Kraj

Mamo, on mnie zgwałcił

On jest znanym piłkarzem, ona chce anonimowości. Za kim stanie opinia publiczna? Co powie o tym internet? Kiedy ktoś zostanie skrzywdzony, troska, zainteresowanie i wsparcie są szczególnie ważne, a nawet bezcenne.

Matka z córką, nazwijmy ją Katarzyną, oglądają razem program w telewizji. Reklamy. W jednej z nich występuje Jarosław Bieniuk, były piłkarz, dyrektor sportowy Akademii Lechii, celebryta.

– Nie cierpię go – mówi Katarzyna.

– Dlaczego? – pyta zdziwiona mama. – Przecież to taki dobry człowiek, samotny ojciec trójki dzieci, wdowiec po Annie Przybylskiej, człowiek sukcesu. Dlaczego ktokolwiek miałby go nie lubić?

– To się teraz zdziwisz – odpowiedziała córka. I opowiedziała, jak Jarosław Bieniuk miał ją potraktować.

To był pierwszy raz, kiedy Katarzyna opowiedziała tę historię. Tuż po zdarzeniu nikomu o tym nie mówiła. Była w szoku, że znany mężczyzna mógł się tak zachować. Wstydziła się, chciała po prostu zapomnieć i iść dalej. To trwało wiele miesięcy. Dopiero po rozmowie z mamą zrozumiała, jak bardzo to było dla niej upokarzające.

Gwałt jako wypadek przy pracy

Drugą osobą, której opowiedziała swoją historię, była Sylwia Sz. Katarzyna napisała do Sylwii tuż po tym, jak w mediach ukazała się informacja, że zgłosiła gwałt. Była zszokowana. Wierzyła Sylwii, chciała ją wesprzeć. Ale miała mnóstwo wątpliwości, czy opowiedzieć o tym publicznie – widziała, w jaki sposób przez media i komentujących potraktowana została Sylwia. Widziała, jak kolejni celebryci bronili byłego piłkarza. Każda nowa informacja lub wypowiedź na ten temat od razu trafiała do wszystkich mediów, szeroko komentowana przez internautów. Oceniano zdjęcia, wygląd, pracę czy rzekomy tryb życia Sylwii. Oskarżano ją o próbę zrobienia kariery kosztem rozpoznawalnego piłkarza.

Oceniano zdjęcia, wygląd, pracę czy rzekomy tryb życia Sylwii. Oskarżano ją o próbę zrobienia kariery kosztem rozpoznawalnego piłkarza.

Katarzyna nie chciała przeżywać tego samego. Nigdy nie chciała być osobą publiczną, nie ma nawet konta na Facebooku czy Instagramie… Bardzo zależało jej na anonimowości. Porozmawiała o tym z mamą. I to mama ją zachęciła do wsparcia Sylwii.

Po raz trzeci swoją historię opowiedziała mnie. Wspierałam ją, gdy rozmawiała z dziennikarkami „Faktu”.

Mama była przy niej cały czas. Wspierała ją również wtedy, kiedy po ukazaniu się wywiadu pojawiały się nienawistne komentarze, a informacja okrążyła wszystkie media. Pod wywiadem znalazła się wypowiedź prawniczki Jarosława Bieniuka, która zarzucała kobiecie, że opowiedziała o tym trzy lata po wydarzeniu. Sugerowała chęć wykorzystania popularności tematu.

Fotografia jest patriarchalna z założenia, czyli o czym zapomnieliśmy w dyskusji na temat selfie-feminizmu

 

Dla Katarzyny to były ciężkie chwile. Dni tuż po ukazaniu się artykułu spędziła z mamą. To mama powiedziała jej, że to tylko medialny zamęt. Poradziła, żeby nie zaglądała w komentarze i po prostu żyła swoim życiem. Media zaraz znajdą nowy temat i nowe nagłówki. I tak właśnie było.

Dziewczyna opowiedziała swoją historię z poczucia solidarności. Zrobiła to dla Sylwii i każdej kobiety, która doświadczyła przemocy. To była jej decyzja. Ale miała do tego siły i odwagę właśnie dzięki wsparciu mamy.

Siedź cicho i nie krytykuj

Także Sylwia od początku mogła liczyć na mamę. Codziennie rozmawiały, mama cały czas ją wspierała. Bardzo przeżywała to, co się dzieje. Sylwia opowiadała, że najbardziej bolały ją łzy matki. Nie mogła ich znieść.

