Kraj

Biskupi dalej chronią księży pedofilów

Z kościelnego raportu dowiadujemy się, że tylko 25 proc. sprawców zostało wydalonych ze stanu duchownego – czyli 75 proc. molestatorów i gwałcicieli dalej odprawia msze, prawi ludziom kazania, opiekuje się ministrantami, może nawet uczy religii w szkołach.

W lutym razem z Joanną Scheuring-Wielgus, Markiem Lisińskim i Anną Frankowską wręczyłam papieżowi Franciszkowi raport o tuszowaniu przypadków kościelnej pedofilii i ochronie sprawców przez polskich biskupów. Papież publicznie pocałował prezesa Fundacji Nie Lękajcie Się w rękę, a ja się zastanawiałam, czy to gest alibi (głowa Kościoła całuje, czyli przeprasza, i sprawa załatwiona), czy też gest, który ma wskazać drogę polskiemu Episkopatowi. Niestety, po miesiącu od tamtej chwili wszystkie publiczne reakcje i działania biskupów nie napawają optymizmem.

Wygląda na to, że – po namyśle – polski Kościół postawił na sprawdzoną taktykę lojalności organizacyjnej i z całą stanowczością stanął po stronie chłopców z ferajny, czyli gwałcicieli dzieci i ich protektorów. Ta strategia spójnie wybrzmiała zarówno podczas niedawnej konferencji Episkopatu, jak w oświadczeniach dziesięciu kurii diecezjalnych, które odniosły się do naszego raportu.

Jak zostałam nazistką, czyli konferencja Episkopatu Polski o stanie walki z kościelną pedofilią

Konferencja Episkopatu Polski, podczas której hierarchowie przedstawili swój raport na temat skali kościelnej pedofilii w Polsce, a także swoje podejście do tego tematu, na pewno przejdzie do historii jako emblematyczny przykład piramidalnej kościelnej arogancji i lekceważenia ofiar. Już pierwsze ogłoszenie nie pozostawiało wątpliwości co do kierunku obranego przez biskupów: arcybiskupi Gądecki i Jędraszewski, obaj opisani w naszym raporcie, zostali przez kolegów ponownie wybrani do władz Episkopatu.  Przypomnijmy, Jędraszewski znany jest z brawurowej obrony molestującego kleryków arcybiskupa Paetza. Zorganizował nawet podpisywanie listów w jego obronie. Atakował też niepłodne pary starające się o dziecko metodą in vitro oraz zwolenniczki wdrożenia w Polsce zapisów konwencji o zapobieganiu przemocy w rodzinie, nazywając je „lewacką zarazą”.

Arcybiskup Jędraszewski znany jest z brawurowej obrony molestującego kleryków arcybiskupa Paetza. Zorganizował nawet podpisywanie listów w jego obronie.

Gądecki jako szef Episkopatu jest bezpośrednio odpowiedzialny za taką, a nie inną politykę polskiego Kościoła w ostatnich latach. Co sądzi o sprawcach przemocy seksualnej, pokazał ostatnio w styczniu, koncelebrując mszę pogrzebową wspólnie z arcybiskupem Paetzem, który od 2013 roku ma watykański zakaz nie tylko prowadzenia kościelnych uroczystości, ale wręcz uczestnictwa w nich. Nie zareagował też na żaden z listów wysyłanych do niego przez Fundację Nie Lękajcie Się, a dotyczących konkretnych sprawców w sutannach.

Arcybiskup Jędraszewski w swoim wystąpieniu dużo czasu poświęcił sprawcom, którym jego zdaniem Kościół ma okazywać miłosierdzie. Jako ofiary wskazał innych księży (!), którzy w związku z kościelną pedofilią muszą znosić upokorzenia i cierpienie.

Diduszko z Watykanu: Chcemy dymisji biskupów chroniących księży pedofilów

Osoby, które walczą o politykę „zero tolerancji” wobec gwałcicieli dzieci, przyrównał do nazistów, którzy doprowadzili do Holocaustu, i stalinistów mordujących „wrogów ludu”. Jędraszewski skorzystał też z okazji, żeby znów zaatakować kobiety, wygłaszając absurdalne zdanie o „dzieciach, które padają ofiarami aborcji”. Martwił się też popularnością turystyki seksualnej, ale zapomniał przy okazji wspomnieć o najsłynniejszym turyście seksualnym, swoim koledze arcybiskupie Wesołowskim, który bezkarnie gwałcił i molestował dziesiątki dzieci na Dominikanie (w tym np. chorego chłopca w zamian za leki) i którego jego koledzy biskupi z honorami odprowadzali do grobu.

