Kraj

Czego nie strawi pożar, spali elektrownia. Gospodarka leśna w Polsce to „biomasakra”

Obserwujemy rzadki moment, w którym ekolodzy, naukowcy i aktywiści stoją ramię w ramię z przedstawicielami przemysłu drzewnego i wspólnie protestują przeciwko polityce rządu – mówi nam posłanka Lewicy, Daria Gosek-Popiołek. Wszystkie te środowiska połączył przyjęty kilka dni temu projekt nowelizacji ustawy o OZE, który umożliwia spalanie w elektrowniach drewna zalegającego w Lasach Państwowych.

Za rządową propozycją zmian w przepisach dotyczących zarządzania odnawialnymi źródłami energii zagłosował cały obóz Zjednoczonej Prawicy oraz poseł Konfederacji, Drobromir Sośnierz. Wcześniej przeciwko tym pomysłom protestowali pod Sejmem aktywiści i aktywistki z organizacji i ruchów ekologiczno-społecznych, m.in. Greenpeace Polska, Extinction Rebellion i Pracowni na rzecz Wszystkich Istot.

Uczestnicy i uczestniczki demonstracji pod hasłem „Nie palcie naszych lasów!” domagali się zaprzestania prac nad nowelizacją, a dokładniej – odrzucenia zapisu, który wprowadza „szeroką i dającą pole do nadinterpretacji definicję drewna energetycznego”.

Dokładka do pieca

Przypomnijmy, że do tej pory spalane mogło być wyłącznie drewno niepełnowartościowe oraz drewniane odpady z przemysłu meblarskiego. Tymczasem nowe prawo, które z inicjatywy Lasów Państwowych przedstawiło parlamentowi Ministerstwo Środowiska we współpracy z resortem klimatu, zezwoli na użycie krajowych zasobów drewna jako paliwa, np. w piecach elektrowni.

Obrońcy i obrończynie środowiska nie mają wątpliwości, że w wyniku współpracy z sektorem energetycznym przyrodę czeka jeszcze większa dewastacja, sygnowana już nie po raz pierwszy przez instytucję w teorii odpowiedzialną za bezpieczeństwo i bioróżnorodność polskich lasów, a w praktyce nastawioną na produkcję i sprzedaż cennego surowca.

Przepisy, które zaakceptował Sejm, a teraz będzie rozpatrywać Senat, dadzą Lasom Państwowym przede wszystkim dowolność w decydowaniu o tym, jak należy klasyfikować drewno, które trafi na nowy rynek zbytu.

Ochrona przyrody według Ministerstwa Środowiska: spalmy więcej drzew

„Wycinane pod pretekstem cięć sanitarnych i spalane będą drzewa martwe i zamierające, dziuplaste i biocenotyczne, czyli takie, które nie są wartościowe z punktu widzenia produkcji surowcowej, ale są kluczowe dla ochrony różnorodności biologicznej kraju” – czytamy w oświadczeniu opublikowanym na stronie Greenpeace Polska, podpisanym przez 31 eko-NGOsów i przekazanym politykom.

W podobnym tonie o nowelizacji ustawy o OZE wypowiada się posłanka Lewicy, Daria Gosek-Popiołek, która jeszcze przed głosowaniem z mównicy sejmowej zaapelowała do parlamentarzystów i parlamentarzystek o odrzucenie projektu ministerstwa w całości. Nam opowiedziała o licznych negatywnych konsekwencjach wprowadzenia przepisów w życie.

– Na papierze nowelizacja ustawy wygląda niewinnie, bo chodzi przecież „tylko” o rozszerzenie definicji drewna energetycznego. Jednak tak naprawdę Lasy Państwowe dostają zielone światło na masowe wycinki i sprzedaż drewna pod etykietą biomasy elektrowniom. W efekcie pod topór i do pieców może trafić więcej, nawet dobrej jakości, wysokogatunkowego drewna – mówi polityczka.

Lasy Państwowe twierdzą jednak, że zmiana ustawy o odnawialnych źródłach energii nie będzie miała żadnego wpływu na ilość pozyskanego drewna, ponieważ ta ostatnia uzależniona jest od zasobów drewna w lesie, zjawisk o charakterze klęskowym oraz zatwierdzanych przez Ministerstwo Środowiska „10-letnich planów urządzenia lasu, na podstawie których pracują wszystkie nadleśnictwa”.

„Nie ma możliwości, by pozyskanie drewna wzrosło dlatego, że surowcem będzie zainteresowany akurat sektor energetyczny. Warto dodać, że pozyskanie drewna w LP w 2019 roku było mniejsze niż w 2018 (o 2,7 mln metrów sześciennych), a plan na rok 2020 przewiduje jeszcze mniejsze (o 0,5 mln metrów sześciennych w stosunku do roku ubiegłego). Co więcej, w związku z epidemią i kryzysem gospodarczym wykonanie tego planu będzie niepełne” – piszą leśnicy, powołując się na ten sam argument, którego w uzasadnieniu zmian w ustawie o OZE używa także minister Michał Woś.

