Kraj

Prawa gorszego sortu

Polskie rządy od kilkunastu lat oponują przeciwko możliwości dochodzenia praw społecznych przed organami międzynarodowymi. Dlaczego?

Założenie związku zawodowego przez osoby pracujące na umowy śmieciowe. Dostęp do zabiegu przerywania ciąży bez dyskryminacji. Skuteczna ochrona przed skrajnym ubóstwem. Co łączy wszystkie te sprawy? Są one chronione przez prawa człowieka należące do grupy praw gospodarczych, społecznych i kulturalnych. Grupy, która zdaniem wszystkich polskich rządów ostatnich lat nie wymaga pełnoprawnego uznania.

Raz na pięć lat specjalny komitet powołany w ramach Organizacji Narodów Zjednoczonych ocenia, w jaki sposób poszczególne rządy wykonują Międzynarodowy Pakt Praw Gospodarczych, Społecznych i Kulturalnych. Pakt obejmuje m.in. prawo do pracy, zdrowia, pomocy społecznej czy edukacji. Polska przystąpiła do niego już w 1977 roku. W zeszłym tygodniu przed obliczem oenzetowskiego komitetu polski rząd rozliczał się z jego realizacji. O ile międzynarodowi eksperci docenili niektóre starania naszych władz – jak np. program 500+ czy zmniejszenie poziomu bezrobocia – to nie szczędzili im również krytyki. Uwagi dotyczyły głównie skali skrajnego ubóstwa, kiepskiej polityki mieszkaniowej czy słabego dostępu do ochrony zdrowia. Osobna grupa zarzutów związana była z równością kobiet i mężczyzn, segregacji na rynku pracy, braku żłobków oraz zjawiskiem przemocy domowej.

Proces opiniowania wygląda dosyć technokratycznie i na pierwszy rzut oka jest kolejną salonową dyskusją o „ważnych sprawach”. Zarzuty kierowane ze strony ONZ wobec Polski nie są też niczym nowym. Działaczki i działacze społeczni o tych problemach mówią od lat. Do pewnego stopnia krytyka na forum międzynarodowym, może bardziej mobilizować rządy do podejmowania skutecznego działania. Jednak oprócz tego „miękkiego” narzędzia, jakim są rekomendacje, komitet monitorujący Pakt zyskał niedawno mocniejszy i bardziej skuteczny instrument, którego jednak polskie władze nie są zwolennikiem.

I wolności, i chleba

Od 2013 roku poszczególne osoby mogą dochodzić swojego prawa do zdrowia, pracy czy mieszkania za pomocą skarg. Komitet w takich sytuacjach działa podobnie jak sąd. To fundamentalna zmiana, która w przypadku skrajnych naruszeń pozwala ludziom dochodzić sprawiedliwości na forum międzynarodowym. Taki mechanizm od wielu dziesięcioleci działa wobec łamania wolności słowa, prawa do sądu czy prywatności.

Jednak ludzie nie potrzebują tylko wolności, ale również i chleba. To ostatnie mają właśnie zagwarantować prawa gospodarcze, społeczne i kulturalne. Choć przez dziesięciolecia były one uznawane za prawa drugiej kategorii, ostatnie lata przyniosły w tej materii spore zmiany. Wysiłek działaczy społecznych oraz wielu progresywnych prawników doprowadził do obalenia poglądu, jakoby prawa społeczne nie mogły być przedmiotem indywidualnych skarg. W gronie zwolenników tego nieaktualnego już dogmatu wciąż znajdują się rządy m.in. Wielkiej Brytanii, Australii i… Polski.

Gdy kryzys nadchodzi

Prawie 400 tysięcy wywołanych kryzysem ekonomicznym eksmisji w Hiszpanii stanowi naruszenie prawa człowieka do mieszkania – to jedna z pierwszych decyzji oenzetowskiego komitetu praw gospodarczych, społecznych i kulturalnych. Komitet dowodzi, że tzw. środki oszczędnościowe (ang. austerity measures) prowadzą do łamania praw człowieka, a ludzie muszą mieć możliwość skutecznej ochrony swoich praw. Podobne sprawy były rozpatrywane przez Europejski Komitet Praw Społecznych.

