Kraj

Krowa Kamińskiego

Na dowód, jak bardzo każda z osób, które zmarły w lesie, była nielegalna, ministrowie Błaszczak i Kamiński w czasie konferencji pokazali gwałconą przez kogoś krowę. Czy to wystarczy, żeby nas znieczulić?

Wojna jest wtedy, kiedy giną ludzie, którzy mogliby żyć. Ktoś umiera nie w wypadku, ale dlatego, że inni ludzie na to pozwalają. A pozwalają, bo jest wojna, a skoro jest wojna, to muszą być ofiary.

„Mamy zatrzymanych około 1200 uchodźców, przepraszam, nielegalnych imigrantów”

– Te materiały świadczą o tym, kto szturmuje polską granicę – mówił szef MON Mariusz Błaszczak. I pokazał nam slajdy, a na nich sceny dekapitacji, seks z krową albo mułem, materiały prawdopodobnie pedofilskie. Dowiedzieliśmy się, że na nasze granice napierają terroryści i zboczeńcy.

27 września odbyła się konferencja ministra obrony narodowej Mariusza Błaszczaka i ministra spraw wewnętrznych Mariusza Kamińskiego. − Sytuacja jest oczywista. Około 9400 prób nielegalnego przekroczenia granicy − mówił minister Kamiński. − 8200 prób zostało skutecznie udaremnionych. Mamy zatrzymanych około 1200 uchodźców, przepraszam, nielegalnych imigrantów − poprawił się minister.

Ostatecznie przebadano 200 osób, z czego 50 wzbudziło podejrzenia straży granicznej. Główną przyczyną podejrzeń mają być zdjęcia z telefonów komórkowych, które na całe szczęście ci domniemani terroryści przynieśli straży granicznej.

Obcy w naszym kraju. Gniew, żal i strach podlaskiego pogranicza

Na zdjęciach były różne rzeczy: plan moskiewskiego metra, kawałek planu miasta, żołnierz ze słownikiem rosyjskim czy zdjęcie typowo turystyczne na tle Kremla, bilet na mecz w Petersburgu Polska−Słowacja z Euro 2020 − dowody na to, że 20 proc. podejrzanych posiadało związki z Federacją Rosyjską. Było też zdjęcie żołnierzy w mundurach afgańskiej armii. Tej samej, która jeszcze do niedawna współpracowała z polską. Było zdjęcie osoby uzbrojonej i ubranej w kamizelkę kuloodporną − jak podkreślali obaj ministrowie, to dowody (!) na to, że uchodźcy wiedzą, jak posługiwać się bronią. W końcu zdjęcia arsenału broni, zdjęcie z zamachu, ze zniszczonym samochodem, sceny dekapitacji i na końcu zdjęcie seksu z krową i zdjęcia dzieci.

Ostatecznie pada liczba 20. Dwudziestu młodych mężczyzn wzbudziło podejrzenia straży granicznej. Skąd mają te zdjęcia, czy fakt, że je mają w telefonie, świadczy o tym, że to oni stali za zamachami, terrorem i przestępstwami seksualnymi? To dopiero będzie przedmiotem badań. Tymczasem szefowie MON i MSW już postanowili nam o nich opowiedzieć, żebyśmy mieli jasność, z czym mierzy się straż graniczna, wojsko i WOT, przed czym nas bronią.

O Podlasie upomina się historia i banalna geografia

− Napór trwa − kończył wystąpienie Kamiński. − Musimy mieć poczucie, że nasza granica jest strzeżona − mówił. − Przetrwamy pod warunkiem, że nasza granica będzie twardo broniona.

Właśnie dowiedzieliśmy się, że stan wyjątkowy będzie przedłużony o kolejne 60 dni.

Nazwali to wojną

Pamiętamy podobne do tego wystąpienia Błaszczaka i Kamińskiego, pamiętamy konferencje z czasów Macierewicza. Zbigniew Ziobro również takie właśnie, oparte na domniemaniach, doniesienia przekazywał, upierając się, że mówi o faktach.

Już w połowie sierpnia ktoś tam z rządzących zdecydował, że to, co dzieje się na granicy, nazwiemy wojną. Hybrydową. Że Łukaszenka nas w taką wojnę wciągnął. Nie ma formalnego jej wypowiedzenia, a granic nie forsują żołnierze obcej armii, jednak nadal jest to wojna. Dla potwierdzenia rząd Zjednoczonej Prawicy wprowadził stan wyjątkowy, wysłał żołnierzy i zakazał wstępu dziennikarzom. Na zwykłych wojnach są korespondenci, ale na tej hybrydowej miejsca dla nich nie ma. W ten sposób łatwiej kontrolować przekaz i przekonywać do swojej wersji wydarzeń. Upierać się, że jesteśmy na wojnie, hybrydowej, a nie, że po lasach koczują zmanipulowani przez Łukaszenkę i przemytników ludzie. Kobiety, mężczyźni, dzieci, staruszkowie, nastolatki.

Nasze państwo mogło odmówić udziału w tej wojnie. Mogło nie dopuścić do tego, by ginęli ludzie, którzy mogliby żyć. Mogliśmy przyjąć dokumenty, zapewnić schronienie, wezwać Europę, żeby naradzić się, co zrobić z białoruskim satrapą. Zachować się zgodnie z prawem, traktatami i sumieniem. W sumie ciągle jeszcze możemy to zrobić.

Tyle że wojna to chyba coś, co od dawna śni się rządzącym po nocach. Nie jako koszmar, tylko jako senne marzenie. Bo wojna usprawiedliwia rozprężenie zasad, naruszanie norm. Pozwala nazwać ludzi nielegalnymi, wyjąć ich spod prawa, bo np. nie trafili na oficjalne przejście graniczne. I już to pozwala nie rozpoznać ich jako ludzi, pozwala operatorowi 112 odrzucić połączenie.

