Nauka

Karmiąc zwierzęta, rzadko kierujemy się wiedzą. Jaś Kapela rozmawia z dr Karoliną Hołdą

Psy są jak dzieci, niekoniecznie lubią to, co jest zdrowe. Często wybierają coś, co smakuje i pachnie intensywnie. Coś, co jest np. bardzo tłuste, bo tłuszcz jest nośnikiem smaku i zapachu. Naszym zadaniem jest dostarczenie im odpowiednich składników odżywczych. Jaś Kapela rozmawia ze specjalistką w dziedzinie dietetyki zwierzęcej Karoliną Hołdą.

Jaś Kapela: Wydaje mi się, że aby zdrowo się odżywiać, potrzebujemy składników odżywczych, a nie konkretnych pokarmów, i ta sama zasada dotyczy też zwierząt. Jednak gdy ten argument podrzucałem w różnych internetowych dyskusjach, toczonych wokół wegańskiej karmy dla psa Hummusa − pojawiał się kontrargument, że to nie jest takie proste. Co w tym jest trudnego?

Karolina Hołda: Trzeba powiedzieć jasno: organizmy zarówno ludzi, jak i innych zwierząt wchłaniają właśnie składniki odżywcze. Skąd te składniki odżywcze będą pochodzić, ma już mniejsze znaczenie.

Jednak bardzo ważną kwestią jest wartość biologiczna pokarmu, czyli jego strawność, zawartość substancji odżywczych, a także interakcje między składnikami pokarmowymi. W przypadku psów i kotów większość produktów odzwierzęcych jest lepiej strawna niż produkty roślinne, choć zależy to jeszcze od procesu obróbki termicznej i mechanicznej, a także jakości surowca. Zatem istnieje wiele czynników, które mają wpływ na to, w jakim stopniu składniki odżywcze zostaną wchłonięte do organizmu zwierzęcia. Strawność jest ponadto osobniczo zmienna i będzie zależała od zdolności trawiennych danego osobnika, na które mają wpływ przebyte choroby, wiek czy skład mikrobioty.

Czy weganie torturują psy?

Przeszkodą może być nietrawienie jakichś składników?

Jeżeli jakiś składnik odżywczy będzie słabo strawny, to w dużo mniejszym stopniu zostanie przyswojony, więc zwierzę z niego nie skorzysta. W przypadku białka jest tak, że jeżeli mamy białko o niskiej wartości odżywczej, to trzeba go podać więcej. Im wyższej jakości białko, tym mniej musimy go podać, żeby zaspokoić potrzeby zwierzęcia.

Jednak psy przez tysiące lat jadły mało mięsa, bo trudno było je upolować. Dlatego też zaprzyjaźniły się z ludźmi i zaczęły żywić dietą ludzi, dla których mięso również nie było codziennością. Czy nie są więc przystosowane do trawienia też innych pokarmów?

Dieta psich przodków była bardzo zróżnicowana. Gdy udało im się upolować jakąś ofiarę, to oczywiście chętnie ją zjadały, jeśli była większa, zostawało też na później. Natomiast zapewne przez większość czasu były skazane na to, żeby szukać sobie roślinnych pokarmów. Szacuje się, że dieta dzikich psowatych do 50 procent była złożona z roślin. W związku z tym psy uznajemy za względnych mięsożerców albo za wszystkożerców.

Psy zaadaptowały się do diety wysokoskrobiowej, od kiedy zaczęły polegać na człowieku jako źródle pożywienia. Kiedy około 10 tysięcy lat temu (lub wcześniej) zaczęliśmy prowadzić osiadły tryb życia i uprawiać zboża, stały się one podstawą naszej diety. Psy jadły to co my. U kotów takie zmiany nie zaszły i nadal są bezwzględnymi mięsożercami. Może dlatego, że miały myszy i inne gryzonie czy ptaki, a te również lubiły nasze zboże.

Hummus ewidentnie kocha chleb, trzeba go przed nim go chować. Ale mięso też lubi.

Generalnie to jest smak, który jest pożądany. Smak słony i umami, czyli mięsny, to są smaki, które psy lubią. Wbrew pozorom chleb zawiera dosyć duże ilości soli.

