Świat

Czy marihuana jest naprawdę groźniejsza od dopingu? Echa skandalu z Pekinu nie milkną

Cztery dni po zakończeniu zimowej olimpiady w Pekinie wojska rosyjskie wkroczyły do Ukrainy. Skandal antydopingowy z udziałem rosyjskiej łyżwiarki Kamiły Walijewej zszedł na dalszy plan. Ciągle nie znamy finału jej sprawy, ale już wiemy, że będzie ona istotnym rozdziałem w historii skomplikowanych relacji sportowców z substancjami psychoaktywnymi.

Po igrzyskach w Pekinie i inwazji wojsk Federacji Rosyjskiej na Ukrainę, która nastąpiła zaraz po zgaśnięciu olimpijskiego znicza, już nikt nie powinien mieć wątpliwości, że świat sportu i polityki są ze sobą istotnie i nierozerwalnie związane. Nie chodzi jednak tylko o zbrojne agresje, chociaż najnowsza historia militarnych inwazji z udziałem rosyjskiej armii wykazuje zaskakującą zależność względem kalendarza największej sportowej imprezy świata.

Putin nie zawsze czekał, aż olimpijski ogień zgaśnie. W 2008 roku wykorzystał go jako medialną zasłonę dymną i w dniu rozpoczęcia letniej olimpiady w Pekinie wojska rosyjskie zaatakowały Gruzję, rozpoczynając tym samym wojnę w Osetii Południowej. W 2014 roku minęło zaledwie sześć dni od zakończenia igrzysk w Soczi, gdy Putin dokonał aneksji Krymu. Obecnie ta historia się powtarza. Cztery dni po zakończeniu zimowej olimpiady w Pekinie wojska rosyjskie wkroczyły na terytorium Ukrainy.

Międzynarodowy Komitet Olimpijski przy każdej kolejnej imprezie podkreśla z jeszcze większym zaangażowaniem, że sport i polityka nie mają ze sobą nic wspólnego. Mimo to trudno nie zauważyć, jak wiele konfliktów, nie tylko tych militarnych, ale również dotyczących chociażby kwestii tożsamości psychoseksualnej czy substancji psychoaktywnych, rozgrywa się w ostatnich latach na arenach zmagań zawodników i zawodniczek.

Jeden z największych tego typu skandali miał miejsce przed ostatnimi igrzyskami w Tokio. Jego bohaterką stała się amerykańska biegaczka Sha’Carri Richardson, której występ na zawodach został przekreślony przez jointa, którego zapaliła, po tym jak dowiedziała się o śmierci matki. Cień dopingowego skandalu położył się również na wyjątkowych występach rosyjskiej łyżwiarki figurowej, Kamiły Walijewej podczas tegorocznych igrzysk w Pekinie.

Nie znamy jeszcze finału tej historii. Wciąż nie wiemy, czy sportsmenkę występującą pod flagą Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego spotka kara za domniemane naruszenie antydopingowych zasad MKOl oraz jak na decyzję w jej sprawie wpłynie proces osuwania się Rosji na pozycję globalnego pariasa. Swoje oburzenie na hamletyzowanie antydopingowych urzędników zdążyła w tej sprawie wyrazić amerykańska biegaczka. Czy Sha’Carri Richardson słusznie podejrzewa, że podwójne standardy MKOl wynikają wprost z rasowych uprzedzeń tej międzynarodowej instytucji?

Data Ważności Eteri

Zanim padnie odpowiedź na to pytanie, warto dowiedzieć się trochę więcej na temat Walijewej, bohaterki tegorocznego skandalu. Jej trenerka, Eteri Tutberidze, uznawana jest za jedną z najważniejszych postaci łyżwiarstwa figurowego na świecie. Jej podopieczne rokrocznie zdobywają największe wyróżnienia świata sportu, zarówno w skali krajowej, europejskiej, jak i światowej. Z legendarnego już klubu Sambo-70, za który obecnie odpowiedzialna jest Tutberidze, wywodzą się jedne z najbardziej utytułowanych łyżwiarek figurowych, takie jak Julia Lipnicka, Alina Zagitova czy gwiazda ostatnich igrzysk olimpijskich – właśnie Kamiła Walijewa.

Swojej sławy Tutberidze nie zawdzięcza jednak tylko złotym medalom podopiecznych. Rosyjska trenerka powszechnie znana jest z bezwzględnych metod szkolenia. Sambo-70 na długo przed ostatnimi igrzyskami było już oskarżane o zabranianie zawodniczkom picia i jedzenia. Niepokojące są również doniesienia dotyczące kar cielesnych ze strony trenerki. Choć brak jednoznacznych dowodów znęcania się nad podopiecznymi, to większość z nich uczestniczy tylko w jednych igrzyskach w swojej karierze. Jej zawodniczki najczęściej przechodzą na emeryturę ze względu na odniesione kontuzje lub zaburzenia odżywiania. Komentatorzy łyżwiarstwa figurowego ukuli nawet pojęcie opisujące to zjawisko – Data Ważności Eteri (Eteri Expiration Date).

