🌳 W Warszawie trwa spór o sposób postępowania z dzikami pojawiającymi się na osiedlach, placach zabaw i w parkach.
🐗 Po zaostrzeniu przepisów związanych z ASF samorządy znacznie częściej sięgają po odstrzał zamiast odłowu i wywozu zwierząt.
🏙️ Coraz więcej europejskich miast szuka jednak rozwiązań opartych na idei „miasta wielogatunkowego”, które mają ograniczać konflikty bez zabijania zwierząt.
📢 Stołeczny ratusz powołał właśnie zespół, który ma przygotować nowe rekomendacje dotyczące obecności dzików w mieście.
Na początku maja na teren jednego z warszawskich liceów na Pradze dostał się dzik, walnął się w krzaki i zasnął. W tym czasie władze szkoły zamknęły teren, dzikowi dostarczono wodę w misce, a gdy się już wyspał i nastał wieczór, a ruch uliczny zelżał, aktywiści z grupy „Nie Trzaskać Dzików” wypuścili zwierzę i, jaki sami piszą, „odeskortowali go bezpiecznie ciemnymi ulicami do naturalnego środowiska”. Dzik dostał nawet imię: Zenek Maturzysta. Nie wszystkie dziki w Warszawie mogą liczyć na podobną wyrozumiałość.
Na pewno nie Henio – takie imię nadali mu mieszkańcu jednego z bemowskich osiedli – który w kwietniu też postanowił się wyspać, tyle że na placu zabaw przy kościele Matki Bożej Królowej Aniołów. Kiedy beztrosko chrapał w piaskownicy, rozstrzygały się jego losy – ksiądz proboszcz wezwał policję, na miejsce przyjechali też pracownicy Lasów Miejskich Warszawa z łowczym i weterynarzem. Gromadzący się przed placem zabaw mieszkańcy starali się przekonywać, że Henio jest łagodny i nikomu nie zagraża. Proboszcz oświadczył im z całą mocą instytucji Kościoła, że „dzik nie ma duszy”. Ostatecznie Henio został uśmiercony, co wywołało medialną burzę.
Podobnych sytuacji było w Warszawie już wiele. Władze miasta zasłaniają się argumentem, że skoro od 2021 roku na mocy przepisów dotyczących ASF nie można dzików odławiać celem wywozu poza miasto, to jedyną opcją zostaje odstrzał. To jednak nie takie proste, jak próbują przekonywać urzędnicy.
Dzik jest dziki, ale nie jest zły
Zacznijmy od tego, że populacje miejskich dzików rosną nie tylko w Warszawie, ale również w wielu polskich i innych europejskich miastach: w Trójmieście, Krakowie, Berlinie, Madrycie czy Barcelonie. Dzikie świnie nie są jakimś specyficznie warszawskim wyzwaniem – mierzy się z nimi wiele dużych metropolii.
Skala tych wyzwań nie jest mała. Dziki wywracają i przetrząsają śmietniki w poszukiwaniu pożywienia. I są w tym wyjątkowo inteligentne, bo potrafią swoje rajdy na kubły odpadków dostosowywać do harmonogramu wywozu śmieci. Potrafią w poszukiwaniu pędraków i innych dziczych przysmaków zryć rabatki, miejskie i prywatne trawniki czy przydomowe ogródki. Do tego dochodzą wypadki komunikacyjne – tylko w samej Warszawie w 2025 roku doszło do 500 kolizji samochodowych z dzikami.
Zdarzają się również ataki na psy, a nawet śmiertelne pogryzienia czworonogów. W ostatnich latach mieliśmy też przypadki poważnych poranień ludzi, na szczęście nieliczne. Na przykład w marcu tego roku w Wołominie 78-letnia kobieta trafiła do szpitala z pogryzieniami twarzy i nóg. W grudniu 2023 r. 55-letnia Gdynianka została zraniona poważnie w nogę podczas powrotu do domu – jak się potem okazało w szpitalu, dokąd trafiła w ciężkim stanie, doszło do rozcięcia tętnicy udowej. Gdyby nie prowizoryczny opatrunek, który szybko założyli jej pracownicy pobliskiego sklepu, najprawdopodobniej by się wykrwawiła.
– W ciągu ostatnich kilkunastu lat dzik zaczął być postrzegany jako główne zwierzę konfliktowe w mieście – mówiła rok temu „Gazecie Wyborczej” dr Joanna Tusznio z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Wiem, że termin „zwierzę konfliktowe” jest w użyciu, natomiast uważam, że bardziej nam zaciemnia kwestię, niż ją rozjaśnia. Sugeruje, że dzik dąży do konfliktu, a to nieprawda. Dobrym przykładem są ataki na psy – dziki robią to, gdy czują się zagrożone, a nie dlatego, że pałają jakąś szczególną nienawiścią do naszych domowych pupili. Warto tu odnotować, że przynajmniej część niebezpiecznych sytuacji, w których rany odnieśli ludzie, zaczęła się właśnie od oszczekiwania dzików przez psy, które zresztą na ogół ignorują. W znakomitej większości przypadków dziki w pobliżu ludzi zachowują się spokojnie.