To podobna do komitetu oenzetowskiego instytucja, która od kilku lat bada sprawy dotyczące praw społecznych w Europie. Greccy związkowcy oraz organizacje zrzeszające emerytów zaskarżyli do niej drakońskie pakiety oszczędnościowe i wygrali. Oczywiście orzeczenie nie cofnęło szkodliwych decyzji politycznych, ale wskazało jasno, że nie można ich podejmować bez konsultacji ze związkami zawodowymi czy nawet minimalnego badania ich skutków. Sprawy rozpatrywane przez organy międzynarodowe nie dotyczą tylko kryzysu ekonomicznego. Ateński rząd został uznany za odpowiedzialnego ogromnej skali zanieczyszczeń pochodzących z kopalni węgla brunatnego. Zatrucie środowiska negatywnie wpływało na zdrowie lokalnej społeczności przez co ograniczało ich prawo do zdrowia. Francuskie władze odpowiedziały zaś za odmowę udzielenia nielegalnym imigrantom opieki zdrowotnej w nagłych wypadkach.

Nie zawalczymy o swoje prawa

Z kolei Włoszki, walcząc o prawo do zdrowia, zaskarżyły własny rząd o dyskryminację w dostępie do usług medycznych – w tym wypadku aborcji. Stało się tak wówczas, gdy włoskie władze doprowadziły do sytuacji, w której na Sycylii czy Kalabrii kobiety nie mogły uzyskać dostępu do legalnych skądinąd w tym kraju zabiegów. Wszystko przez ogromną liczbę lekarzy powołujących się na klauzulę sumienia. Europejski komitet uznał, że ta sytuacja nosi znamiona dyskryminacji i uderza szczególnie w kobiety mieszkające w najbiedniejszych regionach kraju. Czy opis tej sprawy nie brzmi znajomo? Od tego roku żaden szpital na Podkarpaciu nie wykonuje aborcji. Powód jest podobny – masowe korzystanie przez lekarzy z klauzuli sumienia.

Jednak Polki nie będą mogły skutecznie zawalczyć o swoje prawo do zdrowia. Polskie rządy od kilkunastu lat oponują przeciwko możliwości dochodzenia praw społecznych przed organami międzynarodowymi. Dlaczego? Bo takie decyzje mogą mieć istotne konsekwencje finansowe. Bo organy międzynarodowe rzekomo nie mają odpowiednich kompetencji oraz wiedzy. I wreszcie dlatego, że zdrowie, mieszkalnictwo czy pomoc społeczna to według polskich władz nie tyle prawa przynależące każdej osobie, ile jedynie „mgliste aspiracje”.

Groźne przesunięcia

Tymczasem możliwość wnoszenia skarg na naruszenia praw społecznych może prowadzić do fundamentalnych przesunięć w strukturach władzy i demokratyzacji życia politycznego. Konsekwencją tego procesu jest uznanie praw jednostki za jeden z kluczowych elementów polityki społecznej. Wsparcie państwa przestaje być jałmużną, ale uprawnieniem wszystkich obywateli i obywatelek. Takim, którego można dochodzić przed sądem. Oczywiście sądy czy komitety międzynarodowe nie są zawsze najlepszym miejscem do prowadzenia skutecznej polityki publicznej. Jednak stają „bezpiecznikami” w sytuacji, gdy dzieje się coś nie tak.

Można zadać pytanie, po co nam organy międzynarodowe, skoro mamy własny rozbudowany wymiar sprawiedliwości, Sąd Najwyższy i Trybunał Konstytucyjny? Przypadek dzikiej reprywatyzacji, której ofiarą padły tysiące polskich rodzin i ich prawo do mieszkania, pokazuje jednak, że czasem nawet tak rozbudowany system może nie być wystarczający. To właśnie w takich sytuacjach nasi współobywatele i współobywatelki powinni mieć możliwość dochodzenia sprawiedliwości przed organami międzynarodowymi. Niestety na to się wciąż nie zanosi. Odpowiadając na apel 37 organizacji zajmujących się osobami doświadczającymi ubóstwa, „prospołeczny” rząd Prawa i Sprawiedliwości odpowiedział, że nie zmieni decyzji swoich poprzedników. Nadal nie ma możliwości skarżenia przez polskich obywateli naruszeń praw społecznych przed międzynarodowymi organami. Nie odbyły się w tej sprawie żadne konsultacje społeczne, nie było debaty w parlamencie czy chociażby jednego posiedzenia sejmowej komisji. W Warszawie więc bez zmian.

Jędrzej Niklas jest prawnikiem zajmującym się prawami człowieka. Na Uniwersytecie Warszawskim przygotowuje pracę doktorską dotycząca prawa człowieka do zdrowia.

DOSC-GRY-POZORÓW- MLODZI-MACIE-GLOS-Adam-Cymer-Piotr-Kuczynski

 

**Dziennik Opinii nr 294/2016 (1494)

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Jędrzej Niklas

| London School of Economics
Jędrzej Niklas – jest doktorem nauk prawnych, pracuje obecnie na London School of Economics, gdzie bada wpływ nowych technologii na prawa człowieka i państwo.