Czytaj dalej

Epidemia w Szczecinie [fragment książki „Gejerel”]

W grupach ryzyka znalazły się osoby stygmatyzowane nawet bez społecznego lęku przed zarażeniem się wirusem HIV - pracownice i pracownicy seksualni, homoseksualiści, ludzie uzależnieni od narkotyków. Oberwało się też od społeczeństwa ludziom o ciemniejszym kolorze skóry, oskarżanym o sprowadzenie do Polski AIDS. 

W tym cyklu chcielibyśmy zaprezentować Wam fragmenty książek naszego wydawnictwa, które, naszym zdaniem, najlepiej wpisują się w wywołane koronawirusem nastroje. Zachęcamy Was też do sięgnięcia po całość, tym bardziej, że wszystkie nasze książki (papier, ebooki, audiobooki) są teraz tańsze o 40%.


Epidemia w Szczecinie

Bodaj najciekawszy, a z pewnością najbardziej zaskakujący przebieg miała panika wokół AIDS, którą opisał Michał Bołtryk w reportażu Plaga. Był to jednocześnie chyba najbardziej wyczerpujący temat tekst z wszystkich opublikowanych wówczas o HIV/AIDS w Polsce.

Zaczęło się właściwie niewinnie. 2 listopada 1987 roku „Głos Szczeciński” podał, że w Szczecinie wykryto trzy przypadki nosicielstwa wirusa HIV: „Nosicielkami są trzy młode prostytutki. Nie stwierdzono u nich żadnych objawów chorobowych. Kontakty seksualne z nimi grożą zakażeniem”. Ustami lekarza poradzono, w jaki sposób strzec się przed HIV: „Przede wszystkim należy unikać przypadkowych kontaktów seksualnych, a podczas stosunków płciowych używać prezerwatyw”. Na efekty tej wypowiedzi nie trzeba było długo czekać. „Wiadomość o AIDS miała wpływ na ruch cen w akcesoriach erotycznych.

Z dnia na dzień prezerwatywy stawały się w Szczecinie bardzo poszukiwanym artykułem. Skoczyły ceny na czarnym rynku do półtora, dwóch, a nawet trzech tysięcy złotych za jedną sztukę polskiej produkcji”.

Temat wykrycia trzech nosicielek wirusa w Szczecinie podchwyciła prasa ogólnopolska, tekst w „Expressie Wieczornym” nosił tytuł Przestraszone prostytutki porzuciły zawód. Okazało się, że to już trzecia plaga, która w ostatnich latach dosięga miejscowe przedstawicielki najstarszego zawodu świata: „Pierwszą z nich był stan wojenny. Przez dłuższy czas zarobek dewizowy był rzadko osiągalny. Potem nastąpił Czarnobyl. Całe wycieczki zachodnich turystów przestały przyjeżdżać do Polski. Kiedy już wszystko się unormowało, dał o sobie znać AIDS”. Jak sprawa ma się po kilku miesiącach od informacji zamieszczonej w prasie, opowiadali Bołtrykowi kolejni miejscowi notable: „Był najpierw strach – przypomina tamte tygodnie inspektor kryminalny zajmujący się półświatkiem. – Dziewczyny trochę przygasły. Niektóre nawet poszły do zwykłej pracy. Inne wyszły za mąż. Ale większość oswoiła się z niebezpieczeństwem i zabrała się do «roboty»”. Także kierownik hotelu „Neptun” przyznaje, że najpierw był pewien niepokój, ale wszystko szybko wróciło do normy:

– Jak pan przyjął informację o trzech zarażonych prostytutkach? – zapytałem.
– Byłem przestraszony. Personel też przeraził się.
– Ktoś odszedł z pracy z tego powodu?
– Nie. Zwróciliśmy uwagę na przestrzeganie zasad bezpieczeństwa pracy.
– Co pana zdaniem trzeba robić, żeby uchronić się przed tą chorobą?
– Przede wszystkim dbamy o higienę. Czystość i jeszcze raz czystość. Sam myję kilkanaście razy ręce.
– A co z prostytutkami?
– U nas niewiele ich jest. Stale „pracuje” najwyżej 7–8 sztuk.
– Sądząc po klasie hotelu, są jakby „najporządniejsze” w mieście?
– Proszę pana, nie ma porządnych prostytutek. Każda z nich jest k…

O ile ujawnienie, że trzy prostytutki są HIV+, wzbudziło zainteresowanie, o tyle kolejna wiadomość o wykryciu dalszych czterech przypadków nosicielstwa wirusa wywołała prawdziwą burzę. 9 grudnia 1987 roku w regionalnym programie telewizyjnym lekarz Bernard Górzny, oznajmił, że są to „studenci szczecińskich wyższych uczelni”.

