Kraj

Kardynalny błąd opozycji? Sterczewski: To brak odwagi

− Jeśli teraz zdecydujemy się na ksenofobię, za kilka lat będziemy nie tylko krajem, w którym autorytarna władza pogardza ludźmi. Będziemy też słabym, coraz bardziej starzejącym się społeczeństwem, z niewydolnym systemem emerytalnym i podupadającą gospodarką − mówi poseł Franek Sterczewski z Koalicji Obywatelskiej.

Katarzyna Przyborska: A jak ich przyjdzie milion?

Franek Sterczewski: Kryzys klimatyczny sprawia, że w wielu krajach okołorównikowych nie da się żyć, bo brakuje wody, żywności, wybuchają konflikty. Coraz więcej ludzi będzie próbowało opuszczać swoje ojczyzny w poszukiwaniu bezpieczeństwa i lepszych warunków życia. To już się dzieje. I tak, to jest wyzwanie polityczne, z którym nie poradzi sobie jedno państwo. To jest wyzwanie dla całej Unii Europejskiej. Dlatego debata o migracji nie powinna toczyć się tylko w gabinecie na Nowogrodzkiej, ale w Komisji Europejskiej, w Parlamencie Europejskim.

W międzyczasie prawica dalej będzie straszyła wyborców tym milionem u bram.

Milion nie jest dla nas problemem, lecz korzyścią w obliczu kryzysu demograficznego, który jest wyzwaniem zarówno dla Polski, jak i dla Europy.

W kontekście katastrofy klimatycznej oblicza się jednak, że w ciągu najbliższych dwudziestu lat na Północ ruszy 140 milionów ludzi. 

Owszem. W związku z tym trzeba działać w tych państwach, z których ci ludzie uciekają, i robić wszystko, żeby nie musieli uciekać. Trzeba przeciwdziałać zmianom klimatycznym, wspierać infrastrukturę wodną, wspierać demokratyczne ruchy, które mogą budować stabilne społeczeństwa…

Ale przecież wiele z tych krajów nie zna demokracji. Co gorsza, pod pozorem wprowadzania demokracji kraje Północy przynosiły tam zamęt, wyzysk i wojnę. Nasza, polska demokracja też zresztą jest rozmontowana. 

Zgadzam się, dochodzą na świecie do głosu różne ugrupowania populistyczne, niedemokratyczne: widzieliśmy to w Brazylii, w Stanach, widzimy to w Polsce. One straszą: kobietami, osobami LGBT+, uchodźcami. I na tym strachu żerują, głosząc, że to one mogą ludzi wybawić od tych, zmyślonych przecież zagrożeń.

Postulat numer jeden to „zero śmierci na granicach”. I za to odpowiada państwo

Do głosu dochodzą też ruchy eurosceptyczne wewnątrz Unii. Sprawa klimatu i migracji wymaga zaś długofalowego i wspólnego działania. Nie jest to problem techniczny, ale polityczny. Wielu polityków cynicznie wykorzystuje tę sytuację, gra strachem. Widzieliśmy to ostatnio na konferencji ministrów Błaszczaka i Kamińskiego, że łatwiej im dorobić uchodźcom gębę dewiantów niż udzielić realnej pomocy, co przypomina najgorsze momenty XX wieku.

Ale pewne działania są podejmowane. UE zdecydowała o wsparciu państw ościennych Afganistanu, które przyjmują nie dziesiątki, ale faktycznie miliony ludzi uciekających przed talibami.

Zdaje się, że ten miliard trafi częściowo i do talibów, którzy zainicjowali tę rozmowę z UE. Europa wspiera też Erdoğana, jednocześnie nie mając pewności, czy te pieniądze są rzeczywistą pomocą dla uchodźców, czy raczej łapówką dla dyktatora, który Europę i tak wciąż szantażuje. A fakt, że uchodźcy z Turcji są gotowi skorzystać z każdej możliwości, żeby się do Europy dostać, może świadczyć o tym, że w Turcji nie jest im najlepiej. Europa raczej odsuwa problem od siebie. Jej działania są wciąż takim plasterkiem, nieprzystającym do potrzeb. 