Gdańsk nie lęka się mówić o mrocznej stronie księdza Jankowskiego

Wystąpienie arcybiskupa Gądeckiego miało równie brawurowy charakter. Szef Episkopatu narzekał, że to mówienie o „pedofilii w Kościele” (a nie gwałty na dzieciach?!) odbiera tej instytucji szacunek i że używanie tego sformułowania ma charakter czysto ideologiczny. Martwił się, co by się stało, gdyby Kościół zaczął walczyć z problemem sprawców przemocy seksualnej w swoich szeregach, a inne instytucje nie poszłyby w jego ślady. No cóż, rzeczywiście mogłoby się zdarzyć, że Kościół zostałby z tym tak, jak Himilsbach z angielskim w słynnej anegdocie. Horror.

Gądecki skorzystał też z okazji, żeby zaatakować prowadzenie zajęć z edukacji seksualnej w szkołach jako „program seksualizacji dzieci, żeby jak najwięcej zarobić na środkach antykoncepcyjnych”. Ten ostatni fragment wzbudza szczególne mdłości, bo hierarcha nie tylko świadomie wprowadził w błąd tysiące rodziców, ale też stanowczo opowiedział się za blokowaniem dzieciom dostępu do wiedzy o tym, co to jest zły dotyk, jak rozpoznać pedofila i do kogo zwracać się o pomoc, kiedy dorosły przekracza dozwolone granice kontaktu. W kontekście tematu konferencji to więcej niż niezręczność, to niezwykle butne powiedzenie wprost: nie zgadzamy się, żeby dzieci wiedziały, jak się bronić przed pedofilami i sprawcami przemocy seksualnej.

Arcybiskup Gądecki stanowczo opowiedział się za blokowaniem dzieciom dostępu do wiedzy o tym, co to jest zły dotyk, jak rozpoznać pedofila i do kogo zwracać się o pomoc, kiedy dorosły przekracza dozwolone granice kontaktu.

Tu warto przytoczyć znany z mediów przykład. W 2016 nauczycielka z Nowego Targu przeprowadziła z uczniami lekcję o tym, czym jest pedofilia (a taka lekcja to właśnie część programu edukacji seksualnej). Kiedy opisała typowe zachowania sprawcy, kilka dziewczynek podniosło ręce, żeby powiedzieć, że tak właśnie zachowuje się wobec nich ksiądz katecheta. W ten sposób udało się w tej szkole zatrzymać proceder molestowania dzieci przez księdza. I takich sytuacji najwyraźniej nie życzy sobie arcybiskup Gądecki oraz jego koledzy, którzy z całą mocą potępiają edukowanie dzieci w tej materii.

W kontekście powyższych relacji pewnie nikogo nie zdziwi, że żaden z szefów Episkopatu nie wspomniał w swojej wypowiedzi o konieczności pociągnięcia do odpowiedzialności biskupów, którzy tuszowali pedofilię i przenosili sprawców, o planach przekazania danych sprawców państwowym organom ścigania czy o zadośćuczynieniu ofiarom.

Sam raport został przygotowany w taki sposób, żeby nie zagrozić interesom żadnego duchownego. Dowiadujemy się z niego właściwie tylko tyle, że od 1991 roku Kościół otrzymał – według dobrowolnych i nieweryfikowanych w żaden sposób ankiet wypełnianych w diecezjach – zgłoszenia dotyczące 382 sprawców i prawie siedmiuset ofiar. Dowiadujemy się, że tylko 25 proc. sprawców zostało wydalonych ze stanu duchownego – czyli 75 proc. molestatorów i gwałcicieli dalej odprawia msze, prawi ludziom kazania, opiekuje się ministrantami, może nawet uczy religii w szkołach (?). Możemy także przeczytać, że tylko 44 proc. spraw z ankiet trafiło do świeckich organów ścigania.

Niestety współautor opracowania, ksiądz Sadłoń, nie był w stanie odpowiedzieć na żadne z pytań dotyczących kluczowych rzeczy: z jakich diecezji pochodzą ofiary, kto konkretnie odpowiada za przenoszenie sprawców, ilu z nich było recydywistami, dlaczego 55 proc. spraw nie trafiło do prokuratury, w jaki sposób sprawcy docierali do ofiar – czy byli nimi głównie ministranci, czy też uczniowie chodzący na szkolną katechezę. Księża opracowujący ankietę nie byli ciekawi odpowiedzi na takie pytania, więc ich nie zadali. W związku z tym raport jest nieweryfikowalny i opracowanie na jego podstawie skutecznych metod profilaktyki i ochrony dzieci jest zwyczajnie niemożliwe.

