Jaś Kapela, Kraj

W obronie znaku Unicode 262D

Czy emoji z sierpem i młotem powinno być w Polsce zabronione? Tak najwyraźniej uważa nie tylko banda twitterowych oszołomów, ale również część prawicowych dziennikarzy, polityków, członkowie rządu, a nawet niektórzy członkowie partii Razem. Powtarzam: emoji.

Kwestia emotikonów zamieszczanych na twitterowym profilu Angeliki Krawczyk, krakowskiej działaczki Razem, jest najwyraźniej sprawą wagi państwowej, skoro postanowił się nią zająć nawet Paweł Jabłoński, podsekretarz stanu ds. współpracy ekonomicznej i rozwojowej oraz prawa Unii Europejskiej w Ministerstwie Spraw Zagranicznych.

Niby wiadomo, że polska polityka zagraniczna ogranicza się do eksportu wystaw o życiu i twórczości Jana Pawła II oraz obrażania państwa Izrael. Nie wiem, jak bardzo nudzi się na swoim stanowisku pan Jabłoński, ale sytuacja pandemiczna w Polsce robi się coraz bardziej niebezpieczna. Druga fala COVID-19 zaskoczyła polski rząd niczym zima drogowców. Wyobrażam więc sobie, że podsekretarz Jabłoński mógłby się zająć choćby kombinowaniem szczepionek na zwykłą grypę albo współpracą ekonomiczną z krajami, którym udało się skutecznie zdusić koronawirusa.

To prawda, przyjemniej jest komentować dziewczyny na Twitterze niż pracować nad szkoleniem pracowników ochrony zdrowia czy rozbudowywaniem zasobów współpracy zagranicznej między szpitalami.

Narodowy konsensus w sprawie emoji

Sprawa emoji z sierpem i młotem rozpala prawicowe umysły nie od dziś. Już w 2017 Wojciech Mucha z „Gazety Polskiej” donosił na firmę Samsung, że używa ona tego zbrodniczego symbolu, i domagał się dodania do listy emotikonów również swastyki. Nie pomogły tłumaczenia, że to nie jest samsungowe emoji, lecz znak Unicode 262d. Mucha dla równowagi chciał w swoim telefonie mieć do dyspozycji także swastykę.

Afera o emoji na profilu Krawczyk zaczęła się od tweeta, w którym napisała: „Uważam, że to bardzo seksownie z mojej strony, że przestałam oglądać filmy robione przez mężczyzn dla mężczyzn. Jeśli jeszcze raz ktoś mi powie, że Fight Club albo Pulp Fiction to najlepsze filmy, jakie powstały, to nie wytrzymam”.

Zapewne ta „radykalna” opinia sprawiła, że na jej profil trafił nieoceniony Krzysztof Bosak. Zamiast bronić filmów gloryfikujących przemoc, postanowił jednak zaatakować feministkę, że rzekomo popiera totalitarną ideologię.

Zaprawdę piękny przykład prawicowej logiki. Zobacz dziewczynę, która nie chce oglądać przemocy nawet na filmach, i oskarż ją, że jest zwolenniczką gułagów, stalinowskiego terroru i Bóg jeden wie czego jeszcze.

Bosak rzekomo obawia się, że „znika w Polsce konsensus w sprawie odrzucania totalitarnych ideologii”. Tutaj trzeba przyznać mu rację. Niewątpliwym dowodem na to jest popularność Konfederacji. Czyż nie jest ona tylko nieco bardziej eleganckim wcieleniem ruchu faszystowskiego, któremu marzy się zamordyzm i totalitaryzm?

Dlatego nie dziwi, że po poście Bosaka na Twitterze Krawczyk dostała masę gróźb i wyzwisk. Odkąd sięgam pamięcią, na radykalnej prawicy istnieje konsensus, że osoby, których opinii nie podzielamy, należy wysłać przynajmniej do burdelu, jeśli nie do dołu z wapnem.

Czy wierzysz w świat poza Polską? Pytamy profesora

Na nic się zdały tłumaczenia profesora Michała Bilewicza z Centrum Badań nad Uprzedzeniami UW, który komentował, że sierp i młot „to symbol nie tylko sowieckiego totalitaryzmu, ale też ruchów antyautorytarnych na całym świecie. Co ciekawe, znaczną część powielaczy, na których drukowano w Polsce bibułę za komuny, kupiły i przysłały partie z symbolem sierpa i młota”.

