Idee nie działają.
Same.
Ktoś musi stanąć za ideą.
Człowiek. Jeden lub wielu.

Idee pomagają wymyślić świat na nowo, kiedy trzeba to zrobić.
Ułatwiają zrozumienie, podtrzymują nadzieję, uwalniają od lęku.
Idee nie są odważne. Nie mają wyobraźni. Nie mają kolorów.
To człowiek, który stanął po stronie idei – jest bohaterem.

Zobaczył i pokazuje innym to, co niewidoczne.
Uwierzył, że utopia wypowiedziana dziś,
jutro może stać się barwną rzeczywistością.

Idee rodzą się z krytyki.
Powstają z myślenia.
A kiedy budzi się rozum, kończy się marazm.
Krytyczne myślenie napędza do działania.

Idee to słowa.
Które mają wartość i moc.
Nie chcemy ich tylko tworzyć ani bronić.
Zamierzamy je urzeczywistnić.

Dla Polski otwartej, zielonej i solidarnej.
Tworzonej wspólnie z wami.
Słowem i działaniem.

Przepisujemy idee na rzeczywistość.
Krytyka Polityczna

Felieton

Dunin o „politycznym cynizmie”: Pisowiec to tożsamość, platformers to przezwisko

eurowybory-mapa-schetyna

PiS chyba naprawdę zmieniło polską politykę. Połączenie realnych transferów pieniężnych, koniunktury gospodarczej oraz zmasowanej propagandy sprawiło, że ludzie uwierzyli, że polityka się liczy. I że dokonywane przez nich wybory mogą mieć dla nich uchwytne skutki – Kinga Dunin komentuje badania Sadury i Sierakowskiego.

Jak to się dzieje, że PiS – mimo kolejnych afer, niszczenia demokratycznych instytucji, kompromitujących wypowiedzi polityków, blamażu na europejskich salonach i niespełnionych obietnic – wciąż pozostaje niezniszczalne? Gdzie opozycja może jeszcze coś odwojować? Jakie są dla Polski możliwe scenariusze na przyszłość? Z jakim elektoratem/elektorami mamy do czynienia w Polsce i czego oczekujemy od polityków? I wreszcie – czy lewica odbije się od dna? Bogatego materiału do rozważań nad takimi między innymi pytaniami dostarczają badania Sadury i Sierakowskiego. Raport oraz jego omówienie są już dostępne na stronie KP:

Polityczny cynizm Polaków. Raport z badań socjologicznych

Co wiemy o wyborcach najważniejszych partii

Na podstawie sondażu przeprowadzonego na początku lipca oceniono wielkość podstawowych elektoratów (respondenci, którzy deklarują chęć głosowania na daną partię lub obóz polityczny) oraz tzw. elektoratów rezerwuarowych, czyli zasób potencjalnych wyborców. Pozwoliło to ustalenie pułapu poparcia dla danych podmiotów, co wygląda tak:

Elektoraty

  • Elektorat podstawowy
  • Elektorat rezerwuarowy
  • Pułap poparcia

Na początku lipca nie było jeszcze wiadomo, w jakiej koalicji wystartuje PO, lewica się nie zjednoczyła, a PSL nie połączył oz Kukizem. PSL zostało uwzględnione w dalszych badaniach jakościowych, nie uwzględniono w nich natomiast Konfederacji.

Jeśli wyniki te porównamy z sondażami wyborczymi, to zobaczymy, że odpowiadają one przewidywaniom, a chyba najsłabiej swój potencjał wykorzystała PO. Jednak celem badania nie było przecież konkurowanie z sondażowniami.

Cynizm czy praktycyzm?

Wybity już w tytule „cynizm wyborców” polega na tym, że choć mają oni świadomość patologicznych zachowań swoich partii, to mimo tego gotowi są na nie głosować. Wiąże się to z powszechnym przekonaniem, że polityka jest brudna, oraz prowadzeniem swoistych kalkulacji wyborczych. Na kogo opłaci się głosować? Kto lepiej zadba o moje interesy? Są to też spekulacje prowadzone niejako w imieniu partii własnego wyboru. Wyborcy PO, a przynajmniej spora ich część, nie są entuzjastami programu 500+ w obecnym kształcie, uważają jednak, że nie należy się do tego przyznawać w kampanii. Antykościelny elektorat lewicy będzie się miarkował w swoim antyklerykalizmie. Wielu wyborców PiS dostrzega propagandowy charakter mediów państwowych, ma też większy dystans do Kościoła, niż wynikałoby to z linii ich partii, jednak nie prowadzi to do zmiany preferencji.

