Kultura, Psychologia, Świat

Will Smith nie zachował się jak bohater, tylko typowy facecik

Przemoc w imię miłości i obrony kobiecej godności? Nie, Smith zmarnował szansę, by oddać głos kobietom. Zamiast tego wykorzystał olbrzymią platformę Hollywoodu, by zademonstrować milionom podziwiających go chłopców, że kiedy ktoś ich wkurzy, to adekwatną reakcją jest fizyczna agresja.

Na gali rozdania Oscarów Will Smith z otwartej dłoni uderzył Chrisa Rocka. Zrobił to „w obronie godności” swojej żony, Jady Pinkett Smith, która od lat cierpi na chorobę immunologiczną skutkującą łysieniem plackowatym, o czym wielokrotnie opowiadała w mediach.

Prowadzący galę komik Chris Rock uznał, że to świetny temat do żartów. Zresztą sam Smith początkowo szczerzył się od ucha do ucha. Na gwałtowną reakcję zdecydował się dopiero wtedy, kiedy zauważył minę partnerki – Jada przewróciła oczami, wyraźnie poirytowana i prawdopodobnie głęboko dotknięta (początkowy etap walki z chorobą wspominała jako traumatyczny).

Humor na krawędzi

Gale takie jak Oscary czy Złote Globy mają to do siebie, że prowadzą je swawolni wodzireje, lubujący się w czarnym, krawędziowym humorze. Tak było choćby w 2011 roku, kiedy prowadzący uroczystość wręczania Globów Ricky Gervais pogratulował ożenku 84-letniemu wówczas Hugh Hefnerowi, którego wybranką była młodsza o 60 lat Crystal Harris, symulując przy tym obrzydzenie, z jakim – jak domniemywał – ta zaspokaja męża seksualnie. Rok później z tej samej sceny Gervais w dość okrutny sposób zażartował z Mela Gibsona, wytykając mu słabość do alkoholu (wiadomo, że aktor latami walczył z uzależnieniem).

W przeciwieństwie jednak do znanego z pijackich, agresywnych, antysemickich zachowań Gibsona, którego bezpardonowo wyśmiał Gervais, Pinkett Smith nie zrobiła nic, by narazić się opinii publicznej (a jeśli tak, z pewnością nie miało to związku z jej chorobą). W podobny sposób obrywał też choćby Martin Scorsese, wyśmiewany za niezbyt pokaźny wzrost, porównywany do Baby Jody aktor Jon Pesci czy Felicity Huffman (podczas rozdania nagród Emmy w 2019 roku prowadzący galę Thomas Lennon nawiązał do jej więziennej odsiadki).

Cokolwiek myślimy o tego typu dowcipach – mogących rykoszetem trafiać w osoby postronne, borykające się z podobnymi problemami czy zaburzeniami – ich autorzy powinni liczyć się także z krytyką. Jeśli mamy prawo mówić rzeczy, które wykraczają poza społecznie przyjęte normy, to nie możemy oczekiwać, że wszyscy będą to akceptować. Ale czy ma to oznaczać, że opowiadając nieelegancki, krzywdzący żart, należy spodziewać się fizycznego ataku?

Cierpienia młodego incela

czytaj także

Między zrozumieniem a usprawiedliwianiem

Niezbyt subtelny dowcip Chrisa Rocka i ostra reakcja Smitha podzieliły opinię publiczną. Osoby, które próbowały bronić aktora, argumentowały, że został sprowokowany. Zwracano uwagę na krzywdzący, ableistyczny (czyli dyskryminujący osoby chore i niepełnosprawne) charakter żartu wymierzonego w jego żonę.

Wśród usprawiedliwiających fizyczną napaść znaleźli się tacy, w których policzek wymierzony Rockowi wzbudził jednoznaczny zachwyt (niektóre kobiety deklarowały, że takiej reakcji oczekiwałyby od swoich partnerów), ale też zwolennicy narracji, którą podsumować można zdaniem: „nie popieram, ale rozumiem”.

I ja „rozumiem” impuls, który zaprowadził Smitha do agresji. Tak samo, jak „rozumiem” sprawców szkolnych strzelanin, w przytłaczającej większości młodych chłopców, którzy decydują się na akt terroru w reakcji na lata upokorzeń, jakich wielu z nich doświadczyło ze strony rówieśników, nierzadko ze względu na odstawanie od kanonu „prawdziwego faceta” (w grę wchodzi nie tylko gnębienie i szeroko pojęta przemoc psychiczna, ale w wielu przypadkach również fizyczna).

Ale w tym miejscu musimy postawić granicę między zrozumieniem a usprawiedliwianiem.

