Sztuki wizualne

Bez wsi nie poradzimy sobie z wyzwaniami przyszłości

W ciągu ostatnich trzech dekad wieś bardzo się zmieniła. Nie nadążamy za tymi zmianami, brakuje nam odpowiednich kategorii i klasyfikacji. Cały czas myślimy o wsi obrazami z poprzednich stuleci, postrzegając ją jako idylliczną, bliską naturze przestrzeń. Rozmowa z kuratorami wystawy „Trouble in Paradise” prezentowanej na Biennale Architektury 2021 w Wenecji.

Jakub Majmurek: Razem z zespołem kuratorskim PROLOG +1 zrobiliście wystawę o polskiej wsi do polskiego pawilonu na Biennale Architektury w Wenecji. Co jednak właściwie znaczy dziś w Polsce wieś? W geografii, naukach społecznych coraz częściej pojawiają się głosy kwestionujące użyteczność tej kategorii.

Wojciech Mazan: Na pewno granice między tym, co wiejskie i miejskie, rozmywają się. Już w latach 70. Henri Lefebvre pisał o „planetarnym urbanizmie”, o tym, że wieś i miasto niczym się już w zasadzie nie różnią, bo korzystamy z nich w bardzo podobny sposób.

Jednak nauki społeczne problematyzują ten podział na swój sposób, a rzeczywistość administracyjna na swój – 93 proc. terenów w Polsce nadal kwalifikowanych jest jako obszary wiejskie. Z naszego architektonicznego punktu widzenia oznacza to, że traktowane są one inaczej niż obszary miejskie, jeśli chodzi o pokrycie miejscowymi planami i studiami zagospodarowania przestrzennego, że w inny sposób opisywane są w ustawach – np. specustawie mieszkaniowej.

Ekspozycja w Wenecji. Fot. Jacopo Salvi

Jakiś czas temu rozmawiałem z Anną Cymer, autorką książki o historii architektury PRL, która powiedziała mi, że w PRL obszary wiejskie praktycznie nie istniały w branżowych dyskusjach architektonicznych. A jeśli w ogóle architekt zapuszczał się na wieś, to tylko po to, by postawić tam kościół. Zgodzicie się z tą tezą? Polska wieś jest miejscem, do którego architekt i planista nie docierali?

Architektura PRL: nie tylko polityka

W.M.: Wieś nie jest i nie była obszarem zainteresowania pojedynczych architektów, których nazwiska jesteśmy w stanie przywołać z zajęć historii architektury. W okresie PRL-u była ona tworzona głównie przez projekty typowe, realizowane w lokalnych oddziałach Centralnego Biura Projektów Budownictwa Wiejskiego. Wachlarz zadań projektowych wykonywanych przez te zespoły obejmował projekty indywidualne, remonty, plany zagospodarowania oraz budynki typowe mieszkalne i produkcyjne. W wyniku realizacji dwóch ostatnich powstał zupełnie nowy architektonicznie typ wsi: osiedla pracownicze przy Państwowych Gospodarstwach Rolnych.

Trudno więc powiedzieć, że architekci i planiści nie docierali na wieś, ale na pewno wyniki ich pracy są zupełnie inne – założeniem projektów wzorcowych jest uniwersalność, stąd ich wyraz architektoniczny jest zredukowany.

Dziś jest to żywa tkanka wiejska? Czy wyłącznie ruiny?

W.M.: Nie, te osiedla ciągle istnieją. Ludzie tam mieszkają. Nie pracują w rolnictwie, często to emeryci. Jeśli nie mają emerytury, to szukają pracy np. w usługach. Przy tym te osiedla nie były budowane z datą ważności na sto lat, tylko o wiele krócej, co w połączeniu z możliwością wykupu mieszkań na początku lat 90. tworzy serię problemów związanych z zarządzaniem tymi budynkami i w wielu przypadkach prowadzi do ich pogarszającego się stanu technicznego.

Jaką przestrzenią jest wieś w Polsce dziś?

Rafał Śliwa: Łączy w sobie kilka różnych rodzajów przestrzeni. W ciągu ostatnich trzech dekad wieś bardzo się zmieniła. Stąd wracając do twojego pierwszego pytania, powiedziałbym, że nie mamy dziś odpowiedniej definicji wsi. Na wsi powstaje coraz więcej hal produkcyjnych, magazynów, centrów spedycyjnych – co wynika z tego, że dla zachodniego kapitału ziemia na polskiej wsi cały czas jest stosunkowo tania. Mam wrażenie, że nie nadążamy za tymi zmianami, brakuje nam odpowiednich kategorii i klasyfikacji. Cały czas myślimy o wsi obrazami z poprzednich stuleci, postrzegając ją jako idylliczną, bliską naturze przestrzeń.