– Symbolika polityczna swastyki jest jednoznaczna – tłumaczył dalej Bilewicz. – Jest to wyłącznie symbol niemieckiego nazizmu, ideologii odpowiedzialnej za Holocaust i zbrodnie wojenne. Stąd symetria swastyki oraz sierpa i młota wydaje mi się nieuprawniona.

Mnie też, dlatego poprosiłem profesora Bilewicza o obszerniejszy komentarz dla Krytyki Politycznej.

– Tabu symboliki komunistycznej czy zrównywanie komunizmu z nazizmem było z pewnością funkcjonalne w latach siedemdziesiątych, gdy pozwalało podtrzymać tożsamość opozycji w sytuacji, gdy nie miała ona dużego poparcia społecznego. Podobnie w latach osiemdziesiątych, kiedy pozwalała włączyć doświadczenie opresji czasu stanu wojennego do dłuższej narracji martyrologicznej. Choć już wtedy było to problematyczne – odsuwało wszak polskich dysydentów od potencjalnych lewicowych sojuszników. Dobrze pokazuje to piosenka Jana Krzysztofa Kelusa o tym, jak to lewacy przyjechali wspierać polskich dysydentów. Zamiast ucieszyć się, że ktoś postanowił pomóc w polskiej walce o demokrację, Kelus serwuje gościom guilt trip z papierosami Biełomorkanał w roli głównej.

– Niewola narracji zrównującej nazizm z komunizmem nie pozwala dostrzec faktu, że komunizm w różnych miejscach znaczyć mógł różne rzeczy – mówi Bilewicz. – I tak dla Marksa był on powiązany z oczywistym poparciem dla polskich dążeń narodowowyzwoleńczych. W wypadku Nelsona Mandeli czy Joe Slovo sierp i młot były symbolem walki czarnych o równe prawa. Dla włoskich komunistów były próbą wyrwania kraju z rąk skorumpowanych rządów chadecji. Nie mówiąc już o żydowskich partyzantach, dla których był to symbol walki z Hitlerem i świata, w którym nikt nikogo nie będzie mordował z powodu pochodzenia – wyjaśnia.

Dlaczego więc Polska wciąż upiera się, żeby ten symbol zrównywać z najgorszym złem? – pytam Bilewicza.

– Zrozumiałe jest, że w dominującej polskiej narracji historycznej sierp i młot kojarzą się z traumą stalinowskich zbrodni. Jednak od lewicy można oczekiwać wyjrzenia poza dominujące narracje narodowej wspólnoty i większego zrozumienia dla odczuć innych wspólnot. Jeśli coś bowiem ma charakteryzować lewicę, to właśnie uniwersalizm, pozwalający wykroczyć poza ciasne ramy wspólnot narodowych, narodowej pamięci zbiorowej i narodowych tabu – mówi wiodący naukowiec Centrum Badań nad Uprzedzeniami.

Strywializowany antykomunizm toruje drogę faszyzmowi

Totalitaryści przeciw totalitaryzmom

Trzeba więc mieć poważne braki lub dużo ideologicznego samozaparcia, żeby w 2020 roku nie widzieć różnicy między komunizmem a faszyzmem.

Tymczasem różnica jest zasadnicza. Komunizm w swojej pierwotnej formie był (i jest!) pięknym projektem ideowym postulującym, że można stworzyć społeczeństwo wolne od ucisku i wyzysku. Kto nie chciałby w takim społeczeństwie żyć? Twórca tej idei, Karol Marks, nie tylko stał po stronie słabszych i uciskanych, ale i wnikliwie pisał o okrutnej walce klas, o konieczności stworzenia lepszego społeczeństwa dla każdego. Co ciekawe, założenia komunizmu bywają zbliżone do ideologii chrześcijańskiej w pewnych jej przejawach. Gdyby Krzysztof Bosak przeczytał ostatnią encyklikę papieża Franciszka, dowiedziałby się z niej m.in., że prawo własności nie jest święte i nienaruszalne, a „niedawanie ubogim części swoich dóbr jest okradaniem ubogich”. Papież Franciszek nie był też tak oburzony jak polska prawica, gdy od prezydenta Boliwii Evo Moralesa otrzymał znak sierpa i młota.

Oczywiście z historii wiemy, co stało się potem z tą piękną ideą, ale zaprawdę nie jest to wina komunizmu, że pod jego hasłami doszli do władzy zbrodniarze. Co innego nazizm. Ten był, jest i będzie ideologią zbrodniczą i opartą na nienawiści. Żeby tej różnicy nie dostrzegać, trzeba być faszystą.