Owa data ważności jest niepokojąco wczesna. Większość łyżwiarek trenujących pod okiem Tutberidze odchodzi w wieku 17 lat, choć zdarzały się przypadki przechodzących na emeryturę 14-latek. Julia Lipnicka miała zaledwie 15 lat, kiedy zdobywając złoto na olimpiadzie w Soczi, zwróciła po raz pierwszy uwagę świata na swoją trenerkę, i tyle samo lat ma Kamiła Walijewa, stając się twarzą największego skandalu dopingowego w historii łyżwiarstwa figurowego.

Poczwórny Salchow

Mimo tak młodego wieku Walijewa uznawana jest za najlepszą zawodniczkę w historii swojej dyscypliny. W samym 2021 roku młoda łyżwiarka pobiła trzykrotnie rekord świata i jako pierwsza kobieta w historii osiągnęła łączną notę powyżej 270 punktów. Walijewa dzierży również światowe rekordy w programie dowolnym i krótkim. Jako pierwsza kobieta w historii olimpiady wykonała jeden z najtrudniejszych skoków łyżwiarstwa figurowego – poczwórnego Salchowa, którego w Pekinie wylądowała dwukrotnie.

Skok z czterema obrotami zagwarantował rosyjskiej drużynie (z powodu afery dopingowej występującej pod flagą Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego) złoto w kategorii zespołowej. Zawodnicy nie otrzymali jednak medali ze względu na skandal, który wybuchł dzień po popisowym występie Walijewej. Wówczas ogłoszono bowiem wyniki testów toksykologicznych młodej Rosjanki, które ujawniły obecność w jej organizmie nielegalnych środków przyspieszających metabolizm i zwiększających wydolność organizmu. W próbkach pobranych od zawodniczki znaleziono między innymi zakazaną przez Światową Agencję Antydopingową (WADA) trimetazydynę oraz dwie inne substancje wykorzystywane powszechnie do leczenia chorób serca. Według Travisa Tygarta, prezesa Amerykańskiej Agencji Antydopingowej (USADA), podobna mieszanka „zdaje się mieć na celu zwiększenie wytrzymałości, zmniejszenie zmęczenia i uzyskanie lepszej wydajności w wykorzystaniu tlenu”.

Choć próbkę od zawodniczki pobrano już 25 grudnia ubiegłego roku, jej wyniki poznaliśmy dopiero 8 lutego, dzień po tym, jak Rosjanka zdobyła złoty medal w kategorii zespołowej. Opóźnienie miało wynikać z fali zakażeń koronawirusem, jaka dotknęła pracowników sztokholmskiego laboratorium odpowiedzialnego za sprawdzenie próbki. Rosyjska Agencja Antydopingowa (RUSADA) zawiesiła młodą zawodniczkę 8 lutego, jednak już następnego dnia odwołała tę decyzję.

Po co nam igrzyska w dobie katastrofy klimatycznej, koronawirusa i autorytarnych Chin?

Na tym nie kończą się jednak kontrowersje z udziałem Walijewej. Mimo pozytywnego wyniku testów dopingowych Międzynarodowy Komitet Olimpijski (IOC) zezwolił jej na dalsze uczestnictwo w zawodach. Zgodnie z jego decyzją medale w kategorii zespołowej nie zostaną rozdane do momentu zakończenia postępowania przeciwko Walijewej. Gdyby Rosjanka zdobyła miejsce na podium, nagród nie zobaczyłyby również uczestniczki zawodów solowych. Choć to właśnie w tej kategorii Kamiła Walijewa ustanowiła ostatnie trzy rekordy świata, w jej ostatnich zawodach tej olimpiady łyżwiarka zajęła czwarte miejsce.

Marihuana krzepi

Postanowienia komisji skrytykowała Sha’Carri Richardson. O amerykańskiej biegaczce świat usłyszał w zeszłym roku, kiedy została zdyskwalifikowana z udziału w igrzyskach w Tokio za palenie marihuany. Richardson wyraziła swoją opinię na temat decyzji IOC na Twitterze: „Czy możemy uzyskać solidną odpowiedź na temat różnicy między jej sytuacją a moją? Moja matka zmarła i nie mogę biegać, a ja też miałam mieć miejsce na podium. Jedyną różnicą, jaką widzę, jest to, że jestem młodą czarną kobietą”.