Nawet jeśli takie idylliczne wsie ciągle można znaleźć na Podhalu czy Podlasiu, to na wsi dzieje się znacznie więcej. W poszukiwaniu idylli ludzie się przesiedlają, ale robią to indywidualnie: budują domy jednorodzinne lub kupują mieszkania na osiedlach deweloperskich. Wszystko to dzieje się bez żadnej szerszej strategii, ze szkodą dla wiejskiego krajobrazu i ekologii.

Podsumowując: wieś jest dziś przestrzenią produkcji, ale jednocześnie uprawy ziemi i zamieszkania – i zwłaszcza tej ostatniej funkcji nie potrafimy właściwie opisać, docenić i planować.

Wasza wystawa, przynajmniej w formie online, ma postać panoramy-kolażu, przedstawiającej „syntetyczny”, złożony z elementów z wielu różnych miejsc krajobraz polskiej wsi. Jakie są najważniejsze siły ekonomiczne, społeczne, polityczne, kształtujące ten wiejski krajobraz?

W.M.: To, co mówisz o „syntetycznym” charakterze naszej panoramy, to trafna uwaga. Ta panorama jest fotomontażem, to krajobraz wyprodukowany przez dwójkę fotografów, Michała Sierakowskiego i Pawła Starca, oraz artystę – Jana Domicza. Miejsce, które przedstawia, nie istnieje nigdzie w rzeczywistości. Panorama ma dawać syntetyczny obraz tego, co widzimy, gdy stoimy w środku wiejskiego krajobrazu w Polsce na początku trzeciej dekady XXI wieku.

„Czy po nas już tylko czarna dziura zostanie?” Rolnicy patrzą w przyszłość

Co ważne, wszystkie elementy, które pojawiają się w tej panoramie, są ostatecznie produktem ludzkim. Nawet jeśli widzimy tam drzewa czy pola, to zostały one ukształtowane przez ludzką pracę. Myślę, że to ważny element tej panoramy: ona nie pokazuje krajobrazu „naturalnego”, nienaruszonego przez ludzką ingerencję – to nie jest puszcza. Każdy z elementów obecnych w tej panoramie reprezentuje jakąś siłę przekształcającą współczesną wieś.

Które przekształcają ją najbardziej?

W.M.: Odpowiedź zależy od tego, z jakiego punktu widzenia patrzymy na wieś. Myślę, że każdy z pracujących nad wystawą kuratorów widzi to inaczej. Z mojej perspektywy dziś wieś najbardziej przekształca postępująca fragmentacja – siła, której potęga wynika głównie z tego, że nikt nie próbuje jej regulować. Na wsi tylko jedna trzecia obszarów objęta jest miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego, oznacza to, że w przypadku reszty tego terenu decyzje podejmowane są w doraźny sposób bez szerszej strategii. Przyczyn tego stanu rzeczy można doszukiwać się w brakach kadrowych, brakach funduszy czy szerzej – w braku poszanowania wspólnego krajobrazu.

Skrzynki na listy. Sokołowsko, gmina Mieroszów, woj. dolnośląskie. Fot. Wiktoria Wojciechowska

Jakie są tego skutki?

W.M.: Skutkiem jest właśnie postępująca od okresu powojennego fragmentacja, która niesie dwa zagrożenia. Po pierwsze: przestrzenne, architektoniczne. Wiejska zabudowa coraz bardziej się rozprasza i rozlewa, tworząc chaos przestrzenny. Drugie zagrożenie jest społeczne. Rozdrobnienie tworzy enklawy, utrudnia interakcje pomiędzy różnymi zamieszkującymi wieś grupami społecznymi.

Co napędza fragmentację?

R.Ś.: Myślę, że każdy, kto trochę podróżował po Europie, zauważył, że Polska wieś rozwija się zupełnie inaczej niż tereny wiejskie w tych państwach, które miały ciągłość terytorialną. W Polsce tej ciągłości nie było, granice się zmieniały, nie można było myśleć o otoczeniu zbudowanym w spójny sposób.

Dobrym przykładem z drugiej strony jest Portugalia, kraj, który ma osiemset lat ciągłości terytorialnej. W latach 1955–1960 odbyło się tam bardzo intensywne badanie terenów wiejskich wszystkich regionów, brało w nim udział kilkudziesięciu architektów (Inquérito à Arquitectura Regional Portuguesa). Badanie zleciła dyktatura Salazara, jego zadaniem było zdefiniowanie modelu „typowego domu portugalskiego”.

Udało się?

R.Ś.: Nie, bo z regionu na region typ domu się zmieniał. Różne rozmiary, otwory, typ mieszkania, rodzaj materiałów użytych do budowy, sposób użytkowania wnętrz i zewnętrz – wszystko to było determinowane regionalnością. Portugalskie badania pokazały jednak, że ciągłość terytorialna jest tym, co buduje tożsamość danego regionu, danej wsi.

U nas takie badania w latach 60. nie miałyby w ogóle sensu. Tereny wiejskie w dużej mierze składały się wtedy z niedawno przyłączonych do Polski ziem, zamieszkanych przez ludność napływową. Ta wieś miała przede wszystkim dostarczać miastu żywności. Myślenie o jej spójności przestrzennej zostało odsunięte na dalszy plan, dopiero dziś zaczynamy odkrywać ten temat. Stąd fragmentacja form osad napędzana głównie przez indywidualne potrzeby i życzenia osób przeprowadzających się na wieś, a nie świadomą wizję otoczenia, co mógłby uporządkować stosowny plan miejscowy oparty na badaniach. Brakuje nam kultury budowania.

Jak PRL zmienił przestrzennie, architektonicznie polską wieś?

W.M.: Najważniejszą zmianą była nacjonalizacja i budowa PGR-ów, w tym towarzyszących im osiedli – nawet jeśli był to proces terytorialnie ograniczony, skupiony przede wszystkim na ziemiach północnych i zachodnich. Osiedla pracownicze wprowadzają na wsi zamieszkanie piętrowe, znika jedna z głównych cech mieszkania na wsi: możliwość wyjścia przed dom do ogrodu, na własny kawałek ziemi. Dlatego wokół tych osiedli pojawiają się ogródki działkowe. Tworzy to ciekawą dychotomię: z jednej strony pośrodku zieleni stoi blok, z drugiej obok niego musi pojawić się wydzielona działka dla zamieszkujących go pracowników rolnego kombinatu.

PGR tworzy też zupełnie nowe relacje społeczne, przede wszystkim figurę wiejskiego proletariusza, robotnika rolnego, który zatrudniony jest w Państwowym Gospodarstwie Rolnym na umowę o pracę i cieszy się z tego tytułu różnymi świadczeniami socjalnymi. Osiedlom pracowniczym przy PGR-ach towarzyszy budowa infrastruktury społecznej. Na wsi po raz pierwszy pojawiają się stołówki, świetlice, zakłady opieki zdrowotnej. Powojenna wieś zostaje włączona w peerelowski projekt modernizacji. On nie był niewinny, miał swój polityczny cel: przede wszystkim zabezpieczenie spokoju społecznego autorytarnej władzy.

R.Ś.: Po wojnie wieś traktowana była jako przestrzeń produkcji rolnej. Planowanie miejsc zamieszkania było w dużej mierze związane z planowaniem miast, a nie obszarów wiejskich. Projekt PGR-ów miał za zadanie przede wszystkim włączyć wieś w odbudowę gospodarczą kraju po wojnie.

A jak zmieniały się w PRL wsie, w których PGR-ów nie było?

W.M.: Mieliśmy próby kolektywizacji rolnictwa przez spółdzielnie produkcyjne. Wieś objął też program tysiąca szkół na tysiąclecie, dzięki któremu na wsi powstały nowoczesne jak na tamte czasy szkoły. Jednak ciągłość terytorialna takich regionów jak np. Małopolska utrudnia aż tak radykalną transformację, jaką widzimy na ziemiach zachodnich i północnych.

Najwyższa pora, by plan Balcerowicza odkreślić grubą linią

R.Ś.: W Polsce nawet na ziemiach północnych i zachodnich ta transformacja była mniej radykalna niż np. w zajętych przez ZSRR państwach bałtyckich. W radzieckiej Estonii zabroniono wręcz budowania domów jednorodzinnych na wsi. Jedyne domy, jakie mogły tam powstawać, to domki letniskowe. Mimo wszystko w pomyśle PRL na wieś widać wyraźnie silną presję na homogenizację: architektoniczną i społeczną.