Joanny Jędrusik lista lektur na czas pandemii

Przeprowadzająca wywiad Ewa Klinar dopytywała się, czy to prawda, że chodzi o studentów obcokrajowców. Doktor nie potwierdził, ale i nie zaprzeczył. To wystarczyło. Tym bardziej że tajemnicą poliszynela był fakt, że w ramach wydanego zarządzenia badano tylko studiujących w Polsce cudzoziemców, nosicielami mogli więc być jedynie oni. Oliwy do ognia dolał po dwóch tygodniach „Kurier Szczeciński”, donosząc na pierwszej stronie: „8 przypadków zakażenia AIDS w Szczecinie”. Oczy wszystkich skierowały się w stronę studentów z Afryki, bo „przecież wiadomo, że ten kontynent jest kolebką wirusa”. W ten sposób strach przed HIV spowodował nasilenie rasizmu.

W przeważającej mierze reportaż Bołtryka to właśnie zapis nastrojów rasistowskich w Szczecinie A.D. 1988. Ponieważ nieznane były nazwiska ani nawet narodowość nosicieli wirusa, szybko zaczęto tworzyć najbardziej fantastyczne teorie: „Na mieście krążyły opowieści o chorych studentach z Politechniki. Potem zaczęto mówić o tym, że zarażeni są wszyscy cudzoziemcy. Inni lokalizowali AIDS u Arabów. Wreszcie ktoś podał liczbę – 18 chorych. Ale to przecież było wyssane z palca”.

Podejrzani zaczęli się bronić, oskarżając innych: „Cudzoziemcy między sobą rozpuszczali takie plotki: – Murzyni chorują, stamtąd pochodzi wirus. Murzyni szeptali o Arabach – Arabowie mają mnóstwo dziewczyn. Wszyscy inni wskazywali na tych z Ameryki Łacińskiej. To pedały, argumentowano”. Strach był tym większy, że informacje na temat wirusa były sprzeczne i niewystarczające; pojawiły się na przykład doniesienia o książce amerykańskich seksuologów Williama Mastersa i Virginii Johnson Kryzys: heteroseksualne zachowania w epoce AIDS, w której autorzy mieli ponoć dowodzić, że HIV może być przenoszony przez pocałunek, ukłucia owadów, wspólne korzystanie z basenu, a nawet podanie ręki.

Dlatego kierowniczka akademika, w którym mieszkali także cudzoziemscy studenci, mówiła przerażona: „W akademiku są wspólne prysznice, kuchnie, łazienki. My nie wiemy, czy chloramina, którą stosujemy, zabija ewentualne zarazki, czy też nie. Dlaczego na przykład Związek Radziecki może wydalać zarażonych wirusem AIDS cudzoziemców, a my nie?”. Pomysły innych na zaradzenie ewentualnej epidemii były podobne: pozbycie się obcokrajowców, chociaż zdarzały się reakcje bardziej skomplikowane – pewnego studenta Politechniki cała sytuacja tylko umocniła w wierze: „Przeczytałem w prasie informację o wynikach badań. Pomyślałem sobie – a jednak Pan Bóg jest sprawiedliwy. Oni zadawali na mieście szyku wypchanym portfelem, samochodami, otaczali się najładniejszymi dziewczynami. I oto przyszło im za to płacić. Nie mam z tego żadnej satysfakcji. Ale wiem, że pycha została ukarana”.

Dżuma, cholera, apokalipsa i inne nieprzyjemności

Reportaż Plaga rozpoczyna się od historii, którą autorowi opowiadano przed jego przyjazdem do Szczecina. W tamtejszych tramwajach miał grasować czarny mężczyzna, który wchodząc do zatłoczonego pojazdu, mówił: „Proszę się rozsunąć! Jestem chory na AIDS!”. Po takim okrzyku miejsca robiło się dookoła dosyć, a pasażerowie wysiadali na najbliższym przystanku.

