Kraj

Kaczyński ma rację – chrońmy dzieci!

Obiecano już pieniądze, zostało jeszcze poszczucie na wroga. A że uchodźcy się w tej roli zużyli, pod ręką są mniejszości seksualne. Michał Sutowski komentuje wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego na regionalnej konwencji PiS w Jasionce.

Jak trwoga, warto sięgnąć po panikę moralną. A tę najłatwiej wzbudzić przez troskę o dzieci. Zagrożone, krzywdzone, demoralizowane, przerabiane na cudzą modłę przez gender, homoseksualizm i cywilizację śmierci. Wraz z sobotnim przemówieniem prezesa PiS na regionalnej konwencji partii w Jasionce argumenty rodem z faszyzującego zoologu, dziadowskich blogów, udających naukowe periodyków, także knajp serwujących pięć piw naraz i forów ludzi drżących o swą męskość – weszły do głównego nurtu.

 

W ostatnich miesiącach Jarosław Kaczyński stracił dotychczasowy spokój i pewność wyniku wyborczego. Nic dziś nie jest przesądzone: opozycja przezwycięża rozdrobnienie z jednej strony i oferuje pewną różnorodność z drugiej. Ofensywy PiS należało się zatem spodziewać – najpierw baza, teraz nadbudowa. Obiecano już pieniądze, zostało jeszcze poszczucie na wroga. A że uchodźcy się w tej roli zużyli, pod ręką są mniejszości seksualne. Władza może w ten sposób zawalczyć o maczystowski elektorat, który coraz śmielej spogląda na prawo od PiS. Podniesie też na duchu obóz klerykalny, ostatnio w wyraźnej defensywie po filmie Smarzowskiego Kler, sondażach w sprawie aborcji czy całej serii głosów i publikacji na temat pedofilii w Kościele.

Co zatem zrobić, by zapobiec fali pogardy i normalizacji nienawiści wobec mniejszości seksualnych i wszystkich zwolenników równości? Jak można ten atak odeprzeć?

Dyskurs polityczny nie jest prostą emanacją poglądów „zwykłych Polaków”, lecz te poglądy współkształtuje – porównanie sondaży na temat uchodźców z ostatnich pięciu lat dowodzi tego z całą mocą. Kaczyński przekonał większość obywateli do swego zdania i zdyskredytował przeciwników, bo żadna siła polityczna (z chlubnym wyjątkiem Razem) nie zdobyła się na twardą obronę alternatywnego stanowiska w sprawie przyjmowania wojennych uciekinierów. Nikt wpływowy nie pokazał, że jest możliwe inne postawienie sprawy – większości łatwo więc było uznać, że w tezach PiS „jest coś na rzeczy”.

Choćby dlatego twarda obrona godności ludzi (i zwykłej prawdy naukowej o braku związku między orientacją seksualną a pedofilią) jest warunkiem koniecznym, aby PiS-owska histeria nie cofnęła społecznej mentalności o dekady. Bo choć poglądy Polaków są dużo bardziej liberalne, niż się ich elitom wydaje, erupcja hejtu w debacie może wyrządzić potworne szkody – od zastraszania nauczycieli i wychowawców w szkołach po akty fizycznej przemocy na ulicach.

Trzy lata złej zmiany – rządy PiS pod lupą LGBT

czytaj także

Trzy lata złej zmiany – rządy PiS pod lupą LGBT

Karolina Gierdal, Cecylia Jakubczak

Na krótką metę takie ramy konfliktu byłyby relatywnie korzystne dla Wiosny Biedronia, naturalnie wiarygodnego w tych kwestiach, niezwykle kłopotliwe zaś dla Koalicji Europejskiej. Jest ona niegodna zaufania dla radykalnych homofobów, a kunktatorska i obłudna zdaniem zwolenników równości, nawet mimo godnego uznania podpisania Deklaracji LGBT+ przez Rafała Trzaskowskiego w Warszawie. Przede wszystkim zaś niezdolna jest pozyskać tymi tematami swego wyobrażonego „konserwatywnego centrum”, a to o jego poparcie Grzegorz Schetyna drży najbardziej. Ważniejsze jest jednak, czy z wojny cywilizacyjnej, którą Kaczyński wypowiedział Polsce różnorodnej, wyłonić się może nowa polityka. W poprzek podziału, który prezes PiS chciałby wykreować.

Egzorcyzmy i piłka nożna nie zmienią orientacji seksualnej

Uruchamiając nagonkę na „wrogów rodziny” i rzekomą „seksualizację dzieci”, Kaczyński sięgnął po temat, który dotąd nie rozpalał politycznie konserwatywnej większości Polaków; podobno z wewnętrznych badań wychodziło, że nawet wyborcy PiS nie są aż tak homofobiczni, jak mogłoby się wydawać. Dlatego zastosowano taktykę najprostszą i najbardziej obrzydliwą zarazem: wzbudzania lęku o dzieci i odwracania kota ogonem tak, by hasło „krzywda najmłodszych” kojarzyła się raczej z gejem i feministką niż prałatem Jankowskim, proboszczem z Tylawy i siostrą Bernadettą. Czy tak postawiony temat można „wrogo przechwycić”? Postawić pojęcia z głowy na nogi i uczynić z realnej krzywdy najmłodszych temat prawdziwie polityczny?

Gdańsk nie lęka się mówić o mrocznej stronie księdza Jankowskiego

Grunt jest już nieźle przygotowany przez obrońców praw człowieka i organizacje pozarządowe – mapa pedofilii w Kościele zdążyła się wyryć w świadomości Polaków. Skandalem ostatnich lat jest systemowe i celowe wykluczenie dzieci z niepełnosprawnościami z normalnego toku edukacji szkolnej. Kilka tysięcy dzieci rocznie zostaje rannych na drogach, w przytłaczającej mierze z winy kierowców. Dostępność opieki psychiatrycznej dla dzieci i młodzieży to jedna wielka katastrofa. Domy dziecka to relikt XIX wieku. A, byłbym zapomniał, co roku miliony ludzi w najbardziej formacyjnym okresie życia trafiają do przepełnionych klas, w których sfrustrowani niskimi płacami nauczyciele zmuszeni są uczyć ich niepotrzebnych rzeczy. Tych wszystkich kwestii naprawdę nie da się zamknąć hasłem „przecież na każde będzie po 500 złotych”. Te wszystkie problemy mają swoje polityczne rozwiązania, wiążą się z kształtem prawa, dominującym językiem, celami instytucji – i pieniędzmi z podatków.

Homofobia zabija po cichu

czytaj także

Homofobia zabija po cichu

Cecylia Jakubczak

Jeśli językowi nienawiści partie opozycji nie przedstawią praktycznej etyki troski o najmłodszych – nawet mocno konserwatywne nurty KE mogą tu proponować coś sensownego – PiS może wygrać tę bitwę o świadomość. I wtedy zalęknionych rodziców zmobilizuje lepiej niż Elbanowscy, z gejów, lesbijek i wszystkich liberałów zrobi zboczeńców, a z opozycji dzieciobójców. A potem znów wygra wybory.

Bio

Michał Sutowski

| Publicysta Krytyki Politycznej
Politolog, absolwent Kolegium MISH UW, tłumacz, publicysta. Członek zespołu Krytyki Politycznej oraz Instytutu Studiów Zaawansowanych. Współautor wywiadów-rzek z Agatą Bielik-Robson, Ludwiką Wujec i Agnieszką Graff. Pisze o ekonomii politycznej, nadchodzącej apokalipsie UE i nie tylko. Robi rozmowy. Długie.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.