Dla matki wspieranie córki, która zgłosiła gwałt, to często bardzo trudne i wyczerpujące zadanie. To wsparcie pozostaje zwykle niewidoczne.

Kiedy Weronika Rosati powiedziała o przemocy, jakiej miała doświadczyć ze strony Roberta Śmigielskiego, również otrzymała mnóstwo wsparcia od matki. To wsparcie dało jej siły do walki. Sama Rosati jest matką i walczy zarówno z przemocą wobec kobiet, jak i nierównym traktowaniem samotnych matek. Wykorzystuje swoją popularność, żeby te kwestie pojawiały się w mediach.

Jako celebrytka prawdopodobnie nie boryka się z problemami finansowymi – a to one stanowią olbrzymie obciążenie dla osób, które doświadczają przemocy czy gwałtu. Nie zawsze stać je na opowiedzenie o przemocy: nie mają środków na prawników, nie mają na to czasu czy możliwości ze względu na nadmiar pracy zawodowej i w domu. Jeśli zdecydują się o tym opowiedzieć, to dobrze. Ale jeśli się nie zdecydują, to też dobrze. Nikt nie wie lepiej od nich, co dla nich w tej sytuacji najlepsze. Przemoc polega na odebraniu kontroli. Odzyskanie kontroli to możliwość decydowania, co zrobić z tym doświadczeniem. Dlatego najważniejsze jest wzajemne wsparcie – w każdej decyzji.

Przemoc polega na odebraniu kontroli. Odzyskanie kontroli to możliwość decydowania, co zrobić z tym doświadczeniem. Dlatego najważniejsze jest wzajemne wsparcie – w każdej decyzji.

Katarzyna najpierw nie zdecydowała się opowiedzieć o swoim doświadczeniu. Miała w tej decyzji wsparcie matki. Potem opowiedziała, żeby wesprzeć Sylwię. Zrobiła to, bo miała wsparcie matki.

Gdy codziennie wspieram kobiety, które doświadczają przemocy, mogę liczyć także na wsparcie mamy. Wspieranie kobiet z doświadczeniem gwałtu bywa wyczerpujące – ale mogę to robić, bo sama mam wsparcie. Wspieranie innych też wymaga wsparcia.

My akurat cieszymy się wsparciem matek. Ale wsparcie może przyjść z różnych stron. Czasem to przyjaciółka, partnerka, żona, siostra, ciocia, znajoma, koleżanka z forum dla osób, które doświadczyły przemocy, lekarka, nieznajoma z infolinii Feminoteki, Centrum Praw Kobiet lub Niebieskiej Linii. A także przyjaciel, partner, mąż, brat, wujek, znajomy, kolega z Instagrama.

Duda Przemoc

czytaj także

To te osoby po raz pierwszy słyszą historię o doświadczonej przemocy. To one opiekują się kobietą i szukają specjalistycznej pomocy, gdy przechodzi traumę. To one gotują, piorą i sprzątają, gdy ma depresję. To one pomagają zdecydować, czy zgłosić gwałt na policję czy nie.

To one wykonują tę niewidoczną, darmową, ale najważniejszą na świecie pracę – pracę opiekuńczą, pracę emocjonalną. Pracę, która podtrzymuje nasze zdrowie i życie i daje nam siły do działania. Pracę, która stoi za każdym dobrym samopoczuciem, sukcesem, nagrodą i osiągnięciem.

Polska Gwałcąca

Zauważmy ją wreszcie i doceńmy. I nie kładźmy wyłącznie na barki matek czy kobiet.

Praca opiekuńcza stoi za każdym dobrym samopoczuciem, sukcesem, nagrodą i osiągnięciem.

Wspierajmy się nawzajem: dziewczyny i chłopaki, kobiety i mężczyźni, matki i córki. Dzięki temu wszyscy będziemy mieć siły i odwagę, żeby wreszcie coś zmienić. Bo nie każda osoba ma tyle szczęścia, żeby otrzymać wsparcie od najbliższych. A każda powinna je otrzymać. To jest też zadanie państwa – zapewnić poszkodowanym opiekę fizyczną, psychologiczną i prawną. I o to musimy walczyć – organizując się i wywierając presję na polityków.

**
Imię bohaterki jest fikcyjne.

Bio

Maja Staśko

| Krytyczka literacka
Maja Staśko – krytyczka literacka, doktorantka interdyscyplinarnych studiów w Instytucie Filologii Polskiej UAM. Współpracuje m.in. z „Ha!artem” i „Wakatem”.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.