Dziki nie buszują w rabatkach dlatego, że chcą nam zrobić przykrość, bo widziały, ile czasu i pracy włożyliśmy w ich pielęgnację – chcą się po prostu najeść. Dziki nawet nie wiedzą, że są w jakimś konflikcie z nami, dlatego sensowniej byłoby mówić o sytuacjach problemowych związanych z obecnością dzików w mieście. A żeby im przeciwdziałać, musimy w pierwszej kolejności zrozumieć, dlaczego te zwierzęta rozgościły się w miastach.
Czy polowania zapędzają dziki do miast?
W środowiskach niechętnych myśliwych często powtarza się, że dziki są w miastach, ponieważ uciekają tam przed polowaniami, które od lat nasiliły się w związku ze zwalczaniem ASF. Ale prawda jest taka, że nie mamy na to jednoznacznych dowodów. W tym kontekście ciekawym przykładem jest Szczecin, w którym szczyt liczebności dziczej miejskiej populacji – i największej liczby sytuacji konfliktowych – przypadł na lata, kiedy ASF i depopulacji dzików jeszcze nie było. A to właśnie afrykański pomór świń „wyzerował” liczbę tych zwierząt w stolicy Pomorza Zachodniego. Dziś nie ma tu sytuacji konfliktowych, bo po prostu nie ma dzików.
A co na to mówi nauka? Przygotowując ten artykuł przejrzałem kilka opracowań na temat wpływu polowań na dziki z „Human–Wildlife Interactions” (2021), „Scientific Reports” (2024), „Wildlife Biology” (2013) i „Current Zoology” (2014). Wyczytamy w nich, że dziki mogą reagować na polowania (szczególnie te zbiorowe) ucieczką do tzw. refugiów, czyli na obszary, w których się nie poluje. Jednak większość zwierząt i tak wraca w swoje dawne rewiry, najpóźniej w ciągu kilku tygodn, najwcześniej po ok. 20 godzinach. Wymienione badania nie wskazują na miasta jako miejsca schronień, ale też nie negują, że mogą one być refugiami. Reasumując, być może w jakimś stopniu polowania przyczyniają się do kolonizacji miast przez dziki, ale przy obecnym stanie wiedzy nie możemy przyjąć, że jest główny czynnik.
Co więc głównie pcha te zwierzęta do miast?
Wydaje się, że główne przyczyny są dwie. Po pierwsze, miasta rozszerzają się, pochłaniając przyrodnicze otoczenie. Zwracał na to uwagę niedawno w rozmowie z PAP prof. Jakub Gryz z Instytutu Badawczego Leśnictwa mówiąc, że „podstawą koegzystencji ludzi i dzikich zwierząt jest racjonalnie prowadzona gospodarka przestrzenna, która bierze pod uwagę, że teren przeznaczany pod zabudowę może już być zamieszkany przez inne gatunki niż ludzie”. Niestety, w Polsce, póki co, mało kto o tym myśli, a miasta rozrastają się najczęściej chaotycznie.
Druga przyczyna jest dość oczywista: miasto to znakomite siedlisko dla dzików. Przede wszystkim jest tu mnóstwo wysokokalorycznego jedzenia, które jest łatwo dostępne. Jest się gdzie schować, ponieważ w dużym mieście zawsze znajdzie się jakiś trudniej dostępny teren zielony, gdzie można się zaszyć. W mieście jest też cieplej. Grzechem byłoby z takiej okazji nie skorzystać.
I tu dochodzimy do dość kluczowego wniosku: w jakimś stopniu to my uczyniliśmy miasta atrakcyjnymi dla dzików, choćby nie zabezpieczając odpowiednio odpadów.
Przymusowe eksmisje
Przed wprowadzeniem obostrzeń związanych z ASF najbardziej akceptowaną społecznie metodą usuwania problematycznych dzików z miast były odłowy z wywózką do lasu. Z powodu tego, że odstrzał w mieście nie jest zbyt bezpieczny, ale również dlatego, że dziki nie były zabijane. W ogóle niechęć do zabijania miejskich dzików staje się coraz powszechniejsza w całej Europie, nie tylko w Polsce. Protesty z tym związane odbywały się m.in. w Berlinie i Hiszpanii.
Wywózki nie były jednak metodą bezproblemową. Zdarzało się, że dziki wracały, co badaniami potwierdzili Hiszpanie, a wtedy całą operację trzeba było powtarzać jeszcze raz, co wiązało się z kosztami. W hiszpańskich badaniach pojawiły się też sugestie, że wywóz za miasto nie zawsze był humanitarny, ponieważ dziki urodzone w miastach często bardzo słabo radziły sobie w nowym przyrodniczym otoczeniu.