Młyny brukselskie mielą wolno. Unia potrzebowała dużo czasu, żeby przemyśleć np. kwestie klimatu, chociaż organizacje proklimatyczne podnosiły ten temat od lat. Teraz jednak jest powszechnie wprowadzany wspólny projekt Zielonego Ładu. I być może tak będzie ze wspólną realną polityką migracyjną.

Mam nadzieję, że to, co się teraz dzieje, to okazja, by rozpocząć poważną dyskusję i wypracować zasady. Jak pomagać państwom, z których pochodzą migranci? Jak prowadzić dobrą politykę wobec tych, którzy już się tu dostali?

Obawiam się czegoś odwrotnego. W politycznej wyobraźni coraz bardziej mieści się strzelanie do migrantów. Nawet europejski Frontex chwali przecież polskie działania na granicy z Białorusią.

Frontex, tak jak pani mówi, nie jest święty. Polityka Unii Europejskiej jest w tym momencie bardziej zachowawcza w stosunku do spraw uchodźców niż pięć lat temu. Tak jakby nie zostały wyciągnięte wnioski z doświadczenia Niemiec.

Byłem rok temu w Dreźnie, gdzie w Muzeum Sztuki Nowoczesnej widziałem kilkadziesiąt stolików, przy których mieszkańcy Drezna uczyli przybyszów niemieckiego. Widziałem, jak różne instytucje kultury i gmachy publiczne mogą służyć takiemu nowemu celowi, jakim jest integracja językowa, kulturowa nowaków, jak Jana Shostak lubi nazywać cudzoziemców. Angela Merkel przyjęła prawie milion uchodźców z Syrii i innych państw. Ludzie ze strachem patrzyli, co się wydarzy, obawiali się, że to spowoduje destabilizację największej gospodarki Europy. Ale Niemcy wciąż są najpotężniejszym w Europie gospodarczo i politycznie państwem, Angela Merkel wciąż jest najpopularniejszą polityczką w Niemczech. Gdyby w ostatnich wyborach startowała, zostałaby wybrana na kolejną kadencję. Jak widać, wszystko jest kwestią logistyki.

Uchodźcy i wojna o duszę Niemiec

W Niemczech, jak na razie, się udało. Ale my jesteśmy w zupełnie innej sytuacji. Na kryzys demokracji w Polsce nakłada się teraz kryzys humanitarny. Zaczyna brakować nam instytucji, do której możemy się odwołać w kwestii praw człowieka.

Jesteśmy uczestnikami przyśpieszonej lekcji empatii i to jest wielkie zadanie edukacyjne, żeby uświadomić sobie, czym w istocie są prawa człowieka, jak działają procedury. Kryzys migracyjny będzie trwał. Zgadza się, że i polski parlament, i prezydent zawodzą. Ale jest Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich, które stwierdziło, że na granicy dochodzi do działań noszących znamiona tortur, że ludzie są traktowani w sposób niegodny, że narażane jest ich życie i zdrowie. Są organizacje pozarządowe.

Na proteście w Warszawie, w którym uczestniczyłem, były tysiące ludzi. Tych protestów jest więcej w całej Polsce. Byłem też pod Teatrem Polskim w Poznaniu i w Michałowie, gdzie przyjechały też dwie byłe pierwsze damy: Jolanta Kwaśniewska i Anna Komorowska, a trzecia, Danuta Wałęsa, podpisała apel do rządzących, bo nie mogła dojechać z powodów zdrowotnych. Poza tym było tam kilkaset matek z wielką energią sprzeciwu wobec wywożenia dzieci uchodźców do lasu. To nieprawda, że ludzi to nie interesuje, że Polki i Polacy odwracają wzrok. Niektórzy pewnie tak, ale wiele nie zgadza się na to, by ludzie umierali z zimna na terenie Polski, nie zgadza się na wywózki, nie zgadza na niedopuszczanie medyków do osób na granicy. Widzę, że presja społeczna jest i rośnie.

