Kraj

Ukryte koszty rapowania

Fot. youtube.com/Andrzej Duda

Rozproszone, niewidzialne zyski trafiły do wielu kieszeni, ale jedno jest pewne – raczej nie zasiliły szpitali. Hot16Challenge to festiwal narcyzmu, który zamiast prowadzić do poprawy sytuacji patologicznej, normalizuje ją i zamienia w rozrywkę.


Elo!

Hot16Challenge to epidemia groźniejsza niż COVID-19. Przede wszystkim rozprzestrzenia się znacznie szybciej. Jeżeli każdy raper nominuje 5 kolejnych osób, a czas na wykonanie zadania wynosi 72 godziny, to sytuacja wygląda mniej więcej tak:

(Chciałem zamieścić wykres ze skalą logarytmiczną, ale ostatnie dwa miesiące słuchania ludzi opowiadających o Szwecji, lockdownie i spłaszczaniu krzywych przekonały mnie, że to może nie być najlepszy pomysł…)

Pierwsza osoba nominuje 5 kolejnych, po drugiej rundzie mamy już 25 poszkodowanych, w trzeciej – 125… Po miesiącu liczba raperów wynosi 10 milionów, a w kolejnej iteracji wszyscy w Polsce są już zainfekowani rapem i wirus, w poszukiwaniu nowych ofiar, zaczyna rozprzestrzeniać się na cały świat.

42 dni od pierwszego nagrania na YouTube będzie już 6 miliardów Gorących Szesnastek, trzy dni później – 30 miliardów, co oznacza, że każdy od niemowlaka w Sierra Leone do starca w Katarze nagra już cztery fristajle o tym, jak ceni polskich lekarzy.

#hot16challenge2: Zrzutka na lekarzy czy festiwal foliarzy?

Ale to dopiero przed nami. Na razie jest 14 maja i wydaje się, że sytuacja jest jeszcze pod kontrolą.

Czy na pewno?

Ukryte koszty rapowania

Szybkie obliczenia dla 100 najpopularniejszych utworów z Hot16Challenge pokazują, że Polacy zdążyli je odtworzyć już ponad 150 milionów razy, co przy średnim czasie nieco ponad dwóch minut na nagranie daje astronomiczne 300 milionów minut, 5,2 miliona godzin czyli 216 tysięcy dni albo 592 lata.

Przyjmując, że przeciętnemu Polakowi zostało mniej niż 40 lat życia (różnica między średnim wiekiem a oczekiwaną długością życia), można powiedzieć, że Hot16Challenge, bezpowrotnie drenując prawie 600 lat życia, ma już na koncie 15 ofiar śmiertelnych. Zgodnie z tym, co napisałem powyżej, ta liczba będzie rosła i to szybko.

Ale można na to spojrzeć jeszcze inaczej. W ciągu kilkunastu dni oglądaliśmy mniej lub bardziej udane peany na cześć lekarzy przez 5,2 miliona godzin. To czas, w którym można było zajmować się czym innym – pracą, sprzątaniem, opieką nad dziećmi, nauką matematyki albo wolontariatem. Gdyby przeliczyć ten czas po minimalnej stawce godzinowej za pracę, która w roku 2020 wynosi 17 zł, otrzymujemy niebagatelną kwotę 88 milionów złotych.

Ile w tym czasie zebrało się na koncie zbiórki?

W momencie pisania tego tekstu jest to 1,9 miliona.

Oczywiście w tym samym czasie rapowanie o tym, jak kochamy ochronę zdrowia, wygenerowało olbrzymie zyski. Dla YouTube’a i jego reklamodawców, dla wykonawców i celebrytów, którzy zrobili sobie publicity, dla polityków, którzy darmowy czas antenowy sprytnie wykorzystali do promowania swoich poglądów na kwestie zacienienia, zamglenia lub wieszania komunistów. Przy łącznej liczbie wyświetleń 150 milionów szacowany zysk z reklam na YouTube mógł wynieść nawet 300-450 tys. dolarów, czyli 1,3 – 1,9 mln zł (do podziału między artystów, pośredników i sam serwis). Trudno o dokładne wyliczenia. Dokładne zarobki zależą od rodzaju treści. Zyskami dzielą się YouTube, twórcy oraz pośrednicy. Rozproszone, niewidzialne zyski trafiły do wielu kieszeni, ale raczej nie zasiliły szpitali.

W Polsce nawet podatki zwiększają nierówności [rozmowa]

 

Oczywiście wszystkie powyższe wyliczenia należy traktować z przymrużeniem oka. Mają tylko pokazać skalę akcji i umieścić zebrane dwa miliony w należytej perspektywie. Nie wszystko można przeliczyć na pieniądze, a każdy może robić ze swoim czasem co mu się podoba – nawet dukać z tableta o ostrym cieniu mgły. Byle by mu się przy tym nie wydawało, że umie rapować albo że komukolwiek pomaga.

Co ukrywają liczniki wyświetleń?

Dlaczego w takim razie o tym piszę? Otóż kryje się za tym głębsza przyczyna niż tylko moja skłonność do psucia innym zabawy.

Od początku epidemii, w ramach swoich obowiązków naukowych, systematycznie monitoruję spore korpusy danych z mediów społecznościowych, skupiając się na pytaniu: czego w sytuacji kryzysu ludzie oczekują od państwa i jego instytucji? (A także od Unii Europejskiej, samorządów…)

Z analizy danych wyłania się kilka dobrze znanych narracji. Jedni postrzegają państwo jako Lewiatana, którego głównym zadaniem jest ochrona przed chaosem. Inni uważają, że państwo nie powinno się wtrącać. Jeszcze inni kreślą obraz państwa-smoka, które ma przede wszystkim gromadzić strategiczne zasoby.