Ale przecież soli nie powinny za dużo jeść…

Nie, choć sól kuchenna, czyli chlorek sodu, jest potrzebna w diecie psa w niewielkich ilościach. Patrząc jednak na to, jak dużo jest w tej chwili soli w ludzkiej diecie, muszę podkreślić, że dla psów to zdecydowanie za dużo. Dlatego nie należy podawać psom naszych domowych potraw, a także spożywczych produktów, przetworzonych wędlin, czy to roślinnych, czy mięsnych, one są po prostu bardzo słone.

Takie jednorazowe spożycie produktu z wysoką ilością soli nie powinno dla zdrowego psa być dużym problemem, o ile wypije bardzo dużo wody. Jeżeli jednak nie wydali nadmiaru chlorku sodu, to mogą się zacząć problemy.

Wynika z tego, że psy, podobnie jak ludzie, nie zawsze lubią to, co jest dla nich najlepsze i najzdrowsze?

Dzieci, jakby mogły, to chciałyby cały czas jeść chipsy i słodycze. Tak samo jest z psami, zasadniczo one lubią to, co pachnie intensywnie. Coś, co jest np. bardzo tłuste, bo tłuszcz jest nośnikiem smaku i zapachu. Co nie znaczy, że to jest dla nich najzdrowsze i najlepsze.

Gdyby ktoś chciał przestawić swojego pieska na weganizm, to od czego powinien zacząć?

Przede wszystkim trzeba się upewnić, czy pies jest zdrowy. Patrzymy, czy ma ładną sierść, czy skóra jest zdrowa i czy ogólnie jest w dobrej kondycji, czyli nie ma nadwagi, nie ma niedowagi i w badaniach kontrolnych krwi też wszystko wychodzi prawidłowo. Wtedy możemy zastosować tzw. diety alternatywne. Dieta wegańska czy wegetariańska jest w literaturze nazywana dietą alternatywną, czyli niekonwencjonalną.

Tak jak przy każdej zmianie diety, nową musimy wprowadzać stopniowo, zwiększając jej udział na przestrzeni około dziesięciu dni. Zaczynamy od jednej czwartej nowej diety pierwszego dnia, i tak stopniowo każdego dnia coraz więcej, aż dojdziemy do stu procent nowej karmy. To jest też czas, kiedy musimy bardzo dokładnie obserwować, co się dzieje z naszym zwierzęciem, czyli jak się zachowuje, czy zjada wszystko, czy lubi nową karmę i jak wyglądają jego kupy. Jeżeli jest wszystko w porządku, to oznacza, że udało się przejść na nową dietę.

Jeżeli zaczynają się pojawiać biegunki, to musimy zrobić krok w tył i wydłużyć okres tranzycji. Zdarza się, że jeden pies będzie potrzebował dwóch, trzech, czterech tygodni okresu przejściowego, a inny się przestawi bez problemu w ciągu trzech dni. Książkowo zmiana diety powinna być przeprowadzona w ciągu 7–10 dni, ale każde zwierzę jest inne, więc musimy się dostosować do organizmu zwierzęcia.

Sprawa nie jest zatem skomplikowana. Czy na coś trzeba szczególnie zwrócić uwagę?

Ważne jest też to, co ten konkretny pies jadł wcześniej. Jeśli jego poprzednia dieta była skrajnie różna, opierała się np. na surowym mięsie, przestawienie go na karmę wegańską byłoby trudne. Możliwe, że w ogóle by się to nie udało.

Zupełnie inne enzymy są potrzebne do trawienia mięsa, a inne do produktów roślinnych. Zupełnie inaczej też wygląda jelito takiego zwierzęcia, które jest żywione mięsem i nie dostaje żadnych warzyw ani innych źródeł węglowodanów. Wtedy kosmki jelitowe są dosyć krótkie, dobrze trawione jest jedzenie bez zawartości włókna, przewód pokarmowy jest taki troszeczkę rozleniwiony.

Natomiast jeżeli w diecie są produkty pochodzenia roślinnego, to zazwyczaj jest w niej też obecne włókno pokarmowe, czyli błonnik. Wtedy kosmki jelitowe są dłuższe, co znaczy, że jest większa powierzchnia wchłaniania.