Inwigilacja? Złodziejstwo? Krew na granicy? Nikogo to już nie rusza

Sondaż z 12 września tego roku: ponad 55 proc. uważa, że budowa solidnego muru na granicy polsko-białoruskiej rozwiąże kryzys migracyjny. W innym sondażu na pytanie, czy Polska powinna przyjmować imigrantów nielegalnie przekraczających granicę i ubiegających się o azyl, prawie 77 proc. odpowiedziało „nie”. Ale też żadna sondażownia nie postawiła ludziom pytania: czy Pan/Pani uważa, że migrujący powinni umierać na granicy z zimna i głodu.

W najnowszym sondażu dla „Rzeczpospolitej” ponad 60 proc. Polek i Polaków oczekuje dopuszczenia organizacji pomocowych i mediów do granicy, a jedynie 33 proc. jest za zachowaniem stanu wyjątkowego w obecnym kształcie. W każdej sprawie opinie są podzielone. Wiem, że są tacy, których moje działania na granicy śmieszyły, ale ci, którym życie ludzkie nie jest obojętne, doceniają próby pomocy. Przejmują się zwykli ludzie, aktywiści i aktywistki, coraz więcej jest na granicy prawników i prawniczek.

Fala sprzeciwu rośnie, a to daje nadzieję na zmianę. Coraz więcej polityków przyjmuje ten głos i nie odwraca wzroku, tylko pyta: „Gdzie są dzieci z Michałowa?”. To było mocno słyszalne podczas debaty o przedłużeniu stanu wyjątkowego. Posłowie Cezary Grabarczyk, Artur Łącki z PO czy posłanki Iwona Hartwig, Katarzyna Piekarska i wiele innych osób tego dnia miało bardzo mocne przemowy. Widać było, że nie zgadzają się na tę sytuację.

„Co to za kraj, który zasłaniając się stanem wyjątkowym, torturuje dzieci?”

Oficjalne stanowiska partii na razie są zachowawcze, ale wraz z kolejnymi dramatycznymi doniesieniami o wywózkach nastawienie ludzi się zmienia. Coraz więcej osób zaczyna uważać, że nie możemy się zgadzać na ludzką tragedię i na łamanie prawa. Mam wrażenie, że coraz więcej dziennikarek i dziennikarzy zaczyna o sprawie mówić inaczej.

Sytuacja jest naprawdę tragiczna, straż graniczna na rozkazy ministrów Kamińskiego i Wąsika wywozi ludzi do lasu i odpowiedź powinna być mocniejsza i zdecydowana. Staram się jednak nie tracić optymizmu, rozmawiam, z kim tylko mogę, zachęcam do odwagi i głośno mówię, że nie możemy na to przyzwalać, bo po to jesteśmy w polityce i w Sejmie, żeby bronić praw człowieka, bronić życia.

Ostatnio w audycji Grzegorza Sroczyńskiego, przywołując prof. Czaplińskiego, mówił pan o potrzebie nowej opowieści o nas samych.

Przed chwilą mówiła pani o sondażach, że około 50 proc. społeczeństwa zgadzało się z polityką rządu, a około 40 proc. było jej przeciwnych. Myślę, że w sytuacji rozpędzonej propagandy, strachu, który rozniecają rządzący na haniebnych konferencjach, kiedy TVP nieustannie prowadzi swoją kampanię nienawiści i strachu, te 50 proc. to wcale nie jest tak dużo. A z kolei 40 proc. to nie jest mało.

Polacy w roku 2015 w 70 proc. byli otwarci na uchodźców, byli gotowi ich przyjąć. Dopiero potem, kiedy Jarosław Kaczyński zaczął opowiadać o chorobach i pasożytach, zaczęli się bać. Ta narracja była wszędzie powtarzana, nie dziwię się zatem, że otwartość spadła. Takie zmiany nastrojów zachodzą, jeśli z drugiej strony nie ma silnych odpowiedzi. Dlatego zgadzam się z prof. Czaplińskim, że zdobywa władzę ten, kto ma silną narrację, własny przekaz. To, co mówi PiS, jest proste: tam jest zło, terroryści, a my zbudujemy mur.