W.M.: Państwo przesiedla np. Łemków, tak by roztopili się w polskiej większości, by na polskiej wsi nie było obszarów o wyraźnej etnicznej i kulturowej odrębności.

Zdjęcie z glosariusza wystawy. Fot. Michał Sierakowski

Czy poza likwidacją PGR-ów III RP przyniosła obszarom wiejskim rewolucję?

W.M.: Tak, w ostatnich trzydziestu latach pojawił się kolejny nowy mieszkaniec wsi. To człowiek, który przenosi się z miasta do wsi, podążając za marzeniem o swoim kawałku ziemi i domu, o przestrzeni, gdzie może realizować swoją indywidualność. Ten ruch z miast do wsi jest w dużej mierze reakcją na program mieszkaniowy PRL, który jakoś zaspokajał potrzeby mieszkaniowe, ale za cenę mieszkania w zestandaryzowanych, pozbawionych indywidualności blokach.

Dla tych nowych mieszkańców wieś staje się miejscem zamieszkania, ale nie miejscem pracy. To sprzyja procesom fragmentaryzacji, o których mówiłem wcześniej. Nowe domy budowane na wsi przez tę grupę wyróżnia to, że ich nieodzownym elementem jest garaż – bo jeśli mieszkam na wsi, ale ciągle pracuję w mieście, to potrzebuję samochodu. Wracam nim codziennie z pracy do domu, przemieszczam się nim przez wieś na swoją posesję. Poruszając się po wsi w ten sposób, nie budujemy z nią głębszych relacji: oglądamy ją zza szyb samochodu i zza naszego płotu.

W dyskursie modernizacyjnym lat 90. wieś często przedstawiana była jako obszar zacofania, ciężar, przeszkoda na drodze Polski do modernizacji. To słuszna opinia? Czy dziś mówienie o terenach wiejskich w kategoriach „zacofania” ma jakikolwiek sens?

W.M.: Czy wieś jest zacofana? Na pewno wytwarza różne formy oporu wobec modernizacji. Można się z nimi zgadzać lub nie, ale zwracają one często uwagę na kluczowe kwestie: np. to, jak wygląda niezależność państwa w kwestii produkcji żywności. Dyskutuje się o tym na całym świecie, to bardzo współczesny temat, w Polsce zawłaszczony raczej przez prawicę, lewa strona chyba nie potrafi sobie z nim poradzić.

Jak już mówiłem, często to wieś jest poligonem, gdzie testuje się rozwiązania, które później zostaną przejęte przez miasta. Tak że dziś nie poradzimy sobie z wyzwaniem katastrofy klimatycznej bez wsi i włączenia jej w procesy produkcji zielonej energii. Ani z żadnym z kluczowych wyzwań przyszłości. Na wsi pojawiają się lokalne systemy gospodarcze, oparte na dostarczaniu produktów bezpośrednio do konsumentów. Dzięki podłączeniu do internetu mieszkańcy wsi pracujący poza rolnictwem są w stanie całkiem sprawnie odnaleźć się we współczesnej gospodarce.

Bendyk: Ani klimatu, ani demokracji bez wyborców PiS nie uratujemy

W towarzyszących wystawie publikacjach pojawia się sformułowanie, że wieś może stać się źródłem nowego sposobu myślenia o dobrach wspólnych, o wspólnotowych formach życia. Co to konkretnie znaczy?

W.M.: Wspólnotowość, o której mówimy w dyskursach towarzyszących wystawie, jest próbą przeciwdziałania fragmentaryzacji jako najważniejszej sile zmieniającej dziś wieś. Pomysłów na wspólnotowość jest wiele. Nie muszą one mieć charakteru przestrzennego. Dzięki internetowi spółdzielnie produkcyjne mogą ze sobą współpracować nawet wtedy, gdy ich poszczególni członkowie nie dzielą fizycznie jednej przestrzeni.