Ciekawe badania, opublikowane w 2023 roku w „Animal Science and Genetics”, wyszły z Polski. Analizy odłowów przeprowadzone w Szczecinie wykazały, że w odłownie łapały się głównie młode dziki – stanowiły aż 86 proc. wszystkich schwytanych zwierząt. Dorosłe lochy i odyńce stanowiły łącznie tylko 14 proc., co badacze przypisują ich nabytej z wiekiem ostrożności. Młodziaki łapały się częściej, co należy wiązać z ich ciekawskością, otwartością na nowość i chęcią zabawy. W związku z tym sam odłów i wywóz może być nieskuteczny, skoro na miejscu zostają płodne lochy i odyńce.
Nagrobek dla dzika
Abstrahując do tego wszystkiego dziś coraz powszechniejszą reakcją społeczną na zabicie dzików w mieście jest smutek a nawet poczucie żałoby. Symptomatyczna w tym względzie była reakcja jednej z mieszkanek warszawskiego Bemowa, która na placu zabaw przy ul. Wolfkego, gdzie uśmiercono lochy z młodymi, wystawiła imitującą nagrobek tabliczkę na napisem „w tym miejscu zabito 12 dziczych dzieci wraz z 4 matkami”. Zdjęcie obiegło internet, a ze środowiska myśliwych dał się słyszeć rechot i typowe w takich sytuacjach oskarżenia o bambinizm, czyli odrealniony, sentymentalny stosunek do przyrody. Ale moim zdaniem to po prostu zmiana wrażliwości: wiemy, że zwierzęta czują ból, zdolne są do cierpienia, a na dodatek w jakimś stopniu postrzegamy już dziki jako współmieszkańców, których nie wolno tak po prostu zabijać, nawet jeśli czasem są dla nas źródłem problemów.
Są też wątpliwości prawne, które od dawna zgłasza mec. Karolina Kuszlewicz, adwokatka wyspecjalizowana w tematyce ochrony zwierząt. Podkreśla, że owszem, przepisy pozwalają na odstrzał dzików, ale jedynie „w sytuacji szczególnego zagrożenia dla obiektów użyteczności publicznej” albo „w sytuacji nadzwyczajnego zagrożenia dla zdrowia lub życia człowieka”. Raczej nie każdy przypadek uśmiercenia tych zwierząt da się pod te zapisy podciągnąć. Można więc zasadnie postawić pytanie, czy aby nie mamy więc w Polsce do czynieni z systemowym nadużywaniem prawa w tej sprawie?
No i pozostaje jeszcze kwestia czysto praktyczna: zabijanie dzików jest długofalowo nieskuteczne. Nawet jeśli uśmiercimy wszystkie dziki w mieście, to niedługo pojawią się kolejne, skoro miasto jest dla nich atrakcyjnym miejscem do życia.
Miasto wielogatunkowe
Na szczęście widać pierwsze symptomy zmiany. Nadzieja płynie z Gdyni, która przygotowuje się do wdrożenia nowoczesnych nieśmiercionośnych rozwiązań, w dużym stopniu inspirowanych dobrymi praktykami Barcelony. Podstawą tych działań jest raport przygotowany przez ekspertów z Biura Urbanistyki Wielogatunkowej.
„Celem proponowanego podejścia, opartego na idei »miasta wielogatunkowego«, jest […] ograniczenie natężenia sytuacji konfliktowych do poziomu, który będzie akceptowalny społecznie” – przyjmują realistycznie autorzy opracowania. Podkreślają, że owa wielogatunkowość nie oznacza, że obecności dzikich zwierząt w mieście powinna być dopuszczona wszędzie, ale że można podchodzić do niej „bardziej proaktywnie i odpowiedzialnie”.
W praktyce oznacza to działania, które rezygnują z zabijania dzików na rzecz takich rozwiązań, które sprawią, że miasto nie będzie już tak atrakcyjne dla tych zwierząt, jak dotąd. To np. zabezpieczanie pojemników na odpady, czy zatrzymanie ekspansji zabudowy i infrastruktury na tereny będące typowymi siedliskami dzików.
Będę trzymał kciuki za Gdynię, ponieważ jako pierwsze miasto podeszło do sprawy racjonalnie – wychodząc od analizy przyczyn, z powodu których dziki kolonizują miasta.
Zobaczymy, co teraz zrobią krytykowane od miesięcy za swoją antydziczą politykę władze Warszawy. Stolica właśnie powołała zespół, który ma szukać rozwiązań.
„Dzikie zwierzęta są częścią miejskiego ekosystemu, ale ich obecność w gęsto zabudowanej przestrzeni rodzi coraz więcej wyzwań” – napisał ratusz w komunikacie prasowym. Przekonamy się, czy pójdzie śladem Gdyni i do tych wyzwań postara się dobrać adekwatne środki, czy wszystko zostanie po staremu.


!["Odwagi! [o zaangażowaniu młodych]" Dominika Lasota](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/04/odwagi-plomienie-okladka-173x267.jpg)


![Utracony kompas [o europejskiej lewicy]](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/03/plomienie_utracony_kompas-171x267.jpg)




Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.