Kraj

Jak polskie państwo może pomóc uchodźczyniom z Ukrainy? Najpierw ryba, potem wędka

Pomoc dla uchodźców z Ukrainy oparta jest w tej chwili na pospolitym ruszeniu. Czas, żeby do pomagających obywateli dołączyło państwo. Tylko czy ma ono pomysł, jak to zrobić?

Dopiero po dwóch tygodniach od rozpoczęcia inwazji Rosji na Ukrainę polski rząd przyjął projekt specustawy dotyczący pomocy dla uchodźców. W tym czasie nawet zwykle dosyć powolna Unia Europejska zdążyła wdrożyć dyrektywę umożliwiającą uchodźcom z Ukrainy i ich rodzinom pobyt oraz podjęcie pracy na terenie UE – dyrektywa weszła w życie 7 marca. Tego samego dnia w Polsce projekt ustawy dopiero wpłynął do Sejmu.

Pomoc dla uchodźców z Ukrainy oparta jest na pospolitym ruszeniu organizacji pozarządowych oraz zwykłych ludzi, a rządowa pomoc w pierwszych kilkunastu dniach polegała głównie na tym, że otworzyliśmy dla Ukraińców granice.

Dzieci z Dworca Wschodniego. Warszawa pomaga uciekającym przed wojną Ukraińcom

W zwyczajnej sprawie można by powiedzieć, że lepiej późno niż wcale, jednak obecna sytuacja nie ma nic wspólnego z normalną. Polsce grozi kryzys humanitarny, do naszego kraju przybyło już ponad milion osób uciekających przed wojną, które zostawiły w Ukrainie majątki i środki do życia. W takiej sytuacji potrzebna im jest przysłowiowa ryba zamiast wędki, niestety rząd oferuje im głównie tę drugą.

Dziurawa sieć pomocy

Rząd zapowiedział legalizację pobytu uchodźców z Ukrainy do 18 miesięcy. Uchodźcy otrzymają numer PESEL, dzięki któremu obejmie ich polska polityka społeczna, a także automatycznie utworzony zostanie im profil zaufany, ułatwiający komunikację z urzędami. Zarejestrowanie pobytu powinno się odbyć do 60 dni od przekroczenia granicy. Uchodźcy będą mogli też podejmować pracę bez większych formalności – wystarczy ich zgłoszenie przez pracodawcę w terminie do 7 dni. Poza tym uchodźcy będą mogli się zarejestrować w urzędach pracy jako bezrobotni.

Problem w tym, że ustawa będzie dotyczyć jedynie osób, które dostały się do Polski bezpośrednio z terytorium Ukrainy. Tymczasem do Polski uchodźcy przybyli także inną drogą – na przykład przez Słowację. Ich projektowane „benefity” nie obejmą – o ile nie zostaną wprowadzone odpowiednie poprawki. Jak na razie posłanki Lewicy proponowały takowe, ale zostały odrzucone w trakcie prac komisji.

Uchodźca poza limitem

Zupełnie skandaliczny jest jednak przepis umożliwiający wprowadzenie… limitów na zatrudnienie Ukraińców w polskich zakładach pracy. Nie będzie on wprowadzony ustawowo. Limity będzie mógł ustanowić minister do spraw pracy (czyli ministra rodziny Marlena Maląg) w drodze zwykłego rozporządzenia. Limit ten będzie regulować liczbę zatrudnionych Ukraińców w stosunku do całkowitej liczby pracujących w danej firmie.

Inaczej mówiąc, liczba zatrudnionych uchodźców nie będzie mogła przekroczyć pewnego ustalonego odgórnie odsetka pracowników danego przedsiębiorstwa. Podejmując tę decyzję, minister powinien kierować się „względami bezpieczeństwa państwa i porządku publicznego, ochroną lokalnych rynków pracy oraz zasadą komplementarności zatrudnienia cudzoziemców w stosunku do obywateli polskich”.

Trudno powiedzieć, jaki dokładnie cel ma ten dziwny przepis. Najwyraźniej chodzi o udobruchanie jakichś nieładnych nastrojów antyuchodźczych, które obecny rząd wytrwale upowszechniał w naszym społeczeństwie w poprzednich latach. Merytorycznego uzasadnienia nie ma to żadnego – za to w niektórych przypadkach może to utrudnić zdobycie pracy przez uchodźców.