Cóż, ale gdyby się okazało, że np. większość sprawców wykorzystuje religię w szkołach do polowania na ofiary – a na naszej mapie kościelnej pedofilii sprawcy-katecheci stanowią przeważającą grupę – to byłaby to przecież wiedza niewygodna dla Kościoła, walczącego o poszerzenie wpływów w publicznych szkołach.

Kościół, który się panoszy, czyli szkoła nie jest miejscem kultu!

Na pytania o brak newralgicznych informacji w raporcie ksiądz Sadłoń tłumaczył, że opracowanie Episkopatu ich nie zawiera, bo to praca badawcza, a nie administracyjna (???). I że Episkopat nie czuje się na siłach podjąć pracy administracyjnej w tej materii. To smutna wiadomość, bo tylko Episkopat ma dane sprawców, których wciąż nie zamierza dobrowolnie przekazać państwu. Pozostaje mieć nadzieję, że prokuratura zainteresuje się przynajmniej publiczną informacją o 55 proc. spraw związanych z przemocą seksualną, o których Episkopat wie, których nie zgłosił i których część mogła nie ulec przedawnieniu. W każdym razie Fundacja Nie Lękajcie Się spróbuje zainteresować prokuraturę tym faktem.

Stawiszyński: Religia jako władza

Wystąpienia księdza Żaka i prymasa Polaka wypadły skromnie na tle popisów wyżej opisanych arcymistrzów kościelnej brawury, ale i w nich wybrzmiewały nieco zaskakujące tony. Ksiądz Żak wspomniał o „hojnej pomocy”, której Kościół udziela ponoć ofiarom. Nie sprecyzował tylko, do kogo właściwie ta pomoc dotarła – do ofiar, które trafiają do Fundacji Nie Lękajcie Się, nie dotarła. Prymas Polak mówił o bólu, który odczuwa on sam i jego koledzy w związku z tym, że inni jego koledzy bezkarnie krzywdzą dzieci. Nie wątpię, że ogólnie warto mówić o swoich emocjach, jednak czasem bywa to niestosowne – i to był ten moment. Ponieważ to właśnie prymas Polak ma władzę, żeby sprawcom i ich protektorom zabrać sutanny i wysłać ich do więzienia za pośrednictwem sądu. Wtedy nie tylko jego ból by zelżał, ale – co z pozakościelnej perspektywy jednak ważniejsze – także ból ofiar.

Proszę pana, a oni kłamią! Czyli diecezje słabo się bronią

Wszystkie diecezje w obronie swoich szefów zarzucają nam pisanie nieprawdy oraz manipulacje. Niektóre na tym poprzestają, po prostu nie uzasadniając swoich tez, a inne dokonują akrobatycznych manipulacji, żeby nasze rzekome manipulacje udowodnić. Kilka przykładów.

Sekielski: Księża wykorzystują seksualnie dzieci. Ludzie to wiedzą, a mimo tego milczą. Dlaczego?

Kuria krakowska informuje, że „wszystkie wypowiedzi abpa Marka Jędraszewskiego jako metropolity krakowskiego są w całości możliwe do zweryfikowania w niemontowanych, nagrywanych w całości filmach”, oraz zapewnia, że Jędraszewski „jest w pełni zaangażowany w tworzenie mechanizmów prewencji i obrony ofiar”. Sęk w tym, że nasze zarzuty wobec Jędraszewskiego i cytaty z jego wypowiedzi dotyczą okresu sprzed awansu na zaszczytną funkcję metropolity. I kuria oczywiście o tym wie.  A o charakterze zaangażowania najcelniej świadczy jego własna wypowiedź podczas konferencji Episkopatu, na pewno dostępna już na stronie archidiecezji w niemontowanym filmiku.

Żaden z szefów Episkopatu nie wspomniał w swojej wypowiedzi o konieczności pociągnięcia do odpowiedzialności biskupów, którzy tuszowali pedofilię.

