Kraj

Pogadajmy o kasie i klasie

Piętnujący zaglądanie innym do portfela tak naprawdę chcą odciągnąć naszą uwagę od kluczowych kwestii. A w debacie klasowej nie chodzi o szkalowanie ludzi sukcesu lub wzbudzanie zawiści, lecz o dokonanie diagnozy społecznej, niezbędnej do stworzenia sprawnej polityki publicznej. Pisze Piotr Wójcik.

 Nagłośnienie przypadku Poli Lis, która rozpoczęła współpracę z „Przeglądem Sportowym”, należącym do tego samego właściciela co „Newsweek”, gdzie jej ojciec jest redaktorem naczelnym, liberałoskrętni komentatorzy określili próbą zaszczucia młodej dziewczyny. Podobno podczas podejmowania decyzji o współpracy z nią jej nazwisko było zupełnie nieistotne, a według kierownictwa „PS” dziewczyna po prostu przekonała ich swoim zapałem i miłością do sportu. Debatowanie o jej powiązaniach rodzinnych jest więc jedynie wyrazem zazdrości ze strony tych, którzy talentu, zapału i miłości do tego, co robią, sami nie posiadają.

Niemal w tym samym czasie rozgorzała debata o pieniądzach Huberta Hurkacza – a dokładnie o tym, ile zarobił podczas Wimbledonu i dlaczego przeniósł rezydencję podatkową do Monako. To także nie spodobało się liberalnym komentatorom, gdyż grzebanie w zarobkach innych ma być bardzo niekulturalne. Tak zwane zaglądanie innym do portfela w Polsce jest wyjątkowo piętnowane, jako przykra pozostałość po bolszewickiej przeszłości, która najpewniej nadal tkwi w głowach młodych lewicowców, nawet jeśli są tak młodzi, że ich pierwsze wspomnienia datowane są na lata 90.

Sadura: Polacy dzielą się na klasy, ale to nie klasy dzielą Polaków

Piętnowanie tak zwanego zaglądania innym do portfela oraz dyskusji o powiązaniach rodzinnych ludzi robiących karierę w mediach, sporcie, kulturze i biznesie nie tylko zubaża polską debatę publiczną. Przede wszystkim zamyka nam oczy na kwestie naprawdę istotne, kierując uwagę opinii publicznej w stronę jałowych sporów partyjnych i wałkowania w nieskończoność tego, co ktoś kiedyś powiedział. Tymczasem należy zaglądać innym do portfela oraz pieczołowicie sprawdzać pochodzenie klasowe ludzi sukcesu – to bardzo ważne sprawy. I nie chodzi tu o dzielenie ludzi na lepszych i gorszych albo wzbudzanie przesadnej zazdrości, tylko o odkrywanie mechanizmów awansu, istniejących barier społecznych oraz podziałów ekonomicznych w naszej wspólnocie politycznej. Można wręcz powiedzieć, że dyskusja o podziale płac oraz pochodzeniu klasowym elit to absolutnie kluczowe tematy, które na co dzień powinny rozgrzewać opinię publiczną. Oto dlaczego.

Pieniądze dają władzę

Chyba każdy się zgodzi, że debata publiczna powinna się toczyć wokół tematu władzy. Jednak w kapitalizmie władza nie pochodzi jedynie z kartki wyborczej, lecz także z posiadanych pieniędzy. Najbogatsi poszerzają swoje wpływy polityczne na różne sposoby, na przykład kontrolując media, finansując akcje społeczne czy bezpośrednio lub pośrednio lobbując u polityków, do których mają znacznie łatwiejszy dostęp niż szeregowi pracownicy. Gdy PiS zapowiedział delegalizację hodowli zwierząt futerkowych, sieć była pełna materiałów sponsorowanych przez branżę, które dowodziły swojej ogromnej wagi w polskiej gospodarce. Szczególnie uaktywnił się chociażby Świat Rolnika. Ostatecznie prozwierzęcy pakiet przygotowany przez partię rządzącą został porzucony.

Utrzymywanie niesprawiedliwego systemu podatkowego, w którym najlepiej zarabiający korzystają z degresywnej formy opodatkowania, również jest zasługą działania wpływowych grup interesu. Szczególnie ich aktywności w mediach, które przedstawiają proponowane zmiany z punktu widzenia klasy wyższej, a nie większości. Nie tak dawno danina solidarnościowa, obciążająca dochody powyżej miliona złotych rocznie, została określona jako uderzenie w klasę średnią. W materiałach dotyczących zmian podatkowych wypowiadają się głównie eksperci związani z organizacjami pracodawców, którzy oczywiście stoją na straży interesów najbogatszych. W ten sposób media głównego nurtu tworzą odpowiedni klimat, w którym rodzi się sprzeciw społeczny wobec zmian podatkowych nawet ze strony tych, którzy na nich zyskają. Wystarczy odpowiednio nastraszyć odbiorców, by próby podwyższenia podatków najbogatszym odbierali oni jako zamach na interesy wszystkich.