Pewno i bez znajomości wyników badania mamy poczucie, że zjawisko to – cynizm – się pogłębiło. KNF, Srebrna, Kuchciński, hejt na sędziów – wyborcy, jeśli w ogóle to zauważają, to po chwili i tak już zdają się o tym nie pamiętać. Jaka afera? Jak afera, to Amber Gold!

Skłania to do zastanowienia się nad przyczynami nasilenia tego zjawiska, bo trudno uznać, że jest ono czymś niespotykanym – w końcu ludzie chętniej dbają o własne interesy, tak jak je rozumieją, niż o pryncypia. Chyba jednak nigdy dotąd nie było to aż tak oczywiste. Raport opisuje to zjawisko, lecz nie podsuwa wprost jego wyjaśnienia, pozwolę więc sobie pospekulować.

Źródła „cynizmu” możemy dostrzec w pewnych procesach długofalowych. Polityka w czasach PRL-u, a potem Solidarności była przesiąknięta moralnością: dobro i zło, my i oni, podziemne gazetki pełne patosu i zrytualizowany przekaz władz.

Od okrągłego stołu zaczęliśmy się uczyć pragmatyzmu. Opowieść o robotniczym zrywie i przebudzonym solidarnym społeczeństwie z trudem dała się pomieścić w narracji o koniecznych skutkach ubocznych reformy Balcerowicza. Może jeszcze do czasu akcesji do UE mieliśmy jakiś wspólny, trochę porywający cel, ale potem?

Potem na to nałożyły się przemiany w sferze medialnej. Kiedyś dominowała w niej telewizja i prasa, zachowując jednak pewne standardy i dbając o fasadę – dyskurs oświeconych elit. Media społecznościowe i tabloidyzacja tradycyjnych mediów zmieniły tę atmosferę. Brutalizacja języka, mocniejsza reprezentacja prawej strony doprowadziły do swoistej „desakralizacji” sfery publicznej i politycznej. Już wszystko właściwie może się w niej znaleźć, skandal – taki czy inny – goni skandal, ale trwa już może z pięć minut, nie dłużej. Chyba że trafi na podatny grunt i zyska wymiar symboliczny – jak ośmiorniczki czy właśnie Amber Gold. Sama w sobie afera jednak nie wystarcza, potrzebny jest cały splot innych czynników. Ciekawe, czy dałoby się je zidentyfikować.

Polityka ma znaczenie

Istotniejsze wydaje mi się jednak coś innego. PiS chyba naprawdę zmienił polską politykę. Spójrzmy wstecz. Czy wszystkie kolejne rządy w Polsce nie był w istocie rządami kontynuacji? Czy rządy UW, AWS, SLD, PO tak bardzo się od siebie różniły? Poprzednia skrócona kadencja PiS też wpisuje się w ten ciąg – było trochę narodowej retoryki, jakaś idiotyczna próba lustracji, ale nawet wzmożenie posmoleńskie nie wystarczyło PiS-owi do wygrania wyborów, bo poza tym w ich polityce nie było nic nowego, a ministrą finansów była Zyta Gilowska.

Połączenie realnych transferów pieniężnych, koniunktury gospodarczej oraz zmasowanej propagandy sprawiło, że ludzie uwierzyli, że polityka się liczy. I że dokonywane przez nich wybory mogą mieć dla nich uchwytne skutki. Jest też wymiar godnościowy, związany z rozmaitymi resentymentami i antyelitaryzmem, a „nabranie znaczenia”, a czasem zemsta, to atrakcyjne dobra.

Najlepiej jednak sprzedaje się konkret. 500+, skrócenie wieku emerytalnego, likwidacja gimnazjów, a dziś do tego 4 tys. płacy minimalnej. Konkret, który zobaczymy zaraz – bo przecież wiadomo, że nie od razu zbuduje się 100 tys. mieszkań albo zapełni ulice elektrycznymi samochodami. A wyborcy, o czym mówi raport Sierakowskiego i Sadury, wierzą już tylko w to, co mogą szybko sprawdzić. Mimo że wśród najważniejszych problemów powszechnie wymieniana jest służba zdrowia, sytuacja młodych na rynku pracy czy edukacja – nikt tu nie spodziewa się szybkich zmian.

Do tego dochodzi przekonanie, podzielane też przez wyborców innych niż PiS partii, że jest to partia skuteczna, prowadząca aktywną politykę. No i jest w stanie rządzić. Mniejsze partie mogą obiecać wszystko, ale wiadomo, że nie będą miały szans na realizację swoich obietnic.

