Kraj

Gdula: Polski Kościół się wyjałowił. Ludzie od spowiedzi wolą terapię

Przez ostatnie 25 lat Kościół stracił dużo z aury niesamowitości, doświadczenia duchowego.

Paweł Gawlik, „Gazeta Wyborcza”: W 1980 r. do kościoła na msze chodziło 51 proc. parafian. W 2003 r. – 47 proc. W 2013 już tylko 39,1 proc. Jaki jest według pana powód tego spadku uczestniczących w praktykach religijnych w ostatniej dekadzie?

 

Maciej Gdula: W badaniach na temat religijności Polaków i wyznawanych przez nich wartości coraz wyraźniejszy staje się spadek znaczenia wiary w Boga i religii. W miejsce tych wartości pojawiają się np. kontakty z przyjaciółmi albo wartość pracy. Możemy więc mówić o sekularyzacji społeczeństwa – wzroście znaczenia sfer doczesnych, świeckich. Na to wszystko nakłada się kwestia stylu życia, czyli różnych innych typów aktywności związanych z przyjemnością, samorealizacją. W tym kontekście na ten spadek można spojrzeć też z innej perspektywy – sama religijność też może się prywatyzować.

 

Ludzie być może nie przestają wierzyć w Boga, ale wybierają własny styl wiary i poszukiwania. Dlatego nie chcą uczestniczyć w praktykach zorganizowanych, takich jakie mamy dzisiaj.

 

[…]

 

Prof. Janusz Czapiński mówił „Gazecie Wyborczej”, że „laicyzacja to proces typowy dla krajów zamożnych”.

 

To prawda, ale pamiętajmy, że są od tego wyjątki, np. Stany Zjednoczone czy niemiecka Bawaria. Chciałbym zwrócić jednak uwagę na zmiany w samym Kościele, który przestał być atrakcyjną instytucją. Staje się trochę skamieniały, jego oferta nie odpowiada przedstawicielom klasy średniej. Przez ostatnie 25 lat Kościół stracił dużo z aury niesamowitości, doświadczenia duchowego. Stał się Kościołem odświętnych praktyk i dogmatycznego nauczania. Przeszedł z pozycji miejsca dość otwartego na różnorodne głosy w stronę instytucji, która nie zajmuje się sprawami wiernych.

 

[…]

 

W dzisiejszych czasach ludzie nie potrzebują już spowiedzi?

 

Jedną z instytucji, które weszły na jej miejsce, jest po prostu terapia. Ta instytucja jest coraz bardziej rozpowszechniona, jest coraz więcej takich doradców, ale też coraz więcej podręczników do autoterapii. Tu Kościół ma konkurencję, w dodatku mniej obciążoną schematem rozliczeniowym.

 

W spowiedzi chodzi o to, żeby opowiedzieć o grzechach, ale też – odpokutować. I tu pojawia się element oceny; wierni często zwracają uwagę, że nie oczekują tego od księży. Terapia nie tyle ocenia, ile jest zainteresowana niesieniem pomocy, ulgi w cierpieniu. Odpowiada lepiej na dzisiejsze potrzeby.

 

Wejście religii do szkół nie pomogło Kościołowi w zachęcaniu wiernych do przychodzenia na msze.

 

Teraz dorosło pokolenie, które było uczone religii w szkole. Mam kontakt ze studentami i, ku mojemu zdziwieniu, ta religia nie zaowocowała ani wzrostem religijności, ani wzrostem wiedzy o religii. Nie widzę rozległej wiedzy o dogmatach czy różnicach wobec innych religii. Jeśli Kościół miał zamiar uczyć, to poniósł porażkę. Z drugiej strony mamy sporo młodych działaczy politycznych, którzy używają wiary, żeby wykluczać ze wspólnoty narodowej gejów, „zdrajców”, „rzeczników cywilizacji śmierci”. Do tego wiedza o chrześcijaństwie nie jest potrzebna. Przydaje się natomiast akceptacja kościelnej hierarchii.

 

Wejście do Unii Europejskiej i otwarcie granic mogły mieć wpływ na życie duchowe Polaków?

 

Nie ma tu prostej zależności. Często osoby, które emigrują, zbliżają się do Kościoła, bo ten staje się dla nich ośrodkiem polskości. Emigranci całe dnie ciężko pracują, a w weekendy przychodzą do kościoła na polskie msze. Posyłają dzieci do szkół organizowanych przez księży. Natomiast z badań nad wartościami wynika, że w Polsce – i to jest wyjątkowe na tle Unii – nastąpił zdecydowany wzrost podkreślania wagi tożsamości europejskiej. A Europa kojarzy się w Polsce raczej ze świeckimi wartościami: standardami poszanowania prawa, poszanowaniem dla mniejszości, równością płci. To się może łączyć ze spadkiem uczestnictwa w praktykach duchowych, ale nie jest to zależność wprost.

 

Socjologowie od paru lat mówią o zjawisku churchingu, czyli chodzenia na mszę nie do najbliższej parafii, ale do tego księdza, którego kazania są nam najbliższe. To by wskazywało, że Kościół staje się coraz silniejszy indywidualnością duchownych, a nie powagą instytucji jako takiej.

 

Te procesy nie muszą się wykluczać. Z jednej strony może następować skostnienie instytucji, a z drugiej – ci, którzy z tego skostnienia nie są zadowoleni, szukają dla siebie aktywnie miejsca.

 

Wśród katolików francuskich popularne jest następujące powiedzenie: „katolików jest u nas mało, ale są wysokiej jakości”. Zmniejszenie liczby wierzących poskutkowało zwiększeniem ich zaangażowania.

 

Nie wiemy, czy analogiczny proces następuje już w Polsce, ale to nie jest wykluczone. Ci młodzi ludzie, którzy zostaną w Kościele, mogą zintensyfikować swoją wiarę i ona może też zmienić instytucję, wypracowany zostanie nowy sposób praktykowania katolicyzmu. Zmniejszenie liczby wiernych nie oznacza więc, że ta instytucja będzie kostnieć dalej.

 

Cały wywiad czytaj w „Gazecie Wyborczej” z dn. 14 lipca 2014.

 

Ciekawy artykuł? Pomóż nam pisać takie teksty dalej.

Bio

Maciej Gdula

| dr hab. nauk społecznych, publicysta Krytyki Politycznej
Socjolog, doktor habilitowany nauk społecznych, pracownik Instytutu Socjologii UW. Zajmuje się teorią społeczną i klasami społecznymi. Auto szeroko komentowanego badania „Dobra zmiana w Miastku. Neoautorytaryzm w polskiej polityce z perspektywy małego miasta”. Opublikował m.in.: "Style życia i porządek klasowy w Polsce" (2012, wspólnie z P. Sadurą), "Oprogramowanie rzeczywistości społecznej" (2014, wspólnie z L.M. Nijakowskim) i "Uspołecznienie i kompozycja. Dwie tradycje myśli społecznej a współczesne teorie krytyczne" (2015), „Nowy autorytaryzm” (2018).

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.