Uważamy siebie, a także nasze psy i koty za byty wyższe. Ale już np. krowy są po to, żebyśmy je zjadali. To złe

Poza ograniczaniem ilości cierpienia widzę też inne zalety wegańskiego karmienia Hummusa. Śmierdzi znacznie mniej niż psy jedzące mięso, z którymi miałem do czynienia. Rozumiem, że to wynika z tego, że mniej mu gnije w buzi czy przewodzie pokarmowym. Z pyska mu nie śmierdzi.

Duże znaczenie ma tutaj stan zębów. To kamień nazębny powoduje taki nieprzyjemny zapach. Na zębach gromadzą się bakterie. Jeżeli nie ma kamienia nazębnego, to bez względu na to, co pies je, nie powinno być takiego przykrego zapachu. Być może masz po prostu wrażliwy węch na mięso i to wyczuwasz.

Mięso mi śmierdzi.

Musielibyśmy porównać, w jakim stanie jest uzębienie Hummusa, a w jakim innych psów, od których czułeś przykry zapach, i wtedy byśmy wiedzieli, czy to rzeczywiście ma znaczenie.

Z kolei wadą dobrze zbilansowanej domowej wegańskiej diety jest jej poziom skomplikowania. Wegetariańskie karmienie wydaje się dużo prostsze…

Tak. Przy diecie wegetariańskiej możemy zastosować białko i tłuszcz zwierzęcy, np. twaróg czy jajka. Białko jaja jest uznawane za wzorzec, jeżeli chodzi o wartość odżywczą. Domowa dieta wegetariańska będzie mniej skomplikowana niż dieta wegańska, która musi się składać z bardzo wielu różnych składników i suplementów, żeby pokryć zapotrzebowanie na wszystkie składniki odżywcze.

Tak, przepis, który dostałem, ma ze dwadzieścia składników.

No właśnie.

Jednocześnie wydaje się, że znacząco wzrasta chęć żywienia psów wegańsko lub wegetariańsko. Czy masz jakieś dane na ten temat?

Wśród osób, które posiadają zwierzęta domowe, tzn. psy i koty, jest dużo więcej wegan i wegetarian niż w ogólnej populacji ludzkiej. Ostatnio czytałam wyniki badań z krajów rozwiniętych: Australii, Kanady, USA i Wielkiej Brytanii. W populacji ogólnej jest 2–5 procent wegan i wegetarian. Natomiast wśród osób, które mają zwierzęta domowe, wegan i wegetarian jest nawet 15 procent. Osoby, które mają w domach psy i koty, są prawdopodobnie bardziej empatyczne i być może z tego wynika częstsze stosowanie wśród nich diety roślinnej.

Z tych badań wynika też, że 25 procent wegan karmi swoje zwierzęta dietą roślinną, a 75 procent z nich byłoby zainteresowanych taką dietą, jeżeli byliby pewni, że to by było zdrowe dla ich zwierzęcia.

Jednocześnie bardzo trudno o rzetelne informacje na ten temat, przynajmniej po polsku. Może to dlatego ten sposób karmienia zwierząt budzi duży sprzeciw?

Dostępne badania na temat żywienia psów i kotów dietami wegańskimi i wegetariańskimi są niskiej jakości i są krótkoterminowe. Nie dysponujemy dużą ilością rzetelnej wiedzy, badaniami długookresowymi, żebyśmy mogli powiedzieć ze stuprocentową pewnością, że to jest bezpieczne. Niestety więcej jest dowodów anegdotycznych niż badań, które by mogły to potwierdzić albo zaprzeczyć.

Dlatego duża część osób zainteresowanych żywieniem swoich zwierząt dietą roślinną nie robi tego – właśnie z obawy przed zaszkodzeniem pupilowi. Poniekąd jest to słuszne podejście, skoro jest to dieta niekonwencjonalna, niosąca potencjalne ryzyko niedoborów pokarmowych. Inną kwestią jest dyskusja oparta wyłącznie na własnych poglądach. Każda moja wypowiedź czy artykuł na ten temat budzą mnóstwo skrajnych emocji. Chyba właśnie na tym polega problem, że te wszystkie komentarze pojawiające się pod takimi artykułami lub postami są bardzo emocjonalne. Ludzie raczej nie kierują się wtedy rzetelną wiedzą, bo też często jej nie mają, ale wypowiadają się, bo poczuli bardzo silny zastrzyk emocji.