Na najbardziej podstawowym poziomie myślenie o wspólnotowości zaczyna się od uświadomienia sobie tego, że krajobraz, który widzę za oknem, nie jest mój, nie jest czymś, co obserwuję zza ogrodzonej działki, ale jest czymś wspólnym. Dla nas, architektów, przekłada się to na konkretne decyzje dotyczące porządku przestrzennego i obszarów niezagospodarowanych. Tego, że zaczynamy myśleć o nich jako o wspólnym dobru, nie jako o przestrzeni, gdzie trzeba wybudować łanowe osiedle deweloperskie albo halę jakiegoś handlowego giganta.

Wystawa zawiera też sześć projektów dla polskiej wsi na przyszłość. Możecie powiedzieć o nich więcej – to realne propozycje?

W.M.: To zależy, o którym projekcie mówimy. Mamy np. twardo trzymający się ziemi projekt Rural Office – pracowni działającej w Walii. Ich projekt wypływa z badań nad tym, jak mieszka się dziś w Polsce na wsi, jak się buduje tam domy. Brytyjczycy proponują sposób myślenia o domu, który zaczyna się od będącego przestrzenią wspólną trzonu, do którego mieszkańcy dobudowują pomieszczenia o bardziej indywidualnym charakterze. Projekt ten można czytać zarówno jako metaforę, jak i strategię do zrealizowania – jej użyteczność jest do sprawdzenia. Pokazuje on przede wszystkim to, że bez pewnej wspólnej infrastruktury nie może powstać ani dom, ani krajobraz, jakiego byśmy chcieli dla wsi. Infrastruktura jest pierwsza – o tym powinna myśleć gmina, gdy sprzedaje kawałek pola prywatnemu inwestorowi, który chce postawić tam osiedle.

R.Ś.: To bardzo pragmatyczny projekt, architekci z ROA z małymi modyfikacjami starają się go teraz zrealizować w swojej rodzinnej Walii. Ten element pragmatyczny, szukający rozwiązań, które mogłyby zostać zaaplikowane w zasadzie od jutra, jest bardzo silnie obecny na wystawie. Taki charakter ma też projekt Atelier Fanelsa z Niemiec, który wychodzi od obserwacji migracji na polsko-niemieckiej granicy, głównie tego, jak wsie we wschodnich Niemczech stają się zamieszkanymi przez Polaków przedmieściami Szczecina. Celem projektu jest wspieranie tego procesu, tak by nie zaburzał on porządku przestrzennego, by udało się utrzymać niewielką skalę osad wiejskich oraz silną sieć powiązań i współpracy.

Pragmatyczny charakter ma też polski projekt przygotowany na wystawę przez Kwartalnik RZUT. Jego twórcy podejmują się zadania transformacji infrastruktury po dawnych PGR-ach i stworzenia z nich nowych przestrzeni wspólnego zamieszkiwania i pracy, skupionej na produkcji zielonej energii, głównie z wiatru i słońca.

Ekspozycja w Wenecji. Fot. Jacopo Salvi

Kolejne trzy projekty mają bardziej wizjonerski, mniej pragmatyczny charakter.

R.Ś.: Fikcje architektoniczne mają charakter prowokacyjny i starają się uwydatnić naglące problemy. Te projekty wykonują dwa kroki do przodu, by postawić pytanie, czego oczekujemy od wsi w dalszej perspektywie. Mamy więc np. projekt Kosmosu, który wskrzesza modernistyczne koncepcje systemu linearnego ciągłego i proponuje wizję z jednej strony krajobrazu bardzo inżynieryjnego, ale z drugiej – pozostawiającego sporo miejsca przyrodzie: w systemie linearnym osadnictwa zabudowa występuje wyłącznie ponad siecią dróg, jako projektowanie nad tym, co już istnieje.

Projekt węgierskiego zespołu Gubahámori wzywa do całkowitego przewartościowania naszych relacji z przyrodą. Jego twórcy proponują wizję terytorium wiejskiego, w którym to drzewa stają się dominującym gatunkiem, liczą się lasy, nie osady ludzkie. Las odzyskuje kiedyś skolonizowane przez człowieka tereny, a ludzkie osadnictwo próbuje się do tego dostosować.

