Kraj

Koń trojański na Dzień Kobiet

Całkiem sensowne pomysły na walkę ze stereotypami genderowymi w UE może przysłonić jeden postulat: całkowitego zakazu pornografii w mediach.

Odkąd szlagier broadwayowski Jeffa Marxa i Roberta Lopeza wiralowo rozszedł się po sieci, w zasadzie każdy już wie, że „Internet is for porn”. Są różne szacunki co do ilości, ale trudno zakwestionować proporcje: większość ruchu w globalnej sieci i większość transakcji finansowych ma jakiś związek z pornobiznesem. Już niedługo ma się to zmienić za sprawą dekretu Unii Europejskiej. Misja tylko niemożliwa czy wręcz szkodliwa? I co na taki prezent z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet same zainteresowane?

Całkowity zakaz pornografii w mediach – czyli także w internecie – to nie prowokacja, ale pomysł zupełnie poważnie dyskutowany obecnie w Parlamencie Europejskim. Komisja Praw Kobiet i Równouprawnienia (FEMM) z własnej inicjatywy przygotowała projekt rezolucji w sprawie eliminacji stereotypów genderowych w Unii Europejskiej. Mowa w nim o różnych obszarach, w których występują krzywdzące kobiety stereotypy, i o różnych metodach walki z nimi. Większość brzmi jak odpowiedź na postulaty kobiet demonstrujących na ulicach europejskich miast i nie budzi żadnych kontrowersji – kierowane do mediów programy edukacyjne i szkoleniowe wyjaśniające mechanizmy stereotypizacji; partnerstwo biznesu, organizacji społecznych i organów publicznych służące zwalczaniu stereotypów genderowych w reklamie; koordynowane na poziomie europejskim kampanie społeczne przeciwko różnym formom przemocy; wykorzystanie środków z Europejskiego Funduszu Społecznego do poprawy sytuacji kobiet na rynku pracy i wsparcia tych, które podejmują „męskie” kierunki studiów lub zawody.

Ale te sensowne pomysły mogą zostać przysłonięte przez jedną propozycję, która już wzbudziła ogromne emocje. Parlament ma głosować nad przyjęciem rezolucji we wtorek, a od tygodnia jest bombardowany protestami, także ze strony samych europosłów, ponieważ inicjatywie sprzeciwiają się politycy z lewej strony. Chodzi o punkt 17, w którym Parlament wzywa państwa członkowskie do zakazania „wszelkich form pornografii w mediach”.

Co nam da „całkowity zakaz pornografii” w postaci prawnie niewiążącej rezolucji Parlamentu Europejskiego? W najlepszym razie brzmi to jak ponury żart, w najgorszym – jak zaproszenie do arbitralnego blokowania treści w internecie, a jednocześnie pożywka dla nowego przemocowego podziemia.

Blokowanie treści w internecie to bardzo skuteczna metoda na społeczną ślepotę: skoro czegoś nie widać na powierzchni, najwyraźniej nie trzeba reagować. Od takiego zasłaniania oczu problem jednak nie znika, jedynie mniej razi tych, którzy powinni zająć się jego rozwiązaniem. Ten mechanizm został już przećwiczony na przykładzie obrazów seksualnego wykorzystywania dzieci, które są blokowane w kilku krajach Unii Europejskiej. Na skutek filtrowania i blokowania nie zmniejszyła się ani ilość, ani dostępność takich treści, ponieważ z zasady są one umieszczane w tzw. głębokiej sieci, gdzie przypadkowy użytkownik nie trafia, a ten nieprzypadkowy znajdzie drogę, korzystając z powszechnie dostępnych narzędzi (np. serwerów proxy, które umożliwiają ominięcie blokady).

Z drugiej strony zablokowanie nielegalnej treści działa jak mechanizm wczesnego ostrzegania, a więc realnie utrudnia namierzenie osób, które ją wytworzyły („już was widzimy, więc lepiej schowajcie się głębiej”). Wreszcie, z technicznego punktu widzenia, blokowanie czegokolwiek w internecie otwiera pole do arbitralnego cenzurowania innych typów treści.

Właśnie ze względu na te wady na poziomie Unii Europejskiej do tej pory nie zdecydowano się na obowiązkowe blokowanie obrazów seksualnego wykorzystywania dzieci, mimo że konsensus co do ich społecznej szkodliwości naprawdę jest powszechny. Takiego konsensusu nie ma w kwestii szkodliwości pornografii kierowanej do osób dorosłych i z udziałem osób dorosłych, które decydują się na to z własnej woli. Dywanowy nalot na wszelkie formy pornografii, także te niebudzące społecznego sprzeciwu, raczej nie pomoże w walce z tymi, które niewątpliwie mają charakter przemocowy.

Nawet najbardziej pruderyjne społeczeństwa godzą się na prostytucję, pornografię i komercjalizację nagości. Przyzwoleniu na uprzedmiotowienie kobiet towarzyszy różna racjonalizacja: od ekonomicznej (popyt zawsze generuje podaż, a popytu na seks nie da się wykorzenić) po liberalno-wolnościową (skoro kobiety same chcą handlować swoim ciałem, nikt nie może im tego zabronić). W tym dyskursie rzadko – o wiele za rzadko – pojawia się wątek przemocy: ekonomicznej, psychologicznej, fizycznej.

To świetnie, że Parlament Europejski nareszcie będzie miał szansę zabrać głos w tej sprawie. Jeszcze lepiej, jeśli ma do zaproponowania kilka konkretnych inicjatyw. Tylko dlaczego w sam środek tej dyskusji autorzy projektu wprowadzają konia trojańskiego, który gwarantuje, że zamiast rozmawiać o przemocy wobec kobiet, będziemy się spierać o wolność słowa i prawo ludzi dorosłych do komercjalizowania swojej nagości lub czerpania przyjemności z tego typu usług? 

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Avatar
Katarzyna Szymielewicz
Zamknij