Faktem, liczba napływających do Polski osób jest przytłaczająca, jednak zdecydowana większość z nich to dzieci lub osoby niepełnoletnie, samotne matki oraz osoby starsze. Mężczyźni, w związku z powszechną mobilizacją, generalnie nie byli przepuszczani przez granicę. Poza tym prawdopodobnie nawet kilkaset tysięcy z miliona uchodźców udało się lub zamierza się udać do innych krajów UE.

Obecna imigracja ma też charakter tymczasowy. Przybywający do Polski ludzie deklarują chęć powrotu do ojczyzny, gdy tylko ustaną działania zbrojne i nastanie pokój. Nastąpił też niemały exodus Ukraińców z Polski – już co najmniej kilkadziesiąt tysięcy osób wróciło nad Dniepr bronić ojczyzny. Nie ma więc zagrożenia tak dużych perturbacji na polskim rynku pracy, w którym notowane jest rekordowo niskie bezrobocie, a liczba wakatów przekracza 150 tysięcy, żeby stosować limity zatrudnienia dla uciekających z Ukrainy.

Pomoc spółka z o.o.

Największe kontrowersje wywołuje przyznawanie świadczeń pieniężnych podmiotom oraz osobom fizycznym przyjmującym uchodźców. Świadczenie ma być wypłacane na podstawie umowy zawartej przez dany podmiot z odpowiednią gminą na 60 dni. W szczególnie uzasadnionych przypadkach umowa ta będzie mogła zostać przedłużona.

Kwota nie jest określona w projekcie ustawy. Maksymalną wysokość świadczenia, jak również warunki jego udzielania, określi rząd w drodze rozporządzenia. Mówi się jednak, że świadczenie będzie wynosić ok. 40 zł na osobę za dobę, co daje 1200 zł miesięcznie na głowę. Taka formuła wsparcia oczywiście może prowadzić do przeróżnych wypaczeń.

Polska szkoła wita dzieci uchodźczyń

Bez wątpienia zdecydowana większość pomagających będzie uczciwa. Jednak mogą się zdarzyć przypadki, w których ktoś zechce zrobić sobie na tym dwumiesięczny biznes – skoszarować uchodźców w fatalnych warunkach, co będzie go kosztować ułamek otrzymanego świadczenia, a resztę zachować jako zysk. Na gminach będzie więc spoczywać obowiązek odpowiedniego konstruowania umów, a następnie, znacznie trudniejsza kontrola warunków oraz wydatków podmiotów goszczących. Trudno się spodziewać, że gminy zdołają przeprowadzić taką operację, tym bardziej że większość innych zadań dotyczących akomodacji uchodźców również będzie spoczywać na barkach samorządów.

Pomoc można przecież skierować bezpośrednio do uchodźców. Dzięki temu sami będą mogli zdecydować, co jest im faktycznie potrzebne, i nie będą na łasce skądinąd obcych osób. Takim wsparciem uchodźcy mogliby się podzielić z osobami prywatnymi, które ich goszczą, w ramach wzajemności. Dzięki temu zyskaliby większą podmiotowość.

Jak pomagać bezpiecznie i skutecznie

Marcin Kędzierski z Klubu Jagiellońskiego proponuje, żeby to wsparcie trafiało do nich w formie bonów, „żeby nie prowokować złości klasy ludowej”. Trudno powiedzieć, czy faktycznie taka złość by wystąpiła – zapewne dotyczyłoby to marginesu. Bony mogą być jednak dobrym rozwiązaniem z innego względu. Ich przekazanie i spożytkowanie jest proste, tymczasem wielu uchodźców może nie mieć dostępu do rachunku bankowego, szczególnie w pierwszych dniach po przyjeździe. Na szczęście ustawa przewiduje także wypłacenie uchodźcom jednorazowego świadczenia wysokości 300 zł na osobę, co powinno im pomóc przetrwać pierwszych kilka najgorszych dni, które będą pełne chaosu i niepewności. Na dłuższą metę wsparcie powinno jednak trafiać do nich, a nie do podmiotów i osób z Polski.

