Kinga Dunin czyta

Dżuma, cholera, apokalipsa i inne nieprzyjemności

Dotąd byłam przekonana, że lobotomia to poważna operacja wymagająca wywiercenia w czaszce dziury. Tymczasem doktor Freeman, świetny marketingowiec i objazdowy chirurg, przeprowadził kilka tysięcy takich zabiegów szpikulcem do lodu, przez oczodół. Trwało to dwie godziny i niektórzy mogli potem iść do domu. A niektórzy umierali albo spędzali resztę życia w zakładach psychiatrycznych. Kinga Dunin czyta „Co nas (nie) zabije” Jennifer Wright, „Drugi sen” Roberta Harrisa i „Czas porzucenia” Eleny Ferrante.

Jennifer Wright, Co nas (nie) zabije. Największe plagi w historii ludzkości, przeł. Maciej Miłkowski, Wydawnictwo Poznańskie 2020

Kiedy mówię ludziom, że piszę książkę o plagach ludzkości, ci życzliwi sugerują, żebym dodała coś nowoczesnego.

I wtedy padają propozycje, żeby autorka napisała na przykład o pladze telefonów komórkowych. Na to ona odpowiada: „Mnie interesuje raczej taki rodzaj plagi, w którym całe ciało pokrywają wybroczyny, a mnóstwo ludzi, których znasz i kochasz, umiera nagle w ciągu kilku miesięcy w kwiecie wieku. I nic nie można na to poradzić, umierają wszyscy, wszędzie jest tylko śmierć, a całą ziemię pokrywają zwłoki”.

Czyli takie plagi! We wstępie autorka oznajmia, że pisząc o rozmaitych epidemiach, chciałaby uzbroić nas na przyszłość. Co prawda ma nadzieję, że już nic takiego nie będzie miało miejsca, ale jak dotąd zawsze prędzej czy później się wydarzało. Książka jest z 2017 roku, więc jak się okazało – wydarzyło się prędzej. Mogłoby się wydawać, że to dobry moment na jej wydanie w Polsce, nie jestem tego jednak pewna. Wszyscy przeszliśmy już taką edukację w kwestii pandemii, że chyba jesteśmy gotowi na bardziej pogłębione refleksje niż te oferowane nam przez autorkę. Czytamy to więc raczej dla historii – częściowo chyba znanych.

Kim są „superroznosiciele”?

czytaj także

Oczywiście nauki wyciągane z dawnych epidemii nie są całkiem nieaktualne. Książkę otwiera zaraza Antoninów (Cesarstwo Rzymskie 165–166 n.e.) Tak, lepiej, żeby trupy nie leżały na ulicach, a przywódca był mądry. Cesarz Marek Aureliusz dawał radę. W czasie epidemii grypy z 1918 roku, która zabiła więcej ludzi niż pierwsza wojna światowa, nie ostrzegano przed chorobą, bo panowała drakońska cenzura. Za rozpowszechnianie informacji obniżających morale społeczeństwa – wojna wciąż trwała – groziła w USA kara 20 lat więzienia, a w Wielkiej Brytanii kara śmierci. Czyli kolejna rada – nie należy ukrywać i cenzurować informacji.

Poza tym należy być miłym dla bliźnich, nie wierzyć w lecznicze działanie cebuli, nie liczyć na błagalne modły połączone z biczowaniem i nie obwiniać Żydów o zatruwanie studzien. Teorie spiskowe, poszukiwanie kozła ofiarnego, szarlataneria i fake newsy dziś też istnieją. Zdajemy sobie jednak sprawę, że zakres problemów społecznych, a nie tylko zdrowotnych, spowodowanych przez pandemię ma skalę dużo szerszą. Te najbardziej drastyczne efekty autorka rzecz jasna dostrzega – wpływ epidemii na upadek Imperium Rzymskiego, zagłada Inków i Azteków… I trudno się z nią nie zgodzić, że postęp w medycynie jest kluczowy, jeśli chodzi o nasze szanse przeżycia. Mimochodem zwraca też uwagę, że barierą mogą być koszty leczenia.