Z tego, co czytałem, to w ogóle badania nad psami się zaczęły jakieś trzydzieści lat temu, wcześniej nikt się tym nie zajmował.

Rzeczywiście, dietetyka zwierząt towarzyszących to jest dosyć młoda dziedzina nauki, chociaż można odnaleźć publikacje nawet sprzed stu lat. Jest to związane z tym, że całe nakłady badawcze szły na zwierzęta rzeźne, bo z tego był zysk. Dopiero od niedawna zaczęliśmy badać kwestie związane z żywieniem zwierząt, które „nie są przeznaczone do spożycia”. Tak ładnie jest to ujęte w ustawie o paszach i wszystkich rozporządzeniach, które dotyczą pasz. Karmy dla psów i kotów podlegają tym samym przepisom, które dotyczą zwierząt gospodarskich. Wprowadzony jest tylko podział na zwierzęta przeznaczone do spożycia i zwierzęta nieprzeznaczone do spożycia, czyli psy i koty.

Jednak w którymś z artykułów przeczytałem, że były przypadki, że do mączki kostnej trafiały utylizowane psy i koty. Czy to jest legalne?

Kilka lat temu była taka afera w Stanach Zjednoczonych. Poszczególne stany mają inne przepisy. Jeśli chodzi o zwierzęta padłe albo tak zwane road kill, czyli np. te znalezione na ulicy czy te poddane utylizacji, zarówno w USA, jak i w Europie nie mogą być stosowane w karmach, jest to zakazane. Skoro utylizowane zwierzęta nie mogą trafiać do karm dla psów i kotów, a jakiś producent tak zrobił − było to nielegalne.

Spurek: Potrzebujemy podatku mięsnego

Raport UOKiK-u wykazał, że połowa producentów karm dla zwierząt fałszuje skład. Można mieć zasadne obawy, czy karmienie zwierząt takim pożywieniem jest rozsądne.

Rzeczywiście, ten raport był zatrważający. Okazało się, że skład bardzo wielu produktów był inny od tego, który deklarowano na etykiecie. Szczególnie chodziło o zawartość mięsa. Ktoś deklarował, że mięsa jest jakiś odsetek, a okazywało się, że w ogóle go tam nie ma. Albo w składzie rzeczywistym była obecna wieprzowina, mimo że nie była zadeklarowana. Wieprzowina jest tania, ale niemile widziana przez konsumentów w karmach dla psów. Zresztą w przypadku przebadanych karm wegetariańskich czy wegańskich, w których nie powinno być co do zasady mięsa, okazało się, że było obecne DNA zwierzęce. Zatem jako konsumenci możemy mieć poważne obawy co do uczciwości producentów karm. Co prawda, jeśli zwierzę nie ma alergii pokarmowej, to tego typu zafałszowanie składu nie stanowi zagrożenia zdrowotnego dla zwierzęcia, tylko my możemy czuć się oszukani.

Czyli nikomu nie można ufać i najlepiej gotować samemu?

Wtedy na pewno wiemy, co dajemy i ile, i mamy tę pewność. Natomiast w przypadku karm komercyjnych, czy to wegańskich, wegetariańskich, czy tradycyjnych, zawsze jest ta doza niepewności. Jeśli nie przygotowujemy posiłków samodzielnie i korzystamy z karm komercyjnych, zalecam, żeby wybierać producentów godnych zaufania, którzy działają na rynku od wielu lat, i nie mają tego typu afer na sumieniu.

Teraz chciałbym przejść do kotów. O ile wiele osób się zgadza, że psy można karmić wegańsko, o tyle wszyscy twierdzą, że kotów absolutnie nie. Jednocześnie mamy przykłady kotów żyjących na diecie wegańskiej, które mają się dobrze.

Koty domowe w trakcie rozwoju ewolucyjnego nadal pozostały mięsożercami. W związku z tym nie posiadają możliwości syntetyzowania niektórych składników odżywczych obecnych w roślinach, jak to się dzieje u psów (np. witaminy A z beta-karotenu, kwasu arachidonowego czy tauryny). Co z kolei nie oznacza, że kot, który jest karmiony tak jak w naturze, czyli np. surowymi ptakami czy małymi ssakami, będzie najzdrowszy. Są badania, które wskazują, że nie jest to najbezpieczniejsza i najzdrowsza dieta dla kotów domowych.

