Kraj

Gdula: Rewolty elastycznych nie będzie

Tam gdzie elastyczność czasu pracy sieje największe spustoszenie, czyli w klasie ludowej, zamiast samoorganizacji i gniewu prowadzi raczej do braku zaufania i wstydu.

Co jakiś czas powraca zdziwienie, że ludzie tak łatwo zgodzili się na uelastycznienie stosunków pracy. Zakładamy, że „śmieciowe zatrudnienie” to niskie, nieprzewidywalne dochody, niepewność jutra, praca poniżej kwalifikacji, rosnący wyzysk ze strony pracodawców i brak możliwości zaplanowania czegokolwiek poważnego, od kredytu na mieszkanie zaczynając, a na dziecku kończąc. A przecież już jedna trzecia pracowników funkcjonuje na umowie o dzieło, zlecenie lub na samozatrudnieniu. Jak to w ogóle możliwe, że ta sytuacja nie prowadzi do społecznego wybuchu? Winić można dominującą neoliberalną ideologię, pranie mózgów przez media, szkołę i Kościół albo brak wyraźnych alternatyw dla uelastycznionego kapitalizmu. Tli się jednak nadzieja, że już niedługo prekariusze z klasy w sobie staną się klasą dla siebie i zrobią porządek z nieludzkim systemem.

Na pewno w krytyce uelastycznienia znajduje wyraz sporo doświadczeń związanych z położeniem pracowników w nowych reżimach zatrudnienia, które budzą słuszny gniew i zgorszenie. Brakuje w niej jednak porządnej klasowej perspektywy. Uelastycznienie nie tworzy bowiem nowych podziałów klasowych unieważniających stare struktury. Jeśli użyć mojego ulubionego podziału na klasę wyższą, średnią i ludową, to dla każdej z nich elastyczne reżimy zatrudnienia oznaczają coś innego. Widać to dość wyraźnie w badaniach, które od dwóch lat prowadziłem wraz ze studentami IS UW.

Dla przedstawicieli klasy wyższej elastyczność oznacza zmianę formy świadczenia pracy, za którą idą najczęściej większe pieniądze. Menadżerowie negocjują dla siebie wysokie kontrakty, a lekarze zapełniają swój grafik różnorodnymi zobowiązaniami, z których każde daje dochód w okolicach średniej krajowej. Jeśli weźmiemy młodszych pracowników wywodzących się z klasy wyższej, to jeśli doświadczają oni problemów nowych stosunków pracy, np. niskich pensji albo niepewności zatrudnienia, zawsze mają w odwodzie rodzinę, która działa jak bufor, zapewniając mieszkanie lub dorzucając pieniądze na „godziwe życie”.

Dla klasy wyższej uelastycznienie to spełniona obietnica wyzwolenia z etatu: interesująca praca za większe pieniądze i mniej zobowiązań wobec pracodawcy. Przed ryzykiem chroni z kolei reputacja i/lub zgromadzony majątek.

W przypadku klasy średniej dość wyraźnie rysowały się dwie strategie wobec nowych warunków rynku pracy. Dobrze było to widać na przykładzie młodych pracowników. Z jednej strony osoby mniej zasobne w wyniesiony z domu kapitał kulturowy wybierały kierunki studiów ściśle powiązane z rynkiem pracy, na przykład ratownictwo medyczne albo kolegium nauki języków obcych. Po takich studiach jest szansa wejścia od razu na pozycję zawodową związaną ze zdobytym wykształceniem, co ograniczać ma zagrożenie wykonywania przypadkowych zajęć poniżej kwalifikacji. Rozmówcy ci nie zawsze byli w stanie uniknąć negatywnych zjawisk związanych z elastycznością, na przykład braku ubezpieczenia społecznego, ale jednocześnie elastyczna praca dawała im po prostu większy zarobek niż dostępne alternatywy etatowe.

Z drugiej strony przedstawiciele klasy średniej z wyższym kapitałem kulturowym celowali w kierunki, które w powszechnej opinii uchodzą za niepraktyczne, na przykład filozofię, kulturoznawstwo lub etnologię. Nie zakładali jednak, że będą filozofami albo etnolożkami. Podejmując się różnych prac już podczas studiów, szukali czegoś, co będzie odpowiadać ich zainteresowaniom i przy okazji zaspokoi aspiracje finansowe. Trafiali do zawodów związanych z produkcją kulturową lub obsługą stylów życia. Zdarzało się, że zarabiali duże pieniądze. Jednak okresy prosperity przeplatały się w ich przypadku z latami chudymi. Co ciekawe, nawet gdy znajdowali się pod wozem, zachowywali oficjalny optymizm i mówili o przyjemnościach z podejmowania nowych wyzwań. Inną perspektywę wprowadzały dopiero osoby przeprowadzające wywiady, które albo wiedziały o problemach finansowych badanych, albo opowiadały o lękach i napięciach znajdujących ujście dopiero po wyłączeniu nagrywania.