Najbardziej dystopijny jest projekt belgijskiego zespołu Traumnovelle. Próbuje odpowiedzieć na pytanie: jaka będzie terytorialna rola polskiej wsi w Europie za 50 lat, gdy kontynent będzie zmagał się ze skutkami katastrofy klimatycznej. W katalogu wystawy możemy znaleźć przygotowaną przez ten zespół mapę Europy przyszłości, podzieloną nie pod względem granic państwowych, ale skutków katastrofy klimatycznej. Widzimy na niej obszary susz i powodzi, awarie elektrowni atomowych, pandemie. Mapa powstała na bazie naukowych przewidywań na temat następnych 50 lat. Polski krajobraz w projekcie zespołu przecina „tama klimatyczna”. Oczywiście to projekt fikcyjny, ale stawia nas przed problemem, co robić, by uniknąć katastrofy.

Popkiewicz: Polska musi przestać trzymać się zębami węglowej futryny

W żadnym z tych projektów w zasadzie nie pojawia się to, co kojarzymy głównie ze wsią: produkcja żywności. Obecnie rządząca ekipa ma – przynajmniej deklaratywnie – wizję wsi rolniczej, skupionej wokół rodzinnego gospodarstwa rolnego, które jest nie tylko jednostką gospodarowania, ale także bastionem polskich, tradycyjnych wartości. Ta wizja ma coś wspólnego z realiami polskiej wsi dziś?

W.M.: Myślę, że ona jest silnie zideologizowana. Mimo że gospodarstwo rodzinne jest wpisane do konstytucji jako „podstawa ustroju rolnego państwa”, to na wsi coraz wyraźniej zaznaczają swoją obecność inni aktorzy. Zagraniczne podmioty skupują polską ziemię na skalę, która pozwala już mówić o problemie landgrabbingu, zwłaszcza jeśli chodzi o ziemię dawnych PGR-ów. Te nowe podmioty produkują żywność w sposób zmechanizowany, oparty na monokulturach. To jest dziś ważniejsze oblicze polskiej wsi niż romantyzowane rodzinne gospodarstwo rolne.

Alternatywą są spółdzielnie rolne, które powstają w Polsce coraz częściej. Rolnicy dzielą uprawy i park maszynowy. PRL próbował wymusić na rolnikach spółdzielczość i zniechęcił ich do tej idei na lata. Dziś łączenie się w spółdzielnie wymuszają skutecznie realia rynkowe.

W całej Europie toczą się dyskusje na temat przyszłego modelu produkcji żywności, na temat etycznych aspektów i ekologicznych kosztów przemysłowej hodowli zwierząt, na temat tego, w jaki sposób bezpieczeństwo żywnościowe jest częścią bezpieczeństwa państwa. My trochę uchylamy się od tego tematu. Można by mu poświęcić osobną wystawę. Skupiamy się na wsi widzianej oczyma architekta i planisty. Choć np. monokultury mają bardzo wyraźny wpływ na wiejską przestrzeń – wystarczy pojeździć po Polsce i popatrzeć, jak wiele jest kukurydzy.

**
PROLOG powstał w 2017 roku, tworzą go Mirabela Jurczenko, Bartosz Kowal, Wojciech Mazan, Bartłomiej Poteralski i Rafał Śliwa. PROLOG zajmuje się architekturą poprzez projektowanie, badania, pisanie, wystawy i warsztaty.

PROLOG +1 to zespół kuratorski poszerzony o Roberta Witczaka, pracujący nad projektem Trouble in Paradise w Pawilonie Polskim na 17. Międzynarodowej Wystawie Architektury — La Biennale di Venezia, która otworzyła się w maju 2021 roku w Wenecji.

Wojciech Mazan architekt. Ukończył studia w ramach programu MPhil in Architecture and Urban Design: Projective Cities na Architectural Association School of Architecture w Londynie, gdzie w swojej pracy analizował rozproszenie i fragmentaryzację linearnych osad na przykładzie Śląska Opolskiego. Jest absolwentem Wydziału Architektury Politechniki Wrocławskiej i studiował na Rotterdamse Academie van Bouwkunst. Pracuje jako badacz na Royal College of Art w Londynie, jest członkiem redakcji kwartalnika „RZUT”.

Rafał Śliwastudiował architekturę na portugalskich uczelniach Universidade do Minho w Guimarães, Universidade de Coimbra oraz Universidade do Porto, jest absolwentem Politechniki Wrocławskiej. Jego praca magisterska dotyczyła relacji architektury miasta i edukacji. Doświadczenie zawodowe zdobywał w biurach w Polsce i Portugalii, m.in. przy koncepcjach konkursowych w biurze ANALOG.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Jakub Majmurek
Jakub Majmurek
Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) "Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej".
Zamknij