Na pewno ułożenie diety wegańskiej dla kota jest znacznie większym wyzwaniem niż dla psa. Wiąże się to z koniecznością zastosowania dużej liczby suplementów, bo rzeczywiście wielu składników odżywczych, których koty potrzebują, nie znajdziemy w roślinach. Musimy to suplementować syntetycznymi preparatami.

Weganizm? Czy to jakaś choroba?

Pojawia się wątpliwość, że skoro aż tak dużo tych suplementów musimy dać, to pożywienie, które im dostarczamy, jest już bardzo oddalone od naturalnego. Zdarzają się jednak przypadki takich kotów.

Podkreślam, że są to dowody anegdotyczne i prawie nie ma badań. Na temat kotów na diecie roślinnej jest jeszcze mniej badań niż na temat psów, a więc tym bardziej jest to ryzykowne i trudniejsze.

A co pokazały badania na temat szkodliwości naturalnego żywienia się kotów tymi złapanymi, upolowanymi zwierzętami?

Chodziło o pasożyty. Wiadomo, że kot może zjeść coś, co mu zaszkodzi. Takie zwierzęta, które żywią się same, ogólnie żyją krócej, bo nikt się nimi nie przejmuje, nikt ich nie zabierze do lekarza, prawda? Mogą się też pojawiać różnego rodzaju niedobory pokarmowe. Wolno żyjące psy i koty są narażone na wiele niebezpieczeństw. Nasze zwierzęta domowe żyją znacznie dłużej. Właśnie przez to, że zapewniamy im opiekę weterynaryjną i bezpieczne pożywienie.

Popularnym argumentem przeciwko karmieniu kotów wegańsko czy wegetariańsko jest smakowitość, że koty nie będą tego lubiły. Zastanawiam się, jak można poprawić smakowitość takiej karmy.

Tutaj dużo będzie zależało od kota. Niestety są takie koty, których w żaden sposób nie namówimy na dietę roślinną. Trzeba obserwować, co kot lubi jeść. Jeżeli widzimy, że lubi jakąś konkretną teksturę, czyli np. coś bardziej zmielonego albo mniej czy jakiś konkretny składnik, to można nim dosmaczać. Tłuszcz jest nośnikiem smaku i zapachu, więc może jest jakiś konkretny olej roślinny, który kot będzie lubił.

Problemem może być wysoka zawartość błonnika, czyli włókna pokarmowego, i objętość tego pożywienia. Kota może być trudno namówić, żeby zjadł dużą objętość pożywienia, które na dodatek jest dla niego mało smakowite. Jest ryzyko, że nie dostanie niezbędnych składników odżywczych i zacznie chorować. A jeśli kot przez dłuższy czas nie je, może się to skończyć śmiertelnie niebezpiecznym stłuszczeniem wątroby. W mniej drastycznych przypadkach mogą wystąpić niedobory energii i składników pokarmowych, co będzie objawiało się wychudzeniem, a w przypadku niedoboru aminokwasów może pojawić się choroba serca czy degeneracja siatkówki oka.

Portret w rzeźni − fotografia w ruchu prozwierzęcym

Hummusa zachęcam olejem lnianym i płatkami drożdżowymi.

Jeżeli chodzi o oleje, to musimy uważać, bo to jest najbardziej wysokoenergetyczny składnik pokarmowy, więc też nie możemy z nim przedobrzyć.

Tymczasem jedną z zalet diet wegetariańskich jest to, że raczej trudno by było taką dietą doprowadzić zwierzę do otyłości. Generalnie wśród ludzi wegan i wegetarian jest mniejszy odsetek osób, które cierpią na otyłość. Podobnie może być w przypadku zwierząt. Chociaż wszystko będzie zależało od tego, czy jest to dieta odpowiednio zbilansowana.

Od oleju lnianego sierść Hummusa bardzo się poprawiła.

