Kraj

Czy walka o konkretne sprawy jest godna pogardy? [Polemika]

Dlaczego Polska potrzebuje raczej więcej socjaldemokracji niż obalania kapitalizmu ustawą. Kolejny głos w sporze o partię Razem.

W trakcie karnawału „Solidarności” do Stoczni Gdańskiej przybyło dwóch trockistów z Ameryki Łacińskiej. „Przyjechaliśmy wspierać Waszą rewolucję” – oświadczyli. „Panowie się pomylili – odpowiedział spokojnie jeden z robotników – tutaj nie ma żadnej rewolucji. My mamy do załatwienia konkretne sprawy. Proszę więcej tu nie wracać”. Tak samo powinni dziś odpowiedzieć ludzie z partii Razem wszystkim tym, którym śni się „rewolucja”, podczas gdy setki razemiaków w terenie zajmują się „załatwieniem konkretnych spraw”.

Dla porządku wymieńmy choć kilka z nich. Najwyższy poziom uśmieciowienia rynku pracy w Unii Europejskiej. Degresywne podatki. Głód mieszkaniowy wśród młodych. Rozkład państwa prawa. Klerykalizacja przestrzeni publicznej. Ubóstwo i bezrobocie na obszarach wiejskich. Dziedziczność biedy i wykluczenia. Taką liczbą „spraw do załatwienia” można by obdzielić dwie partie lewicowe, zielonych, a nawet kilku co bardziej krewkich „socjal-liberałów”, a i tak nie narzekaliby na brak zajęć i nadmiar sojuszników.

Socjaldemokratyczna odpowiedź na wyzwania jest taka sama od wielu dekad: należy budować świadomość, budować coraz szersze koalicje wokół tych spraw i wreszcie budować państwo dobrobytu, które faktycznie będzie „urzeczywistniać zasady sprawiedliwości społecznej”. To jest ta długa, trudna, ale na na koniec dnia, jedyna prowadząca do celu droga. Od co najmniej stu lat istnieje jednak droga alternatywa, droga na skróty – ta, którą wybrali komuniści i zapatrzeni w ich przykład radykałowie. Ich odpowiedź to: robić rewolucję, reszta wyjdzie w praniu.

Piszę o tym, bo te skojarzenia nasuwają się same, kiedy czytam krytykę pod adresem Razem autorstwa jej dawnego członka. Jakub Danecki opublikował tekst, którego węzłowe tezy dobrze podsumował i celnie zbił już Michał Sutowski. Nie będę powielał, ani poprawiał jego rzetelnej pracy. Spróbuję jednak zaoferować perspektywę kogoś, kto również swego czasu należał do Razem i postrzega sytuację w tej partii nie jako niezależny publicysta, ale jako człowiek, który nadal się z losem „młodej lewicy” utożsamia.

Kto zamieni miejsce w żłobku na czerwoną książeczkę?

Sednem tekstu Daneckiego jest takie oto oskarżenie:

Bezrefleksyjne skupienie na postulatach programowych w postaci progresywnych podatków, miejscach w żłobkach i budownictwie komunalnym to kult cargo polityki.

Słowem, walka o „konkretne sprawy” jest godna pogardy. Lepsze recenzje zbiera u Daneckiego paryska rewolta roku ‘68, ta od paradowania z czerwonymi książeczkami Mao, snobowania się na Sartre’a i sytuacjonizm oraz haseł typu „bierzcie swoje oczekiwania za rzeczywistość”. Cała ta „rewolucja” w praktyce przyniosła jedynie umocnienie władzy gaullistów, którzy spokojnie wygrali wybory i rządzili dalej przy wsparciu chadeków. No dobrze, udało się jeszcze wprowadzić koedukacyjne akademiki. Tu Michał Sutowski łatwo punktuje adwersarza, bo po prostu trzyma się faktów. Żadnej rewolucji w ‘68 roku nie było. Gorzej jest na etapie przeciwnatarcia. Brakuje mi u Sutowskiego odpowiedzi na proste pytanie: skoro zatem jest tak dobrze, to czemu jest tak źle? Jeśli Razem obrało właściwą ścieżkę, to dlaczego nie zbliża się do progu wyborczego, ale od niego oddala? I jak to się dzieje, że powolny rozrost struktur nie zbliża Razem do urzeczywistnienia nadziei na przekształcenie się w partię masową?

Lewica nie da rady wygrać, bez lewicy PO musi przegrać

Moim zdaniem problem nie leży w tym, że młoda lewica jest za mało radykalna, ale w tym, że nie umie być konsekwentnie socjaldemokratyczna. Dlatego też Michał Sutowski myli się, określając Razem jako ugrupowanie „o głęboko ideowych korzeniach”. Przekleństwem tej partii jest jej wieczne niedookreślenie, ideowy brak wyrazistości. W tym ugrupowaniu znaleźć można wszystkich – od blairowskich socjaldemokratów po trockistów. Problem polega na tym, że poza „socjalnym minimum” nie znajdą oni żadnej sprawy, w której mogliby się zgodzić. W związku z tym na koniec dnia i jedni, i drudzy będą partią rozczarowani. Przykładem Jakub Danecki i piszący te słowa. Moim zdaniem ten warkocz należałoby rozpleść i powiedzieć jasno: kto chce znosić własność prywatną, budować ludową autarkię czy wyprowadzać Polskę z NATO, niech robi to w ramach innego ugrupowania. Wtedy też wzrosłyby szanse Razem na zawiązanie porozumienia z centrolewicą, choćby spod znaku Inicjatywy Polskiej.

Nie jest wielką tajemnicą, że rdzeń Razem, nazwijmy go „zakonem MS” (Młodych Socjalistów), wcale nie zachwyca się trzecią drogą i panicznie boi się posądzenia o sprzyjanie „establishmentowi”. Obawiam się, że nadzieje Michała Sutowskiego na „szeroki front” lewicy są złudne, bo Razem praktycznie wszystkie ugrupowania widzi jako wspólników rozdzielających łupy przy zielonym stoliku. Wyjątek robi się dla, nomen omen, Zielonych, ale stąd jeszcze daleko do „szerokiego frontu”.

Czy wyborcy wybiorą się na „Kubę bez słońca”?

Tak się jednak składa, że postulat szeroko zakrojonej walki z establishmentem wcale nie porwał wyborców. Sztandarowy projekt Razem – czyli 75-procentowy podatek dochodowy – został przywitany nie jako „elementarny wymóg cywilizacji socjaldemokratycznej”, model reński czy skandynawski wyczekiwany przez lewicowych wyborców z utęsknieniem, ale raczej jako przepis na „Kubę bez słońca”, jak żartował kiedyś Emmanuel Macron. Większość Polaków odebrała go tak, że państwo pod rządami Razem będzie chciało im zabrać ¾ pensji. Niewielu chciało zagłębić się w szczegóły oferty programowej Razem i dowiedzieć, że przytłaczająca większość naszych obywateli łożyłaby na wspólne cele mniej, otrzymując więcej w świadczeniach publicznych. Postulat przywrócenia progresji byłby mniej widowiskowy, ale też utrudniłby grę prawicy i części liberałów, którzy chętnie przedstawiają Razem jako „neobolszewików”. Byłby też lepiej dopasowany do polskiego kontekstu.

Kolejne hasło, które zupełnie nie trafia do wyborców, to 35-godzinny tydzień pracy. Obserwowałem różne reakcje na ten postulat – od nieufności do drwiny – nie widziałem jednak nigdy entuzjazmu. Mało kto wierzy, że dzięki temu wzrośnie zatrudnienie, ale prawie każdy zakłada, że będzie zmuszony pracować ciężej, nawet jeśli krócej. Myliłby się jednocześnie ten, kto uznałby rezygnację z części takich radykalnych postulatów za ustępstwo na rzecz liberałów. Byłoby to raczej wyciągnięcie ręki do ich elektoratów i wskazanie na Razem jako sensowną alternatywę. Sensowną – bo taką, która ma realne odpowiedzi na pytania o głód mieszkaniowy, umowy śmieciowe, dostęp do opieki zdrowotnej, podatki. Tymczasem partia dalej stara się być ugrupowaniem ludowym w archaicznym, niemal „chłopomańskim” stylu – niektórzy próbują nawet wyperswadować koleżankom i kolegom pogardliwy stosunek do disco polo i rodzimych kabaretów, bo to ma ich rzekomo alienować od rzesz ludowych.

Polityka? Bez klasy, bez sensu

Tymczasem prędzej uda się przekonać do Razem nauczycieli, niższych urzędników czy nawet niezamożnych freelancerów aniżeli pracowników supermarketów i bezrobotnych. Choć wydaje się absurdalne, ja sam dziesiątki razy słyszałem od ludzi, że wahają się między Razem a … Nowoczesną. Z przyczyn ideologicznych Razem pozuje jednak na partię dla proletariuszy i liczy na to, że w ciągu jednego cyklu wyborczego zmieni ich priorytety ze „stopowania islamizacji Polski” na prawa reprodukcyjne kobiet oraz progresywne podatki. Ambitny program wyciągnięcia prawicy dywanu spod nóg i zawojowania warstw ludowych musiałby być rozpisany na lata, a aż tyle czasu Razem zwyczajnie nie ma.

Ile Grecji, Madrytu w Piotrkowie?

Inny problem to „polityka koalicyjna” Razem. Zbliżenie z europejską frakcją Zjednoczona Lewica Europejska – Nordycka Zielona Lewica, grupującą w dużej mierze ruchy skrajne i często silnie prokremlowskie, nie może się spotkać ze zrozumieniem w kraju. Zwłaszcza, że tuż obok siedzą socjaliści – wydałoby się, naturalni sojusznicy. Tyle, że – no właśnie – dla Razem są zbyt „establishmentowi”. Trudno przy tym wyglądać wiarygodnie jako lewicowa alternatywa dla pogrobowców starego reżimu i odwracać się z wyższością od rodzimych postkomunistów (choć zgoda, Sojusz Lewicy Demokratycznej – to trzy słowa, trzy kłamstwa), jednocześnie wyciągając dłoń do Die Linke, prokremlowskiego ugrupowania będącego w części sukcesorem monopartii, która administrowała NRD przed upadkiem muru.

