Świat

Czerepanyn: Dziennik moskiewski (1)

Stopniowo mija euforia pierwszych wystąpień i ruch protestu staje przed wyraźnymi problemami. „Właściwie, co dalej?” – to najczęściej zadawane pytanie, które niepokoi większość. Pierwsza część dziennika z moskiewskich protestów autorstwa Wasyla Czerepanyna.

Moje opisy będą się wymykać wszelkiej teorii. Mam nadzieję, że właśnie dzięki temu uda mi się zmusić do mówienia samą rzeczywistość […]. Chcę przedstawić to miasto, Moskwę, w momencie, gdy „wszystko, co faktyczne, już stało się teorią”.

Walter Benjamin z listu do Martina Bubera, 27 luty 1927 


Przesłanki

26 grudnia 2011

 

Nazywając swoje polityczne notatki i spostrzeżenia Dziennikiem moskiewskim, odsyłam do lewicowej tradycji XX w. i przywołuję tak samo zatytułowaną pracę Waltera Benjamina. Wydaje mi się, że ta paralela jest nieprzypadkowa. Benjamin przyjechał do Moskwy w grudniu 1926 r. z polecenia niemieckich gazet zainteresowanych rosyjską rewolucją. Został do lutego 1927 r. Ja przybyłem do Moskwy 85 lat później w ramach współpracy z polskimi kolegami z Krytyki Politycznej, którzy chcieli od wewnątrz przedstawić grudniowe protesty bezprecedensowe w najnowszej historii Rosji.

 

Mój stosunek do Moskwy i rosyjskiej rewolucji jest bardzo osobisty. Miałem okazję mieszkać w Moskwie przez pewien czas w głębokim dzieciństwie w latach 80. Zapamiętałem tylko GUM i Lenina w mauzoleum. Dla mojego późnosowieckiego dziecięcego spojrzenia Rosja była stolicą świata, centrum wolności i rozkoszy, największym i najpiękniejszym miastem na świecie. Dlatego nie mogę się teraz uwolnić od lekkiej, miłej aury towarzyszącej tej podróży zmieniającej ją w swego rodzaju wycieczkę w świat fantazji.


Dziś Moskwa okazuje się tętniącym życiem centrum bezprecedensowego za rządów Putina protestu. Wydaje mi się, że w tej sytuacji jest bardzo ważne, by nie naśladować medialnych strategii reprezentowania tego sprzeciwu. Teraz, gdy grudniowe protesty już minęły, potrzebne jest raczej antropologiczne ujęcie tego wycinka życia publicznego. Wyłącznie w ten sposób można przeanalizować, jakie będą konsekwencje i rezultaty wieców na placu Błotnym i prospekcie Sacharowa.

Zasadniczo nie pretenduję do roli eksperta czy politologa. Jestem raczej politycznie zaangażowanym obserwatorem. Moje podejście opiera się na założeniu, by oglądając pejzaż po bitwie, ze zgromadzonych śladów stworzyć społeczno-kulturowy dokument – szkic do portretu moskiewskiego życia antysystemowego.


Biała wstążka protestu

27 grudnia 2011

 

Pierwszym obrazem, jaki zwrócił moją uwagę w Moskwie, był sprzątacz w porcie lotniczym pochodzący z jednej z byłych azjatyckich republik radzieckich. To najtańsza siła robocza. Zajmuje najniższe miejsca w hierarchii na rynku pracy: sprzątacze ulic, obsługa stołówek, pracownicy remontowi. Praca brudna, nieprzyjemna. Ten obrazek stał się na tyle powszechny, że wykorzystano go nawet w humorystycznym serialu Nasza Russia.


