Kultura

Erbel: Szczęście? Tylko w społeczeństwie bez nierówności

W Duchu równości Richard Wilkinson i Kate Pickett przekonująco dowodzą, że nierówności społeczne pogarszają nasze życie. I zachęcają decydentów do zmiany obecnej polityki - pisze Joanna Erbel. 

Na pierwszy rzut oka ta książka wygląda jak kolejny poradnik o tym, jak zmienić siebie, żeby życie wokół było bardziej znośne. Kto jednak zdecyduje się na lekturę Ducha równości, szybko zda sobie sprawę, że owszem, jest to poradnik, ale oparty na całkiem odmiennym założeniu – szczęście jednostki nie zależy od niej samej, a na nasze poczucie zadowolenia ma wpływ to, jak duże są nierówności społeczne.

Richard Wilkinson i Kate Pickett przywołują serię badań, żeby udowodnić, że jesteśmy szczęśliwi nie wtedy, kiedy mamy więcej, ale kiedy nierówności społeczne są mniejsze. Dotyczy to zarówno średniego poczucia zadowolenia w całej populacji, jak i indywidualnego samopoczucia. Ludzie żyjący w społeczeństwach o dużych nierównościach są nieszczęśliwi, niezależnie od tego, czy znajdują się na dole, czy na górze drabiny społecznej. Są gorszego zdrowia, męczy ich stres, w dużej mierze wynikający z przymusu rywalizacji. Żyją w poczuciu zagrożenia, bowiem duże nierówności osłabiają poczucie wspólnoty i nasilają zachowania antyspołeczne.

Pickett i Wilkinson dowodzą również, że nierówności pogarszają naszą samoocenę i powodują otyłość. Wzmacniają patriarchat i osłabiają polityczną rolę kobiet – w stanach USA, gdzie są większe nierówności, kobiety rzadziej głosują. To nierówności odpowiadają za większą liczbę ciąż nieletnich i spadek potencjału edukacyjnego społeczeństwa. Obniżają jakość stosunków społecznych i przez to są również przyczyną kryzysów finansowych czy wojen, bowiem społeczeństwa o większych nierównościach działają bardziej agresywnie w polityce międzynarodowej.

Duch równości zawiera nie tylko diagnozę przyczyn różnych bolączek społecznych, ale jest również zachętą do zmiany polityki. Autorzy wprost zwracają się do osób odpowiedzialnych za decyzje polityczne: „[…] wiadomo już, że właśnie świadome oddziaływanie na rozkład dochodów daje decydentom możliwość poprawy bytu psychospołecznego całej populacji. Politycy mają zatem sposobność uczynić coś naprawdę dobrego” (s. 251). Proponują model ewolucyjny, nieprzerwany ciąg zmian konsekwentnie prowadzących w jednym kierunku.

Autorzy wychodzą z założenia, że konieczne jest zapobieganie rozłamom i burzliwym zmianom w strukturze społecznej, gdyż nasila to poczucie zagrożenia i lęku. Za ważny krok, który przybliży nas do równego społeczeństwa, uważają wzmacnianie roli związków zawodowych i innych form partycypacji pracowniczej. Istotną kwestią jest uspołecznienie własności i kontroli nad procesem produkcji. Podkreślają, że „własność pracownicza jako sposób na transformację społeczeństwa ma tę zaletę, że może współistnieć z konwencjonalnymi strukturami gospodarczymi. Nowe formy przedsiębiorczości bez kolizji współistnieją ze starymi?” (s. 273). Ma to sprawić, że nowe społeczeństwo rozwinie się w starym.

Duch równości zachęca, byśmy przestali się bać, że wyższe opodatkowanie bogaczy doprowadzi do ich masowej migracji, a to z kolei do katastrofy gospodarczej. Wzrost gospodarczy nie stanowi uniwersalnej miary jakości naszego życia. Nie przyczynia się do podniesienia jakości życia, a konsumpcjonizm zagraża Ziemi. Troska o dobry los bogaczy przynosi więcej szkód niż korzyści. Tym, o co powinniśmy się troszczyć, jest zbiorowa kreatywność, pomysłowość, umiejętność zdobywania informacji. Będzie to możliwe tylko pod warunkiem, że naszym priorytetem stanie się zapewnienie wszystkim dostępu do zasobów, zarówno materialnych, jak i intelektualnych, i zniesienie barier społecznych.

Richard Wilson, Kate Pickett, Duch równości, przeł. Paweł Listwan, Czarna Owca, Warszawa 2011.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.