Uważam, że nie możemy się na to zgadzać i mówić: „no tak, troszkę macie racji”. Trzeba jasno powiedzieć, że na granicy łamane są prawa człowieka, że ludzie skazywani są na utratę zdrowia i życia. Bardzo ubolewam, że wielu polityków opozycji krytykuje mur dlatego, że jest budowany bez przetargu.

Dlaczego? Patrzą od strony przejrzystości procedur, ogromnego kosztu, legalności wydania tych środków…

Ale nie te koszty i przejrzystość są sednem sprawy. Bo to nie jest Ostrołęka C czy Centralny Port Komunikacyjny, które są wydmuszkami finansowymi dla jakichś tam zarządów partyjnych. To sztandarowy projekt PiS-u, który ma wielką wagę symboliczną. Odpowiedzią powinno być: nie, ten mur nie może powstać, bo nie sprawi, że ludzie przestaną przekraczać granicę, bo tam są bagna i rzeki, a nie step, jak na granicy z Ukrainą. Taka zapora nie powstrzyma Łukaszenki, za to na pewno zaszkodzi białoruskiej opozycji, która przed jego reżimem ucieka. Ten mur to nowa żelazna kurtyna, która jeszcze bardziej odsunie Białorusinów od Europy. Powinniśmy tymczasem wspierać tych ludzi i robić absolutnie wszystko, żeby w Białorusi wygrała demokracja, przeciągnąć ją na stronę europejską.

Ten mur jest nie tylko przeciw ludziom, ale i przeciw zwierzętom. Mur w środku puszczy jest też z powodów ekologicznych głupim i złym pomysłem. Mur nie zapewni bezpieczeństwa, bo niezależnie od tego, jak jest wysoki, zawsze znajdzie się wyższa od niego drabina. To jest wyrzucanie pieniędzy w błoto.

Jeśli chcemy bezpieczeństwa na granicy, to nie powinniśmy inwestować w beton i stal, ale w ludzi. Potrzebujemy szkolenia strażników granicznych, by potrafili bronić granic przed realnymi zagrożeniami w postaci np. przemytników, a z drugiej strony, by byli w stanie współpracować z organizacjami pomocowymi w obliczu kryzysu humanitarnego. Tymczasem straż graniczna jest niedofinansowana i źle zarządzana. O tym rozmawialiśmy ze strażnikami w wielu placówkach. Zbyt wielu jest wysyłanych na granicę z bronią, a zbyt mało urzędników zostaje przy biurkach. Wszyscy są przemęczeni, zgłaszają się na L4. Mają dosyć takich warunków pracy.

Górczyńska z Grupy Granica: Pojechaliśmy udzielać pomocy prawnej, a musimy ratować zdrowie i życie

Rząd buduje mur, zamiast wydać pieniądze na poprawę warunków ich pracy, na zatrudnienie ludzi, którzy mogą udzielić pomocy, zgodnie z prawem rozpatrzyć wnioski o azyl. Nie może być zgody na takie przepalanie pieniędzy. Tylko twarde sankcje gospodarcze mogą zatrzymać Łukaszenkę. Ale naszemu rządowi łatwiej jest postawić mur, niż rozpocząć poważną dyskusję na poziomie europejskim o stosunku do reżimu Łukaszenki i polityki migracyjnej. Kto będzie teraz chciał rozmawiać z premierem Morawieckim, skoro w 2015 roku to rząd PiS nie chciał z nikim rozmawiać, był głuchy na prośby innych państw o relokację uchodźców?

W 2015 roku zwyciężył strach. A byliśmy społeczeństwem, które generalnie myślało o sobie dobrze, że jest silne, zaradne, rozwija swoją gospodarkę, jest częścią większej wspólnoty. Teraz grodzimy się, boimy i karmimy narracją wojenną. Jak z tego wyjść? Jaka ma być ta nowa opowieść o Polsce?

