Kraj

Lieder: Hodowla na futra, zwierzęta w cyrku, psy na łańcuchach – to musi się skończyć!

Dlaczego Nowoczesna składa projekt ustawy o ochronie zwierząt?

Elżbieta Rutkowska: Co ma zmienić złożony przez ciebie projekt ustawy o ochronie zwierząt i dlaczego jako Nowoczesna chcecie ją wprowadzić?

Ewa Lieder: Dlaczego ja chcę ją wprowadzić i dlaczego namówiłam na to .Nowoczesną – tak będzie precyzyjniej. Udało mi się przekonać partię do etycznego podejścia do zwierząt hodowlanych. Nowelizacja tej ustawy to był jeden z moich priorytetów, kiedy kandydowałam do Sejmu. Nie jest to najważniejszy temat, z którym poszłam do Sejmu, ale jeden z ważniejszych. Tyle krajów europejskich wprowadziło zakaz hodowli zwierząt na futra, na przykład Austria, a wiele ma ograniczenia i nie wiem, czemu właśnie Polska miałaby mieć tak okrutne przepisy. To zwyczajnie trzeba zmienić, wstyd, że jeszcze tego nie zrobiliśmy.

Projekt dotyczy głównie trzech kwestii: zakazu wykorzystywania zwierząt w cyrkach, trzymania psów na łańcuchu oraz hodowli w celach pozyskania futra. Czemu wybrałaś taki zakres?

To trzy bardzo pilne punkty, szczególnie hodowla zwierząt na futra. Oczywiście zakres spraw warto poszerzyć, ale zacznijmy od tych trzech spraw, a potem zajmijmy się resztą. Mam świadomość tego, bo przydałoby się uregulować jeszcze na przykład czipowanie zwierząt, poprawę dobrostanu krów czy świń, odnośnie choćby kojców jarzmowych. Jednak przygotowanie takiego projektu ustawy wymaga sporo pracy, konsultacji z ekspertami i nie byłam na to jeszcze gotowa.

Z kim konsultowałaś tę nowelizację, jacy to byli eksperci, organizacje?

To długa lista osób związanych z ochroną zwierząt. Ewentualne poprawki są cały czas możliwe, gdyż jesteśmy jeszcze przed pierwszym czytaniem. Przypuszczam, że ustawa wywoła oburzenie hodowców, czemu się nie dziwię, ale jesteśmy otwarci na rozmowę.

Z uzasadnienia ustawy wynika, że w Polsce jest około 800 ferm, a 7200 w krajach UE, z wykluczeniem 6 krajów, gdzie obowiązuje całkowity zakaz hodowli. Można z tego wnioskować, że prawo w Polsce sprzyja hodowli na futra. Sprzeciw będzie na pewno duży.

Polska nie powinna godzić się na taki proceder szczególnie, że futra w naszym kraju nie sprzedają się. Hodowcy zarabiają na eksporcie, a u nas zostają zanieczyszczania. To my ponosimy konsekwencje przeciw czemu niejednokrotnie protestują mieszkańcy, gdy w ich okolicy ktoś chce otworzyć kolejną fermę. Te fermy przynoszą zyski hodowcom i wpływy z podatków, to prawda, jednak korzyści społecznych tu nie widzę.

Koszty środowiskowe są bardzo poważne – emisja dwutlenku węgla, używanie silnych środków chemicznych, pestycydów i rozpuszczalników przy zabezpieczeniu skór oraz zagrożenia dla bioróżnorodności przy częstych ucieczkach norek. Czy gdyby nie udało się wprowadzić zakazu hodowli na futra, to czy przewidujesz obciążenie hodowców kosztami środowiskowymi?

Na razie trzeba pomóc hodowcom w przekwalifikowaniu się, jest to bardzo poważne wyzwanie. I po czasie karencji zamknąć wszystkie fermy. Można jednak również zmienić ustawę tak, aby hodowla na futra przestała być zupełnie opłacalna. Na przykład w Szwajcarii para norek musi mieć klatkę o powierzchni co najmniej 15 m2, tak jak w ZOO, i taka zmiana w Polsce spowoduje brak opłacalności hodowli.

Nowelizacja zakłada pomoc w przekwalifikowywaniu hodowców, gdzie proponujecie zachować okres przejściowy do 2019 roku – jak to ma wyglądać i jakie będą jej koszty?

Z propozycją konkretnego programu powinien wyjść rząd i tak to zostało zaproponowane w projekcie ustawy. Koszty nie są na dziś znane, gdyż program powinien zostać dopiero opracowany w porozumieniu z hodowcami, być odpowiedzią na zgłoszone przez nich potrzeby. Najpierw więc trzeba zobaczyć, ilu hodowców będzie w ogóle zainteresowanych takim wsparciem, na przykład specjalną linią kredytową.

Wyliczyliście zyski z wpływów do budżetu, jakie aktualnie przynosi hodowla na futra powołując się na raport “Wpływ ekonomiczny branży hodowli zwierzą futerkowych na gospodarkę Polski” przygotowany w maju 2014 roku przez firmę PwC Polska Sp. z o.o, sfinansowany ze środków Polskiego Związku Hodowców Zwierząt Futerkowych. Wynika z niego, że w 2013 roku branża ta przyniosła 2,5% wartości generowanej przez całe rolnictwo, 4% eksportu rolno-spożywczego oraz 291 mln zł w postaci podatków oraz składek społecznych. Wydaje się, że nie jest to niszowa branża i opór będzie ogromny.