Książka Wright to pozycja popularna, czasem napisana nieco rubasznie, anegdociarska. Trochę horror medyczny. Ale może nic w tym złego? Bo poza tym, o czym wiedziałam, znalazłam w niej sporo mniej znanych ciekawostek historycznych. Portrety bohaterów walczących z epidemiami albo pomagających chorym, a z drugiej strony rozmaite „czarne charaktery”. A jak w tej klasyfikacji umieścić tyfusową Mary? Kucharkę, która sama nie chorowała, była tylko nosicielką i zaraziła kilka rodzin. Internowano ją. Uwolniona – wróciła do pracy w kuchni. I znowu została izolowana – tym razem do końca życia. (Niedawno ukazała się całkiem ciekawa powieść na ten temat: Gorączka Mary Beth Keane, Wydawnictwo Literackie 2019).

Na pewno warto pamiętać Johna Snowa (XIX wiek, Londyn, nie tego z Gry o Tron), który był twórcą współczesnej epidemiologii i prowadząc bardzo przyzwoite badania, znalazł źródło masowych zarażeń cholerą.

Fajny kraj do życia (po koronawirusie). Z Marią Liburą o ochronie zdrowia [podcast]

Poza klasyką – dżuma, ospa, syfilis, gruźlica, cholera, trąd, tyfus, grypa hiszpanka – znajdziemy tu też epidemie na dużo mniejszą skalę, nie bardzo pasujące do tego zestawu, albo nawet trudno nazwać je epidemiami – ale przez to może ciekawsze .

„Taneczna plaga” na początku XVI wieku – ludzie tańczący na ulicy, którzy nie mogli przestać, niektórzy umierali. Były to prawdopodobnie wybuchy masowej histerii. (Ciekawy rozdział na temat masowej histerii można znaleźć w książce Spod kozetki). Wciąż tajemnicze śpiączkowe zapalenie mózgu (o tym był film „Przebudzenie na podstawie książki Olivera Sacksa, może jeszcze pamiętacie). I coś z zupełnie z innej beczki – epidemia szkodliwych, czasem wręcz zabójczych zabiegów lobotomii. Dotąd byłam przekonana, że jest to poważna operacja wymagająca wywiercenia w czaszce dziury. Doktor Freeman, świetny marketingowiec i objazdowy chirurg, przeprowadził kilka tysięcy takich zabiegów szpikulcem do lodu, przez oczodół. Trwało to dwie godziny i niektórzy mogli potem iść do domu. A niektórzy umierali albo spędzali resztę życia w zakładach psychiatrycznych. Leczył tak zbyt smutne żony i niegrzeczne dzieci. Prawdziwie czarny charakter.

Mimo wszystko zaliczyłabym tę pozycję do książek lżejszych, zresztą z takim zamiarem była pisana. I jeśli ktoś nie ma dość czytania o epidemii, to ta lektura go nie zmęczy.

AIDS towarzyszyła panika i lęki, które ujawniają się również teraz

*
Robert Harris, Drugi sen, przeł. Andrzej Szulc, Albatros 2020

Późnym popołudniem we wtorek dziewiątego dnia kwietnia Roku Pana Naszego Zmartwychwstałego 1468 pewien samotny wędrowiec przemierzał konno dzikie wrzosowiska starodawnego regionu południowo-zachodniej Anglii, który od saksońskich czasów nosił nazwę Wessex.

Powieść historyczna? Niekoniecznie. Tak, jest w niej atmosfera starej Anglii, ale to nie jest dokładnie ta Anglia. Codziennie pada deszcz, pod sielskimi obrazkami angielskiej wsi kryje się straszna nędza, w zrujnowanych domostwach mieszkają zbiedniałe arystokratki… Jeśli chodzi o gospodarkę, to jesteśmy w epoce przedprzemysłowej, choć pojawiają się zaczątki kapitalizmu.

Dominującą władzę sprawuje Kościół ścigający heretyków. Jego dogmatem jest to, że apokalipsa już była, a teraz zbawiony świat żyje nareszcie według właściwych reguł. Świat, który był przedtem, został zmieciony przez te wszystkie zapowiedziane przez świętego Jana atrakcje, bo nie wierzył w Boga, natomiast nadmiernie ubóstwiał naukę. Czas po apokalipsie liczony jest, poczynając od roku 666, czyli jesteśmy 802 lata po tym, co spotkało naszą cywilizację. Heretycy, zwani też antykwariuszami, twierdzą, że to nie apokalipsa doprowadziła do jej zagłady, ale jakiś rodzaj globalnej katastrofy. Jeśli zacznie się kopać, można znaleźć rozmaite dziwne artefakty z tych dawnych czasów. Część widać bez kopania – jakieś dziwne ruiny.

Zabłąkany w zapadłej wiosce ksiądz spotyka tam rożnych kolegów i koleżanki, z którymi będą próbowali odkryć rozmaite tajemnice. Przyjemna lektura na leniwy wieczór. Postapokaliptyczna melancholia.

