Polityka Ernaux: słodko-gorzki smak awansu klasowego

Ani powrót do klasy, ani ucieczka od niej nie mogą być żadną gwarancją dla progresywnej polityki i zmieniania świata na lepsze. O co można się więc zaczepić?
Annie Ernaux. Fot. Quinzaine des Réalisateurs/Wikimedia Commons, ed. KP

Ernaux mówi nam, że polityka to przede wszystkim sfera zbiorowego nadawania sensu życiu jednostek i zbiorowości. Nie gra interesów. Nie konflikt ideologii. To sposób definiowania swojej obecności w czasie historycznym. Ludzie mogą konfrontować się z problemami albo przekraczając podziały w poszukiwaniu solidarności, albo wzmacniając hierarchie.

Nagrodzona w tym roku literacką Nagrodą Nobla Annie Ernaux ma bardzo wyraziste poglądy polityczne: okazuje solidarność z ruchem Żółtych Kamizelek, krytykuje Izrael za politykę wobec Palestyńczyków i popiera Melenchona. Co tu dużo pisać – zachowuje się jak każda porządna francuska intelektualistka. Mogłoby to oznaczać, że jej książki z politycznego punktu widzenia będą służyły wyłącznie ilustracji lewicowych poglądów i poszukiwaniu uzasadnień dla publicznych interwencji. Na szczęście jednak tak nie jest. Książki Ernaux wychodzą poza słuszne obserwacje i wymagają od lewicowego czytelnika wychodzenia poza strefę komfortu.

Intymne laboratorium Annie Ernaux

czytaj także

Jednym z fundamentów twórczości Ernaux jest to, jak przez swoją genealogię autorka odkrywa nieprzyjemne prawdy o klasowości. Przedstawiając świat prowincjonalnej klasy ludowej, pokazuje oczywiście jej ciężkie życie oraz pracę – wymagającą fizycznie i nieprzynoszącą dochodów pozwalających na zaspokojenie podstawowych potrzeb. Jednocześnie jest jednak na tyle brutalna i szczera, żeby z perspektywy lat, które minęły od jej dzieciństwa, studiów i awansu społecznego, opisywać bez nostalgii bezwzględność, z jaką w tej klasie traktuje się słabszych ludzi, którzy „się stoczyli”, i kobiety.

Klasa niższa tak samo jak inne nie zawsze poszukuje godności w sposób szlachetny. Solidarność wcale nie jest naturalnym odruchem ludzi znajdujących się niżej niż inni. Przeważa indywidualizm, troska o rodzinę i dążenie do odróżnienia się od tych, którzy nie potrafią o siebie zadbać. Znamy to także z polskich badań, w których przedstawiciele klas ludowych nie ustępują wcale osobom z klasy średniej w krytyce rozdawnictwa 500 plus dla „patologii”.

Ernaux ma także trochę przykrych prawd dla liberałów, którzy o klasowości mówią najczęściej w kontekście zapewnienia mobilności jednostkom, a strukturę społeczną oceniają z punktu widzenia jej otwartości. Awans, który zwolennicy merytokracji widzą jako efekt jednostkowego wysiłku, jest tak naprawdę wysiłkiem rodziny, a czasem całego otoczenia. Rodzice Ernaux pracują od rana do nocy, prowadząc sklep z barem, żeby zarobić na jej zeszyty, książki, internat i studia. Sami nie mają czasu na własny rozwój i przyjemności. Koszty ponoszą też ludzie przychodzący do baru, by przepijać swoje małe pensje. Ponoszą je, żeby mała Annie mogła piąć się po szczeblach edukacyjnej, a potem zawodowej kariery.

Jak nauka pomyliła się co do kobiet [rozmowa]

Nie dzieje się to też bez kosztów osobistych dla doświadczających awansu. Choć powinien on być przez jednostkę odczuwany jednoznacznie jako sukces, ma słodko-gorzki posmak. W nowym środowisku trzeba uważać, żeby nie popełnić gafy i dostosować się do swobodnych rozmów wymagających dużego kapitału kulturowego i ironii. Nie czując się w nowym miejscu u siebie, nie czuje się już też więzi z miejscem, z którego się wyszło. I nie jest to żadne wywyższanie się albo strach przed demaskacją, ale poczucie rozjechania się istotnych tematów i celów w łonie rodziny. Awans nie jest zatem dla jednostki zajęciem należnego jej miejsca, ale rodzajem zawieszenia między odrębnymi klasami społecznymi.