Załóżmy nawet, że faktycznie skrajna lewica europejska dostąpiła oświecenia, jakie nie stało się udziałem żadnego innego ruchu politycznego, włącznie z socjaldemokracją. Załóżmy, że mają tam sensowną receptę, którą Razem musi tylko umiejętnie skopiować. Tylko, co z tego wszystkiego ma wynikać dla nas? Jakie instrukcje mamy zabrać ze sobą do Warszawy, Lublina i Piotrkowa od przyjaciół z Komunistycznej Partii Czech i Moraw, z duńskiego Ludowego Ruchu Przeciw Unii Europejskiej, z Portugalskiej Partii Komunistycznej? Czy mamy razem z nimi grać na rozbicie Wspólnoty Europejskiej? Czy mamy, jak Die Linke domagać się samorozwiązania NATO, jednocześnie pielgrzymując do watażków z Donbaskiej Republiki Ludowej? Czy nadszedł już ten czas, aby domagać się jak Jean-Luc Melenchon 100% podatku dla najzamożniejszych? Takie hasła i tego rodzaju międzynarodowe uwikłania skutecznie uczyniłyby partię trwale niewybieralną. Czasy kiedy dostawała 3% przeszłyby wówczas do historii jako lata „Wielkiego Razem”.

Razem działa w Polsce, wyrasta z tutejszej tradycji i potrzeb, a swój przekaz kieruje do Polek i Polaków; nie do Hiszpanów, którzy pamiętają dyktaturę frankistowską, nie do Greków, którzy zaznali ciężkiej ręki prawicowych pułkowników. Młodej nadal partii udało się odkryć na nowo niepotrzebnie skrywaną prostotę socjalistycznego programu: aby biedni byli mniej biedni, a bogaci mniej bogaci. Ale program ten należy realizować w pewnym kontekście: historycznym, mentalnym czy nawet geopolitycznym. To nie jest mądrość etapu; to jest po prostu mądrość. Trzeba też przyzwyczajać społeczeństwo do tego, że lewica ma dość zdrowego rozsądku, przewidywalności i merytorycznego przygotowania, aby oddać rządy kraju w jej ręce albo choćby dopuścić ją do współdecydowania na poziomie miejskim, regionalnym, krajowym. Rzucenie haseł obalania kapitalizmu ustawą nie pomaga budować takiego wrażenia. Żadnych przysług nie odda też Razem uspójnienie jej linii z tą prezentowaną przez zachodnich maoistów, trockistów, anarchosyndykalistów, anarchokomunistów i innych przedstawicieli mikrolewicowego folkloru, których wyróżnia „śmiała wizja”.

Ostolski: Marnowanie europejskiej szansy

W ostatniej partii swojego wywodu Jakub Danecki, odwołując się do historii, stawia pytanie: dlaczego faworyzowano socjaldemokrację w czasach zagrożenia bolszewizmem? Moja skromna odpowiedź brzmi: bo lepszy krok w lewo niż krok w przepaść. Tak, komunizm i rewolucyjny radykalizm, który był jego świadomym lub nie klientem, narzucały zachodniemu światu porządek dnia. Ale realną pracę na rzecz bardziej sprawiedliwego społeczeństwa realizowała zachodnia socjaldemokracja. I nie zrobiła tego, ścigając się z Moskwą na radykalizm. Jeśli Razem miałoby ulec pokusie poklepywania po plecach na eurokomunistycznych konferencjach, jeśli miałoby porzucić socjaldemokrację na rzecz „rewolucji”, realną politykę na rzecz radykalnej publicystyki, to ten „krok naprzód” byłby w istocie, krokiem w niebyt. Lepiej nie oglądać się na zrywy studenckie sprzed pół wieku czy sukcesy radykałów w krajach o innej historii i mentalności, ale pozostać przy „załatwianiu konkretnych spraw” – tych, które interesują ludzi w Warszawie, Lublinie i Piotrkowie, i którymi, miejmy nadzieję, całkiem niedługo będą się musieli zająć ludzie na Wiejskiej.

Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji.

***

Marcin Giełzak (1987), absolwent historii i zarządzania. Współzałożyciel dwóch firm oraz fundacji, autor i współautor wielu publikacji, w tym dwóch książek Antykomuniści lewicy (2014) oraz Crowdfunding. Zrealizuj swój pomysł z pomocą cyfrowego tłumu (2015). Jako publicysta współpracował m.in. z “Nowym Obywatelem”, “Midraszem”, “Liberté”.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Komentarze archiwalne

  1. Cieszy mnie ta dyskusja. Jako jeden z tych, którzy w 2015 oddali głos na Razem (tak, przeciw popisowi), kibicuję, ale nie bez zatroskania, tej partii, mając nadzieję, że w następnych wyborach nie będzie to “głos stracony”. Widzę, że nie jestem w tym osamotniony.
    Zgadzam się z Przedmówcami w marzeniu o lewicowej koalicji, i jej brak będzie w moich oczach porażką. My, Polacy, naprawdę musimy nauczyć się sztuki kompromisu, i nie postrzegania każdego kompromisu jako zgniłego. Bez tego nie ma polityki! Ale żywię wiarę w mądrość tych młodych ludzi lewicy, ufam ich mądrości, a przede wszystkim – umiejętności uczenia się, również na błędach.

    1. Kompromis w ramach obrony istniejacego systemu ktory ew zmodyfikujemy dajac / obiecujac dac/ prawa wolnosciowo obyczajowe? Ok.. ale nie nazywajcie tego tworu lewicą. Bo to nie jest i nie bedzie lewica.

      1. Czyli rewolucja? Wszystko fajnie, tylko prawda jest taka jak to ostatnio pada coraz częściej – albo lewicy i centrolewicy uda się dogadać i wystawić jedną listę, wejść do sejmu, zebrać ok.12% i może dzięki temu mieć jakiś wpływ na politykę, poprzez nacisk na rządzącą PO, która może lewicy do rządzenia potrzebować, próbować przeciągnąć narrację w lewą stronę, zrobić coś w kwestiach równości społecznej, w kwestiach światopoglądowych. Dzięki temu może uda się właśnie wreszcie zmienić trochę kurs polskiej polityki, przekonać ludzi do lewicy i lewicowych postulatów, tak że w 2023 roku nie będziemy się bać czy lewica wejdzie do sejmu w ogóle, tylko będziemy liczyć, że lewicowa koalicja będzie rządzić. Albo mamy drugą opcję, nie dogadali się, każdy idzie swoją drogą, do sejmu lewica nie wchodzi, bo głosy rozłożą się na kilka partii i w tym momencie lewica wpada w niebyt, właściwie przestaje istnieć i możemy zapomnieć o czymkolwiek co ma związek z lewicą, więc nawet jakieś podstawowe postulaty lewicowe nie będą mieć żadnych szans nie tylko zostać przyjęte przez sejm, ale nawet zaistnieć w debacie publicznej. Scena polityczna się zabetonuje na prawicę konserwatywno-narodową spod znaku PiS, Kukiz, Ruch Narodowy i prawicę spod znaku PO i Nowoczesnej, która będzie robić za lewicę ze swoimi światopoglądowymi postulatami. Zostaniemy w czarnej dupie, ale będziemy sobie piękne tekst pisać na stronie Krytyki, jaka to lewica jest czysta i wspaniała, tylko realne rzeczy i realna polityka będzie dziać się w sejmie.

  2. Słabością nowej lewicy, podobnie zresztą jak i innych ugrupowań politycznych jest szukanie inspiracji a często gotowych wzorów w historii. Podobnie jak ONR przebiera się w mundury faszystów z lat 30-stych tak Razem w swoim programie nie wychodzi poza rozwiązania znane z lat 40-stych. Jeżeli mówimy o radykaliźmie, widziałbym go raczej w poszukiwaniu nowych rozwiązań, dostosowanych do postindustrilanej rzeczywistości i wykorzystujących XXI wieczne technolgie a nie w powrocie do 1968 roku.

  3. Wreszcie ktoś myślący.
    Na dziś Razem to niestety grupa politycznych paranoików, ktorzy boją się do kogokolwiek zbliżyć, bo uważają, że każdy chce im krzywdę zrobić. A ten program naprawdę zasługuje na dobrych działączy i odpowiednie metody działania. Właściwie wystarczyłoby go konsekwentnie głosić w jak najszrszym gronie. A tu mamy świadomą izolację i zrażanie do siebie praktycznie wszystkich.
    To własnie radykalizm jest porzyczyną stagnacji i lekarstewem na to nie jest jeszce więcej raduykalizmu, tylko więcej otwarcia i na różne grupy społeczne, a nie tylko fantasmagoryczny lud.

  4. Autor zdaje się być niezłym oportunistą, rok urodzenia to potwierdza – miałkie, nietwórcze i zachowawcze pokolenie.

  5. Zdaniem autora program właściwy lewicy to „aby biedni byli mniej biedni, a bogaci mniej bogaci”. Ale pamiętajcie, że biedni nadal mają być i zawsze będą biedni, a bogaci nadal muszą być i zawsze będą bogaci! No więc, żeby nie było wątpliwości: nie. To nie jest program lewicy.” Lewicowosc to wyrownywanie poziomu zycia a nie szans , bo z szansa jest jak z totolotkiem. Jesli biednemu kupie los czyli dam mu szanse , to nie znaczy ze on wygra. Lewica to wyrownywanie poziomu zycia a nie darmowy obiad w szkolnej stołowce, ktory stygmatyzuje juz podstawy zycia.

