Kraj

Inwigilacja? Złodziejstwo? Krew na granicy? Nikogo to już nie rusza

Nastały czasy społecznego marazmu politycznego. Swoją bezwzględnością i obojętnością, byciem partią, która ma ostentacyjnie wyjebane na protesty społeczne, PiS spacyfikował w końcu całe społeczeństwo. Komentarz Galopującego Majora.

W sierpniu 2019 Krzysztof Brejza był szefem sztabu wyborczego KO. Jak ujawnił kilka dni temu, w tym czasie, prawdopodobnie przy użyciu systemu szpiegowskiego Pegasus, polskie służby specjalne miały włamać się do jego telefonu.

Jest się czego bać, czyli Pegasus w rękach polskich służb

Mało tego, nie tylko miały się włamać i Brejzę inwigilować, ale także przekazywać informacje do dziennikarzy w mundurach z Telewizji Polskiej, aby starą esbecką szkołą dodatkowo skradzione informacje zmanipulować.

Czy kogoś to w Polsce obeszło? Czy wybuchł skandal? Tak, dobrze czytacie, drodzy Państwo, pytam, czy inwigilowanie konkurencyjnego sztabu wyborczego rywali w 2019 roku wywołuje w Polsce roku 2021 jakiekolwiek oburzenie? Odpowiadam: Nie, nie wywołuje.

Czy maile szefa KPRM Michała Dworczyka, z których tylko ostatnio wyciekło, że ów polityk PiS cytuje „starą sprawdzoną zasadę wygrawerowaną na sztyletach Waffen SS”, kogoś jeszcze ruszają? Czy nepotyzm i kumoterstwo, którymi te maile ociekają i które dosłownie przeżarły tę władzę, jeszcze cokolwiek powodują poza wzruszeniem ramion?

Nie, nie piszę z żądaniem, że rząd PiS ma się od tego nagle zapaść. Ba, nie piszę nawet o potrzebie dymisji samego Dworczyka. Pytam, jak to się stało, że Dworczyk właściwie nawet nie musi się nam z niczego tłumaczyć.

Czy musi się tłumaczyć ktokolwiek z rządu w sprawach kolejnych raportów NIK? Myślał Banaś, że w politycznej dintojrze odwinie się PiS-owi, pokazując, jak wiele pieniędzy z Funduszu Sprawiedliwości przeznaczonego dla ofiar wypadków (!) zostanie rozszabrowane przez pociotków ziobrystów. I co? Wszyscy tylko ziewali. Co to za afera, jakiś niepełnosprawny nie dostanie pieniędzy? Kogo to?

Turów? Gdy piszę te słowa, to już ponad 90 milionów kary. Pamiętam, jak ten licznik kar miał ostatecznie zdyscyplinować PiS. Bo przecież jak oni wytłumaczą podatnikom, że ich pieniądze są spalane w piecu węglowym?

No i co? No i nawet się nie tłumaczą. Się żyje, rząd się sam wyżywia, kara dla Turowa nie jest żadnym tematem w mediach. I właśnie się dowiadujemy o nowej karze. Tym razem 1 milion euro kary dziennie za niewykonywanie orzeczeń TSUE. I co? Będzie kilka dni, a raczej godzin pultania się o to w mediach i wszyscy znowu tylko wzruszą ramionami. Stać nas, w końcu to nie nasze, tylko rządowe pieniądze. A opozycja ma pamięć rybki z akwarium.

Tak samo już niemal wszyscy w Polsce, poza niewielką, empatyczną garstką, przestali przejmować się tym, co się dzieje na granicy z Białorusią. Przerzucanie ciężarnych kobiet przez płot z żyletek, żeby umierały z zimna w lesie? Wywożenie przerażonych dzieci z powrotem do lasu przez wojsko? No cóż, polska granica musi być bezpieczna, mówią zgodnie PiS i PO słowami samego Donalda Tuska. Demonstracje przeciwko temu barbarzyństwu są tak małe, że niemal niedostrzegalne.

PiS wychodzi suchą stopą nie tylko z kolejnych problemów, takich jak odejście z rządu Gowina i jego stronników czy wysokie kary unijne finansowe, ale i z katastrof, jak pandemia COVID-19.

Swoją bezwzględnością i obojętnością, byciem partią, która ma ostentacyjnie wyjebane na protesty społeczne, PiS spacyfikował w końcu całe społeczeństwo. Strajk nauczycieli – złamany. Dziś nauczyciele po prostu odchodzą ze szkół publicznych do prywatnych, a pozostała reszta nie chce już przechodzić piekła strajku. Strajki kobiet? Minął właśnie rok od wprowadzenia zakazu aborcji, a PiS spokojnie ma około 33–35 proc. poparcia społecznego. Gdyby nie ciągła obecność Kai Godek, temat aborcji całkowicie zniknąłby z politycznej agendy w Polsce. Białe miasteczko i jesień strajków, która miała wstrząsnąć rządem? Oj, mignęło coś tam między innymi newsami na feedzie. Miasteczko już po kilku dniach stało się puste. Warszawiacy mieli co innego do roboty.

Nastały czasy społecznego marazmu politycznego. Ucieczki od zbrutalizowanego i generującego ciągłe poczucie zagrożenia życia politycznego w Polsce do własnych spraw i problemów. Wykończeni covidem i cieszący się powrotem do „pewnej normalności” wyborcy reagują na kolejne doniesienia rządowe kompletną obojętnością. Życie dzieje się gdzie indziej.

Nawet ta słynna, niedawna inba o słowa Matczaka jest tego dowodem. Bo Matczak przynajmniej jakoś reaguje, a PiS jest jak ściana, do której możesz gadać godzinami, a ta nic. Najwyżej obstawi się policją na Żoliborzu.

Czy ta mała stabilizacja się skończy? Doświadczenie uczy, że owszem. Nie wiadomo tylko kiedy. Być może społeczeństwo jest przekonane, że główna walka stoczy się przy urnach wyborczych i przez najbliższe lata nie ma się o co szarpać. A być może już się z rządami PiS pogodziło i zajęło się ważniejszymi sprawami niż złodziejstwo, kumoterstwo i krew na rękach polskich polityków.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Galopujący Major
Galopujący Major
Komentator Krytyki Politycznej
Bloger, komentator życia politycznego, współpracownik Krytyki Politycznej. Autor książki „Pancerna brzoza. Słownik prawicowej polszczyzny”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.
Zamknij