Ile jeszcze pożarów będziemy musieli gasić przez zrzutka.pl?

Jednym z najbardziej rozpowszechnionych modeli poznawczych, z którego siły i zasięgu nie zdawałem sobie wcześniej sprawy, jest ten, który mówi, że państwo od dawna nie istnieje, bo wszystko i tak robią obywatele za pomocą zrzutek. Badanie wypowiedzi w przestrzeni publicznej pokazało wyraźnie, że mnóstwo Polaków jest szczerze przekonanych, że służba zdrowia istnieje wyłącznie dzięki zbiórkom WOŚP, a wszyscy pacjenci onkologiczni w kraju zostali wyleczeni dzięki zrzutkom. Instytucje państwa tylko przeszkadzają w dobrej robocie.

 

Jest to oczywista nieprawda. W dodatku szkodliwa, odwraca bowiem nasza uwagę od istotnej prawdy. Problemy systemowe można rozwiązywać wyłącznie w sposób systemowy. Rozwiązaniem może okazać się zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia, być może podniesienie składki zdrowotnej, gruntowne reformy. Niewątpliwie nie obędzie się też bez podniesienia wynagrodzeń lekarzy i ponownego poważnego przemyślenia postulatów rezydentów z niedawnych strajków.

Gardias: Cenzurowanie partnerów społecznych nie wygra z epidemią koronawirusa

Musimy też zmienić społeczne postrzeganie lekarzy, pielęgniarek, ratowników i wielu innych niewidzialnych profesji medycznych, ale raczej nie poprzez czynienie ich „bohaterami” i „docenianie ich poświęcenia”, bo to tylko normalizuje patologie. Nie powinniśmy być dumni z tego, że lekarze się narażają i przemęczają, lecz w sposób systemowy zmniejszać stopień ich przemęczenia i narażania. Może w tym pomóc zmiana procedur, infrastruktury, lepsze wsparcie administracyjne (sekretarze/sekretarki) i zwiększenie wynagrodzeń. Nie może w tym pomóc rapowanie, murale, memy ani inne dziwaczne formy hołdu. Klaskać to sobie można u Rubika.

Ochoczo przejęte przez polityków i masową publiczność Hot16Challenge tworzy złudne poczucie wspólnotowości, podczas gdy w rzeczywistości zwiększa izolację, zastępując systemowe zmiany znikomymi, jednorazowymi transferami kapitału i uwagi.

Znowu słomkowy zapał

Hot16Challenge to po prostu nowa odsłona zbierania nakrętek albo odrzucania plastikowych słomek. Miliony wyświetleń na YouTubie ukrywają prawdziwe problemy i dają nam złudne poczucie, że coś robimy, że wzięliśmy sprawy w swoje ręce. A kiedy przyjdzie do dyskusji o zwiększeniu nakładów na ochronę zdrowia, znowu usłyszymy: „Po co? Przecież mają WOŚP, zrzutki, a my mamy pakiet w luksmedzie”.

Dobre akcje w przestrzeni publicznej to te, które sprawiają, że dostrzegamy problemy, których wcześniej nie widzieliśmy. Złe to te, które zasłaniają i rozmywają problemy, dając złudne poczucie kontroli i wspólnotowości.

Patrząc z punktu widzenia ekonomii pieniądza i ekonomii uwagi Hot16Challenge to zła akcja. Zwłaszcza w wykonaniu wyluzowanych polityków i celebrytów zmienia się w festiwal narcyzmu, który zamiast prowadzić do poprawy sytuacji patologicznej, normalizuje ją i zamienia w rozrywkę.

* * *

To tyle z mojej strony. Dzięki za nominację! Sam nominuję Maxa Rosera ze strony Ourworldindata.org oraz wspaniałą ekipę Gapminder.org. Jeżeli już macie gdzieś spędzać miliony godzin, to właśnie tam!

I nie zapominajcie, że na czas pandemii zmiana klimatu, nierówności społeczne i destabilizacja w Afryce i na Bliskim Wschodzie nie poszły do lodówki. One dalej tam są, czekają sobie na was, rosnąc w siłę. A Facebook i YouTube dalej są głównymi rozsiewaczami fake newsów, zarabiającym fortunę na teoriach spiskowych, a nie naszymi dzielnymi sojusznikami w walce z nimi.

Podawajcie dalej i nie zapomnijcie nominować 5 kolejnych osób do przeczytania tego tekstu.

***

Tekst ukazał się na blogu Mitologia współczesna.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Marcin Napiórkowski

| Semiotyk kultury, mitologiawspolczesna.pl
Semiotyk kultury, zajmuje się mitologią współczesną, pamięcią zbiorową i kulturą popularną. Autor książek Mitologia współczesna (2013), Władza wyobraźni (2014), Powstanie umarłych. Historia pamięci 1944-2014 (2016) i Kod kapitalizmu. Jak Gwiezdne Wojny, Coca-Cola i Leo Messi kierują twoim życiem (2019). W latach 2013 i 2014 stypendysta programu START Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, w latach 2014-2016 laureat stypendium Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego dla wybitnych młodych naukowców. Autor bloga „Mitologia Współczesna” poświęconego semiotycznej analizie zjawisk kultury pełniących dziś funkcję mitów (www.mitologiawspolczesna.pl).