  6. ” należy budować świadomość, budować coraz szersze koalicje wokół tych spraw i wreszcie budować państwo dobrobytu, które faktycznie będzie „urzeczywistniać zasady sprawiedliwości społecznej”. To jest ta długa, trudna, ale na na koniec dnia, jedyna prowadząca do celu droga. ” Czyli znow budujemy socjalizm aby ludziom zylo sie lepiej. C hryste.. szkoda mi młodych ktorzy moga / choc nie powinni/ nabrac sie na te liberalne brednie. POzyczam zdanie ale jest w 100% trafne. To nie jest lewica! SLD, IP, Razem nie maja nic wspolnego z lewicą. Zdaniem autora program właściwy lewicy to „aby biedni byli mniej biedni, a bogaci mniej bogaci”. Ale pamiętajcie, że biedni nadal mają być i zawsze będą biedni, a bogaci nadal muszą być i zawsze będą bogaci! No więc, żeby nie było wątpliwości: nie. To nie jest program lewicy.

    1. “No więc, żeby nie było wątpliwości: nie. To nie jest program lewicy.”
      Przecież wyraźnie masz powiedziane, że Razem to socjaldemokracja. I ich postulaty są właśnie socjaldemokratyczne, czyli centro-lewicowe (w sensie: najbliżej centrum z całego spektrum lewicy). To, że na lewo od Razem jest jeszcze kawał sceny politycznej to zupełnie inna sprawa.

      1. “masz powiedziane, że Razem to socjaldemokracja. I ich postulaty są właśnie socjaldemokratyczne, czyli centro-lewicowe (w sensie: najbliżej centrum z całego spektrum lewicy). ” Nadal nie znam opowiedzi dlaczego Razem a nie SLD czy IP ? Tez socjaldemokracja. Stworzona i istniejaca po to aby biedni nadal mają byli i zawsze byli biedni, a bogaci nadal muszą być i zawsze będą bogaci! . Bez urazy.. to nie jest lewica . To lewa odnoga ale tej samej bestii,ktora spauperyzowala miliony ludzi, pozbawila ich pracy, praw, godnosci , dachu nad glowa , okradla z praw socjalnych, odebrala godne emerytury. Socjaldemokracja podtrzymujaca system, krwiozerczy system to nie jest lewica. POwiem inaczej: ilu Polakow wczesniej zyczliwie obojetnych na np LGBT dzis dostaje wkurwu widzac na monitorze dziesiatki memow w obronie praw LGBT.? Dlaczego LGBT? dlaczego nie emeryci rencisci odczlowieczeni swiadczeniami rzędu 600-840 zl? dlaczego nie cięzko niepelnosprawni niezdolni do pracy ktorym POlska kaze zyc za 720 zl / ale na 1 wieznia , morderce zwyrodnialca przeznacza juz ponad 3 tys ?/ Dzisiejsza socjaldemokracja stanowczo odwraca oczy od faktycznych problemow, mącąc w głowach tematami, ktore moze sa i istotne dla dobrze ustawionej klasy sredniej ale nie dla milionow Polakow totalnie pozbawionych elementarnego poczucia bezpieczenstwa.

  7. W 2019 roku Razem będzie współtworzyć prawdopodobnie ogólnoeuropejski DiEM25, którego będę najpewniej członkiem jak członek zakonu MS. Co do reszty zgoda z autorem tekstu i Mattsem06. Ja też sądzę, że w miarę możliwości warto wejść w koalicję z Biedroniem i Nowacką, chociaż IMHO będzie to tymczasowo i co najwyżej na jedną kadencję, bo tamci szybko wybiorą najpewniej ministerialne stołki i koalicję z PO. Tak więc Razem nie powinno w żadnym razie zaniedbywać pracy u podstaw i pójść na krótką koalicję do wyborów z farbowanymi neoliberałami, którzy kto wie może będą w stanie zrobić coś dobrego dla zwykłych ludzi na wspomnianych ministerialnych stołkach w kolacji z PO. 😉

