Gospodarka, Kraj

PPK to nie są drugie OFE, ale na emerytury pod palmami nie liczcie

Nie ma co się oszukiwać, nasze emerytury będą niskie. Nawet jeśli przystąpicie do PPK. Jeśli jednak chcecie zgromadzić dodatkowe oszczędności, to nie odrzucajcie tego programu od razu, bo jest korzystniejszy niż wszystko inne, co znajdziecie na rynku. Pisze Janina Petelczyc.

W 2018 roku Sejm przyjął ustawę, na mocy której w kolejnych firmach – w zależności od ich wielkości i tego, czy należą do sektora finansów publicznych – wprowadzany jest obecnie system dodatkowego oszczędzania dla pracowników. W założeniu, choć z nazwy programu to nie wynika – chodzi o oszczędzanie na starsze lata, kiedy już przejdziemy na emeryturę. Rząd zakładał uczestnictwo na poziomie 75 proc., ale jak dotąd, po trzech z czterech etapów wdrażania, do systemu przystąpiło znacznie mniej, bo tylko około 1/4 osób uprawnionych. W międzyczasie narosło wokół programu wiele mitów i niedomówień, wielu komentatorów uznało go też – właśnie w związku z brakiem entuzjazmu obywateli – za dowód porażki władz.

Czym faktycznie są PPK?

Pracownicze Plany Kapitałowe to dodatkowy program oszczędzania, do którego środki wpłacamy nie tylko my, jako pracownicy (także osoby pracujące na podstawie umowy-zlecenia), ale i pracodawcy, a do tego jeszcze państwo, ze środków Funduszu Pracy. Nasza składka to 2 proc. wynagrodzenia brutto z możliwością dobrowolnego podniesienia jej o kolejne 2 proc. Możemy też płacić niższą składkę – na poziomie 0,5 proc., o ile zarabiamy nie więcej niż 1,2 pensji minimalnej w danym roku. Pracodawca dorzuca do tego 1,5 proc. naszego wynagrodzenia brutto (a jeśli się z nim umówimy, to może podwyższyć nawet do 4 proc., aczkolwiek wówczas wlicza się to do naszego dochodu, a więc zapłacimy trochę wyższy podatek). Z kolei państwo raz w roku, jeśli odkładaliśmy pieniądze z pewną regularnością, dorzuca 240 zł (oraz jednorazowe 250 na zachętę, za przystąpienie do programu).

Pieniądze te trafiają do jednego z Funduszy Zdefiniowanej Daty, prowadzonego przez instytucję finansową, którą reprezentanci pracowników wraz z danym pracodawcą wybrali. Fundusze Zdefiniowanej Daty mają chronić nas przed ryzykami inwestycyjnymi, bo im będziemy bliżej wieku emerytalnego, tym bezpieczniej mają inwestować. Możemy je również zmieniać wedle skłonności do ryzyka w różnych momentach naszego życia.

PPK? To niezły pomysł na oszczędzanie, ale słaby na emeryturę

Pierwszy pełny rok funkcjonowania PPK przyniósł dobre wyniki na giełdzie, ale po tak krótkim okresie nie będziemy oceniać ich z tej perspektywy – na wiarygodne szacunki musimy poczekać kilka lat.

Pieniądze z PPK można wykorzystać wcześniej niż w wieku emerytalnym, acz pod pewnymi warunkami: jeśli inwestujemy je w nieruchomość, jeśli potrzebujemy ich na leczenie siebie lub innej bliskiej osoby lub jeśli po prostu chcemy je wycofać, choć w tym ostatnim przypadku odzyskamy nie wszystkie i będą one w części obciążone podatkiem od zysku kapitałowego, czyli tzw. podatkiem Belki. Jest to zrozumiałe, ustawodawca zachęca bowiem, byśmy pozostali w programie aż do emerytury.

Jeśli doczekamy do 60. roku życia (niezależnie od płci, ale można później), pieniądze otrzymamy w 25 proc. do ręki, a pozostałe 75 proc. możemy rozpisać na co najmniej 120 rat. Nie są to jednak tzw. renty dożywotnie, a zatem wówczas, kiedy nasze realne potrzeby zdrowotne czy wydatki związane z samotnym gospodarowaniem wzrosną – pieniądze te już prawdopodobnie się skończą. Renty dożywotnie teoretycznie można samemu wykupić w zakładzie ubezpieczeń, ale na razie taki produkt jest na naszym rynku praktycznie niedostępny.

Czy to jest prywatyzacja emerytur?

W debacie o PPK słyszymy czasem argument, że to de facto prywatyzacja emerytur, pojawiają się też przykłady rozwiązań chilijskich, czasami pada porównanie do OFE (z tym rozprawimy się później). Tyle że to analogie zupełnie nietrafione.