Kto w Polsce jest klasą średnią? Wyjaśniamy

Poza tym pieniądze dają władzę w codziennych relacjach społecznych. Pracodawcy mają władzę nad pracownikami, a swoimi pieniędzmi mogą ich zachęcać do różnych zachowań. Ludzie dysponujący dużym kapitałem materialnym potrafią zjednywać sobie ludzi także w relacjach czysto towarzyskich, dając drobne upominki czy zapraszając na bezpłatne imprezy w ich domach. Takie drobne i codzienne relacje władzy są często nawet niedostrzegane, tymczasem to one właśnie dominują w naszym życiu. Nie na co dzień mamy bezpośrednio do czynienia z władzą publiczną, za to z władzą prywatną nieustannie. Olbrzymia część relacji społecznych to relacje władzy, które w gospodarce rynkowej oparte są przede wszystkim na pieniądzach.

Podział dochodów to sprawa publiczna

Poziom osiąganych dochodów wpływa na nasze życie w największym stopniu. Określa to, gdzie mieszkamy, w jaki sposób spędzamy czas wolny, jak długi czas musimy poświęcać na pracę czy nawet, jaką mamy dietę. Dlatego też podział dochodów w społeczeństwie powinien być sprawą publiczną, gdyż dochody wpływają na nasze życie znacznie bardziej niż większość głosowanych w Sejmie ustaw. Nie dajmy się nabierać na narrację, według której zarobki innych nie mają żadnego wpływu na nasze dochody. Oczywiście, że mają. Można to rozpatrywać z perspektywy mikro – bardzo wysokie faworyzowanie płacowe jednych pracowników siłą rzeczy ogranicza zarobki innych, mniej docenianych, gdyż fundusz płac w przedsiębiorstwie nie jest z gumy. Dlatego tak ważne jest chociażby wprowadzenie zakładowej jawności płac, by członkowie załogi mogli ocenić, czy podział dochodów w firmie na pewno jest sprawiedliwy.

Podział dochodów można też analizować z perspektywy makro. Ogólna pula dochodów w gospodarce może być dzielona na różne sposoby – w jednych państwach większa część tortu trafia do pracowników, w innych do właścicieli kapitału. Udział płac w PKB zależy od przyjętych regulacji, systemu podatkowego czy dominującej w kraju kultury organizacyjnej w przedsiębiorstwach i relacji na rynku pracy. Żeby zmienić podział dochodów w społeczeństwie, musimy najpierw zacząć szeroko rozmawiać o wynagrodzeniach, by przekonać się, czy na pewno dzielone są sprawiedliwe. Rynek jest tylko mechanizmem organizowania działalności gospodarczej i aktywności zawodowej. Całkiem sprawnym, ale nie należy jego werdyktów traktować jako ostatecznych. Wiele zawodów społecznie użytecznych jest niedocenianych, za to niektóre grupy zawodowe mają przywilej znajdowania się w strategicznych punktach przepływu kapitału, na czym korzystają.

Mowa o sektorze finansowym, w którym pieniądze są absurdalnie wysokie, i to nawet w Polsce. Korektę werdyktów rynku możemy przeprowadzić dzięki odpowiednim regulacjom, jednak najpierw musimy zweryfikować ich sprawiedliwość i użyteczność. Nie dojdziemy do tego, jeśli nie będziemy rozmawiać o zarobkach.

Naświetlanie barier awansu

Pochodzenie rodzinne, czyli też klasowe, determinuje nasze szanse na życiowe powodzenie. Dziedziczony kapitał materialny, kulturowy i społeczny ułatwia wchodzenie w dorosłe życie, otwiera przeróżne drzwi, zapewnia odpowiednie kontakty w telefonie i udostępnia szereg opcji niedostępnych ludziom wywodzącym się z klasy niższej. Ta przewaga jednostek wywodzących się z klasy wyższej i wyższej klasy średniej automatycznie tworzy też bariery awansu. W gospodarce rynkowej konkurujemy o zasoby i stanowiska pracy, więc przewaga jednych przekłada się na gorszą pozycję drugich. Jeśli córka znanego dziennikarza podejmie po znajomości współpracę z gazetą, to łam tej gazety nie dostanie ktoś inny, być może bardziej zdolny, kto jednak nie ma odpowiednich kontaktów. Nie wspominając już o wszystkich krewnych polityków zatrudnianych w spółkach skarbu państwa. Dyskusja o pochodzeniu rodzinnym i klasowym naświetla więc bariery awansu oparte na przywilejach klas wyższych. Dzięki temu możemy wprowadzić odpowiednie polityki publiczne.

Jeśli na przykład okaże się, że w kraju główną rolę odgrywa dziedziczony kapitał kulturowy, to należy solidnie dofinansować edukację szkolną i przedszkolną, by skuteczniej wyrównywała szanse. W sytuacji, gdy to kapitał społeczny daje największą przewagę, władze powinny wprowadzić regulacje zapewniające przejrzystość i obiektywność procedur, którymi kierują się podmioty na rynku choćby w zakresie zatrudniania.

