Kraj

Policyjne służalstwo na czterech łapach

policja strajk kobiet MEN ministerstwo edukacji

PiS każdą patologię III RP potrafił najpierw dobrze zdefiniować, a potem celowo spotęgować. Tak było z patologią sądową, prokuratorską czy patologią mediów. Tak jest więc i z przemocą policjantów.

Pierwsza łapa, awans klasowy. Musisz umożliwić w policji awans tym, którzy z powodu różnych względów liczyć na niego nie mogli. Nie posiadali kapitału kulturowego, znajomości mądrze nazywanych usieciowieniem czy pochodzenia z policyjnych rodzin. Takim dajesz awans. Wiesz, że będą pamiętać, dzięki komu dostali coś, czego nigdy dostać się nie spodziewali. Ciesz się, to najprzyjemniejsze zadanie. Chyba że jesteś polskim liberałem.

Druga łapa, czyli awans finansowy. Musisz dać pieniądze policji jako służbie. Realne podwyżki. Na przykład 655 złotych brutto w 2019 i 500 złotych brutto w tym roku. Dzięki temu, wraz z 500+ na dwójkę dzieci, socjalny byt policjantów realnie się poprawi. I będą porównywać z czasami poprzednich rządów, gdy przy dwójce dzieci żyło im się o te kilka tysięcy miesięcznie gorzej. To też miła część zadania, no chyba że lubisz Balcerowicza.

Czy Kaczyński pójdzie na całość?

Dwa proste kroki, trudne do wyobrażenia dla poprzedników z III RP. Duże podwyżki i awans klasowy. Masz służbę, która powoli dźwiga się z zapaści. Możesz jej wreszcie użyć do ochrony społeczeństwa. Ale nie, przecież nie po to dawałeś te wszystkie awanse, prawda, drogi pisowski polityku? One były zupełnie po coś innego.

Dlatego pora na łapę trzecią. Krok tani, ale za to jaki perfidny. Czyli czas na ostentacje. Teraz, dając kop w górę albo w dół, musisz robić to ostentacyjnie. Nie, nie można się kryć z nepotyzmem, kolesiostwem. Musisz je pokazać w całej swej okazałości. Tak żeby wszyscy policjanci widzieli. Kopa w górę dostają kumple albo policjanci kompletnie ulegli. Jak na przykład ten Dariusz Zięba z BOA, który wedle dziennikarzy ma ksywę „Kelner”. Kopa w dół temu, kto pyskuje i nie jest uległy. Kryteria awansu muszą być widoczne jak na dłoni, a miernikiem ma być służalczość. Policjanci sypią konfetti ministrowi? Bardzo dobrze. Policjanci służą jako statyści w filmiku z kampanii posła? Jeszcze lepiej.

A co, gdy ktoś się zbuntuje? Cóż, wtedy pora na łapę czwartą, czyli odwet. Po to jest właśnie prokuratura. Nie chodzi tylko o to, że policjant zwolniony za to, że nie chciał być uległy, zostaje zdegradowany albo nawet wyrzucony z pracy. Chodzi o to, że trzymana na politycznym łańcuchu prokuratura roześmieje mu się w twarz, gdy zgłosi podejrzenie przestępstwa przez przełożonego. Albo gorzej, prokuratura sama postawi temu policjantowi zarzuty, bo przecież urojone „naruszenie uprawnień” można przyszyć każdemu, kto jest funkcjonariuszem. Więc co może zrobić taki policjant, który się nie godzi na kolejne łajdackie rozkazy przełożonych albo przełożonych innych przełożonych? Jeśli zacznie protestować, to gdzie ma szukać pomocy? U przełożonego, którego awans i pensja zależą od lokajstwa wobec lokalnego polityka? U prokuratury, która jest na jeszcze krótszym pasku Ziobry? U rozhisteryzowanej opozycji, która nic nie potrafi poza przegrywaniem wyborów? U mediów, z których część za grube miliony z reklam skarbu państwa idzie na pasku władzy, więc zrobią temu policjantowi piekło? Tak jak robili lekarzom, nauczycielom czy opiekunom osób z niepełnosprawnościami. A może u związków zawodowych, których wierchuszka jest przybudówką PiS, a jej działacze regularnie lądują na pisowskich listach wyborczych?

Cztery łapy i już masz… policjanta jak pizzę na telefon.

Owszem, to nie jest tak, że przemoc policyjna nagle pojawiła się znikąd. Ona zawsze istniała, niejako w podziemiu, wyciszona i stosowana w stosunku do wybranych grup, jak kibice, młodzież z blokowisk czy czasami strajkujący górnicy. I wbrew romantyzującej ludomanii to nie było tak, że zawsze kibole byli niewinni, albo jak chce ruch antykibolski, kibole zawsze byli winni i zawsze atakowali tych niewinnych policjantów. Ale istotą PiS-u jest i było zawsze to, że poza kilkoma ważnymi programami socjalnymi każdą patologię III RP najpierw potrafił dobrze zdefiniować, a potem celowo spotęgować. Tak było z patologią sądową, prokuratorską czy patologią mediów. Tak jest więc i z przemocą policjantów.

Oto w ciągu kilku miesięcy od objęcia teczki „ministra bezpieczeństwa publicznego” przez Jarosława Kaczyńskiego policja już nie tylko bije się z kibolami albo faszystami na Marszu Niepodległości (co często jest tym samym), ale i robi kobietom kocioł i je po prostu tłucze. Bije dziennikarzy i zatrzymuje fotoreporterkę mimo pokazywania przez nią legitymacji prasowej, a posłance pryska gazem w twarz. O tym, że całe stada policjantów stoją przy domu Kaczyńskiego, już nawet nie ma co wspominać. Warto za to dodać, że policja zaczęła już atakować dzieci, bo czym jest nachodzenie 14-latka w domu i straszenie go poprawczakiem za to, że… zaszerował na fejsbuku post o strajku kobiet.

Uprasza się o niepryskanie posłankom gazem w twarz

Tak, policja za czasów PiS została spacyfikowana, zdominowana i już nie tylko rzuca się na kiboli, ale antyterroryści biją kobiety, robią im kocioł taki, że te muszą uciekać po drabinach stawianych przez okolicznych mieszkańców. A po całej akcji funkcjonariusze dostaną nie naganę, tylko… dodatek za protesty – prewencja 500 PLN, a antyterroryści 1500.

 

Kilka prostych chwytów: awans klasowy, podwyżki, ostentacyjne promowanie służalstwa i bezkarność przy parasolu prokuratury wystarczyły, aby polski policjant podniósł rękę na swoją sąsiadkę, koleżankę i matkę. I nikt nie potrafi przerwać tej spirali nienawiści. W końcu zdarzy się jakaś tragedia. I znowu nie będzie winnego, prawda?

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Galopujący Major
Galopujący Major
Komentator Krytyki Politycznej
Bloger, komentator życia politycznego, współpracownik Krytyki Politycznej. Autor książki „Pancerna brzoza. Słownik prawicowej polszczyzny”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.
Zamknij