Jeżeli damy zwyciężać nienawiści, jeżeli pozwolimy na rasistowską, ksenofobiczną narrację, prędzej czy później skończy się to rozlewem krwi. Powinniśmy robić wszystko, żeby widzieć, że niezależnie od koloru skóry, wyznania, wieku, płci wszyscy mamy podobne interesy: żeby chronić prawa człowieka, żyć w zielonych miastach, w których jest praca i można się rozwijać, uczyć, mieć dostęp do transportu zbiorowego i ochrony zdrowia. I ja wiem, że jest to możliwe.

Teraz mamy do wyboru: albo ksenofobiczna narracja o niewpuszczaniu ludzi, o strachu i straszeniu „obcymi”, albo trzymanie się prawa, dbanie o wartości, o solidarność. Jeśli zdecydujemy się na ksenofobię, za kilka lat będziemy jeszcze bardziej starzejącym się, słabnącym społeczeństwem, z niewydolnym systemem emerytalnym, gospodarką, która podupada, krajem trącącym autorytaryzmem, w którym władza nie szanuje praw człowieka i kieruje się pogardą do ludzi.

’21 pamiętamy. To, co robimy na granicy teraz, robimy już na zawsze

A to są wszystko powody, dla których ludzie migrują, szukając lepszego losu. I to nie jest odległa przyszłość. Ludzie już wyjeżdżają z Polski, bo władza odbiera kobietom prawa reprodukcyjne, szerzy nienawiść wobec osób LGBT+, premier od dwóch miesięcy nie znajduje czasu na spotkanie z przedstawicielami protestu medyków. Możemy wybrać albo stare, samotne społeczeństwo z niewydolną gospodarką i niewydolnymi usługami publicznymi, albo ścieżkę np. Niemiec czy Skandynawii − państw, które są otwarte i kosmopolityczne.

Polski rząd też sprowadza pracowników. Chociaż po cichu.

Przyjmujemy Ukraińców i Białorusinów na różne wizy pracownicze. Potrzebujemy ich i nasza gospodarka ich potrzebuje. Ta różnorodność jest wzbogacająca, widać to choćby po kuchni. Powstało wiele gruzińskich piekarni, ukraińskich pierogarni, azjatyckich barów, mamy i kebaby. Wiele obywateli i obywatelek nie wyobraża już sobie swoich miast bez tej różnorodności, bo to jest wartość, to coś dobrego. Rozwój wynika z przenikania się kultur. Żyjemy w globalnym świecie i nie możemy od tego uciec, ogrodzić się murem. Trzeba za to znaleźć jak najlepsze zasady współbycia.

Mam kontakt z Ukraińcami i Białorusinami, którzy trafiają do Poznania, i wiem, jak im jest ciężko. Nie mają żadnego wsparcia, kolejki do urzędów dla cudzoziemców są potwornie długie. Miesiącami czeka się na jakąkolwiek informację. Stąd też tragedia białoruskiego opozycjonisty Ramana Pratasiewicza. Ten nie otrzymał w Polsce azylu przez to, że polski urząd zamiast maila wysłał mu list pocztą na adres, pod którym nie mieszkał, bo przecież musiał się już ukrywać przed służbami Łukaszenki.

Przez skostniały system…

To jest wielka strata i wina niewydolności naszego systemu, który nie potrafi pomóc nie tylko dysydentom politycznym, ale też zwykłym ludziom, którzy chcieliby tu przyjechać i zwyczajnie żyć. To jest jakaś mityczna opowieść naszej prawicy o polowaniu na socjal. Wszyscy Ukraińcy, Białorusini czy Afgańczycy, których spotkałem, chcą po prostu zwyczajnie żyć i pracować, są ludźmi. Jak każdy z nas. Tak jak nie zgadzamy się na opowieść, że wszyscy Polacy to złodzieje samochodów, tak samo nie możemy się zgadzać na takie rasistowskie zestawienia wobec innych. Każdy człowiek jest wartością.