Pomimo zysków, które przynosi hodowla zwierząt na futro, zajmuje się tym bardzo wąska grupa ludzi. Hodowcy to kilkuset osób, w skali całego kraju, który ma ponad 38 milionów obywateli i obywatelek. Być może wpłyną głosy sprzeciwu na poziomie konsultacji i konieczne będzie wyprawowanie konkretniej pomocy hodowcom chcącym się przekwalifikować.

Nowelizacja na pewno będzie potrzebowała poparcia, na kogo w Sejmie liczy Nowoczesna?

Sądzę, że jest szansa na to, aby PiS poparło tę nowelizację. Jest w PiS kilka osób, z którymi będę rozmawiała na ten temat w najbliższym czasie. O nowelizacji będziemy dyskutować także w sejmowej komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi i trafi ona do zespołu ds. zwierząt, gdzie oprócz mnie są osoby z PO. Liczę w ogóle na poparcie posłów i posłanek ze wszystkich klubów, bo dobro zwierząt to sprawa ponadpartyjna.

Czy twoim zdaniem PiS poprze tę nowelizację m.in. tylko dlatego, że zakaz wykorzystywania zwierząt w cyrku, który jest elementem projektu ustawy, obowiązuje też na Węgrzech?

Nie myślałam o tym, ale może warto to podkreślać w rozmowach z posłami z PiS. Wiem, że PO i podobno również PiS również pracują nad podobnymi nowelizacjami. Propozycja PO jest bardziej rozbudowana. Jest mi wszystko jedno, jakim sposobem zostanie wprowadzony w Polsce zakaz hodowli zwierząt na futra. Najważniejsze, aby się to wydarzyło.

Zakaz hodowli zwierząt futerkowych to tylko jeden z elementów tej nowelizacji obok zakazu wykorzystywania zwierząt w cyrkach. Teraz już wiele samorządów wprowadza taki zakaz w swoich gminach – czy konieczna jest zmiana poparta nowelizacją ustawy?

Dzisiaj miasta mogą wprowadzać zakaz dotyczący jedynie występów na gruntach miejskich. Cyrk może więc zorganizować występ ze zwierzętami na terenie prywatnym, jeżeli taki znajdzie. Nowelizacja ustawy ten problem rozwiązuje.

Czy szukacie również wsparcia w organizacjach pozarządowych, które mogłyby równolegle ze złożeniem propozycji zmiany ustawy rozpocząć kampanię społeczną na rzecz uchwalenia nowelizacji?

Tak, oczywiście. Taka kampania bardzo by się przydała. Zapraszam do kontaktu organizacje, które chciałyby się w to włączyć.

Jeżeli chodzi o psy na łańcuchu prawo zmieniło się, ale nie jest wciąż egzekwowane i psy spędzają więcej niż 12h przykute do łańcuchów krótszych niż 3m. Jak egzekwować to prawo?

Proponujemy trzymanie psów w kojcach, zamiast na łańcuchach. Kojec to po prostu ogrodzony teren, większy dla dużych psów i mniejszy dla małych. Powinna tam stać buda, miska z wodą i jedzenie. Jednak psa nie można będzie przywiązać do budy. Proponujemy więc nowe, jak na warunki polskie, rozwiązanie.

Nowelizacja ustawy mówi, że zwierzęta z cyrków trafiają pod opiekę wojewody, ale co wojewoda ma z nimi zrobić i skąd wziąć na to pieniądze?

To nie tak, zgodnie z projektem jedynie stwarzamy taką możliwość. Wojewoda nie przejmuje jednak zwierząt automatycznie. Chodzi o sytuację, gdyby okazało się, że cyrk nie co ze zwierzętami zrobić. Bo przecież trzeba im zapewnić dobre warunki do życia. Pieniądze na to pochodzić mają z budżetu państwa, ale nie są to bardzo duże koszty. Z wyliczeń wynika, że utrzymanie słonia w ogrodzie zoologicznym kosztuje miesięcznie 4200 zł, niedźwiedzia 1000 złotych, natomiast psa w schronisku 500 złotych.

W uzasadnieniu ustawy podkreślany jest brak aspektów edukacyjny cyrków.

Jak idziesz do zoo albo do parku, to widzisz zwierzęta przebywające w warunkach zbliżonych do naturalnych.

Przyznam, że mam w tej kwestii inne zdanie.

Dobrze, ale to co widzisz w zoo ma większy walor edukacyjny niż cyrk, bo tam wykorzystywanie zwierząt jest sprzeczne z ich naturalnymi zachowaniami, z tym, jak zwierzęta żyją na co dzień. Pokazywanie tego dzieciom jest całkowicie niezgodne z tym, czego dzieci powinny dowiadywać się o zwierzętach. Nigdy ze swoimi dziećmi nie chodziłam do cyrku i jestem przekonana, że w kwestii poznania życia zwierząt cyrk nie oferuje żadnych aspektów edukacyjnych.

To, co mówisz o cyrkach, jest poparte opinią Ministerstwa Edukacji Narodowej i Sportu powołującego się na Konwencję Praw Dziecka oraz Komitetu Psychologii Polskiej PAN. Natomiast zarówno w ZOO jak i w cyrkach zwierzęta są narzędziem do zarabiania pieniędzy, co pokazuje przewagę ekonomii nad etyką.

Ale ja lubię nasze oliwskie zoo i chodzę tam z dziećmi. Od czegoś trzeba zacząć. Zacznijmy od małej nowelizacji, a potem będzie można robić więcej.

***

Ewa Liederdziałaczka samorządowa i polityk, posłanka partii Nowoczesna.

**Dziennik Opinii nr 63/2016 (1213)

 

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać