Kraj

Czemu władze przemilczały rocznicę Jedwabnego?

80 lat temu polscy mieszkańcy Jedwabnego dokonali pogromu swoich żydowskich sąsiadów. Najwyższych władz – prezydenta, premiera, marszałkini sejmu – w Jedwabnem w dniu rocznicy nie było. Nie skorzystali z okazji, by publicznie zabrać głos i oddać hołd ofiarom, zastanowić się, jak mroczne dziedzictwo tych wydarzeń ciąży nad współczesną Polską.

Według ustaleń IPN w pogromie zginęło co najmniej 340 Żydów, obywateli Polski. Masowy mord w Jedwabnem był tylko jednym z wielu pogromów, do których doszło na Podlasiu latem 1941 roku – po przejściu tych terenów spod kontroli radzieckiej pod niemiecką. Podobne zbrodnie miały miejsce między innymi w Radziłowie i Wąsoczu. Ustalenia IPN mówią o około 30 antyżydowskich wystąpieniach. Niemcy na nie przyzwalali, do niektórych mogli po cichu zachęcać, sprawcami byli jednak – według najlepszego współczesnego stanu wiedzy – Polacy występujący przeciw swoim współobywatelom i sąsiadom Żydom.

Dwie dekady temu wokół Jedwabnego dokonała się w Polsce ważna praca pamięci i rozliczenia. Jako społeczeństwo przetrawiliśmy i przedyskutowaliśmy trudną książkę Jana Tomasza Grossa. IPN przeprowadził swoje śledztwo, którego konkluzje potwierdziły, że w Jedwabnem doszło do dokonanego przez Polaków pogromu. Prezydent Kwaśniewski wygłosił prawdziwie historyczne, wyważone, świetnie napisane przemówienie, próbujące w imieniu wspólnoty rozliczyć się ze złem, jakie popełnione zostało w okresie wojny. „Tragedii, która się tu rozegrała, nie da się cofnąć. Zła nie da się zamazać, cierpienia zapomnieć. Prawda o tym, co się wydarzyło, nie naprawi tego, co się stało. Prawda nie ma takiej mocy. Ale tylko ona – tylko prawda najbardziej piekąca, bolesna – pozwoli oczyścić ranę pamięci” – mówił.

Osiemdziesiąta rocznica nie stała się punktem wyjścia do podobnej refleksji. Można odnieść wręcz wrażenie, że została przemilczana przez najwyższe władze państwowe. Owszem, w niedzielę na uroczystościach byli obecni przedstawiciele rządu i prezydenta. Ze strony rządu pełnomocnik MSZ ds. kontaktów z diasporą żydowską Jarosław Nowak oraz sekretarz ds. polityki europejskiej, Polonii oraz dyplomacji publicznej i kulturalnej w MSZ Szymon Szynkowski vel Sęk. Ze strony prezydenta jego doradca ds. polityki zagranicznej Paweł Czerwiński. Urzędnicy stosunkowo niewysocy rangą.

Najwyższych władz – prezydenta, premiera, marszałkini sejmu – w Jedwabnem nie było. Nikt z tej trójki nie skorzystał z okazji, by publicznie zabrać głos i przypomnieć, co stało się 80 lat temu na Podlasiu, by oddać hołd ofiarom, zastanowić się, jak mroczne dziedzictwo tych wydarzeń ciąży nad współczesną Polską.

Odwracanie wzroku

Na oficjalnej stronie prezydenta RP znajdujemy tylko krótką notatkę o złożeniu przez przedstawiciela prezydenta kwiatów pod pomnikiem Żydów zamordowanych w Jedwabnem. Nie ma żadnego komunikatu, tekstu, listu ze strony prezydenta. Jest za to „Przesłanie z okazji Narodowego Dnia Pamięci Ludobójstwa”, upamiętniające ofiary Zbrodni Wołyńskiej. Jest treść przemówienia, jakie prezydent wygłosił w trakcie Dnia Pamięci Ofiar Obławy Augustowskiej. Oraz list do uczestników pielgrzymki Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę. Tu prezydent uznał za stosowne zabrać głos.

O Jedwabnem nie znajdziemy też nic w mediach społecznościowych premiera Morawieckiego i marszałkini Witek. Choć oboje zauważają rocznicę zbrodni wołyńskiej i oddają hołd jej ofiarom.

Nie, polskie elity nie ratowały Żydów

Także w głównym wydaniu Wiadomości o Jedwabnem nie wspomniano. Ani w sobotę (rocznica zbrodni), ani w niedzielę (dzień tegorocznych obchodów). Choć sporo było o historycznych rocznicach: zbrodni wołyńskiej, pacyfikacji wsi Mnichów przez Niemców w trakcie wojny, a nawet zawieszenia dzwonu Zygmunta na Wawelu.