 

W tej autocenzurze przejawiają się warunki funkcjonowania pracowników w zawodach produkcji kulturowej, gdzie osobowość ściśle wiąże się z wykonywaną pracą, a życie zawodowe przenika z życiem prywatnym. Mówienie o problemach to sygnalizowanie indywidualnych deficytów i trzeba tego unikać w swoim najlepiej pojętym interesie.

W klasie ludowej uelastycznienie zadaje z kolei ostatnie ciosy temu, co stanowiło o etosie wspólnej pracy, zaufaniu i solidarności. Jeszcze dla robotników z lat 90. opisywanych przez Elizabeth Dunn, ale także dla pracowników fizycznych pracujących na etat, których wraz z Przemkiem Sadurą badaliśmy kilka lat temu, bliskie stosunki z innymi pracownikami były kluczowe w definiowaniu pracy jako czegoś wartościowego i wykraczającego poza proste zdobywanie pieniędzy.

Dziś w narracjach elastycznych pracowników z klasy ludowej praca jawi się jako działalność instrumentalna, wyjaławiająca i obciążająca fizycznie. Relacje z innymi pozbawione są bliskości i opierają się na rywalizacji.

Sprzyja temu rotacja między różnymi miejscami pracy, która nie pozwala zbudować trwalszych więzi. W wywiadach trudno znaleźć jednak wyraźny sprzeciw wobec tej sytuacji. Rozmówcy starają się raczej stosować indywidualne strategie na wyrwanie się z sytuacji, w jakiej znajdują się ze względu na swoją pozycję klasową, dążąc do zajęcia stanowisk pracy charakterystycznych dla klasy średniej, na przykład pomocy biurowej, księgowej czy wyspecjalizowanego sprzedawcy.

Wizja buntu elastycznych pracowników wynikającego po prostu z kondycji, w jakiej się znajdują, jest zbyt optymistyczna przede wszystkim dlatego, że nie ma jednej takiej kondycji.

Elastyczność modyfikuje strategie i szanse jednostek znajdujących się na szczeblach klasowych hierarchii, ale z pewnością samych hierarchii nie wywraca. Klasa wyższa może cieszyć się większymi niż kiedyś możliwościami zarabiania i budowania swoich karier. Klasa średnia też stara się korzystać z szans dawanych przez elastyczność, płacąc za to mniejszym bezpieczeństwem dziś i brakiem stabilności na przyszłość. Nawet jeśli niektóre odłamy klasy średniej silniej doświadczają napięć wynikających z nowego reżimu zatrudnienia, to specyfika ich pracy skłania je do cierpienia w milczeniu. Tam gdzie elastyczność sieje największe spustoszenie, czyli w klasie ludowej, zamiast samoorganizacji i gniewu prowadzi raczej do braku zaufania i wstydu.

Jeśli ma nadejść zmiana, to przyniesie ją ewolucja postawy klasy średniej, i to zarówno tej pracującej na etatach, jak i elastycznie. Dziś zerka ona raczej w stronę klasy wyższej, naśladując jej strategie i marząc o sukcesach i karierach. Jeśli jednak naruszone zostaną podstawy jej względnej stabilności, klasa średnia może zwrócić się przeciwko istniejącemu status quo. Wtedy jest szansa na sojusz z klasą ludową, tak by propozycje zmian korzystne były także dla tych, którzy dziś są w najtrudniejszej sytuacji.

Ciekawy artykuł? Pomóż nam pisać takie teksty dalej.

Bio

Maciej Gdula

| dr hab. nauk społecznych, publicysta Krytyki Politycznej
Socjolog, doktor habilitowany nauk społecznych, pracownik Instytutu Socjologii UW. Zajmuje się teorią społeczną i klasami społecznymi. Auto szeroko komentowanego badania „Dobra zmiana w Miastku. Neoautorytaryzm w polskiej polityce z perspektywy małego miasta”. Opublikował m.in.: "Style życia i porządek klasowy w Polsce" (2012, wspólnie z P. Sadurą), "Oprogramowanie rzeczywistości społecznej" (2014, wspólnie z L.M. Nijakowskim) i "Uspołecznienie i kompozycja. Dwie tradycje myśli społecznej a współczesne teorie krytyczne" (2015), „Nowy autorytaryzm” (2018).

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.