Redukowanie symbolu sierpa i młota wyłącznie do sowieckiego terroru jest dowodem cynizmu lub ignorancji. Chciałbym zobaczyć proces o to, czy umieszczenie emoji ☭ na Twitterze jest propagowaniem ideologii totalitarnej. Niestety obawiam się, że skończyłby się dla prawicy rozczarowaniem. Proces o używanie sierpa i młota przez Komunistyczną Partię Polski już zresztą był i skończył się umorzeniem sprawy. Ale niewykluczone, że PiS-owska reforma sądów nada sprawie nowy bieg.

Tylko nie wiem po co. Udowodnienie Krawczyk, że popiera totalitarną ideologię, której nie popiera, może być trudne. No ale nie takie rzeczy zdarzały się w krajach, w których o wyrokach nie decydowała sprawiedliwość, tylko wola polityczna decydentów. Jak dotąd takie pokazowe procesy odbywały się miejsce głównie w krajach totalitarnych lub autorytarnych. Byłoby tragikomiczne, gdyby ludzie rzekomo walczący z totalitaryzmami sami się ich w taki sposób domagali.

Razem donosi samo na siebie

Co ciekawe, aferę o emoji postanowił wykorzystać inny, szerzej nieznany członek partii Razem Krystian Głuch, który pochwalił się, że zgłosił koleżankę do sądu koleżeńskiego.

Trudno mi to zrozumieć, bo zakładam, że Głuch jak członek lewicowej partii nie jest przeciwnikiem walki z kapitalistycznym wyzyskiem i odrobinę jednak zna historię lewicy, do której bycia przedstawicielem aspiruje. Czy to jakieś wewnątrzpartyjne rozgrywki? Co prawda, docierało do mnie, że w Razem odbywają nawet głupsze procesy, ale takie donosicielstwo i sądzenie się za emotki znacznie bardziej kojarzy mi się z totalitarnymi metodami niż sierp i młot, co już ustaliliśmy.

Czy naprawdę Polska lewica nie ma ważniejszych spraw niż kłócenie się o emoji?

Aż głupio mi przypominać, że stoimy w obliczu katastrofy klimatycznej, która może doprowadzić do dramatów i ludobójstw gorszych niż wszystkie wojny XX wieku. Walka klas jest dziś być może nawet jeszcze bardziej niezbędna niż kiedykolwiek. Świat jeszcze nigdy nie widział wyzysku tej skali. Jak wskazuje raport Oxfam, 1 proc. najbogatszych jest odpowiedzialny za dwa razy więcej emisji gazów cieplarnianych niż połowa ludzkości. Bilionerzy sprowadzają ludzką cywilizację na skraj zagłady, a my się będzie spierać o emoji?

Czytajmy Karola Marksa (oraz Krytykę Polityczną) i nie wstydźmy się sierpa i młota, bo nie mamy nic do stracenia prócz swych kajdan. A do zdobycia mamy cały świat. Niech w końcu „stare społeczeństwo burżuazyjne […] zastąpi zrzeszenie, w którym swobodny rozwój każdej jednostki jest warunkiem swobodnego rozwoju wszystkich”. Młotek mam już od dawna i nie waham się go używać. Sierpa jeszcze nie kupiłem, choć przydałby się do ścinania chwastów. Tymczasem zaopatrzyłem się w widły. Oczywiście do przerzucania kompostu.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Jaś Kapela
Jaś Kapela
Pisarz, poeta, felietonista
Pisarz, poeta, felietonista, aktywista. Autor tomików z wierszami („Reklama”, „Życie na gorąco”, „Modlitwy dla opornych”), powieści („Stosunek seksualny nie istnieje”, „Janusz Hrystus”, „Dobry troll”) i książek non-fiction („Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu”, „Polskie mięso”, „Warszawa wciąga”) oraz współautor, razem z Hanną Marią Zagulską, książki dla młodzieży „Odwaga”. Należy do zespołu redakcji Wydawnictwa Krytyki Politycznej. Opiekun serii z morświnem. Zwyciężył pierwszą polską edycję slamu i kilka kolejnych. W 2015 brał udział w międzynarodowym projekcie Weather Stations, który stawiał literaturę i narrację w centrum dyskusji o zmianach klimatycznych. W 2020 roku w trakcie Obozu dla klimatu uczestniczył w zatrzymaniu działania kopalni odkrywkowej węgla brunatnego Drzewce.
Zamknij