Marihuana nie dla sportowców. Przynajmniej na razie

Nie bez znaczenia są również okoliczności zdarzenia, które uniemożliwiło Amerykance wyjazd do Tokio. Biegaczka kupiła marihuanę w Oregonie – stanie, w którym jest ona legalna od 2016 roku. Richardson miała zapalić z powodu stresu i smutku wywołanego śmiercią matki, o której dowiedziała się od reportera w trakcie wywiadu. Amerykańska zawodniczka była typowana do podium w Tokio. W poprzedzających olimpiadę zawodach krajowych zdobyła złoty medal w biegu na 100 metrów. Sytuacja Richardson sprowokowała dyskusję na temat zasadności zakazu stosowania marihuany przez sportowców.

By dana substancja znalazła się na zakazanej liście WADA, musi spełniać trzy kryteria. Trafiają na nią środki, które stwarzają zagrożenie dla zdrowia sportowców, mogą potencjalnie poprawić ich wyniki lub naruszają ducha sportu. W 2011 roku WADA opublikowała artykuł dotyczący wpływu marihuany na aktywność sportową. Według niego ma ona być niebezpieczna dla zdrowia sportowców, ze względu na „opóźniony czas reakcji” oraz „zwiększone podejmowanie ryzyka”. Raport stwierdza również, że „potrzeba wielu dodatkowych badań, aby określić wpływ marihuany na wyniki sportowe”, ale zauważa, że „marihuana wywołuje euforię, zwiększa pewność siebie, wywołuje relaks i stabilność oraz łagodzi stres związany z rywalizacją”.

Na wspomnianej liście nie znajduje się jednak najpopularniejszy środek łagodzący stres, zwiększający pewność siebie, opóźniający czas reakcji i zwiększający podejmowanie ryzyka – alkohol. Wątpliwości budzi również ostatnie, najbardziej enigmatyczne kryterium – naruszanie ducha sportu. Z podobnym zarzutem wobec marihuany nie zgadzają się największe ligi sportowe takie jak NBA, NFL czy NHL, które pozwalają stosować ją swoim graczom.

W cholerę z igrzyskami, zlikwidować ten absurd? To nie takie proste

Widzę jedną różnicę

Według Richardson to kolor skóry zaważył na decyzjach w sprawie dwóch sportsmenek. Nie byłby to rzecz jasna pierwszy przypadek zarzutu o rasizm wobec IOC. Na tokijskiej olimpiadzie echem odbił się przypadek Christine Mboma i Beatrice Masilingi, reprezentujących Namibię. Biegaczki zostały zdyskwalifikowane z udziału w biegu na 400 metrów ze względu na zbyt wysoki poziom naturalnego testosteronu. Komitet oficjalnie zabronił również stosowania gestów poparcia walki o równość rasową, takich jak klękanie czy podnoszenie pięści. Niedopuszczone zostały także czepki zaprojektowane specjalnie dla czarnych pływaczek. Miały one rzekomo nie być dostosowane do „naturalnego kształtu głowy”. Łatwo dostrzec schemat w decyzjach podejmowanych przez Komitet, a są to jedynie wybrane przypadki zaledwie z jednej olimpiady.

Rzecznik IOC Mark Adams, zapytany o sprawę Sha’Carri Richardson w kontekście skandalu z udziałem Kamiły Walijewej, stwierdził, że „każdy przypadek jest zupełnie inny. Ona (Richardson) przeszła test pozytywny 19 czerwca (2021), sporo przed igrzyskami w Tokio. Jej wyniki przyszły na tyle wcześnie, by USADA mogła zająć się sprawą na czas, przed igrzyskami. Pani Richardson zaakceptowała jednomiesięczny okres zawieszenia, który rozpoczął się 28 czerwca”. Przełożona o rok z powodu pandemii olimpiada w Tokio rozpoczęła się 23 lipca. „Sugerowałbym, że nie ma dużego podobieństwa między tymi dwoma przypadkami” – dodał Adams.

Wszystkie olimpijskie mity i hipokryzje

czytaj także

Trudno się nie zgodzić ze słowami rzecznika – przypadki są faktycznie odmienne. Nie wynika to jednak z chronologii procesu zawieszenia Richardson. Rosjanka miała w swoim organizmie substancje wyraźnie zwiększające możliwości organizmu, gdy Amerykanka stosowała rekreacyjnie substancję, która mogła co najwyżej „opóźnić jej reakcję”. W najlepszym razie możemy tutaj mówić o niedopatrzeniu, w najgorszym – o profilowaniu, co również nie stanowiłoby precedensu. Marihuana od dekad wykorzystywana jest w celu dyskryminacji czarnej społeczności. Choć jej spożycie nie różni się znacząco w zależności od rasy, czarni Amerykanie są prawie czterokrotnie częściej zatrzymywani w związku z marihuaną niż biali.

**
Wiktor Knowski jest studentem wydziału Artes Liberales na Uniwersytecie Warszawskim. Regularnie publikuje na portalu Muno. Jest założycielem i redaktorem „Magazynu Hectic” – portalu tworzonego przez młodych twórców, poświęconego tematyce sztuki i kultury. Zarówno na akademii, jak i w publikacjach zajmuje się problemami społecznymi.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij