Kraj

Chełstowska: Rząd tłumaczy się przed Kościołem

Przedstawiciele Kościoła i rządu zapomnieli o miejscach przypisanych im przez konstytucję.

Komisja Wspólna Przedstawicieli Rządu i Konferencji Episkopatu Polski to bardzo ciekawa instytucja. W skrócie jest to narzędzie bezpośredniego lobbingu hierarchów Kościoła katolickiego na najwyższych urzędników polskiego rządu. Na jej posiedzeniach rząd pokornie tłumaczy się biskupom na przykład z zamiaru przyjęcia Konwencji o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet.

Komu przeszkadza walka z przemocą?

W Polsce na pomoc dla doświadczających przemocy zawsze jakoś „brakuje pieniędzy”, a jeśli już się znajdą, rzadko jest to pomoc systemowa. Nadal funkcjonuje wiele stereotypów, przeszkadza też mentalność urzędników i sędziów. Kobiety zgwałcone najczęściej nie zgłaszają się nawet na policję, bo wiedzą, co usłyszą: że po co było chodzić po ciemku, czy to na pewno był gwałt, w co była ubrana? Edukacja młodych ludzi na temat przemocy i przemocy seksualnej jest prawie żadna, a podwójny standard w sprawach seksualnych propaguje nie tylko popkultura, ale nawet politycy. Przemoc w stałych związkach jest bagatelizowana, a jej ofiary często oprócz psychologicznych mechanizmów przemocy zmagają się z problemami ekonomicznymi (gdzie odejść? Dlaczego to nie sprawca musi opuścić mieszkanie?) i uzasadnionym lękiem o swoje bezpieczeństwo (ofiarami poważnych przestępstw często stają się kobiety, które już odeszły od swoich oprawców, ale nie mogły liczyć na jakąkolwiek ochronę; sądy zbyt rzadko wydają zakaz zbliżania się).

Największą barierą jest jednak to, że przeciwdziałanie przemocy po prostu nie jest priorytetem polskiego państwa. Przyjęcie konwencji Rady Europy o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet oznaczałoby, że rząd, oprócz ślicznych deklaracji, musiałby po pierwsze zmienić prawo, a po drugie przeznaczyć na cel walki z przemocą konkretne środki finansowe.

Musiałby założyć ośrodki pomocy dla kobiet, które doświadczyły przemocy seksualnej – w tej chwili w Polsce nie ma ani jednego takiego specjalistycznego ośrodka. Musiałby założyć ogólnopolski, bezpłatny i całodobowy telefon zaufania do spraw wszelkiego rodzaju przemocy. Musiałby też rozszerzyć definicję przemocy w rodzinie o przemoc ekonomiczną, wprowadzić otwarty katalog cech prawnie chronionych, poprawić regulacje dotyczące opuszczenia lokalu przez sprawcę przemocy i wprowadzić jeszcze kilka ważnych zmian.

Pozornie przyjęcie Konwencji to kwestia zdrowego rozsądku – kto mógłby się sprzeciwiać pomocy kobietom bitym, gwałconym, znajdującym się w długotrwałej sytuacji przemocy? A jednak w Polsce możliwe jest wszystko.

Kościół nie akceptuje kilku ustępów Konwencji: tych o płci kulturowej i obowiązku edukowania na temat homoseksualizmu i transseksualizmu. Hierarchom nie podoba się też stwierdzenie o systemowym charakterze przemocy wobec kobiet – ich zdaniem to najwyraźniej za każdym razem zbieg okoliczności. Dlatego Kościół otwarcie sprzeciwia się ratyfikacji Konwencji. Te kilka sformułowań warte jest odrzucenia całego dokumentu.

Do tego momentu sytuacja mieści się jeszcze, powiedzmy, w porządku konstytucyjnym. Przedstawiciele jednego wyznania publicznie wypowiadają się na temat poczynań rządu, sprzeciwiają się rozszerzeniu pomocy dla kobiet cierpiących w wyniku przemocy. Takie mają przekonania religijne.

Problem zaczyna się w momencie, kiedy przedstawiciele tego wyznania, hierarchowie Kościoła katolickiego, są przekonani, że to oni tak na prawdę rządzą krajem, a rada ministrów ma wobec nich obowiązek sprawozdawczy. Problem pogłębia się, kiedy rząd podziela to przekonanie i tłumaczy się księżom biskupom ze swojej pracy niczym uczniowie przed nauczycielami.
Spojrzenie „od kuchni” na lobbing Kościoła.

Komisja Wspólna po każdym posiedzeniu publikuje oficjalne oświadczenie, ale już o dostęp do protokołów posiedzeń trzeba powalczyć. Zrobiła to prof. Monika Płatek, prawniczka i ekspertka w dziedzinie równości. Udostępniony przez nią w internecie protokół z posiedzenia Komisji w sprawie Konwencji to dla nas szansa na zajrzenie za kulisy polityki i przyjrzenie się „od kuchni”, jak wyglądają relacje państwo – Kościół katolicki.