Ani powrót do klasy, ani ucieczka od niej nie mogą być zatem żadną gwarancją dla progresywnej polityki i zmieniania świata na lepsze. O co można się więc zaczepić? Ernaux wydaje się odpowiadać, że najlepszą, choć wcale nie pewną drogą jest wykorzystywanie wydarzeń i neutralizacja odruchów, które wspierają skłonność do dominacji.

Dwa wydarzenia francuskiej polityki są szczególnie eksponowane w Latach, powieści łączącej osobiste i historyczne doświadczenie autorki. Pierwsze to powstanie rządu Frontu Ludowego we Francji w 1936 roku. Choć Ernaux nie było jeszcze wtedy na świecie, to połączenie sił przez komunistów i socjalistów po latach podziałów na lewicy i wprowadzenie radykalnych na owe czasy społecznych reform było wciąż żywe w rodzinnej i środowiskowej pamięci. Płatne urlopy, czterdziestogodzinny tydzień pracy i wydłużenie czasu obligatoryjnej edukacji dla dzieci do 14. roku życia nie były dla robotników tylko ulgą materialną. Były znakiem, że przestają być pariasami, momentem budowania poczucia łączności interesów i wspólnego awansu. Front Ludowy to konkretne reformy, ale też mit zmiany. Zakorzeniony w wyobraźni obraz uchylania podziałów i zdolności do wspólnego przekraczania ograniczeń.

„Zdarzyło się”: kogo stać na luksus uniwersalizacji?

Drugim kluczowym wydarzeniem jest maj 1968 roku. Do tego momentu życie autorki, nawet jeśli zawierało elementy kontestacji, z reguły było podporządkowane standardowym oczekiwaniom społecznym dotyczącym rodziny, kariery i konsumpcji. Rok ’68 jest wyzwalającym doświadczeniem, bo wcześniejsze reguły i powinności nagle stają się częścią przeszłości, którą można zostawić za sobą ze zdziwieniem, że zawierała aż tak dużo niedorzecznych zasad. Rozpoczyna się okres poszukiwań nowych form życia. Kobiety mogą je współkształtować w stopniu, który wcześniej był nie do pomyślenia. Bez maja 1968 roku Ernaux po rozstaniu z mężem czułaby się pewnie naznaczoną rozwódką, a nie kobietą zaczynającą nowy etap w życiu, w którym będzie miejsce i na pisanie, i na młodszego partnera.

Politycznie rok 1968 to moment, do którego wraca się nie tylko dlatego, że przyniósł przełom w myśleniu o ciele, rolach kobiet i mężczyzn czy indywidualnej ekspresji, ale także dlatego, że był doświadczeniem wolności, poczucia swobody w rewidowaniu tego, kim się jest, i weryfikacją tego, na co stać Francuzów jako zbiorowość.

Ernaux, analizując polityczne znaczenia 1936 i 1968 roku, dostrzega oczywiście, że polityki nie napędzają tylko tego rodzaju momenty. Rządzą nią też inne odruchy i emocje, a autorka Lat bez skrupułów się w nich zanurza.

Warto w tym kontekście zwrócić uwagę na kwestię nam bliską, czyli stosunek Francuzów do Europy Środkowej. Gdy w Polsce trwały strajki Solidarności, Francuzi czuli więź z Polakami i innymi narodami środkowej Europy jako szlachetnymi bojownikami o wolność. Sytuacja jednak zmieniła się po przełomie ’89 roku. „Ludy postkomunistyczne” rzuciły się na masową konsumpcję. Powodowało to na Zachodzie niesmak. To tylko o to chodziło? O możliwość zakupu szamponu i pomarańczy? Zamiast dawać mądry przykład, jak korzystać z wolności, ludzie z Europy Środkowej powielali wszystkie błędy zachodnich społeczeństw. A szybko stało się jeszcze gorzej. Na Bałkanach wybuchła krwawa wojna. Jej przyczyny były odbierane jako prymitywne. Francuzi nie mogli uwierzyć, że po doświadczeniach XX wieku ludzie są w stanie zabijać się z powodów etnicznych i religijnych.