Popkiewicz: Pandemia – katastrofa zdrowotna, społeczna i gospodarcza z apokalipsą zombie w tle

*

CREATOR: gd-jpeg v1.0 (using IJG JPEG v62), default quality

Elena Ferrante, Czas porzucenia, przeł. Lucyna Rodziewicz-Doktór, Sonia Draga 2020

Pewnego kwietniowego popołudnia, tuż po obiedzie, mąż oznajmił mi, że odchodzi. Sprzątaliśmy właśnie talerze ze stołu, pies smacznie drzemał pod kaloryferem, a dzieci jak zwykle kłóciły się w drugim pokoju.

I tak się natychmiast stało – odszedł. Zazwyczaj, szczególnie kiedy są dzieci i wiele lat wspólnego prowadzenia gospodarstwa domowego, kredyt itp., rozstanie poprzedza ciągnący się długo proces negocjacji dotyczących finansów, opieki nad dziećmi, rozdziału rozmaitych dóbr, rozwodu i jego organizacji. To zostało tu prawie pominięte. Ojciec ma kontakt z dziećmi, pod koniec pada też informacja, że cały czas utrzymywał rodzinę. Ale brak opisu tego etapu rozstawania się jest jakiś nierealistyczny. On odchodzi i już. Ona może zająć się przeżywaniem.

Bohaterka więc jęczy, przeżywa, pogrąża się depresji. Rozwód znajduje się na drugim – po śmierci współmałżonka – miejscu na liście najbardziej stresujących wydarzeń życiowych, więc naprawdę nie mam zamiaru wzruszać ramionami i mówić – i co tu tak przeżywać? To może być trudne i dojmujące. Pytanie brzmi: jak to opisać?

Lena-Lina. Pół feministka, pół komunistka

Bohaterka powieści opowiada w pewnym momencie, że kiedy była licealistką, czytała książkę o równie dramatycznie przeżywającej rozstanie kobiecie. Bardzo ją ta lektura zirytowała – nigdy nie będę taką kobietą! Niestety Czas porzucenia też jest taką irytująca książką – dla mnie, ale też spotkałam się z podobnymi uwagami innych czytelniczek. Mamy ochotę potrząsnąć bohaterką i powiedzieć: „Weź się ogarnij, kobieto”. Może tak miało być, choć ja wolałabym, aby bohaterka czasem miała jednak więcej dystansu, a może nawet poczucia humoru. (Bohater, rysunkowa postać stworzona przez Małgorzatę Halber z depresji, niskiego poczucia wartości i społecznych fobii, mówi: „To, że się śmieję, nie oznacza, że nie mam depresji”. I o to mi mniej więcej chodzi).

Są jednak też lepsze strony tej powieści, które wypada docenić. Trafny psychologicznie wgląd w rożne aspekty sytuacji porzuconej kobiety. Niezłe obserwacje. Na przykład próby bohaterki zachowywania się z klasą wobec męża, zachowania twarzy, bycia nieskazitelnie kulturalną – w końcu zawsze przerywane wybuchami złości. Problemy w relacjach z dziećmi. Konieczność pogodzenia się z tym, że dla dzieci ojciec bywa atrakcyjniejszy i że nawiązują też więź z jego nową partnerką. Rozważania dotyczące tego, co zostaje po długoletnim związku. I nie chodzi o mieszkanie czy choćby szafę, ale o to, co zostaje w nas: powiedzonka, rutyny, wszystkie zmiany, które w nas nastąpiły pod wpływem drugiego człowieka i których nie da się już całkiem pozbyć. Myślę, że wiele czytelniczek znajdzie tu coś dla siebie, trafną obserwację, coś, z czym może się zidentyfikować. A na koniec będzie i nowy facet. Prawie od początku wiadomo kto.

Genialna przyjaciółka, pojedynczo

Dla mnie jednak całość była nudnawa i irytująca. Co prawda jest to powieść wcześniejsza od cyklu Genialna przyjaciółka, ale to wciąż ta sama autorka. Całkiem niezła autorka popularnych, niegłupich powieści kobiecych, jednak nie powiedziałabym o niej, że jest genialną pisarką i zasługuje na Nobla, a takie rzeczy zdarzało mi się czytać. Próbowałam oglądać serial, ale jest gorszy od książki i mimo apetytu na seriale – odpadłam.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Kinga Dunin
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".
Zamknij