Fala grudniowych protestów jest niekiedy nazywana w prasie „śnieżną rewolucją” – od białych wstążek noszonych dla wyrażenia opozycyjnych nastrojów. Wpisuje się to w kontekst postsowieckich „kolorowych” rewolucji – pomarańczowej na Ukrainie, rewolucji róż w Gruzji, tulipanów – w Kirgizji. W odróżnieniu od Ukrainy, gdzie w 2004 r. na ulicach Kijowa trudno było spotkać ludzi bez pomarańczowych wstążek, w Moskwie ich białe odpowiedniki zakłada się tylko na wiece. Codziennie nie nosi ich prawie nikt. Biały – to kolor uczciwości, niewinności, sprawiedliwości. Przywodzi to od razu na myśl film Biała wstążka Michaela Haneke (2009), w którym owa wstążka figurowała nie w emancypacyjnym, ale ultrakonserwatywnym, religijnym kontekście: białą wstążkę zawiązywano na ręce dzieciom, by uchronić je od grzechu i pychy. Chociaż w sytuacji protestów ma ona podobne konotacje – to symbol trwania w czystości, tego, że wszystko trzeba rozpocząć od nowa, od białej karty – jak Białe na białym (Biały kwadrat) Kazimierza Malewicza namalowane w 1917 roku albo śnieg w projekcie Podróż za miasto moskiewskiej grupy konceptualnej Działania kolektywne” Andrieja Monastyrskiego. Ten protest wizualnie wywodzi się z artystycznej tradycji o sakralnych ikonograficznych korzenia, dlatego też w pewnym sensie ma quasi-religijny charakter.


Tymczasem w przestrzeni publicznej czuje się wzrastającą temperaturę powszechnego upolitycznienia. Społeczeństwu brakowało prawdziwie politycznych pytań, a nie PR-owych fikcji. Wszędzie słyszy się urywki rozmów na aktualne polityczne tematy. Protesty istotnie stały się ważnym punktem odniesienia. Ludzie o nich dyskutują, omawiają je i to, niewątpliwie, już wielkie osiągnięcie. Głównym problemem jest obecnie nie tylko to, jak nie stracić wypracowanego potencjału i nie dopuścić do wytracenia rewolucyjnej energii, ale przede wszystkim to, jak wygrać. Już teraz mówi się, że w niektórych regionach obserwuje się spadek rewolucyjnych nastrojów, chociaż to, oczywiście, rzecz do przewidzenia w przeddzień świętowania Nowego Roku. W tym kontekście bardzo na miejscu jest hasło z plakatu z Che Guevarą, który wisi w mieszkaniu, gdzie obecnie mieszkam: „Zmęczyłeś się – odejdź! Ale nie będziesz już bojownikiem rewolucji”.


Nie wstydź się lewicowości!

28 grudnia 2011 r.

 

Najważniejszym rezultatem grudniowych rosyjskich protestów jest redukcja kontekstu: wszystko, co wydarzyło się do tej pory, się zdezaktualizowało, wiele rzeczy zwyczajnie straciło sens. Jak pokazał 24 grudnia, przejawiało się to nawet w samej formie wiecu i rozmieszczeniu akcentów w jego trakcie. Lewica nie gromadziła już wszystkich sił w walce o scenę, o miejsce w kolejce występujących, a kładła nacisk na to, co, parafrazując Nicolasa Bourriaud, można by nazwać relational politics – koncentrowała się na samoorganizacji, na pracy z ludźmi, którzy przyszli protestować. Podejście to wyrażało się np. przez takie inicjatywy, jak żywy mikrofon, gdzie każdy mógł się wypowiedzieć, lub warsztaty z plakatu politycznego, gdzie wszyscy chętni mogli razem z artystami własnoręcznie zrobić poster. Polityczne wyrażenie własnych uczuć – oto, czego rzeczywiście potrzebuje społeczeństwo, które latami było czyszczone z poczucia obywatelskości. Sumowanie takiej indywidualnej ekspresji w jakiejś ogólnej ramie gromadzi i formuje lewicową bazę społeczną.


Stopniowo jednak mija euforia pierwszych wystąpień i ruch protestu staje przed wyraźnymi problemami. „Właściwie co dalej?” – to najczęściej zadawane pytanie, które niepokoi większość. Jak można istotnie wpłynąć na zmianę sytuacji? Po wiecu z 24 grudnia władza zmienia się, według słów jednego z liderów Rosyjskiego Ruchu Socjalistycznego, w polityczną maszynę, pracującą przeciwko protestom, i uruchamia wszystkie tryby mające doprowadzić Putina do zwycięstwa. Z jednej strony obserwuje się gotowość ludzi do wychodzenia na ulicę, z drugiej – w obrębie ruchu protestu panuje nieufność wobec liderów, którzy nie wywierają nacisku na władzę, chcą z nią iść na polityczne układy. Jest to tym bardziej upokarzające, że władza choćby minimalnie nie wsłuchuje się w żądania protestujących. 


