Czytaj dalej

Zespół Dorosłych Dzieci Polskich Katolików

Historyczna symbioza esencjalistycznej polskości z upaństwowionym katolicyzmem to doświadczenie biograficzne miażdżącej większości Polek i Polaków, zaczynając od zwyczajowego chrzczenia dzieci (nawet przez ateistów), poprzez religię w szkołach publicznych, na misji Telewizji Polskiej, akcentującej wartości chrześcijańskie, kończąc.

 

O książce Marty Abramowicz zatytułowanej Dzieci księży. Nasza wspólna tajemnica powiedziano i napisano już wiele. Znacznie więcej jeszcze nie powiedziano i nie napisano. Niektórzy bowiem zakończyli swój akt lektury na pierwszej części tytułu. W zasadzie było to do przewidzenia. I pewnie dlatego autorka ukuła podtytuł „nasza wspólna tajemnica”. Ten podtytuł prowokuje narodowe rekolekcje, które każdy może odbyć sam. Jeśli oczywiście ma na to ochotę. Myślenie nie jest obowiązkowe nigdy. Narodowość polska także nie jest obowiązkowa. Polskość w Polsce też nie jest jeszcze obowiązkowa. Nadal nie istnieje również obowiązek tajemnicy odczuwania.

Książka Marty Abramowicz to – w swej warstwie reportażowej – sześć wywiadów z dziećmi księży. Autorka wzbogaciła je również o dopiski z dziejów Kościoła katolickiego oraz bogaty kontekst teologiczny, w tym zagadnienia społeczne takie jak celibat oraz pojęcia wspólnoty i narodu. Zaplecze takiej wiedzy służy zbudowaniu szerokiej perspektywy antropologicznej, która dopowiada prywatne biografie rozmówców Abramowicz, sytuując je na tle złożonych przemian społecznych w Polsce.

Co oznacza bycie Polką lub Polakiem we współczesnej Polsce? Autorka miała odwagę rzucić sobie i innym takie wyzwanie, więc doczekała się – co oczywiste – wielu odwetów. Czyszczenie rany pańszczyźnianej, w której pracuje chłopskie upokorzenie Polek i Polaków, jest trudnym zadaniem. O traumie zawsze się mówi duktem nadinterpretacyjnym, bo pojedynczy ból trawi każdego po swojemu.

W przypadku Dzieci księży duktem traumy jest upokorzenie pańszczyzną, dziesięciną, feudalnym umocowaniem władzy państwowej, o której jako Polacy ciągle wolimy nie pamiętać i nie wiedzieć, wykluczając fobicznie z dyskursu społecznego głosy dzieci księży katolickich, całkiem podobnie zresztą jak i przemilczamy wszystkie inne, wyparte, dzieci z jakkolwiek nietradycyjnych rodzin. Różnica w tym przypadku jest jednak taka, że sankcja Kościoła dokłada temu odcinkowi polskiej lękosfery indeksy herezji i antyklerykalizmu, bo w Polsce o Kościele katolickim należy albo mówić dobrze, albo milczeć. Polski monopol na katolicką duchowość w mariażu z setkami lat feudalizmu władzy państwowej ciągle trwa. I dobrze się mają otwarte sekrety.

To nie jest tylko książka o dzieciach księży

Marta Abramowicz napisała solidny, pełnometrażowy reportaż antropologiczny. Fetyszyści liczby sześć („tylko sześć wywiadów”) jakoś nie zauważyli, że jedynie awers społeczny książki to tytułowe „dzieci księży”. Jej rewers zaś to my, cała reszta, typowi, pozostali, nigdy niedokonana historycznie wspólnota polska – ci, którzy dziećmi księży nie jesteśmy. To jest książka o nas, bliźnich, wspierających narodowe wyparcie i podtrzymujących zmowę milczenia.

Abramowicz: Dzieci księży i ich matki żyją obok nas w bańce samotności

Symboliczny rewers Dzieci księży to po prostu my sami, poddający się unikowo świętej prokrastynacji wspierania emancypacji grup mniejszościowych w Polsce i ulegający wygodnej bezsilności. Oczywiście etyka dziennikarstwa antropologicznego, którą realizuje Marta Abramowicz, nie wymusza na czytelniku wprost mentalnych rekolekcji o byciu biernym agresorem, który milczy lub przytakuje grupie większościowej, ale subtelny impuls postawienia sobie takiego zadania etycznego mocno tutaj działa. Niby wcale nie musimy zmuszać siebie i innych do agresji w postaci wymuszanej (na nas i przez nas) tajemnicy, a jednak na co dzień tak jest nam łatwiej.