Choć prześladowania doświadczają osoby wszystkich płci, to głównie młodzi mężczyźni odpowiadają na nie skrajną formą agresji. Chcąc walczyć z męską przemocą, nie możemy ograniczać się do jej potępiania. Musimy pojąć, z czego wynika, i w miarę możliwości eliminować jej źródła, również poprzez karanie sprawców.

Jak wkurzyć Wykop i zrazić do siebie feministki w 7 dni: o trudach krzewienia idei czułej męskości [rozmowa]

Silne emocje nie są sprzymierzeńcami rozsądku

Jednym z tych źródeł bez wątpienia jest normalizowanie wykorzystywania przez mężczyzn swojej fizycznej przewagi nad osobami innych płci oraz nad innymi mężczyznami. Powinno budzić grozę, ale nie zdziwienie, że ci, którzy tej przewagi nie mają, nierzadko próbują nadrobić te „braki”, choćby sięgając po nóż czy pistolet.

Porównanie do młodocianych morderców może wydawać się tu kontrowersyjne i dalece przesadzone – absolutnie nie zrównuję opisanych czynów, staram się tylko pokazać pewien wzorzec. Will Smith, jako jeden z najsłynniejszych aktorów naszych czasów, ma trudny do przecenienia wpływ na kształtowanie się młodych umysłów. Jest dorosłym facetem z olbrzymim kapitałem, zarówno społecznym i ekonomicznym, jak i kulturowym, którego można i należy obarczać odpowiedzialnością za zachowania wpływające na proces socjalizacji kolejnych pokoleń.

Mamy prawo oczekiwać od niego więcej niż od gnębionego dzieciaka, którego dorośli nie uchronili przed przemocą i wykluczeniem, za to skazali na życie w społeczeństwie, w którym agresja wydaje się jedynym skutecznym rozwiązaniem. Usprawiedliwianie, a tym bardziej aprobata reakcji aktora, wpisuje się w ten schemat.

Bez wątpienia słuszne jest stawanie w obronie słabszych, atakowanych i niezdolnych do stawienia skutecznego oporu. Zbyt rzadko to robimy. Kiedy interwencja naprawdę wydaje się konieczna, jako rodzice, nauczyciele czy przypadkowi świadkowie agresywnych zachowań odwołujemy się do ludowych mądrości i wymówek, aby nie musieć interweniować: „to nie moja sprawa”, „chłopcy tak mają”, „kto się czubi, ten się lubi”.

Zdarzają się sytuacje, w których przemoc wobec agresora jest jedynym dostępnym narzędziem obrony. Ale gala oscarowa to nie jest taka sytuacja. Jada Pinkett Smith nie była bezbronną ofiarą wymagającą męskiego wstawiennictwa. Jako osoba skrajnie uprzywilejowana, należąca do amerykańskiej elity, ma olbrzymie możliwości odpierania słownych ataków. Oczywiście nie musi mieć na to siły i przestrzeni, w końcu toczy walkę z chorobą, która bez wątpienia nadwyrężyła jej zdrowie psychiczne. Ale nawet jeśli oczekiwała, że mąż odpowie w jej imieniu, to nic nie usprawiedliwia agresywnego zachowania aktora.

Nie można winić Pinkett Smith za zachowanie męża, ale jej milczenie po incydencie to zmarnowana okazja na pokazanie dziewczynkom i kobietom, że same mają głos i mogą używać go we własnej obronie. A chłopcom – że mężczyzna może zareagować na atak (na siebie lub innych) w inny sposób niż uciekając się do fizycznej agresji.

Will Smith uległ atawistycznym impulsom, które zamiast popychać nas do faktycznego wspierania ofiar, każą (głównie facetom) własnoręcznie wymierzać sprawiedliwość sprawcom. Smith mógł żonę objąć, użyć swojej olbrzymiej popularności, by sprzeciwić się tolerowaniu znanych ze słownego okrucieństwa pajaców-komików na różnych galach, z których przekaz dociera do ludzi na całym świecie.

Oczywiście łatwo po fakcie myśleć o tym, co byłoby idealnym rozwiązaniem w danej sytuacji, silne emocje nie są sprzymierzeńcami zdrowego rozsądku, ale nie zmienia to faktu, że Smith zachował się jak typowy facecik – mężczyzna, który, kiedy nie wie, jak zareagować, to reaguje zgodnie z patriarchalnym wzorcem.