    1. Nie mam pojęcia jak zachowają się Biedroń i Nowacka w przyszłości, dla mnie to cały czas zagadka, jednak uważam, że takie porozumienie byłby bardzo ważne, przede wszystkim byłby to jasny sygnał dla sporej grupy wyborców – patrzcie, lewica potrafi coś zrobić wspólnie. Nie mówię, żeby dziś padały jakieś deklaracje, takie decyzje pewnie oficjalnie zapadną na początku 2019, pod koniec 2018roku, ale współpracować, rozmawiać warto już teraz, nawet fajnie by było jakby udało się dogadać Razem, IP, Zielonym odnośnie wyborów samorządowych. (myślę że tutaj, w samorządach akurat różnice między nimi są jeszcze mniejsze, jest sporo punktów wspólnych, więc porozumienie wydaje się realniejsze).
      Fajnie, że Razem ma swoje ideały, wartości i się ich trzyma, ale polityka to też umiejętność kompromisu i współpracy. Bądźmy szczerzy za 2,5 roku rozegra się bitwa po pierwsze o demokratyczna Polskę, bo albo wygra znowu PiS i kolejna kadencja może być już dla Polski tragiczna, a po drugie bitwa o przyszłość lewicy w Polsce. Przegrane będą mieć fatalne konsekwencje i trzeba zrobić wszystko by do tego nie doszło. Oczywiście w wyborach startuje się by wygrać, ale bądźmy realistami, jeśli nie wydarzy się nic nadzwyczajnego, to jedyną alternatywą dla PiS, czyli jedyna możliwość by odsunąć PiS od władzy, to zwycięstwo PO. Ważne jest jednak to, by udało się wprowadzić na tyle silną lewicę – powiedzmy 12-15% (marzenie…), żeby mogła coś ugrać w nowym parlamencie. Może niektórym się to nie spodoba, ale nie widzę lepszych pomysłów, chyba że komuś marzy się rewolucja… Mamy taką politykę jaką mamy, takich, a nie innych polityków, taką a nie inną sytuację i trzeba właśnie to brać pod uwagę, a nie zachowywać się tak jak czasami Razem, które trochę zdaje się być oderwane od rzeczywistości. Powiedzmy sobie szczerze, polska polityka jest cholernie przesunięta na prawo, trzeba ją powoli przesuwać w lewo, ale tego nie zrobi się w rok, dwa lata czy nawet 4lata, to jest praca na długi czas. By tego dokonać trzeba wejść do sejmu i proponować swoją narrację, bycie w sejmie to bycie w mediach, szansa by przekaz dotarł do większej liczby ludzi. Możliwe też, że gdyby powstał lewicowy blok byłby on potrzebny PO do rządzenia, dzięki temu można by było powoli coś zmieniać, przeciągać PO trochę bliżej centrum z prawej strony, a to byłoby bardzo dobre, gdyby wreszcie PO stało się zwykłą europejską chadecją. Poza tym Razem, Nowacka, Biedroń mają wiele wspólnych rzeczy, wiele wspólnych postulatów, które mogą ich połączyć i mogliby takie ustawy złożyć w kolejnej kadencji sejmu jeśli się do niego dostaną, gdyby lewica była PO potrzebna do rządzenia, to pewne ustawy mogłyby stać się bardzo realne. I teraz pytanie czego chce Razem, na co jest gotowe? Pytanie czy możliwy jest dialog, rozmowa, współpraca, czy wszyscy są jednak źli i niedobrzy? Pewnie współpraca z PO byłaby niemożliwa i raczej bardziej realny jest scenariusz taki jak wyżej, czyli do wyborów idzie lewicowy blok, ale na zasadzie, że po dostaniu się do sejmu każdy idzie własną drogą, potem Nowacka wchodzi w koalicje z PO i może udaje jej się trochę lewicowych postulatów i jakichś ustaw przepchnąć, do tego w pewnych sprawach IP współpracuje z Razem by np. Polska wreszcie była państwem świeckim. Razem natomiast tak jak padło wyżej, cały czas powinno pracować u podstaw, przekonywać ludzi, co do tego nie ma wątpliwości, tylko że to jest praca na wiele, wiele lat, a tyle czasu lewica nie ma, więc potrzebne są kompromisy za 2,5roku i jakaś współpraca choćby niewielka, by lewica była w sejmie.

  8. Cały artykuł można streścić w czterech słowach, jakimi lewica już dawno, dawno temu wykpiwała takie wywody: „Większych klatek! Dłuższych łańcuchów!” Może tylko bez wykrzykników, bo zbyt radykalne. A dziś lubimy zwięzłość i ujmujemy to jeszcze krócej: „radykalny centryzm”.

    Autor zdaje się nie mieć pojęcia, że żadne z osiągnięć socjaldemokracji nie byłoby możliwe, gdyby nie czekający tuż za nią radykalizm rewolucji.

    Zdaniem autora program właściwy lewicy to „aby biedni byli mniej biedni, a bogaci mniej bogaci”. Ale pamiętajcie, że biedni nadal mają być i zawsze będą biedni, a bogaci nadal muszą być i zawsze będą bogaci! No więc, żeby nie było wątpliwości: nie. To nie jest program lewicy. Tak samo jak programem abolicjonistów nie było przyznanie niewolnikom na plantacji jednej godziny odpoczynku dziennie. Tak samo jak programem sufrażystek nie było prawo głosu dla kobiet, które odziedziczyły majątek po zmarłym mężu. Tak samo jak programem lewicy w początkach XX w. nie było, by podnieść płace dzieci pracujących w kopalniach.