Prywatyzacja to proces przekazywania majątku publicznego podmiotom prywatnym. W tym przypadku żadnego takiego majątku nie przekazujemy. ZUS dalej, jak i dotąd, odpowiedzialny jest za nasze emerytury z pierwszego filara, a publiczna składka emerytalna się nie zmieniła. Tutaj płacimy dodatkową, prywatną składkę i jest to rozwiązanie dobrowolne, a jeśli system nas obejmuje automatycznie (tzn. każdego w wieku 18–55 lat), to możemy z niego wystąpić, z czego zresztą Polacy chętnie korzystają.

Warto się natomiast zastanowić, czy finansowana z budżetu „zachęta” jest w ogóle potrzebna. Bo skoro w systemie zostają głównie zamożniejsi, to de facto wszyscy będziemy się dokładać do państwowej dopłaty na nich, czyli będziemy mieli do czynienia z tzw. efektem św. Mateusza. Bogatym będzie dodane, a sama dopłata trafi prosto na giełdę.

Giełda

Oczywiście, jeśli ktoś nie chce inwestować na giełdzie lub wprost uważa instytucje finansowe za zło (często nie bezpodstawnie), może do programu nie przystępować. Zrozumiałe będzie w tej sytuacji oburzenie na fakt, że na giełdę trafiają także pieniądze publiczne (z dopłat). Samo inwestowanie części środków na przyszłe emerytury na rynku finansowym nie jest jednak niczym nietypowym na świecie i odbywa się w ramach dywersyfikacji, czyli dbania o to, by oszczędności emerytalne płynęły z różnych źródeł.

Petelczyc: Niewiara w system emerytalny to samospełniająca się przepowiednia [rozmowa]

W jednej z debat o PPK padło stwierdzenie, że „inne kraje się na to nie nabrały”: tyle że to nieprawda. Co więcej, większość krajów, gdzie obowiązuje jakiś wariant emerytury obywatelskiej, postulowanej także przez polską lewicę, ma bardzo silny drugi, pracowniczy filar zabezpieczenia emerytalnego, z którego środki inwestowane są właśnie na giełdach. Tak jest np. w Holandii, często przywoływanej jako wzór kraju stosującego to rozwiązanie. Także Kanada opiera część świadczeń emerytalnych na programach kapitałowych i wbrew niektórym doniesieniom medialnym nie wycofuje się z tego rozwiązania. Pod względem zarządzanych aktywów jest to trzeci co do wielkości rynek emerytur kapitałowych na świecie, pod względem wyników w perspektywie długoterminowej – piąty. Zmiany, które rzeczywiście zachodzą, to stopniowe przechodzenie funduszy ku zrównoważonym inwestycjom, które przyczyniają się do walki ze zmianą klimatu.

Tak naprawdę PPK to, w dużym uproszczeniu, korzystne konto oszczędnościowe z dodatkowymi zachętami od państwa. Po pierwsze dlatego, że odkładamy tam pieniądze własne, ale dorzuca się do nich pracodawca. Po drugie dlatego, że dostajemy efekt skali produktu grupowego, funduszami zarządzają profesjonaliści, którym zależy na opłacie za wyniki, co nie tak łatwo uzyskać. I po trzecie dlatego, że jeśli ktoś chciałby odkładać pieniądze sam, to akurat polska giełda jest bardzo nieprzystępna, a opłaty za zarządzanie aktywami są bardzo wygórowane, czego nie można powiedzieć o opłatach pobieranych przez instytucje zarządzające PPK.

Wątpliwości budzić może to, w co te pieniądze są inwestowane. W PPK nie przewidziano takiego nadzoru ze strony pracowników jak choćby w przywołanej wcześniej Holandii. Możemy się zatem obawiać, że pieniądze trafią np. do dużych państwowych inwestycji w rodzaju przekopu Mierzei Wiślanej, które nie muszą nam odpowiadać. Ponadto w Polsce wciąż mało jest funduszy, które inwestują w przedsięwzięcia korzystne dla klimatu i środowiska, uwzględniające prawa socjalne czy dobre zasady ładu korporacyjnego. Zmieniające się prawo unijne i ewolucja samego rynku sugerują jednak, że inwestycje wspierające np. walkę ze zmianami klimatycznymi będą rosły. Pytaniem pozostaje, w jakim stopniu i kiedy ten trend dosięgnie Polski.

„PPK to nowe OFE, nikomu nie ufam, wszystko nam zabiorą”

Zasadniczym wyzwaniem, przed jakim stoją wszyscy (nazbyt u nas często) reformujący system emerytalny, jest rosnący brak zaufania do państwa i do instytucji finansowych. Ten brak zaufania nie wziął się z powietrza, niekoniecznie też z lat zaborów, dyktatur i okupacji, lecz z wielu niezrozumiałych, nawet jeśli czasem sensownych, działań kolejnych ekip rządzących. Teraz zbieramy tego żniwo.

Jeden z najczęściej powtarzanych argumentów przeciw PPK brzmi, że to tak naprawdę „drugie OFE” i że pieniądze zostaną nam „tak samo” zabrane. Mimo że z OFE nikt niczego nie zabrał, bo środki zostały przeksięgowane na nasze subkonta w ZUS), to niektórzy nawet wyliczają to w modelach.