Kuria opolska idzie w zaparte i informuje, że „od momentu zgłoszenia sprawy w kurii diecezjalnej biskup opolski informował rodzinę pokrzywdzonego o możliwości zgłoszenia przestępstwa do prokuratury, jednakże wolą najbliższych było zachowanie daleko idącej dyskrecji”. Publiczna wypowiedź matki molestowanego chłopca świadczy o czymś wręcz przeciwnym: – „W kurii byłam ja, przyjaciółka, biskup Andrzej Czaja i jego biskup pomocniczy – mówi reporterce „Dużego Formatu”. – Usłyszałyśmy, że księdza M. natychmiast wezwą i odsuną z parafii. Ulżyło mi, że ten człowiek będzie daleko od mojego syna, zaufałam biskupowi. Zapytał, czy byłyśmy na policji, powiedziałam, że nie, a on, że to dobrze, że przyjechałyśmy od razu do niego, bo wiadomo: na policji ciągaliby moje dziecko to tu, to tam, przesłuchiwali, a to dodatkowy stres. Powiedział jeszcze: najlepiej nie powiadamiać męża, bo wiadomo, jak mężczyźni reagują”.

Graff: Wojna z LGBT+ to test dla anty-PiS-u

Kuria bydgoska: „Wbrew temu, co czytamy w raporcie […] w Kurii Diecezjalnej w Bydgoszczy nie ma żadnego zarejestrowanego zgłoszenia dotyczącego księdza […]. Do dnia dzisiejszego do Kurii nie wpłynęły żadne dane dotyczące osoby poszkodowanej lub rodziców”. Mowa o sprawie chłopca molestowanego przez pięć lat przez proboszcza. Matka zgłosiła ją w 2005 biskupowi Tyrawie, jednak, jak widać, biskup nie uznał, że warto sprawę „zarejestrować”. Wobec braku reakcji matka w 2007 roku zgłosiła sprawę do prokuratury – raczej nie ma szansy, żeby do kurii nie dotarły te wieści. Prokuratura umorzyła sprawę ze względu na przedawnienie. Kuria nie zrobiła nic, żeby sprawdzić, czy przypadkiem proboszcz nie stanowi zagrożenia dla innych dzieci. Kierował parafią do 2016 roku, kiedy zmarł. Informacje na temat sprawy wysyłała do kurii matka chłopca oraz Fundacja Nie Lękajcie Się listem poleconym i naprawdę trudno uwierzyć, że nie dotarły „do dnia dzisiejszego”.

Pomnik pychy i ostentacji

Kuria przemyska odnosi się do opisanej przez nas w raporcie słynnej sprawy proboszcza z Tylawy, który wpychał dziewczynkom paluchy do pochwy w ramach (według prokuratora Piotrowicza) bioenergoterapii. „Ksiądz arcybiskup gotów był dla potwierdzenia wiarygodności rozpocząć rozmowy z pokrzywdzonymi dziećmi lub ich rodzicami. Niestety, na to rozmówczyni nie wyraziła zgody…”.  Innymi słowy, ksiądz arcybiskup zapragnął osobiście przesłuchiwać dzieci. W jakim trybie? Bez żadnego oczywiście.

Deklaracja LGBT+ to gwarancja bezpieczeństwa

Wobec odmowy – o czym kuria nie wspomina w swoim oświadczeniu – arcybiskup Michalik (tak, tak, ten sam – autor niesławnej frazy: „Ono lgnie, ono szuka. I zagubi się samo, i jeszcze tego drugiego człowieka wciąga”) zmienił front. W liście do wiernych należących do parafii wziął księdza pedofila w obronę. Tytułował go „powszechnie szanowanym kapłanem”. Przyznał też wiernym, że „czuje się zobowiązany wyrazić współczucie ks. proboszczowi”. Arcybiskup pozwolił księdzu pedofilowi przez cały okres trwania sprawy mieszkać na plebanii w Tylawie. Ksiądz M. mieszkał tam również po wyroku (kara pozbawienia wolności – oczywiście w zawieszeniu). Dopiero w 2005 roku po liście jednej z ofiar do Josepha Ratzingera ks. Michał M. musiał odejść.

Graff: Pedofilia według Michalika: ono lgnie, ono szuka

Kolejne kurie idą tą samą drogą: nasze zarzuty są „całkowicie bezpodstawne”, a żaden biskup nie ponosi żadnej odpowiedzialności za tuszowanie przestępstw i przenoszenie sprawców. Żadna kuria za nic nie przeprasza, nie ma sobie nic do zarzucenia. Pełny komentarz do oświadczeń wszystkich kurii znajdziecie na stronie Fundacji Nie Lękajcie Się.