Świadczy to o pewnym zamieszaniu w szeregach opozycji, składających się z różnorodnych elementów politycznego spektrum. Wielkie pytanie budzi także uczestnictwo nacjonalistów i jawnych ultra prawicowców w procesach protestu. Na Ukrainie taki ideologiczny miks można było obserwować wcześniej, ale zakończył się razem z pomarańczową władzą. Dziś pozasystemowa lewica, niezależnie od inicjatywy i powodów protestu, zasadniczo nigdy nie protestuje razem z prawicą, co przyczynia się do bardziej adekwatnej artykulacji politycznych postulatów. Z kolei (ultra) prawicowcy albo usiłują przyłączyć się do demonstracji lewicy w celu jej dyskredytacji, albo lub zwyczajnie próbują pokrzyżować jej zamiary za pomocą fizycznej przemocy. W Rosji obecność wielu opcji ideologicznych w jednej przestrzeni protestu daje nieco schizofreniczny efekt. Liberałowie rozmawiają o wyborach, nacjonaliści – o wiecach, lewica – o prawach socjalnych, a władza sprawia wrażenie, jakby nic się nie działo.


W tej sytuacji wewnątrz opozycyjnego obozu wzrasta prawdopodobieństwo zaostrzenia sporów i personalnej walki o status Master-Signifer – postaci, która reprezentowałaby wszystkich protestujących. Istnieje także niebezpieczeństwo zrutynizowania działalności – w jaki sposób dalej stawiać ważne socjalne pytania? Ponieważ samo występowanie przeciwko Putinowi to za mało, potrzebna jest wielka praca przyczyniająca się do jakościowej zmiany świadomości ludzi, przybliżenia im bardziej złożonej, głębokiej problematyki. Przy tym trzeba wspierać niektóre rozbudzone aspiracje, żeby w nowej niestabilnej sytuacji przed marcowymi wyborami i w ich trakcie być gotowym na zbiorowy opór. Lewica, by stać się pełnowartościowym podmiotem tych wyborów, powinna głosić postulaty społeczne istotne dla większości. Wiec z 24 grudnia pokazał, że pozasystemowa lewica jednoczy pokaźną część protestujących, tj. ma potencjał dużo mniej marginalny, niż sama przyzwyczaiła się o sobie myśleć.


W rezultacie grudniowych protestów w niecodziennej sytuacji znalazła się rosyjska lewica instytucjonalna, która przez długi czas była tu w Rosji ważnym głosem (m.in. Borys Kagarlicki i Aleksander Tarasow), oraz tacy profesjonalni rewolucjoniści, jak np. Edward Limonow. Dzisiaj nie tylko nie wpisują się oni w pejzaż protestu, ale, więcej – demonstrują ostre resentymenty lub nawet występują przeciwko protestom. Takie, wydawałoby się, nieoczekiwane reakcyjne podejście dużo mówi o podwójnym wyzwaniu, jakie stoi przed nimi. Reakcja tych pierwszych nie dziwi, ponieważ już dawno wybrali inny, spokojny kontekst, zakładając, że w ramach istniejącego systemu będą mogli rozwijać swoje projekty. U tych drugich przejście od jednostkowej do publicznej polityki protestu wywołało poznawczy dysonans, ponieważ sami zrośli się z tym, przeciw czemu występowali. To rzeczywiście lekcja dla całej lewicy – zależność od wroga sprawia, że zostajesz na politycznym poboczu.


przełożył Przemysław Hirniak

 

* Wasyl Czerepanyn – kierownik Centrum Sztuk Wizualnych Akademii Kijowsko-Mohylańskiej, Klub Krytyki Politycznej na Ukrainie

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.