  9. W punkt. Bardzo dobry tekst. Ciekawe w jakim kierunku pójdzie Razem, jeśli faktycznie zacznie się radykalizować, to ogromnie się zawiodę i znowu nie będę miał swojej partii na którą mógłbym zagłosować. Poruszony jest tutaj wątek 75%, też mi się wydaje, że trzeba było po prostu mówić o progresji, a nie ruszać od razu z procentami, zresztą co by nie mówić, 75% jest mało realne.
    Też zastanawia mnie, że niby wydaje się, albo raczej wydawało się, że Razem obrało dość dobrą strategię i działa konsekwentnie, tymczasem jednak okazuje się, że coś jest zdecydowanie nie tak i mówienie, tak jak w weekend Zandberg, że Razem się umacnia jest trochę śmieszne, bo według mnie zaczyna po prostu tracić. I też zgadzam się, że Razem musi bardziej realnie patrzeć na to co się dzieje, bo wydaje mi się, że zamknęli się w swojej bańce. Zgubne może być liczenie, że nagle pewne grupy społeczne do których w sumie Razem próbuje dotrzeć w ciągu 2,5roku nagle zmienią swoje poglądy, bądźmy szczerzy większości bliżej do Kukiza czy PiSu niż do Razem. Niepokojące jest też to, że wydaja się, że Razem faktycznie nie ma ani zdolności, ani chęci do jakiegoś dogadania się z centrolewicą (nie mam na myśli SLD), a taka jest prawda, że jeśli chcemy realnie w Polsce zmian, zmian w kierunku lewicy, to nie dość że potrzebujemy silnej socjaldemokracji, którą powiedzmy, ze może być Razem, to potrzebujemy też silnej centrolewicy (Nowacka, Biedroń), same te partie nic nie zrobią i nic nie osiągną, tylko współpraca może dać jakieś efekty. Oczywiście najlepiej by było jakby oba ugrupowania mogły startować oddzielnie i dogadywać się już w sejmie, ale dziś jest jak jest, za 2,5roku będzie tak samo, po prostu muszą dogadać się wcześniej, by do sejmu weszli. Brak Razem za 2,5roku w sejmie będzie końcem tej partii, tak samo brak centrolewicy Nowackiej będzie dla niej końcem, to w ogóle byłby już dramat dla lewicy jeśli nie będzie jej w kolejnym parlamencie.

    1. Jeśli ktoś mówi o nierealności 75% to jest to po prostu absurd. Piketty przedstawia jako konieczne od zaraz rozwiązania podatkowe dużo, ale to dużo drastyczniejsze niż to, co przedstawia Razem. A mówi to w obronie kapitalizmu, który inaczej zje sam siebie przez wyssanie kapitału z realnego rynku do nieskończonej pralni derywatyw.
      Za dwa i pół roku będzie dokładnie tak samo jak dzisiaj. Czas Razem może będzie za dekadę, jeśli akumulacja kapitału będzie postępować wykładniczo. Jeśli nie, to może i za trzy. I, dziękuję, jeśli ma być partią, co czasem coś pierdnie o jakiejś progresji, tylko nie za ostrej, bo to brzydko wygląda; czasami beknie że może prawa LGBT, byle by się za bardzo nie obnosili, to niech ta partia przepadnie na wieki, bo gówno będzie warta.
      Wszyscy realnie patrzyli na to, co się dzieje przez ostatnie dwadzieścia lat i głosowali na wszelkie bękarty po AWS.

      1. “Jeśli ktoś mówi o nierealności 75% to jest to po prostu absurd.”
        Dodajmy, że historycznie istniały znacznie wyższe stawki, które gospodarki nie zniszczyły (wręcz przeciwnie). Natomiast w polskiej praktyce i w przewidywalnej perspektywie stawka 75% nie jest realna (może najwyżej stanowić punkt wyjścia do koalicyjnych negocjacji, ale ich efekt i tak będzie bardziej zależał od ogólnej siły Razem, a nie tego, co sobie wpiszą do programu). W tym sensie możemy zastanawiać się, czy podkreślanie właśnie tej najwyższej stawki w przekazie Razem nie było błędem komunikacyjnym – szczególnie, że i tak nie uwzględniano przychodów z niej przy kalkulowaniu propozycji budżetowych. Przy mózgach przeoranych latami neoliberalnej propagandy i braku zrozumienia podstaw (w tym samej idei progresji podatkowej) w społeczeństwo poszedł przekaz o “zabieraniu ludziom trzech czwartych ich ciężko zarobionych pieniędzy”, który zagłuszył wszelkie inne – np. to, że skala podatkowa Razem oznacza w praktyce obniżenie podatków dla zdecydowanej większości społeczeństwa.
        Wydaje się, że przy ograniczonym dostępie do mediów głównego nurtu trzeba tym uważniej pracować nad przekazem tak, aby całkowicie nie utracić nad nim kontroli na rzecz konkurentów. Stawka 75% w rękach neoliberałów stała się pałką do okładania Razem.