Wyćwiczyliśmy przecież jako naród przez wieki wpychanie do szaf mniejszości. Nasi przodkowie bywali świadkami palenia w piecu czarownic na wrocławskim rynku albo śmiertelnego batożenia ciężarnych kobiet przez dziedziców wsi. No i ciągle boimy się – w symbolicznej, zbiorowej podświadomości polskiej – że będziemy następni: na szubienicę, do gazu albo chociażby do zwolnienia. Każdy z nas jest jakoś inny, więc najłatwiej własną inność odreagować, wskazując palcem na jeszcze bardziej innego, nienormatywnego i niestatystycznego. Tak się unikowo odwraca uwagę od własnych traum. Tak się podtrzymuje różne elementy polskiej zmowy narodowej.

Episkopat do zwolnienia, połowa biskupów do więzienia

Przygotowując się do pisania niniejszego eseju, prześledziłam sylwetki kilku osób atakujących tę książkę i – co ciekawe – w ich napastliwościach odkryłam zręby biograficznych traum i wykluczeń. Nie przypadkiem także sama odkładałam to pisanie przez kilka miesięcy. Jestem Polką i podzielam mentalnie polskie imperium traumy chłopskiej, to znaczy uczę się mówić o polskiej ranie feudalizmu.

Rewersem Dzieci księży jest indywidualna trauma nieodżałowania i nieprzepracowania przez Polki i Polaków polskich, zbiorowych traum narodowych. To jest ta nasza wspólna tajemnica, którą odreagowujemy niekiedy na dzieciach księży. Bo tak się u nas, w Polsce, odwraca uwagę od słabego siebie. Tak pracują w nas wina i wstyd. I mówiąc wprost: tak jest najłatwiej. Bez ryzyka.

Uważam, że Kościół jest w Polsce potrzebny [rozmowa z Arturem Pałygą]

Zespół Dorosłych Dzieci Polskich Katolików

Przymus tajemnicy jest zawsze traumą dla jednostki i grupy (rodziny, znajomych, społeczności, społeczeństwa). Wiedzą o tym nie tylko badacze traum i psychoterapeuci, ale i osoby ukrywające swe tajemnice biograficzne oraz ich otoczenie. Tajemnica, zwana niekiedy tabu, terroryzuje i traumatyzuje wszystkich, niezależnie od tego, czy akurat sami mamy coś do ukrycia, czy tylko wspieramy, czynnie lub biernie, cudze ukrywanie się.

Marta Abramowicz zrekonstruowała historie dzieci księży i związanej z nimi samotności macierzyństwa kobiet, często osaczanych środowiskowo oraz porzucanych lub wykorzystywanych emocjonalnie przez ojców ich dzieci. Wpisuje to osobisty los dzieci księży w polskie traumy narodowe. Fundamentalną rolę odgrywa w tym monopolistyczna pozycja Kościoła katolickiego w Polsce wraz z feudalnym uwikłaniem tej instytucji w polską władzę świecką, od czasów średniowiecza, poprzez zmianę systemową 1989, aż do współczesności.

Płatek: Księża pozostaną bezkarni

Historyczna symbioza esencjalistycznej polskości z upaństwowionym katolicyzmem to doświadczenie biograficzne miażdżącej większości Polek i Polaków, zaczynając od zwyczajowego chrzczenia dzieci (nawet przez ateistów), poprzez religię w szkołach publicznych, na misji Telewizji Polskiej, akcentującej wartości chrześcijańskie, kończąc. Symboliczne sklejenie Polaka z katolicyzmem sprawia, że dzieci księży objęte są obowiązkową narodową tajemnicą swojego istnienia i tabu funkcjonowania w świecie społecznym. Dzieci księży to bowiem jeszcze jedna, oparta na polskojęzycznej matrycy kultury chłopskiej, polska, niepisana Tajemnica Narodowa.

To traumatyczne (dla dzieci księży) i traumatogenne (dla reszty społeczeństwa) status quo. W skali makrospołecznej, czyli narodowej, przypomina symboliczną strukturę zaburzonej rodziny alkoholowej. Nie przypadkiem zresztą alkoholizm jest w Polsce nadal jedną z najpoważniejszych chorób społecznych. Bici – biją. Poniżani – poniżają. Zmuszani do ukrywania się – wymagają od innych ukrywania się. I najczęściej nie jest to kwestia intencjonalnej hipokryzji, a psychologiczne ciążenie traumy.

Przymus tajemnicy jest zawsze traumą dla jednostki i grupy (rodziny, znajomych, społeczności, społeczeństwa).

Polski katolicyzm nie jest formacją o pogłębionej duchowości i rozbudzonym intelekcie wiernych. Opiera się on na przemocowych, chłopskich korzeniach poddaństwa, na lęku przed hierarchią Kościoła i jej klientelistycznymi powiązaniami z władzą świecką. Przymusowe chrzty, komunie ze zdjęciami klasowymi w szkołach, bierzmowania pro forma i wreszcie śluby kościelne brane przez Polki i Polaków „dla świętego spokoju” są wyrazem ambiwalencji religijnej, w którą wpisana jest zgoda na przemoc funkcjonariuszy Kościoła wobec przeciętnych obywateli.