Patriarchat chce kontrolować kobiece ciała i dewastuje przyrodę. Trzeba go obalić

„Prawdziwa męskość” w akcji

Zachowanie Smitha jest toksyczne na kilka sposobów. Z jednej strony potwierdza stereotyp, zgodnie z którym samiec zobowiązany jest do obrony „swojej” samicy: słabej i bezbronnej, nawet kiedy atak jest wyłącznie werbalny i może zostać werbalnie odparty – co jest niezwykle upupiające i charakterystyczne dla tych przedstawicieli płci męskiej, których lubię nazywać facecikami.

Smith został sprowokowany? Ten argument wpisuje się w narrację, zgodnie z którą mężczyzna jest niezdolny do samokontroli. W ten sam sposób można tłumaczyć też facetów, którzy biją kobiety w reakcji na słowne podważenie ich męskości, okrutne szyderstwa czy jakąkolwiek formę przemocy psychicznej, która nie ma płci.

Smith utwierdza młodych mężczyzn w przekonaniu, że „prawdziwy facet” powinien być gotowy do wykorzystania swojej fizycznej przewagi nad innymi, jeśli wymaga tego sytuacja. Ale to, czy faktycznie wymaga, jest uznaniowe i dla każdego granica będzie przebiegać gdzieś indziej.

„Świetnie, czas skończyć z tolerancją dla raniących zachowań, usprawiedliwianiem ich ostrym poczuciem humoru i wymaganiem od atakowanych dystansu” – napisała jedna z moich znajomych, działaczka feministyczna. Zastanawia mnie, gdzie zdaniem licznych osób, które w ten sposób tłumaczą zachowanie Smitha, znajduje się granica?

A może ma to być granica równości siły fizycznej, jak niektórzy tłumaczą? Taka, w której użycie pięści jest dopuszczalne, ale tylko względem osób tej samej płci? Czy mężczyzna może uderzyć też kobietę, która okrutnie go wyśmiewa? A może kobieta ma prawo fizycznie zaatakować tylko inną kobietę, która słownie zraniła ją lub bliską jej osobę? Czy facet może potraktować w ten sposób innego faceta, jeśli ten jest znacznie drobniejszy, słabszy? A gej kobietę opowiadającą homofobiczne żarty? Mężczyzna transpłciową kobietę, która dorównuje mu pod względem siły i sprawności fizycznej?

Im dłużej się nad tym zastanawiam, tym więcej mam pytań.

Nie chcąc socjalizować kolejnych pokoleń mężczyzn do przemocy, musimy postawić wyraźną granicę, bo takie niuansowanie rozmywa problem. Ludzie, zwłaszcza młodzi, potrzebują jasnych, przejrzystych komunikatów. Na przykład: „przemoc nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem, a sięgać po nią, jeśli w ogóle, można wtedy, gdy wszystkie inne środki zawiodły”. Zastosowanie fizycznej agresji w odpowiedzi na żart dalece wykracza poza ramy obrony koniecznej.

Dzień po spoliczkowaniu konferansjera Smith przeprosił za swoje zachowanie, a jeszcze na oscarowej scenie, odbierając statuetkę dla najlepszego aktora pierwszoplanowego, tłumaczył, że „miłość sprawia, że robimy szalone rzeczy”. Część komentujących w sieci feministek zauważyła, że to popularna linia obrony wśród sprawców przemocy.

Nie – to nie miłość sprawia, że jeden facet daje drugiemu po mordzie, bo obraził obiekt jego uczuć. To nawet nie niezdolność, ale niechęć do samokontroli, przyzwolenie na męską przemoc, a wręcz oczekiwanie od mężczyzn agresji. W środowisku feministycznym słusznie podkreśla się, że zachowanie, które u kobiet uchodzi za aroganckie, histeryczne czy wprost agresywne, mężczyznom nierzadko uchodzi na sucho, jako odważne, bezkompromisowe czy – no właśnie – męskie.

Tym bardziej rozczarowująca jest dla mnie reakcja tych osób ze środowisk deklarujących się jako progresywne, które zdają się zarazem potępiać męską przemoc i jej oczekiwać – w zależności od tego, jakiej płci jest sprawca, a jakiej ofiara.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Patrycja Wieczorkiewicz
Patrycja Wieczorkiewicz
Dziennikarka
Dziennikarka, feministka, studentka socjologii na Uniwersytecie Warszawskim. Zajmuje się kwestią przemocy seksualnej, prawami mniejszości, polityką miejską. Publikowała w stołecznej „Gazecie Wyborczej” i „Wysokich Obcasach”. Współpracuje z Codziennikiem Feministycznym i Krytyką Polityczną. | Masz dla mnie temat? Napisz na [email protected]
Zamknij