Mowa o kryzysie wywołanym epidemią COVID-19, który sprawił, że nabywców drewna ubyło, a zamówienia na surowiec zmalały. Prawdopodobnie tak właśnie powstał pomysł na zmianę prawa. Trzeba było bowiem wymyślić, co zrobić, a raczej – jak zarobić na zalegających zasobach.

– Zapewnienia o tym, że zwiększonych wycinek nie będzie, gdyż te określane są w PUL-ach (planach urządzenia lasu), to żaden argument w tej dyskusji. Dlaczego? Bo są one aneksowane, co oznacza, że LP mogą zmienić swoje decyzje w każdej chwili – wyjaśnia Daria Gosek-Popiołek i dodaje, że z akceptacją podobnych decyzji szefostwo resortu nie miało do tej pory żadnych problemów. Aneksy, przy protestach strony społecznej, podpisano chociażby w ostatnich latach w Puszczy Białowieskiej.

Puszcza Białowieska drugą Rospudą? [zdjęcia]

Słabe argumenty

– Minister Woś i Lasy Państwowe bardzo dużo mówią też o problemie „zalegania” drewna, które rzekomo powoduje zagrożenie pożarowe oraz namnażanie się szkodników. Tymczasem ekolodzy, jak i naukowcy, którzy bardzo aktywnie włączyli się w sprawę nowelizacji, mają na ten temat zupełnie inne zdanie – mówi posłanka Lewicy.

Stanowisko rządu i LP krytycznie ocenił m.in. Adam Bohdan, biolog, członek Regionalnej Rady Ochrony Przyrody w Białymstoku, wieloletni obrońca Puszczy Białowieskiej i wiceprezes zarządu Fundacji Dzika Przyroda, który wyjaśnia, że „wielkogabarytowe kłody są trudno palne, szczególnie w ostatnich miesiącach, kiedy mamy wyjątkowo dużą wilgotność”.

„Podobnie – w dużej mierze bezpodstawne – są obawy dotyczące rozwoju organizmów szkodliwych, których – według autorów ustawy – gradacje mają nastąpić, jeśli dotychczas pozyskane drewno zalegające na składnicach nie zostanie spalone. Kornik ostrozębny zasiedla konary drzew żyjących. Boreczniki, barczatka sosnówka są gatunkami igłożernymi, brudnice mniszka i nieparka są gatunkami liściożernymi. Wspomniane gatunki w żaden sposób nie wykorzystują pni ściętych drzew” – pisze Adam Bohdan w opinii do nowelizacji.

Głos w sprawie zabrali także członkowie i członkinie Polskiej Akademii Nauk, którzy obalili inną tezę ministra Wosia i Lasów Państwowych. Chodzi o przekonanie, że drewno jako biomasa nie powinno być traktowane jako nieszkodliwe dla środowiska, ale jako naturalne dla klimatu odnawialne źródło energii.

„Klasyfikowanie biomasy leśnej jako OZE to nieporozumienie. Tak, można zasadzić nowe drzewa. Tak, mogą one przechwycić uwolniony wcześniej dwutlenek węgla. Ale nie powstrzymamy w ten sposób globalnego ocieplenia. To jedynie przeksięgowanie emisji CO2, a nie jej redukcja” – brzmi komunikat PAN. Podobne absurdy na temat polityki OZE i biomasy opisywał na naszych łamach Łukasz Dąbrowiecki, a w 2019 roku zajmowali się nimi eksperci i ekspertki z European Academies’ Science Advisory Council.

Polskie NGOsy z kolei podają przykład Słowacji, która wprowadziła podobną do polskiej definicję drewna energetycznego. „Na Słowacji wycinka pod pozorem spalania drewna w charakterze biomasy przybrała katastrofalne rozmiary i nazywana jest biomasakrą. Ilość spalanego drewna pochodzącego z rumuńskich Karpat ma wzrosnąć w tym państwie do 2030 roku o 120 proc.” – przestrzegają aktywiści i po raz kolejny podkreślają, że nie natura, ale ingerencja człowieka w nią stanowi główne zagrożenie dla lasów, które w dobie kryzysu hydrologicznego i klimatycznego są na wagę złota.

Lasy Państwowe robią wiele, żeby ich zysk nie był zbyt duży

Zadaniem Lasów Państwowych powinna być też więc ochrona ich bioróżnorodności, ale zamiast tego leśnicy już teraz doprowadzili do powstania drzewnych monokultur, podporządkowanych interesom przemysłowców. „W polskich lasach gospodarczych nadal dominują jednogatunkowe uprawy sosnowe czy świerkowe, które mają bardzo niską odporność na suszę oraz na owady żerujące na drzewach” – przypominają przedstawiciele i przedstawicielki NGOsów zaangażowanych w protest przeciwko ustawie.