Oni mogli żyć

W zeszłym roku mieliśmy, pamiętacie, wojnę z wirusem COVID-19. Stawialiśmy polowe szpitale. Ludzie umierali masowo, ale przecież to była wojna. Musieliśmy się z tym pogodzić. Bo w czasie wojny ludzie umierają, bo takie są wojny. Tylko że wtedy jeszcze umierali w szpitalach, jeździły po nich karetki, lekarze i pielęgniarki, nawet jeśli już bezradni − widzieli tę śmierć, mogli być jej świadkami. W cieniu tamtej wojny kobietom zabrano prawo do decydowania o własnych ciałach, o własnych możliwościach i odpowiedzialności.

Teraz wchodzimy na nowy poziom. Trupy leżą w lasach, tam, gdzie niedawno chodziliśmy na grzyby, jeździliśmy rowerami, pływaliśmy. Umierających nikt nie ratuje, chorych straż graniczna wypycha do lasu. Parę dni temu znaleziono zwłoki czterech osób. W poniedziałek 27 września dotarła do nas wiadomość, że umarła kolejna − 16-letni chłopiec. Umarł, bo nikt mu nie pomógł. Umarł, chociaż mógłby żyć.

Kurkiewicz: Zbrodnie polskiego przygranicza

czytaj także

Na dowód, jak bardzo każda z osób, które zmarły w lesie, była nielegalna, ministrowie Błaszczak i Kamiński w czasie konferencji pokazali gwałconą przez kogoś krowę.

To coraz sprytniej zastawiana pułapka moralna. Konferencja jest tak obsceniczna, że trudno nie podać w wątpliwość faktów tam przekazanych. A jednak oglądamy, ministrowie patrzą poważnie, kiwają głowami. Chcą, żebyśmy w imię obrony granic zgodzili się na tę ich konferencję.

Wojna jest nie tylko wtedy, gdy obserwujemy lecące bomby i spektakularne ruchy wojsk. Bo wojna też na tym polega, że przyzwyczajamy się do koszmaru, zgadzamy na propagandę, uczymy się z tym żyć.

Odwrócić oczy, nie pomagać

Powoli zaczynamy robić wszystko, żeby odróżnić się od ofiar, zrzucić na nie winę, że mogli zostać u siebie, że po co lecieli do Mińska, że w telefonach zdjęcia z Moskwy, że po co z dziećmi się pchali. Ktoś, kto ma trochę wyobraźni albo brał udział w wychowaniu dziecka, wie, że ciągnąć je w niepewną drogę, w nieznany, nieprzyjazny świat to całkowita ostateczność. Dzieci lubią swoje domy, swoje zabawki, łóżeczka, swój park. Żaden rodzic nie odbierze im tego, jeśli nie musi.

Nazwiemy ich nieszczęście wojną? Zgodzimy się, że ta śmierć w lesie jest ok, bo Mariusz Kamiński, były szef CBA, skazany w „aferze gruntowej” z 2007 r., ułaskawiony, choć nie uniewinniony, przez prezydenta Dudę, pokazuje nam człowieka z krową?

Pamiętamy, wszyscy mieliśmy lekcje historii, propagandowe rysunki, spotwarzone rysy, krzykliwe hasła, oburzające treści, czytaliśmy o krwi toczonej z dzieci na macę. Mamy teraz człowieka z krową. I on ma nas znieczulić.

Ma uśmierzyć nasz niepokój. Bo trudno się cieszyć wrześniowym słońcem, gdy paręset kilometrów od nas ktoś jest wyjęty spod prawa, kogoś się ściga, tropi, nie ratuje. Rodzina musi porzucić zwłoki swojego dziecka w lesie, żeby ratować pozostałe. Nie umiem sobie nawet wyobrazić ich bólu. Ale kiedyś, przy szpitalnej izbie ratunkowej, słyszałam krzyk matki, która straciła dziecko. Nigdy go nie zapomnę. Teraz takimi krzykami wypełniają się lasy. A może nie, bo krzykiem można zdradzić kolejne dzieci.

A my się mamy na to zgodzić, odwrócić oczy, nie pomagać. Przestraszyć się, bo skoro granicę forsują terroryści gwałcący krowy, to za pomoc terrorystom gwałcącym krowy pewnie będzie kara. Teraz więc postaramy się skupić na tym, żeby nic nas z nimi nie łączyło, żeby palec pokazujący kolejną ofiarę nawet przypadkiem nie skierował się w naszą stronę. Bo tego się po cichu boimy, że w cieniu tej wojny jakieś prawa mogą nam zostać odebrane.

Śpiewał Bułat Okudżawa, który znał totalitaryzmy i wojnę: „Pierwsza wojna, pal ją sześć, to już tyle lat, druga wojna, jeszcze dziś winnych szuka świat. A tej trzeciej, co chce przerwać nasze dni, winien będę ja, winien będziesz ty”.

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Katarzyna Przyborska
Katarzyna Przyborska
Dziennikarka KrytykaPolityczna.pl
Dziennikarka KrytykaPolityczna.pl, antropolożka kultury, absolwentka The Graduate School for Social Research IFiS PAN; mama. Była redaktorką w Ośrodku KARTA i w „Newsweeku Historia”. Współredaktorka książki „Salon. Niezależni w »świetlicy« Anny Erdman i Tadeusza Walendowskiego 1976-79”. Autorka książki „Żaba”, wydanej przez Krytykę Polityczną.
Zamknij