Myszy i nadludzie
Aktualność filmu nie musi być zaletą, bo często jest tylko łapówą dla arbitrów i publiki. Tak było w przypadku tegorocznych Oscarów, gdzie „Jedna bitwa po drugiej” obrabowała ze statuetek „Wielkiego Marty’ego”.
Krytyczny głos spoza symulacji w twoim domu. Literatura, internet, polityka, kino, socjeta. Felietony Łukasz Najdera.
Aktualność filmu nie musi być zaletą, bo często jest tylko łapówą dla arbitrów i publiki. Tak było w przypadku tegorocznych Oscarów, gdzie „Jedna bitwa po drugiej” obrabowała ze statuetek „Wielkiego Marty’ego”.
Hitler identyfikował się jako pacyfista i zapewniał, że nie szykuje się do żadnych wojen. Trump desperacko zabiega o Pokojową Nagrodę Nobla, powołuje Radę Pokoju i chwali się, że zakończył 7 wojen. Między jednym a drugim zachodzi wyraźne podobieństwo.
Wygadani przedstawiciele prawicy i inni, którym się zdaje, że na wojnie cały naród bieży do okopów, by stamtąd ciskać we wroga zdrowaśkami i odłamkowymi, nie mogą się nadziwić, że w Ukrainie – obok tego, że jest wojna – ludzie po prostu żyją. A nawet chodzą do kina.
Wielki Kryzys sprzed stulecia to nie tylko amerykańscy bankierzy skaczący z okien. To również długa i brutalna bieda w międzywojennej Polsce: głód, tułaczka i niepokoje społeczne.
Dlaczego nazizm przyciągnął tak wielu ludzi? Odpowiedzi szuka się w biografii Hitlera, w jakimś jego rzekomym „magnetyzmie”, a bardzo rzadko w społeczeństwie, które za nim poszło. Oto ono.
Dlaczego krzesło rozpadło się akurat wtedy? Czemu właśnie pod nim? Kto je tam ustawił? Kto wyprodukował i po co? A czy zwróciliście uwagę, że „Soros” czytany wspak daje też „Soros”?
Handlarze bronią urobili Amerykanów tak, że masakra dzieciaków w szkole jest traktowana jak klęska żywiołowa, jak tornado. Nie da się jej powstrzymać, ale można sprzedać gadżety i kursy chowania się pod ławką.
Trump non-stop kłamał, oszukiwał, mataczył, plótł bzdury, wyzyskiwał, mobbował, szkalował i oczerniał – i nic. Jego biografia to historia z uniwersum ludzi tak bogatych, wpływowych i sławnych, że właściwie bezkarnych i niezatapialnych.
Lewica miota się przed społeczeństwem niczym zdesperowany klaun albo rozdygotany iluzjonista próbujący zyskać uznanie wymagającej publiki. I nigdy nie trafia w jej gust.
Dla bohaterów opowiadań Tulathimutte’a mówienie stało się bieganiem po polu minowym. Nowy język miał chronić przed bólem i agresją, a wiedzie do cierpień, konfliktów i pretensji.