Tymczasem procedury ciągną się, uchodźcy, jeśli w ogóle przedostaną się do kraju, są całymi miesiącami przetrzymywani w ośrodkach. Żeby zrobić to, o czym pan mówi, znaleźć pracę i prowadzić normalne życie, nierzadko potrzeba cudu.

Moim głównym zarzutem wobec polityków, którzy o tym milczą, jest krótkowzroczność. To mnie najbardziej wkurza w polityce, że wielu polityków myśli w perspektywie jednej kadencji. To powoduje, że wiele spraw jest nierozwiązanych, jak transformacja energetyczna, załamujący się system ochrony zdrowia, wciąż niedofinansowany system transportu publicznego. To nie jest problem jednego rządu, ale trzydziestu lat zaniedbań.

Żeby zwyciężyć, żeby Polska była lepsza, sprawniejsza systemowo, trzeba przezwyciężyć ten impas. To, co widzimy, to nie kryzys migracyjny, ale w istocie kryzys państwa, które jest niewydolne na każdym możliwym szczeblu. To kryzys służb, które narażają na cierpienie i śmierć nie tylko ludzi na granicy, ale też własnych obywateli, którzy stają się ofiarami policyjnej przemocy. Potrzebne nam sprawne państwo.

O tym też mówił Jarosław Kaczyński, o imposybilizmie. Narzekał Sienkiewicz na państwo z tektury. Marzymy w Polsce wszyscy o sprawnym państwie i wciąż się do niego nie przybliżamy.

Można się zgodzić w diagnozie z Jarosławem Kaczyńskim, że np. brakuje w Polsce mieszkań, ale zamiast obiecanych 100 tysięcy mieszkań mamy 10 tysięcy. Słusznie zdiagnozował wykluczenie komunikacyjne, ale programy kolej+ i PKS+ są porażką, tak jak i Centralny Port Komunikacyjny. O silnym państwie PiS tylko mówi, ale go nie realizuje. Teraz państwo polskie jest silne wobec słabych, a słabe wobec silnych.

Czyli działa jak przemocowiec.

Państwo powinno być silne wobec przemytników, organizacji przestępczych, ale empatyczne wobec ludzi, którzy szukają schronienia, uciekają przed wojną. Mamy konstytucję, podpisujemy traktaty międzynarodowe, jest Kodeks karny, który mówi, że za nieudzielenie pomocy w sytuacji zagrożenia grozi do trzech lat pozbawienia wolności. To, co jest zagrożone w naszym państwie, to nie granica, lecz prawo, a szczególnie prawa człowieka. Polscy uchodźcy podczas II wojny światowej otrzymywali pomoc w Nowej Zelandii, USA, Argentynie…

Kurkiewicz: Zbrodnie polskiego przygranicza

czytaj także

Iranie.

I my jesteśmy winni innym ludziom uciekającym przed wojną podstawową ochronę i wsparcie. Wielokrotnie już przyjmowaliśmy uchodźców. W ostatnich latach − o co apelował wtedy Mariusz Kamiński − przyjęliśmy około 100 tysięcy Czeczenów. Czy to był jakikolwiek problem? Nie! A teraz ten sam człowiek w randze ministra uprawia politykę strachu. Instytucje nie działają, tak jak nie działały w Srebrenicy w latach 90. Polecam świetny film Aida, który o tym mówi, którego główna bohaterka próbuje pomóc swoim bliskim. My tak czuliśmy się w Usnarzu, chcąc pomóc ludziom zamkniętym przez polskie i białoruskie służby. Spotykaliśmy się z bezdusznością. Ktoś z daleka wydaje rozkaz, odpowiedzialność się rozpływa.

Musimy się uczyć z tego typu sytuacji, musimy wyciągać wnioski. Bo chcemy, żeby państwo broniło słabszych i broniło życia. Mam nadzieję, że skoro świadomość się budzi, że coraz więcej ludzi nie zgadza się na wywożenie dzieci do lasu, to dojdzie do przełamania woli najwyższych szczebli państwa. Jeśli dziś politycy nie zareagują, to społeczeństwo ich wymieni.