Odkrycie faktycznych barier awansu ułatwi też odpowiedni rozwój domeny publicznej. Mobilność społeczna bywa blokowana między innymi z powodu braków infrastruktury lub niedofinansowanych usług publicznych na prowincji, co utrudnia awans mieszkańcom interioru. Przykładowo większość polskich gwiazd tenisa miała zapewniony dostęp do kortów tenisowych i trenerów. Nie dowiedzielibyśmy się tego bez odkrywania ich osobistych historii, co siłą rzeczy wiąże się z dyskusją na temat ich pochodzenia klasowego oraz powiązań rodzinnych.

Majmurek: O pożytkach z jawności

Reasumując, odkrycie i naświetlenie barier awansu w społeczeństwie umożliwia prowadzenie lepszej polityki z punktu widzenia całego społeczeństwa. Nie naświetlimy jednak barier awansu, jeśli nie będziemy rozmawiać o przywilejach klasowych elity i wyższej klasy średniej.

Sprawy ważne i nieważne

Odkrywanie powiązań rodzinnych ludzi sukcesu i przewag, które mieli na starcie, pomaga także odczarować mit self-made mana. Wciąż wielu ludzi jest mylnie przekonanych, że dochody i sukces zależą wyłącznie od ciężkiej pracy, a biedni są biedni, bo tylko na tyle zasłużyli. Prowadzi to często do pogardy dla beneficjentów pomocy społecznej czy niedoceniania roli sektora publicznego w wyrównywaniu szans. Przywiązanie do mitu self-made mana skłania do oszukiwania na podatkach, które są traktowane jak nieuzasadniony zabór mienia.

Według tej optyki faktycznie może się wydawać, że wydatki państwa to marnotrawstwo, bo bez nich każdy by sobie radził znacznie lepiej, więc należy zwijać państwo, prywatyzować jego mienie i ciąć świadczenia społeczne. Oczywiście w XXI wieku wiemy już, że ciężka praca jest tylko jednym z wielu czynników ułatwiających dojście na szczyt – i niekoniecznie tym najważniejszym. Wciąż jednak wielu jest przekonanych, że sukces i wysokie zarobki to efekt wyłącznie zasług. Naświetlanie przywilejów klasowych, z których korzystali za młodu przedstawiciele klasy wyższej, obala ten mit i kroczek po kroczku przekonuje coraz większą część społeczeństwa, że nie każdy jest kowalem swojego losu.

Obalenie mitu self-made mana jest pierwszym krokiem do budowy sprawiedliwszego systemu ekonomicznego, gdyż dzięki temu buduje się bazę społeczną potrzebną do poparcia progresywnych i egalitarnych z ducha zmian.

Pracuj ciężko, wstawaj wcześnie, kupisz chatę jak Dominika Kulczyk. Za 7100 lat

Zaglądanie innym do portfela i śledzenie powiązań rodzinnych elit motywuje więc opinię publiczną do rozmowy o sprawach naprawdę ważnych – o równości szans, mobilności społecznej, sprawności usług publicznych czy sprawiedliwości systemu podatkowego. Wszystko to są absolutnie kluczowe sprawy z punktu widzenia społeczeństwa. Zdecydowanie bardziej istotne niż sejmowe przepychanki czy personalne układanki w partiach, którymi żyją na co dzień media głównego nurtu. Piętnujący zaglądanie innym do portfela tak naprawdę chcą odciągnąć naszą uwagę od kluczowych kwestii.

W debacie klasowej nie chodzi więc o szkalowanie ludzi sukcesu lub wzbudzanie zawiści, lecz o dokonanie diagnozy społecznej, niezbędnej do stworzenia sprawnej polityki publicznej. A bez tego nie skonstruujemy nad Wisłą sprawiedliwego i przyjaznego do życia państwa. Oczywiście taka debata czasem może przybierać agresywną formę, tak jak i agresywna jest polska debata polityczna, w której obie strony obrzucają się epitetami. Bez wątpienia dobrze jest więc ją tonować, wskazywać prawdziwy cel analizy klasowej i apelować o elementarny szacunek nawet do tych bogatych, którzy nie chcą się podzielić. Jednak tak na dobrą sprawę elitom nic wielkiego się nie stanie, gdy parę lub nawet paręset osób napisze o nich brzydko w internecie. Przecież i tak spędzają wolny czas i wakacje w innych miejscach niż większość z nas. Wystarczy więc, że wyłączą internet, i już mogą się zanurzyć w swoim bezpiecznym kokonie złożonym z przywilejów i koneksji.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Piotr Wójcik
Piotr Wójcik
Publicysta ekonomiczny
Publicysta ekonomiczny. Komentator i współpracownik Krytyki Politycznej. Stale współpracuje z „Nowym Obywatelem”, „Przewodnikiem Katolickim” i REO.pl. Publikuje lub publikował m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, magazynie „Dziennika Gazety Prawnej”, dziale opinii Gazety.pl i „Gazecie Polskiej Codziennie”.
Zamknij