Martwię się tylko o kurię archidiecezji warmińskiej, która co prawda dzielnie broni swojej piętnastoletniej współpracy z księdzem Romanem K. (który w 2003 roku dokonał napaści seksualnej na zgwałconą miesiąc wcześniej nastolatkę – chciał jej pokazać, że seks może być przyjemny i „pomóc zapomnieć o gwałcie”), jednak na końcu oświadczenia popełnia gruby błąd. „Zasada zero tolerancji dla nadużyć seksualnych jest dla nas priorytetowa” – pisze w iście totalitarystycznym tonie rzecznik kurii. No cóż, czeka go chyba dywanik u arcybiskupa Jędraszewskiego.

Nadzieją ofiar na sprawiedliwość było i jest państwo

Wręczyliśmy nasz raport bezpośrednio papieżowi, bo mieliśmy nadzieję, że podejmie wobec polskich biskupów działania dyscyplinujące, tak jak to zrobił w kilku innych krajach. Istotnym celem, przynajmniej dla mnie, było także to, żeby niemożliwa była – tak jak to ma miejsce od lat w wypadku Jana Pawła II – niezbyt wiarygodna narracja o tym, że „papież nie wiedział”.

Do kochanych katolików od „przyjaciela ateisty”

Przywódca państwa nie czyta gazet, nie słyszy o sprawach sądowych dotyczących jego podwładnych, listy od ofiar drze i pali w kominku podstępny sekretarz. No więc tym razem papież wie, toteż cokolwiek zrobi – albo celniej – czegokolwiek nie zrobi on i jego Kościół, zaniechanie nie będzie skutkiem rzekomej niewiedzy. No i wierni, żarliwi polscy katolicy, też już wiedzą o tuszowaniu gwałtów na dzieciach i przenoszeniu sprawców w kolejne miejsca.

Tym razem papież wie, więc cokolwiek zrobi albo czegokolwiek nie zrobi on i jego Kościół, zaniechanie nie będzie skutkiem rzekomej niewiedzy. No i wierni, żarliwi polscy katolicy, też już wiedzą o tuszowaniu gwałtów na dzieciach i przenoszeniu sprawców w kolejne miejsca.

Mam nadzieję, że nasza mapa kościelnej pedofilii i raport o kryciu sprawców przez biskupów będą impulsem do działania dla polskich katolików, jednak głównym adresatem postulatów Fundacji Nie Lękajcie Się jest państwo polskie. To państwo umożliwiło Kościołowi katolickiemu zajęcie niesłychanie uprzywilejowanej pozycji i wykorzystywanie jej także w kontekście unikania odpowiedzialności przez sprawców przestępstw seksualnych na dzieciach. Rolą i odpowiedzialnością państwa jest zmiana tej groteskowej i zwyczajnie zagrażającej bezpieczeństwu części obywateli relacji.

Dlatego domagamy się od państwa stworzenia niezależnej od Kościoła katolickiego komisji, która zajmie się przeanalizowaniem skali kościelnej pedofilii w Polsce i wypracuje rozwiązania chroniące dzieci w przyszłości; zniesienia przedawnień przestępstw seksualnych; pociągnięcia do odpowiedzialności sprawców i przełożonych kryjących ich działania oraz Kościoła katolickiego jako instytucji; zapewnienia ofiarom pełnego wglądu w akta dotyczących ich procesów kanonicznych; wykluczenia ze stanu kapłańskiego sprawców przestępstw seksualnych wobec dzieci oraz kryjących ich zwierzchników.

Mapa pedofilii w Kościele może ochronić kolejne dziecko przed krzywdą

**
18 marca 2019 odbyła się konferencja prasowa Fundacji Nie Lękajcie Się, odnosząca się do reakcji Kościoła na raport przedstawiony przez fundację. Przykłady postępowania zwierzchników kościelnych można znaleźć w tej prezentacji.

Bio

Agata Diduszko-Zyglewska

| Publicystka, radna Warszawy
Dziennikarka, animatorka kultury, aktywistka miejska, w 2018 roku wybrana na radną Warszawy. Współautorka dokumentu „Miasto kultury i obywateli. Program rozwoju kultury w Warszawie do roku 2020”; absolwentka Instytutu Anglistyki UW oraz Akademii Praktyk Teatralnych w Gardzienicach; studiowała też w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW oraz Instytucie Sztuki PAN. Przewodnicząca Komisji Kultury i Promocji Miasta Rady Warszawy.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.