      2. Nie do końca chyba zostałem zrozumiany. Dla mnie “nierealność” nie polega na tym, że to jest niemożliwe, że to by się nie sprawdziło, że taka progresja nie jest potrzebna. Dla mnie ta “nierealność” polega bardziej na takich kwestiach jak to, że w Polsce jest narracja jaka jest i naprawdę trzeba żyć w iluzji, by wierzyć, że polskie społeczeństwo mogłoby to przełknąć. Po prostu patrzmy realnie na to gdzie mieszkamy, jaką mentalność i poglądy mają Polacy, nie jesteśmy Skandynawami, czy nawet mieszkańcami Europy Zachodniej, gdzie taka dyskusja o 75% stawce miała by sens i byłaby poważnie traktowana. To jest praca na lata, najpierw trzeba ludzi przekonać do progresji w ogóle, tak by zrozumieli o co chodzi, na dzień dzisiejszy, ludzie, którzy na progresji by skorzystali są jej przeciwni, bo przecież za 2lata oni będą milionerami i zabierze się im 75% 😉 Po drugie prawdopodobieństwo, że Razem kiedykolwiek będzie rządzić samodzielnie jest następną mało prawdopodobną rzeczą, tak więc nawet jeśli jakimś cudem będą kiedyś tworzyć rząd, to w koalicji, a koalicja polega na tym, że trzeba się po prostu dogadać, na dzień dzisiejszy żadna inna partia nie proponuje takich stawek podatkowych. Po trzecie sytuacja na świecie wygląda jak wygląda, nie znam się dobrze na gospodarce, ekonomii, ale czy faktycznie jeśli dałoby się taką stawkę, to ci najbogatsi nie uciekną z podatkami do innych krajów? To nie jest świat lat powojennych, gdzie dało się w ten sposób budować państwa opiekuńcze, czy możliwe jest by w dzisiejszym świecie stosując te same metody mieć takie same rezultaty? Czy może trzeba wymyślić coś innego?
        I na koniec zgadzam się z tym co napisał MiM, dla mnie mówienie przez Razem o 75%stawce, wręcz niesienie tego na sztandarach jako wręcz głównego postulatu, było błędem komunikacyjnym, który po prostu zaszkodził.

      3. Tak samo jeszcze dodam, że drugą łatką, która do Razem została doczepiona są uchodźcy/imigranci muzułmańscy. Oczywiście tak jak Razem nie mam wątpliwości, że ludzi uciekających przed wojną trzeba przyjąć, trzeba być solidarnym z Unią, ale pozostaje pytanie co dalej, które myślę że sporo osób, które chciałyby na Razem głosować sobie postawiło i ostatecznie zagłosowało na inną partię. Po prostu jakoś poszła łatka, że Razem chce przyjmować wszystkich jak leci i zaleje nas fala muzułmanów, a Razem tego nigdzie nie tłumaczyło i nie prostowało, czy chodzi tylko o przyjmowanie uchodźców, czy może faktycznie wpuszczać wszystkich bez sprawdzania, bez kontroli? Myślę że warto by było by w partii pomyślano o tym by opublikować takie szersze stanowisko na ten temat. Problem uchodźców/imigrantów nie zniknie, więc na pewno w kolejnej kampanii będzie znowu istotnym tematem i nie da się od tego uciec. Razem powinno zając takie stanowisko, by było wiadomo jakie mają propozycje by mimo przyjęcia uchodźców uniknąć sytuacji jaka ma miejsce na Zachodzie czy np. w Szwecji. Jak ich rozlokować by nie powstały dzielnice muzułmańskie (oczywiście przy 7tys. jest to nierealne, ale pewnie na Zachodzie też specjalnie się nad tym nie zastanawiano jak zaczęto ściągać imigrantów), jak włączyć je do życia w Polsce, jak sprawić by włączyć ich na rynek pracy, jak sprawić by zrozumieli, że mamy swoje wartości i muszą się do nich stosować, nawet wtedy gdy to jest sprzeczne z ich religią? Nie ma co się czarować, wiadomo że na Zachodzie popełniono sporo błędów i teraz te błędy wychodzą. Wiem że może się to co piszę nie spodobać niektórym osobom, bo na lewicy uchodźcy/imigranci, to taki według mnie trochę temat tabu, nie wolno o tym rozmawiać, a według mnie właśnie trzeba. Tydzień temu w tok.fm była rozmowa w wieczorze Stawiszyńskiego z Tubylewicz o Szwecji i padła tam bardzo ciekawa diagnoza, że lewica, która zawsze wspiera mniejszości, słusznie uznała za taką mniejszość potrzebującą wsparcia muzułmanów, ale z drugiej strony wpadła w taki paradoks, że w jakimś sensie broni zachowań/kultury/religii, która jest sprzeczna w wielu elementach z lewicowymi wartościami i dochodzi do takich sytuacji, że kobiety, dziewczyny muzułmańskie w demokratycznym państwie nie mają pełni praw, które to niby są tak ważne dla lewicy. To jest faktycznie bardzo ciekawa i istotna rzecz, która lewica musi rozważyć. Osobiście dla mnie sprawa jest prosta, skoro krytykujemy Kościół katolicki, skoro krytykujemy religijne fundamentalizmy, to nie może być jakiegoś pobłażania dla niezgodnych z naszymi wartościami zachowań ze strony muzułmanów, mimo że ktoś może to tłumaczyć inną kulturą etc., to nie ma znaczenia. Szacunek do innych kultur to jedno, ale jeśli wchodzi to w konflikt z wartościami lewicowymi, z demokracją, z prawami człowieka, to osobiście nie mam wątpliwości co jest dla mnie ważniejsze.

      4. @ Batat, bardzo słusznie, tylko, że w Polsce Piketty’ego kompletnie nikt nie czyta.
        Ja nie znam osobiście nikogo, kto przeczytałby Piketty’ego (choć zachęcam każdego).

Zamknij