Las na sprzedaż

Daria Gosek-Popiołek wskazuje jednak, że postulaty ekologiczne i klimatyczne dla Lasów Polskich nie mają większego znaczenia, ponieważ ta instytucja jest nastawiona głównie na zysk i traktuje lasy gospodarcze „niczym plantacje i farmy”.

– Lasy Państwowe to państwo w państwie, które dysponuje ogromnym, przez nikogo niekontrolowanym kapitałem. Tylko w zeszłym roku odnotowały 9 mld dochodów, a na funduszu leśnym mają odłożone kilkadziesiąt miliardów złotych. Ich sprawozdania finansowe mają ledwie dwie strony, a Ministerstwo Ochrony Środowiska umywa ręce i nie przygląda się ich działalności – mówi posłanka.

Samowolka LP doprowadziła w efekcie do tego, że Polska traci nie tylko cenne przyrodniczo obszary i szansę na złagodzenie skutków katastrofy klimatycznej, ale także środki na te cele. Z raportu Najwyższej Izby Kontroli Państwowe Gospodarstwo Leśne Lasy Państwowe na ochronę i hodowlę lasów – główny cel swojej działalności – przeznacza jedynie 13 proc. swoich kosztów. Na co idzie reszta? Choćby na pensje urzędnicze (np. rzędu kilkunastu tysięcy złotych miesięcznie dla nadleśniczego).

– Te stanowiska obsadzane są w dodatku osobami związanymi z szeroko pojętym obozem władzy albo konkretniej – Zbigniewa Ziobry. Jego współpracownicy zajmują kolejne stołki dyrektorskie w LP albo w Ministerstwie Środowiska, jak Michał Woś. Mamy do czynienia z sytuacją, w której instytucja, która zarabia naprawdę ogromne pieniądze, znajduje się całkowicie poza kontrolą społeczną, ma bliskie relacje z obozem władzy, a teraz nagle uzyskuje możliwość jeszcze większego zarabiania, sprzedawania drewna i zmieniania całego rynku związanego z tym surowcem – mówi nam Daria Gosek-Popiołek.

Kto nie kupi drewna?

Przemysł drzewny to ważny aspekt tej dyskusji, ponieważ jego przedstawiciele również włączyli się w protesty przeciwko nowelizacji ustawy o OZE. – Obserwujemy rzadki moment, w którym ekolodzy, naukowcy i aktywiści stoją ramię w ramię z przedstawicielami przemysłu drzewnego i wspólnie protestują przeciwko polityce rządu – zauważa przedstawicielka Lewicy.

Widzisz drzewa, nie widzisz lasu

czytaj także

Polska Izba Gospodarcza Przemysłu Drzewnego wystosowała w tej sprawie apel do ministra klimatu Michała Kurtyki, wskazując, że drewno, które według ministerstwa zalega w lasach i jest niesprzedawalne, nadaje się do kupna przez polskich producentów. Niestety z powodu zaporowych cen, jakie oferują LP – monopolista na rynku – nie są w stanie tego zrobić.

„Uważamy, że marnotrawstwem jest przeznaczenie na cele energetyczne jakiegokolwiek materiału drzewnego, który może być wykorzystywany jako surowiec do dalszego przerobu w przemyśle przetwórczym. Tym bardziej taki surowiec nie powinien zostać objęty subwencjami” – brzmi stanowisko Izby, która jednocześnie proponuje, by zamiast definicji drewna energetycznego, proponowanej przez rząd, zastosować tę, którą określa wypracowany w konsensusie przez branże przemysłu drzewnego projekt rozporządzenia dotyczącego cech jakościowo-wymiarowych drewna.

Na reakcję resortów i LP trudno jednak liczyć, skoro do tej pory żaden z tych podmiotów nie reagował na skandaliczne przypadki dewastacji lasów w Polsce. – Skala eksploatacji i zniszczenia tych obszarów rośnie i budzi ogromny sprzeciw społeczny. Wystarczy spojrzeć, ile w tej chwili konfliktów toczy się wokół planowanych wycinek i innych działań LP – mówi Daria Gosek-Popiołek.

Presja ma sens. Jak lublinianie walczą o drzewa

Rzeczywiście, jest ich całkiem sporo. Na aktualizowanej na bieżąco mapie Lasy i Obywatele widnieje co najmniej 40 miejsc, w których obywatele i obywatelki protestują przeciwko planowanym wycinkom. – To wiele mówi o polskiej polityce środowiskowej, gdzie zwykli ludzie oraz aktywiści, a nie państwo, dbają o przyrodę i bezpieczeństwo społeczne – podsumowuje Daria Gosek-Popiołek.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Paulina Januszewska
Paulina Januszewska
Dziennikarka KP
Dziennikarka KP, absolwentka rusycystyki i dokumentalistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Pisze o kulturze, prawach kobiet i ekologii.
Zamknij