Strajk paraliżuje Francję. Macron odpowiada przymusem pracy

Wychodzenie z komunizmu stało się dla Francuzów dowodem ich wyższości i bezalternatywności modelu konsumpcyjnego kapitalizmu. To połączenie jest kluczowe. To nie sama ideologia neoliberalizmu zawróciła ludziom Zachodu w głowie. Ernaux ciekawie pokazuje, że w legitymizacji kapitalizmu, rozmontowującego rozmaite zabezpieczenia społeczne, mieszały się poczucie dumy z istnienia uporządkowanego społeczeństwa i strach przed chaosem.

Analizując te mechanizmy, Ernaux stosuje strategię przechodzenia w narracji od „ja” do „my” lub do „się”. Cześć osób ten zabieg irytuje, ale zwalnia autorkę z kontroli społecznej i pozwala także lewicowym czytelnikom skonfrontować się z mniej przyjemnymi mechanizmami politycznymi. A z takimi mamy też do czynienia choćby w kwestii rasy.

Oficjalnie Francja to kraj, gdzie rasa ma nie mieć żadnego znaczenia. Państwo jest rasowo ślepe. Jednak rzeczywistość to nie tylko oficjalne przemowy i statystyki. To także uprzedzenia, osobiste historie i bebechowe odruchy. Gdy wiec mówi się o przemocy młodocianych na przedmieściach, to „my” myśli o niej jako przemocy „niebiałych” mężczyzn i dzieci migrantów. Jeśli polityk mówi „Francja nie może przyjąć cierpienia całego świata” w kontekście ograniczenia migracji, to „my” zgadza się z tym mądrym stwierdzeniem i myśli sobie, że inne kraje też powinny przecież coś zrobić.

Fragmenty o rasie we Francji to analiza powiązań między strachem, poczuciem wyższości i językiem aluzji. Oficjalny dyskurs neutralności nie przekreśla istnienia uprzedzeń i lęków o podłożu rasowym. Nie znajdując oficjalnej ekspresji, zaczynają one funkcjonować w utajeniu, w ezopowym języku bezpieczeństwa albo ograniczeń budżetowych. Biorą one górę w sytuacji zagrożenia terroryzmem czy bezrobociem. Zwłaszcza gdy nie pojawia się żadna progresywna polityka przełamująca podziały. Te fragmenty są ważnym materiałem do przemyśleń dla wszystkich z nas, którzy pokładają nadzieję na zlikwidowanie uprzedzeń przez oczyszczenie sfery publicznej ze wszelkich przejawów dyskryminującego języka.

Na wdowie się kobiecie nie kończy [Ernaux, Rudzka, Fiedorczuk]

Ernaux mówi nam, że polityka to przede wszystkim sfera zbiorowego nadawania sensu życiu jednostek i zbiorowości. Nie gra interesów. Nie konflikt ideologii. To sposób definiowania swojej obecności w czasie historycznym. Ludzie mogą konfrontować się z problemami albo przekraczając podziały w poszukiwaniu solidarności, albo wzmacniając hierarchie.

Pokusy tej drugiej opcji są silne. Odruch poczucia się lepszym, bezpieczniejszym, bardziej godnym mamy przecież wszyscy. Dobra polityka i dobrzy politycy umieją zmienić te odruchy w wysiłek tworzenia nowych rozwiązań, solidarność i dumę ze zbiorowych osiągnięć. Takiej polityce kibicuje Ernaux.

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Maciej Gdula
Maciej Gdula
Podsekretarz stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego
Podsekretarz stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego, socjolog, doktor habilitowany nauk społecznych, pracownik Instytutu Socjologii UW. Zajmuje się teorią społeczną i klasami społecznymi. Autor szeroko komentowanego badania „Dobra zmiana w Miastku. Neoautorytaryzm w polskiej polityce z perspektywy małego miasta”. Opublikował m.in.: „Style życia i porządek klasowy w Polsce” (2012, wspólnie z Przemysławem Sadurą), „Nowy autorytaryzm” (2018). Od lat związany z Krytyką Polityczną.
Zamknij