Konkretnych korzyści dla siebie oczekuje nie tylko socjalny elektorat PiS, ale też inne, szczególnie te niepodstawowe elektoraty. Takie jest też nastawienie głosujących nieregularnie, biorących udział tylko w niektórych wyborach (także ujętych w raporcie).

W moich rozważaniach wykraczam poza raport, ale jeśli dobrze go przeczytałam, to jeden z wniosków jest taki: w większości polscy wyborcy oczekują państwa opiekuńczego, ale gotowi są uwierzyć jedynie w sprawdzalne od zaraz konkrety, i to komuś, komu przypisują sprawczość. Można nazwać to cynizmem. Albo populizmem, który związany jest z utratą zaufania do całej klasy politycznej. Dla PiS-u, który przedstawia się jako bliższy ludziom, autentyczny, i nawet jeśli czasem obciachowy, to inny niż dotychczasowe rządy („przed nami wszyscy kradli i się nie dzielili, nie szanowali zwykłych ludzi”), jest to dobra wiadomość.

Na podstawie raportu trudno jednak ocenić precyzyjnie rozpowszechnienie takiej postawy, no i jednak nie jest to jedyna charakterystyka polskich wyborców.

Światopogląd i identyfikacja grupowa

Elektoraty PiS i dość podobny PSL różnią się od elektoratu PO i Lewicy (również zbliżonych do siebie) pod względem światopoglądowym. Najwyraźniejsze są te różnice w elektoratach podstawowych. Jedni są bardziej konserwatywni, drudzy liberalni – czego można się było spodziewać, a zainteresowanych szczegółami zapraszam do przejrzenia raportu. To, co wydaje się warte przemyślenia, to poziom identyfikacji z partią, na którą chce się głosować.

Dla wyborców PiS, dużo częściej niż dla wyborców PO, ich partia jest partią pierwszego i jedynego wyboru, czują się przez nią reprezentowani. Niektórzy od zawsze głosowali na PiS, chodzą na spotkania z politykami – dla tej grupy kwestie socjalne są mnie ważne niż światopoglądowe. Niestety nie dowiadujemy się z raportu, jak duża jest grupa oddanych fanów tej partii. Obserwując życie polityczne pewno widzieliśmy ich w czasie miesięcznic smoleńskich i przy podobnych okazjach. Pisowiec to tożsamość, platformers to przezwisko.

Dla starych systemów demokratycznych stałe przywiązanie do jednej partii jest czymś bardziej powszechnym. PO takiej grupy się nie dorobiła, co na pewno nie wzmacnia tej partii. Dlaczego? Może dlatego, że jej przekaz jest rozmyty, że stara się być partia „nieideologiczną”. Słowem, nie bardzo jest z czym i z kim się identyfikować. A może po prostu wielkomiejska klasa średnia, stanowiąca trzon tego elektoratu, jest z natury rzeczy bardziej indywidualistyczna?

Na dodatek identyfikacja z PiS jest zapośredniczoną identyfikacją z Narodem, a to partia Kaczyńskiego zmonopolizowała patriotyzm i politykę historyczną, wypychając wszystkich, którzy jej nie sprzyjają, poza granice wspólnoty.

Ostatecznie więc znów się okazuje, że najsilniejszym spoiwem opozycji zostaje bycie anty-PiS-em. Jest to traktowane jako wybór przede wszystkim negatywny, ale można to potraktować również jako wybór pewnych wartości, takich jak państwo prawa, demokracja, świeckość państwa, proeuropejskość itd.

A co z lewicą?

Poświęcono jej w raporcie relatywnie mniej miejsca, co jest o tyle zrozumiałe, że kiedy prowadzono główną część badań, nie wiadomo było jeszcze, w jakim kształcie wystartuje. Zatem owo 8 proc. elektoratu podstawowego powstało zapewne z dodania do siebie wyborców SLD, Wiosny i Razem.

O elektoracie Lewicy dowiadujemy się, że ten podstawowy jest wielkomiejski i podobny do elektoratu PO, tylko jeszcze bardziej anty-PiS-owski. Jej możliwy do pozyskania elektorat pochodzi zaś z mniejszych miast i jest symetrystyczny, czyli nie lubi ani PiS, ani PO. Być może jest to odpowiedź na pytanie, czy należy atakować PO. Dla zdobycia tego jeszcze niepewnego elektoratu – chyba tak.