Innymi słowy, w 80. rocznicę tragicznych antyżydowskich pogromów, których ofiarami byli obywatele Polski, trudno oprzeć się wrażeniu, że państwo odwraca się o tych wydarzeń, a jego najwyżsi przedstawiciele nie mogą się zdobyć na napisanie tweeta oddającego ofiarom pamięć i szacunek.

Odwracanie wzroku od Jedwabnego przez tę właśnie ekipę nie dziwi. Pamiętajmy, że w 2015 roku przyszły prezydent Duda zagrał kartą Jedwabnego w swojej debacie z Bronisławem Komorowskim. Zaatakował wtedy polityka PO za list, jaki napisał jako prezydent w 70. rocznicę zbrodni. Komorowski oddawał w nim hołd ofiarom, przypomniał i powtórzył przeprosiny prezydenta Kwaśniewskiego, powiedział wreszcie, że „Naród ofiar musiał uznać tę niełatwą prawdę, że bywał także sprawcą”. „Jak wygląda […] pana polityka obrony dobrego imienia Polski, jeżeli pan w swoich wystąpieniach używa określenia, które niszczy rzeczywistą pamięć historyczną, zadaje kłam temu, co jest tak niezwykle ważne, żebyśmy nie byli kłamliwie oskarżani przez innych, że to my uczestniczyliśmy w Holokauście?” – atakował Duda.

Upamiętnianie Zagłady jest łatwe – oddziela nas od Zagłady

Choć PiS lubi przedstawiać się jako partia pamięci, siła, która przywróciła polskiej historii należne jej miejsce w sferze publicznej, to jej polityka historyczna zawsze opierała się tyleż na procesach upamiętniania, ile na wypieraniu z pamięci. PiS ma ofertę dla swojego elektoratu: dopóki my rządzimy, o pewnych kwestiach możemy, a nawet powinniśmy jako wspólnota nie pamiętać. W tym przede wszystkim o takich wydarzeniach jak zbrodnie Polaków na Żydach.

Projekt polityki historycznej PiS zakłada obraz polskiej przeszłości, w której Polacy są albo wzniosłymi bohaterami, albo niewinnymi ofiarami. Stąd z jednej strony Pilecki, Sprawiedliwi wśród Narodów Świata, Bitwa Warszawska, zwycięski Sobieski pod Wiedniem, z drugiej celebracja klęsk powstania warszawskiego, „żołnierzy wyklętych”, Katynia, rzezi wołyńskiej, Mnichowa i wszelkich polskich cierpień. Jedwabne nie mieści się w tej narracji, zmusza do zmierzenia się z całą złożonością polskiej historii, z jej mrocznymi kartami, z toksycznym dziedzictwem przedwojennego antysemityzmu i wojennej demoralizacji. A do tego narracja historyczna, którą w tyle politycznie zainwestowała rządząca ekipa, zdolna nie jest.

„Pogromy? To nie Polacy robili to Żydom, to komuniści”

Dzieci i demony

Czesław Miłosz napisał kiedyś o poezji socrealistycznej, że podstawowa rządząca nią zasada polega na tym, iż pisząc dla dorosłych o, było nie było, poważnych sprawach – walka klas, klasa pracująca, modernizacja kraju, imperializm – pisać należy jak dla dzieci. Podobnie konstruowana jest historyczna narracja rządzącej ekipy. Niezależnie od tematu przypomina anachroniczną czytankę, jak z elementarza sprzed wieku. Taki model pamiętania i przeżywania wspólnej historii tworzy głęboko zdziecinniałą zbiorową podmiotowość, zafiksowaną na własnej historycznej dumie i krzywdzie, niezdolną do refleksji nad przeszłością taką, jaka ona jest naprawdę.

Jak wiemy, gdy rozum śpi, budzą się demony. Zjawiły się one w Jedwabnem w sobotę. Nacjonaliści – nieświadomi, że z powodu szabatu obchody zostaną przesunięte na niedzielę – przyjechali do Jedwabnego, by prowokować osoby oddające hołd ofiarom. Mieli koszulki z napisami „nie przepraszam za Jedwabne” oraz transparenty z hasłami „Dokończyć ekshumację = skończyć z oszczerstwami pseudohistoryków wobec Polaków”. Pojawił się wśród nich na chwilę, jak donosiła „Gazeta Wyborcza”, Robert Bąkiewicz. W czerwcu dwa związane z nim stowarzyszenia otrzymały 3 miliony złotych z rządowego Funduszu Patriotycznego.

Obecna władza nie ochroni nas przed tymi demonami. Wręcz przeciwnie, sama zachęca je do harców, wspiera finansowo. Zabiega o skrajnie prawicowy elektorat i sama coraz częściej mówi jego językiem. W kwestii uchodźców, osób LGBT, migracji, „marksizmu kulturowego”, „zgniłej Europy”. Być może więc to wymowne milczenie w sprawie rocznicy Jedwabnego to i tak najlepsze, na co mogliśmy liczyć od tej ekipy.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Jakub Majmurek
Jakub Majmurek
Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) "Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej".
Zamknij