Co zrobić z hrywną?

Poza tym pojawia się problem wymiany hrywny na złote, której ustawa w ogóle nie rozwiązuje. Uchodźcy, przybywając do Polski, mają ze sobą swoją krajową walutę, której kurs runął w związku z rosyjską agresją. Większość kantorów w ogóle nie prowadzi wymiany hrywny na inne waluty, więc pieniądze Ukraińców stały się właściwie bezwartościowe.

Przed jednym z warszawskich kantorów, który hrywny jeszcze przyjmował (ale z limitem na osobę), pojawiły się gigantyczne kolejki, które obrazują skalę tego problemu.

Rząd wspólnie z NBP mógłby przeprowadzić „interwencyjny skup hrywny” po kursie sprzed wojny. Problem w tym, że to mogłoby nadwątlić i tak bardzo chwiejną pozycję złotego. Pojawił się też pomysł, by Bank Centralny Ukrainy skupywał hrywny za dolary z własnych rezerw od polskich banków. Dzięki temu złoty byłby bezpieczny, a uchodźcy mieliby dostęp do twardej waluty. Tu oczywiście pojawia się problem ograniczonych rezerw Banku Centralnego Ukrainy. Tak czy inaczej, problem wymiany hrywien powinien być jak najszybciej rozwiązany, gdyż wydaje się obecnie kluczowy.

W ustawie znajdują się także dobre rozwiązania. Uchodźcom zostanie zapewniony dostęp do świadczeń z polskiej polityki społecznej, takich jak „500+”, wyprawka szkolna (300 złotych przed rozpoczęciem roku szkolnego) czy rodzinny kapitał opiekuńczy wprowadzony jako element Polskiego Ładu. Otrzymają także dostęp do publicznej ochrony zdrowia. Te świadczenia pomogą uchodźcom nieco finansowo stanąć na nogi, jednak zanim otrzymają do nich prawo, miną zapewne tygodnie.

Pomoc będzie finansowana ze specjalnego Funduszu Pomocowego wartości około 8 mld złotych, który według opozycji będzie poza kontrolą Sejmu. Opozycja proponuje więc między innymi konieczność zatwierdzania planu finansowego Funduszu przez Sejm.

Lichwiarze już czekają

Rząd zapewnił, że uchodźcy nie będą w żaden sposób uprzywilejowani w stosunku do Polaków. Najwyraźniej obawia się więc nastrojów antyuchodźczych, którym sam będzie w dużej mierze winien z powodu swoich nie tak dawnych kampanijnych „wybryków”. I najpewniej z tego właśnie względu, poza skromnym świadczeniem 300-złotowym, rządzący nie przewidzieli żadnego bezpośredniego wsparcia finansowego dedykowanego wszystkich uchodźcom. Świadczenia rodzinne trafią przecież tylko do tych, którzy mają dzieci – i to zapewne z poślizgiem.

Tymczasem miną długie tygodnie, zanim uchodźcy jako tako zadomowią się nad Wisłą i zaczną rozglądać się za pracą. Potrzebują własnych środków finansowych jak najszybciej – te 1200 złotych na osobę miesięcznie przez dwa miesiące powinny trafiać bezpośrednio do nich. Wspólnie z Bankiem Centralnym Ukrainy trzeba również zapewnić uchodźcom jak najszybciej możliwość wymiany walut po przyzwoitym kursie. Inaczej zostaną wystawieni na pastwę lichwiarskich kantorów lub firm pożyczkowych oferujących pieniądze po zupełnie bandyckim oprocentowaniu. Polki i Polacy jak na razie zdają egzamin z solidarności. Czas na polskie władze.

__
Dobry, bo przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty.

Piotr Wójcik
Piotr Wójcik
Publicysta ekonomiczny
Publicysta ekonomiczny. Komentator i współpracownik Krytyki Politycznej. Stale współpracuje z „Nowym Obywatelem”, „Przewodnikiem Katolickim” i REO.pl. Publikuje lub publikował m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, magazynie „Dziennika Gazety Prawnej”, dziale opinii Gazety.pl i „Gazecie Polskiej Codziennie”.
Zamknij

20kp-logo-white-500px