Bołtrykowi udało się odnaleźć sprawcę tego swoistego happeningu, okazał się nim student z Panamy: „To był mój protest na reakcję Polaków w stosunku do czarnoskórych studentów, po tym jak rozpoczęto badania wśród cudzoziemców studiujących w Szczecinie, w celu wykrycia nosicieli wirusa AIDS. Ludzie na ulicy i w tramwajach odsuwali się od nas, szepcząc z wszystkich stron: «AIDS, AIDS, AIDS…».

Wtedy jeszcze nie było wyników tych badań. A już czuło się zewsząd wrogość. Żyliśmy wszyscy w strachu. Poznałem wynik swojego badania – byłem i jestem czysty. Po tym zdarzało mi się mówić w tramwaju o AIDS i patrzeć na reakcje tych, którzy chyba zbyt łatwo wpadają w panikę”. Także studenci z Afryki opowiadali o przypadkach rasizmu, z którymi się spotkali: koledzy z roku unikali podawania im ręki na powitanie, sympatyczne panie z portierni już nie tylko nie chciały pogawędzić o swoich problemach, ale także zabroniły wchodzić na portiernię, przezywano ich „adidasy”.

Zdarzało się plucie na ulicy na widok czarnych. Portier kawiarni „Domino”, zapytany, czy istnieje w ich lokalu problem „kolorowych”, odpowiedział, że nie: „Po prostu Arabów i Murzynów nie wpuszczamy”. Jeden z Panamczyków tak podsumował swoją sytuację: „Muszę codziennie walczyć o przetrwanie i z niecierpliwością czekam na wyjazd do kraju. Niestety, to jeszcze potrwa co najmniej dwa lata”.

Sytuacja w Szczecinie to wręcz modelowy przykład, jak może wyglądać stygmatyzacja, a także w jaki sposób strach jest oddalany i przenoszony na grupę „innych”, w tym wypadku obcokrajowców. Zostawiona właściwie sama sobie społeczność szczecińska znalazła kozła ofiarnego wśród obcych. Zostali oni poddani ostracyzmowi, choć jak słusznie zauważył student z Zairu, gdyby faktycznie był nosicielem wirusa HIV, złapałby go w Polsce, gdzie mieszka od czterech lat; ryzyko było takie samo jak w przypadku każdego innego studenta czy studentki z jego uczelni.

Jak zawsze w takiej sytuacji wobec niedostatków wiedzy reakcje wahały się między paniką a lekceważeniem zagrożenia. Jeden z rozmówców Bołtryka stwierdził: „Większe jest prawdopodobieństwo, że mi na głowę spadnie cegła rzucona przez budowlańca, niż to, że będę miał dziewczynę po Arabie czy Murzynie.

Agaty Diduszko-Zyglewskiej lektury na czas pandemii

Sam nie odczuwam pociągu do «kolorowych» mężczyzn. Mogę więc powiedzieć, że od problemu AIDS umywam ręce”. Mimo tych buńczucznych deklaracji ogólna atmosfera w mieście musiała jednak sprzyjać zwiększonej ostrożności w seksualnych kontaktach, skoro opisane przez reportera wydarzenia zainspirowały Elżbietę Pomianowską, pracownicę szczecińskiego „Klubu 13 Muz”, do napisania wiersza:

Już nie poderwiesz, nie uszczkniesz kwiatka,
Bo trefny sąsiad, trefna sąsiadka!
Choć to wydaje się niepojęte,
Giną ludziska jak kwiaty ścięte.
A przecież coraz czyściejsze ciało!
Minęły czasy, gdy się mawiało:
Zachorowała, bo się nie myła.
Nie masz jak stara i dobra kiła!

**
Fragment książki Krzysztofa Tomasika Gejerel.

**
Zachęcamy do przeczytania całości lub wysłuchania audiobooka czytanego przez Jerzego Nasierowskiego.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Krzysztof Tomasik

| Publicysta, biografista
Publicysta i biografista, działacz LGBT, członek zespołu Krytyki Politycznej. Autor książek "Homobiografie. Pisarki i pisarze polscy XIX i XX wieku" (2008), "Gejerel. Mniejszości seksualne w PRL-u" (2012), "Seksbomby PRL-u" (2014), "Demony seksu" (2015), "Grażyna Hase. Miłość, moda, sztuka (2016). Redaktor tomu "Mulat w pegeerze" (2011). Prowadził seminaria biograficzne na Uniwersytecie Krytycznym Krytyki Politycznej.