„Lepiej posyłać dziecko na religię, żeby nie miało kłopotów w szkole”. To zdanie usłyszeć można Anno Domini 2019 nie tylko na wsi, ale nawet w uniwersyteckiej katedrze, w najstarszym i jakoby najbardziej renomowanym polskim uniwersytecie. Sytuacja taka generuje szereg innych patologii społecznych, którym pragnę nadać interpretacyjne miano Zespołu Dorosłych Dzieci Polskich Katolików, w oczywistej analogii do syndromu Dorosłych Dzieci Alkoholików.

Niewidzialna, akceptowana przemoc w postaci „prowadzania” do kościołów całych klas szkolnych, odpytywania z posiadania lub nie ślubu kościelnego w miejscu pracy, budżetowym lub prywatnym, ale przede wszystkim antyintelektualna negacja wszelkich poszukiwań duchowych to struktura produkująca indywidualny brak zaufania do prywatnej duchowości dorosłych Polek i Polaków. Podobnie jak w rodzinie alkoholowej Polki i Polacy uczeni są nie wiedzieć, nie widzieć, nie czuć, nie ufać własnym osądom i negować odczucia innych.

Gdańsk nie lęka się mówić o mrocznej stronie księdza Jankowskiego

Ów syndrom Dorosłych Dzieci Polskich Katolików sprawia, że dorośli Polki i Polacy wprawdzie niby nie akceptują opłat za sakramenty i drażnią ich wizyty duszpasterskie, ale z lęku przed ostracyzmem wykupują te usługi duchowe u księży, których w głębi serca wcale nie szanują, a następnie zmuszają do tego samego własne dzieci. Ta społeczna schizofrenia sprawia, że gigantyczny potencjał rozwojowy indywidualnej duchowości, dla którego wsparciem może być przecież wyznawana religia, zamieniany jest na biernoagresywne uleganie przymusowi obowiązkowego w Polsce katolicyzmu.

Trzeba o tym konsekwentnie pamiętać, usiłując zrozumieć dramaty życiowe polskich dzieci księży, i Marta Abramowicz o tym dobrze wie, obnażając zaduch szafy pełnej polskiego lęku przed hierarchią Kościoła katolickiego, uwewnętrznioną w konformizmie przeciętnych Polek i Polaków. Niewidzialne społecznie dzieci księży mają więc cicho siedzieć w życiowej szafie (osobne szafy mają także ich matki i ojcowie), bo są żywym wyrzutem sumienia katolickiego społeczeństwa, któremu łatwiej jest żyć bez zadawania pytań o prywatne potrzeby religijne lub o prawo do bezpiecznej biograficznie, jednoznacznej deklaracji o własnym ateizmie.

Leder: Relacja folwarczna

Dzieci księży to jeszcze jeden polski kozioł ofiarny tej biernopoddańczej dramy narodowej, w której chłopski lęk przed indywidualnym odstawaniem od standardu gromady wyznacza horyzonty rozwojowe wielu polskich biografii. Bici biją, a słabi osłabiają. W społeczeństwie nieuświadomionej feudalnej przemocy polowanie na cudzą słabość, które odwraca uwagę od własnej słabości, nie ustaje. Inny jest w takim mechanizmie obsadzany jako obiekt zastępczy naszego lęku przed odsłonięciem indywidualnej potrzeby szacunku i akceptacji. Nie widzieć, nie wiedzieć, nie czuć, nie pozwalać czuć innym, aby przetrwać. Oto reguły przemocy.

Polska Zmowa Narodowa?

Marta Abramowicz doświadcza ciągle reakcji na swą pracę reporterską w postaci symptomatycznych komentarzy o „krzywdzeniu dzieci księży”, o „zaglądaniu księżom pod sutannę”, o „tanim antyklerykalizmie”. To ważna część społecznego rezonansu tej książki. Polska Zmowa Narodowa dyktuje nam wstyd i poczucie winy. Wstydź się, że pytasz. Wstydź się, że odpowiadasz. Jesteś winna tej obmowy, bo to nie twoja sprawa. Po co to powtarzasz, jesteś winien czyjejś konsternacji.