Jest takie badanie przeprowadzone i opisane przez Przemka Sadurę i Sławka Sierakowskiego, pt. Polityczny cynizm Polaków. Czy polityka może by niecyniczna?

Nie tylko może, ale i powinna. To, co najbardziej ludzi denerwuje, to brak zdania u polityków, brak jasnej postawy. Myślę, że ludzie oczekują od nas, polityków, szczerości, autentyczności, chcą wiedzieć, o co nam chodzi, i żeby to było nie tylko wygranie wyborów, ale lepszy pomysł na rządzenie Polską, jasne wartości. Dlatego nie możemy być obojętni, kiedy władza prześladuje ludzi, kiedy przetrzymuje ich na komisariatach, pałuje i gazuje kobiety na protestach, gdy atakowani i lżeni są licealiści działający na rzecz klimatu na politycznych wiecach.

Polityczny cynizm Polaków. Raport z badań socjologicznych

Jeśli ludzie widzą, że jesteśmy z nimi na proteście medyków, nauczycielek, strajkach kobiet, strajkach klimatycznych, to są w stanie nam zaufać. Jeśli będziemy kluczyć, wykręcać się, mówić, że troszkę racji ma rząd, a troszkę protestujący, że prawda jest złożona, to ci ludzie dojdą do wniosku, że polityka jest odklejona od ich problemów, że nieważne, na kogo zagłosują, bo nikt nie dba o ich interesy. Po to powinniśmy być blisko ludzi, żeby przywracać zaufanie do demokracji. Kardynalny błąd, który popełnia opozycja, to brak odwagi i strach przed tym, że jeśli zbyt mocno zabierzemy głos w jakiejś sprawie, to kogoś zdenerwujemy. A jest odwrotnie. Po to trzeba zabierać głos, żeby pokazać, że nie godzimy się na to, co robi władza.

Czyli politycy nie widzą, że mogą kreować rzeczywistość?

Otóż to. A to jest przyznanie się do impotencji, pogodzenie z pasywnością swojej roli. Jedną z przyczyn, dla których PiS ma dobre notowania, jest właśnie aktywnie prowadzona polityka, inicjatywa, a my zbyt często dopiero reagujemy na ich posunięcia. Tak być nie może, opozycja musi być aktywna, musi chcieć wygrywać i przekonywać ludzi.

Kennedy powiedział: za dziesięć lat wylądujemy na Księżycu. Jeszcze nie wiadomo było jak, jeszcze wydawało się to niemożliwe, ale cel był atrakcyjny, dalekosiężny, ambitny. I Ameryka tamten kosmiczny wyścig wygrała. Trzeba wysoko mierzyć i wyznaczać ambitne cele: możemy bronić praw człowieka, mieć sprawny niezależny system sądownictwa, możemy budować różnorodną, bogatą kulturę, która tworzy wspólnotę, mieć silną pozycję w Unii Europejskiej, razem z nią dbać o nasze bezpieczeństwo i sprostać wyzwaniom współczesności takim jak kryzys humanitarny czy klimatyczny.

Nie musimy być źli i wstrętni?

Możemy być nawet całkiem fajni.

**
Franek Sterczewski
– poseł na Sejm XI kadencji z ramienia Koalicji Obywatelskiej, poznański aktywista miejski, z wykształcenia architekt.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Katarzyna Przyborska
Katarzyna Przyborska
Redaktorka strony KrytykaPolityczna.pl
Redaktorka strony KrytykaPolityczna.pl, antropolożka kultury, studentka The Graduate School for Social Research IFiS PAN; mama. Była redaktorką w Ośrodku KARTA i w „Newsweeku Historia”. Współredaktorka książki „Salon. Niezależni w »świetlicy« Anny Erdman i Tadeusza Walendowskigo 1976-79”.
Zamknij