Lewico, nie fantazjuj, że Platforma za moment sama się zapadnie

Leszczyński: Lewico, oszczędzaj siły do walki z PiS. Platforma za moment zapadnie się sama

Czy Lewica ma swój mocno utożsamiający się z nią elektorat, a raczej czy może go mieć w przyszłości? SLD kiedyś chyba taki miał, ale nie wiadomo, czy jeszcze nie wymarł. Istnieje też zapewne jakiś trwale lewicowy elektorat, który jednak na SLD nigdy nie głosował (procentowo pewno niewielki, po przecinku?). W każdym razie ja do niego należę. Razem może czegoś takiego się dorobiło, ale, jak wiemy, bez wyborczych sukcesów – mogą to być też zwolennicy nieakceptujący składu aktualnej lewicowej koalicji. Wydaje mi się jednak, że lewica ma potencjał zawalczyć o ten elektorat, bo mocniej odwołuje się do wartości i jest bardziej jednoznaczna od PO.

Dwa trendy, jak sądzę, działają na korzyść Lewicy wśród młodszych wyborców – sprawy klimatu i „tęczowa kultura”, z którą identyfikują się młodzi wcale niekoniecznie ze względu na własną orientację seksualną. Są to żywe ruchy, pociągające za sobą zaangażowanie emocjonalne i aktywizm. Jeden z nich, chcąc nie chcąc, musi być krytyczny wobec współczesnego kapitalizmu, za drugim zaś stoi liberalizm obyczajowy. Czyli dobre zestawienie dla lewicy.

Czy Lewica naprawdę potrafi się połączyć, przekroczyć dawne podziały, zapomnieć o zaszłościach i uprzedzeniach, pokazać nowe twarze, przetrwać i dorobić się z czasem wiernego elektoratu? Chciałabym uwierzyć, że to jest możliwe – jeśli koledzy i koleżanki wszystkiego nie spieprzą.

Zandberg: Chcemy nowoczesnego państwa dobrobytu [rozmowa]

Cywilizowana chadecja

Na koniec kilka słów o zarysowanych przez autorów raportu scenariuszach na przyszłość.

Pierwszy – „węgierski”. PiS będzie miało większość pozwalającą na samodzielne rządy, a może nawet większość konstytucyjną. Co ciekawe, wyborcy PiS w raporcie zdają się sugerować, że wcale nie chcą takiego scenariusza, uważają, że PiS potrzebna jest opozycja.

Ponieważ, jak się wydaje, wszyscy łącznie z KO uznali, że PiS wygra, a głosów nie starczy na opozycyjną koalicję, można jeszcze się pocieszyć scenariuszem, że PiS będzie musiał współrządzić z PSL i wicepremierem Kosiniakiem-Kamyszem. I trochę ich to utemperuje. Raport pokazuje istotne powinowactwa między elektoratami tych partii.

Drugi scenariusz jest „słowacki”, czyli lewicowy populizm. Lewica przelicytowuje w nim PiS, na przykład obietnicą dochodu podstawowego.

I wreszcie scenariusz „bawarski”. Platforma „uczy się być demokratycznym PiS-em”. Nieco bardziej otwartym. Badacze tak nam to przedstawiają:

Połączenie dobrobytu z programem złożonym z tych wątków, które są względnie niekontrowersyjne dla Polaków, jak opodatkowanie Kościoła, równouprawnienia kobiet, gwarancja zachowania „kompromisu” aborcyjnego z dostępem do edukacji seksualnej i antykoncepcji oraz zapobieganie homofobii i dyskryminacji ze względu na orientację seksualną (ale nie z dążeniem do równości małżeńskiej), mogłoby liczyć na wsparcie większości społeczeństwa i stanowić demokratyczną alternatywę dla rządów Prawa i Sprawiedliwości.

Ta wizja zakłada, że polskie społeczeństwo jest wciąż w istocie konserwatywne i możliwa jest tylko jego bardzo powolna ewolucja. Jednak już dziś według niektórych sondaży 66 proc. Polaków jest za zmianami w Konstytucji, które pozwolą na zliberalizowanie przepisów antyaborcyjnych. Film Sekielskich, jak pokazuje raport, nie zaszkodził PiS, ale zaszkodził Kościołowi. Czy sekularyzacyjne tendencje w przyszłości jeszcze nabiorą na sile?

Krótko mówiąc, może są w naszym społeczeństwie zalążki głębszych zmian niż te, które w najlepszym razie umożliwią scenariusz „bawarski”. Może w badaniach nie da się tego jeszcze wyraźnie uchwycić, ale ja staram się mieć taką nadzieję.

Bio

Kinga Dunin

| Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.