, w tym szczególnie problematykę praw kobiet i przemocy wobec kobiet.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.