Im więcej tłuszczu (lipidów) jest w diecie, tym lepsza będzie jakość sierści. Niekoniecznie jednak oznacza to, że ogólnie dieta jest odpowiednia. Właśnie takie argumenty często stosują osoby, które przeszły na żywienie BARF-em [Biologically Appropriate Raw Food − przyp. red.], czyli surowym mięsem. Mówią, że polepszyła się sierść. To niekoniecznie jest związane z dobrze zbilansowaną dietą, tylko właśnie z podwyższoną ilością tłuszczu w diecie.

Skoro jesteśmy przy BARF-ie, to znam przykłady anegdotyczne, że karmione tak zwierzęta dużo częściej chorują na różnego typu nowotwory, tak samo w sumie jak ludzie. Czy są takie badania, z których wynika, że nadmiar mięsa może być skorelowany z większą liczbą chorób cywilizacyjnych?

Jest takie badanie, które wskazuje, że przy dietach wysokobiałkowych może pojawić się większe ryzyko wystąpienia raka jelit. Badano jednak sam poziom mięsa, a nie rodzaj diety. Nadmiar białka sprzyja produkcji takich substancji jak amoniak, indole i fenole, ponieważ białko niewchłonięte w jelicie cienkim fermentuje, produkując toksyczne metabolity. Przy nadmiarze białka pojawiają się też nasilone procesy gnilne i wyższy udział bakterii patogennych.

Mamy dowody na to, że mikrobiom zwierząt na diecie surowej jest zmieniony. Nie do końca wiemy jeszcze, czy na korzyść, czy na niekorzyść, ale są przesłanki, że diety wysoko mięsne niekoniecznie dobrze wpływają na to, co się dzieje w przewodzie pokarmowym zwierzęcia. Jednak to są pojedyncze badania, więc nie możemy wydać werdyktu.

Żywić mięsem źle, żywić wegańsko trudno. Co teraz?

Warto pomyśleć o białkach alternatywnych.

Sztuczne mięso: hit czy kit?

W sensie owadzich?

Tak, skoro dieta roślinna jest w jakimś stopniu wyzwaniem, a nieuchronnie musimy zmierzać w kierunku zmniejszenia produkcji zwierzęcej, zarówno ze względów etycznych, jak i środowiskowych, to białko owadów jest jednym z rozwiązań, które zmniejszają obciążenie środowiska. Rozwiązaniem w przyszłości może być też mięso bezubojowe.

Czyste mięso.

Z in vitro, które właśnie powstaje. Obecnie pożywką jest surowica bydlęca. Natomiast pojawiają się przesłanki, że uda się wyprodukować w stu procentach wegańskie mięso „z probówki”. Naukowcy aktualnie pracują nad tym, żeby to mięso ładnie wyglądało dla ludzi, żeby miało taką strukturę i smak jak prawdziwe mięso. Ale psom nie zależy na wyglądzie mięsa, o ile dostarczy im odpowiednich składników odżywczych. Możliwe nawet, że laboratoryjne mięso wegańskie trafi szybciej do karm niż na nasze stoły. To byłoby chyba optymalne rozwiązanie.

**
Karolina Hołda, dr inż. nauk rolniczych jest specjalistką w dziedzinie dietetyki zwierzęcej, edukatorką, wykładowczynią akademicką, certyfikowaną trenerką nauki. Jest opiekunką Finki – suczki adoptowanej ze schroniska na Paluchu.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Jaś Kapela
Jaś Kapela
Pisarz, poeta, felietonista
Pisarz, poeta, felietonista, aktywista. Autor tomików z wierszami („Reklama”, „Życie na gorąco”, „Modlitwy dla opornych”), powieści („Stosunek seksualny nie istnieje”, „Janusz Hrystus”, „Dobry troll”) i książek non-fiction („Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu”, „Polskie mięso”, „Warszawa wciąga”) oraz współautor, razem z Hanną Marią Zagulską, książki dla młodzieży „Odwaga”. Należy do zespołu redakcji Wydawnictwa Krytyki Politycznej. Opiekun serii z morświnem. Zwyciężył pierwszą polską edycję slamu i kilka kolejnych. W 2015 brał udział w międzynarodowym projekcie Weather Stations, który stawiał literaturę i narrację w centrum dyskusji o zmianach klimatycznych. W 2020 roku w trakcie Obozu dla klimatu uczestniczył w zatrzymaniu działania kopalni odkrywkowej węgla brunatnego Drzewce.
Zamknij