Biskupi dalej chronią księży pedofilów

W odniesieniu do życiowych dylematów dzieci księży owa Polska Zmowa Narodowa uprzedmiotawia i dehumanizuje również samych księży-ojców. Wyparte dzieci mają wypartych ojców. Im też nie wolno czuć miłości ojcowskiej, bo zdradzili instytucję patriarchalną, oddając swoje ciało kochanej (chwilowo, dłużej lub na stałe) kobiecie. Pożądanie ujarzmione podległością hierarchii Kościoła wyklucza w Polsce dyskusję o umowności i historyczności celibatu i – jak w książce Abramowicz mówi wprost profesor Tomasz Polak – jeśli jesteś księdzem i chcesz robić karierę w strukturach Kościoła, to oczywistym jest, że musisz opowiedzieć się za celibatem i przeciw kapłaństwu kobiet.

Warto przemyśleć sobie to właśnie zestawienie (celibat: „za”, kapłaństwo kobiet: „przeciw”). Ksiądz nie może czuć się fizycznym ojcem, a kobieta nie może poczuć w sobie duchowości kapłańskiej. Nie wolno im. Ciało księdza jest fantazmatem o absolutnej kontroli męskiej seksualności przez męską hierarchię, a ciało kobiety jest więzieniem dla jej aspiracji kapłańskich. I – jeśli przyjrzeć się polskojęzycznej matrycy kultury chłopskiej, utrwalonej także mentalnie w tak zwanej klasyce lekturowej – to nic w tym dziwnego.

Polska Zmowa Narodowa dyktuje nam wstyd i poczucie winy. Wstydź się, że pytasz. Wstydź się, że odpowiadasz. Jesteś winna tej obmowy, bo to nie twoja sprawa.

Był przecież niejaki Wyspiański i jego Młoda, bohaterka dramatu Klątwa. Spotkał ją ogień. Był też sobie Reymont i jego Jagna z Chłopów. Skończyła na gnoju. Bo ciało księdza jest w kulturze chłopskiej przebóstwione. Nie wolno mu być człowiekiem. Nie wolno mu być ojcem. Ojcostwo emocjonalne, wyparte w dukcie więzi i emocji folwarcznych, wysublimowane zostało w Kościele katolickim do miana ojcostwa duchowego. Ksiądz ma duchowo „ojcować”, a nie zmieniać pieluchy lub masować krocze matki swego dziecka po jej ciężkim porodzie naturalnym.

Teologia nie lubi ludzkich obrzydliwości, dlatego nie jest odpowiednia dla żywych kobiet. Kobiety menstruują, rodzą i pożądają, a to nie są teologiczne czynności. Mężczyznom nie wolno być w ciele i ciałem, bo w solidnym patriarchacie korporacyjnym, jakim jest przecież Kościół katolicki, męskie ciało należy do męskiej hierarchii. Ojcowie-księża poddawani są presji grzechu, zbłądzenia, niedotrzymania reguł celibatu.

To bardzo trudna sytuacja psychologiczna, w której ofiara, aby ocalić twarz w instytucji, musi stać się katem. Ksiądz-ojciec musi wyrzec się własnego dziecka i potępić jego matkę. Jest jeszcze inne wyjście. Można też zmusić kochaną lub przynajmniej pożądaną kiedyś kobietę do milczenia. Można wyprzeć się własnego dziecka lub być blisko niego, okłamując je („wujek”, „przyjaciel rodziny”). Możliwości samokastracji emocjonalnych jest wiele, w tym ucieczki w nałogi, mizoginia, mariaże ideologiczne z nacjonalizmem katolickim. Energia seksualna, zwana popędem, może być kanalizowana na wiele sposobów.

Dzieci księży

Polska Zmowa Narodowa obejmie księdza-ojca świętym milczeniem, werbalizując stadną agresję wyłącznie w odniesieniu do kobiety, bo w społeczeństwach feudalnych żadna zmiana biograficzna nie jest dopuszczalna. Ksiądz to ksiądz, a kobieta to kobieta. Kropka. Bliźni miłosiernie wybaczą alimenty z kurii, porzucenie dziecka lub – przeciwnie – ukryty sponsoring dokonywany przez ojca w sutannie, ale nie odpuszczą („po ludzku” i „po sprawiedliwości”) agresji wobec byłego księdza z rodziną. Bezpieczniej więc tym polskim ojcom siedzieć w kościelnej szafie.

Wyparte dzieci księży mają wypartych ojców, w sutannach lub już bez. W feudum polskim nie ma miejsca na czułość ojca. Kobiety mają rodzić w bólach? Dzieci mają milczeć? Tak było, jest i będzie? Tak ma być? To jest ta nasza wspólna tajemnica narodowa?

***

Anna Kapusta – antropolożka społeczna i literaturoznawczyni, autorka monografii antropologicznych Kieszenie i podszewki. Podteksty kultury; Gry w kulturę: gry w mit. Mitografia jako lektura; Od rytuału do mitu? Teatr Śmierci Tadeusza Kantora jako fakt antropologiczny i Mitologie twarzy. Cyprian Norwid i Stanisław Wyspiański – próba komparatystyki mitu.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.