Kuczyński: PiS myśli, że tylko co piąty Polak umie liczyć

Po pierwsze zatem, PPK to nie żadne OFE. W przypadku OFE mieliśmy składkę publiczną zarządzaną tylko przez prywatne instytucje (odsyłam do wyroku Trybunału Konstytucyjnego K1/14 z 2015 roku). Niestety, kampanie reklamowe („trzeba mieć fantazję i pieniądze, synku!”) z końca lat 90. zrobiły swoje, a ludzie uwierzyli, co jest zupełnie zrozumiałe, że na kontach są ich prywatne oszczędności. W rzeczywistości składka publiczna została po prostu podzielona na różne instytucje zarządzające, co notabene przyczyniło się do ogromnego deficytu Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, który wciąż miał te same zobowiązania, a o 1/3 mniejsze wpływy.

W PPK mamy całkowicie dodatkową, dobrowolną i prywatną składkę, co oznacza, że tzw. zamach na te pieniądze (jakaś forma ich nacjonalizacji) byłby dużo trudniejszy. A czy można zagwarantować, że się to nie wydarzy? Nie, ponieważ nie wiadomo, czy nie dojdzie w Polsce do całkowitego załamania systemu demokratycznego. A ponadto zdarzyło się już w Islandii i na Cyprze, że w dobie wielkiego kryzysu rząd nacjonalizował lokaty bankowe. A zatem w ekstremalnych sytuacjach jest to możliwe nawet w państwach demokratycznych.

Kolejny argument związany z brakiem zaufania, z którym można się spotkać, brzmi: „nie przystąpię do programu, który wymyślił PiS”. Ale 500 zł na dziecko jednak bierzemy, chociaż wymyślił to PiS? Poza tym program ma spore szanse przetrwać lata obecnych rządów. Możliwe, że kiedy do niego przystąpicie, PiS-u u władzy (albo i w ogóle) nie będzie.

Emerytury i tak będą niskie

Nie ma co się oszukiwać, nasze emerytury będą niskie. Nawet jeśli przystąpicie do PPK. Po pierwsze dlatego, że składka nie jest tak wysoka, by móc zgromadzić duże środki (do tego narażone na ryzyko rynkowe), mimo że dopłaca do nich pracodawca. Po drugie dlatego, że jak wspomniano wyżej, trudno w Polsce o renty dożywotnie w ramach prywatnej części ubezpieczenia emerytalnego. Nasze świadczenia z PPK nie będą też waloryzowane, więc ich wartość nabywcza z latami będzie spadać. Wypłaty do końca życia z waloryzacją (można dyskutować o jej wysokości) na razie możliwe są tylko w ZUS-ie. Jeśli jednak chcecie zgromadzić dodatkowe oszczędności, to nie odrzucajcie tego programu od razu, bo jest korzystniejszy niż wszystko inne, co znajdziecie na rynku.

Część przeciwników systemu mówi, by zamiast w PPK inwestować w nieruchomości. To perspektywa bardzo wykluczająca, pieniądze pojedynczej osoby, które odkładane by były w ramach PPK, na zakup nieruchomości nie wystarczyłyby. Wielu Polaków nie stać na taki zakup albo nie mają zdolności kredytowej, a jeśli nawet nieruchomość odziedziczą, to nie jest powiedziane, że w mieście, w którym łatwo będzie ją za wysokie pieniądze wynająć. A jeśli to mieszkanie, które zajmujemy, to koszty mamy niższe niż z najmu, ale nie oznacza to przecież zysku. No i wreszcie, być może za kilkadziesiąt lat zmieni się polityka mieszkaniowa na bardziej zorientowaną społecznie, co obniżyłoby zwroty z inwestycji w nieruchomości prywatne.

Czas na emeryturę obywatelską. Jak zreformować system emerytalny?

W kontekście prognoz dotyczących zabezpieczenia emerytalnego każda dodatkowa forma oszczędzania wydaje się dobra. Każda presja na rządzących, by pochylili się nad systemem emerytalnym – również. Może jednak wiek emerytalny powinien być podniesiony, a system zdefiniowanej składki (masz tyle pieniędzy, ile uzbierałaś) powinien być zastąpiony jakimś bardziej hybrydowym rozwiązaniem? A co do samych PPK, to naciskajmy na większą demokratyzację: większy udział członków w decyzjach inwestycyjnych, na wprowadzenie chociaż minimum gwarancji wypłat, zastanówmy się też, czy dopłaty państwa mają sens, i naciskajmy na instytucje finansowe, by raportowały także o swej działalności niefinansowej. Abyśmy mogli inwestować jak najbardziej ekologicznie, przestrzegając praw socjalnych, pracowniczych i w spółki, które dbają o demokratyczne zarządzanie.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Janina Petelczyc
Katedra Ubezpieczenia Społecznego SGH, Fundacja Terra Brasilis
Dr nauk społecznych, ekspertka ds. zabezpieczenia społecznego i międzynarodowej porównawczej polityki społecznej. Pracuje w Katedrze Ubezpieczenia Społecznego SGH. Związana z Fundacją Terra Brasilis.
Zamknij