Na początek konkrety. Rząd traktuje spotkania z biskupami bardzo poważnie, dlatego wysyła na nie zespół godny zagranicznej delegacji. Na obradach na temat ratyfikacji Konwencji Rady Europy w sprawie przemocy wobec kobiet obecnych było ze strony kościelnej 9 osób, ze strony rządowej 18 osób, w tym:

– czterech ministrów (edukacji, kultury, pracy i polityki społecznej, administracji i cyfryzacji)
– sekretarz stanu w Ministerstwie Administracji i Cyfryzacji
– szef kancelarii premiera
– pełnomocniczka ds. równego traktowania

Atmosfera obrad

Jaki obraz wyłania się z protokołu obrad Komisji? Jaka jest ich atmosfera i organizacja? Według protokołu, przedstawiciele Kościoła katolickiego „przypominali”, „oczekiwali”, zgłaszali pytania, zastrzeżenia i postulaty. Członkowie strony kościelnej „wyrażali zaniepokojenie”, „poddawali pod rozwagę”, mówili, że czegoś „nie można zaakceptować”.

Strona rządowa zapewniała o chęci daleko idącej współpracy, wyjaśniała, uspokajała. Członkowie strony rządowej rozliczali się ze swoich działań, zwracali się do biskupów i arcybiskupów z szacunkiem i pewną ostrożnością.

Najbardziej aktywny w rozmowach z Episkopatem był minister Michał Boni (wówczas minister administracji i cyfryzacji), który reagował z wielką wrażliwością na wszystkie zastrzeżenia zgłaszane przez przedstawicieli Kościoła katolickiego, rozdzielał odpowiednie zadania wśród przedstawicieli rządu oraz obiecywał zajęcie się wszelkimi wątpliwościami zgłaszanymi przez Episkopat, konsultowanie i ustalanie z Episkopatem szczegółów poszczególnych rozwiązań.

Być może najbardziej uderzające ustalenie tego posiedzenia to postanowienie, że obowiązującą ustawę o przeciwdziałaniu przemocy trzeba poprawić i że ma się tym zająć… Zespół do Spraw Rodziny Komisji Wspólnej.

Kościół nie jest władzą wybieralną

Z analizy protokołu Komisji Wspólnej wyłania się naprawdę ponury obraz polskiej demokracji. Zarówno przedstawiciele Kościoła, jak i rządu, ulegli jakiejś zbiorowej iluzji i zapomnieli zupełnie o miejscach przypisanych im przez konstytucję.

Przypomnijmy: Kościół katolicki ani żaden z jego kapłanów nie jest członkiem władzy wybieralnej w Polsce. Biskupi chętnie prezentują Kościół (czyli siebie, Konferencję Episkopatu) jako przedstawiciela Woli Narodu. Rzeczywistość jest taka, że nikt ich nie wybrał i nikt na nich nie głosował. Wybrali ich najwyżej inni biskupi, ale to czyni ich w najlepszym razie przedstawicielami własnego zawodu (swoją drogą byłby to związek zawodowy cieszący się bezdyskusyjnie największym posłuchem rządu).

W tym zresztą tkwi siła Episkopatu – jest niezależny od wyborców, nie przejmuje się w ogóle popularnością, opinią publiczną czy następnymi wyborami. Przedstawiciele strony rządowej na posiedzeniach Komisji Wspólnej zmieniają się co kadencję. Przedstawiciele strony kościelnej pozostają mniej więcej ci sami. Wieczni, gotowi, pewni swojej boskiej legitymacji. Oni mają czas.

I opinia publiczna, i sami rządzący, powinni otrząsnąć się z tej iluzji. Żyjemy w demokratycznym państwie, w którym suwerenną władzę wybierają obywatele w powszechnych wyborach. Jakkolwiek ułomny jest to system, przedstawicielom społeczeństwa należy się przynajmniej tyle szacunku, ile żywimy dla naszej demokracji. Podporządkowanie się władzy świeckiej wybranej w demokratycznych wyborach organowi jednego z Kościołów jest sprzeczne z konstytucją i wpływa negatywnie na działanie demokracji.

Z drugiej strony rząd wydaje się w ogóle nie przejmować opinią kobiet. Nie liczy się z żadnym politycznym kosztem nieprzyjęcia międzynarodowej konwencji, która ma pomóc kobietom cierpiącym z powodu przemocy. Lekceważy skutki nieprzestrzegania już zawartych umów międzynarodowych, a nawet łamania prawa krajowego (liczne wyroki Trybunału Praw Człowieka). Dlaczego nie pamięta o tym, że kobiety to połowa obywateli, połowa wyborców, połowa podatników? Że należy nam się sprawiedliwość, równość wobec prawa, ochrona przed przemocą, dostęp do służby zdrowia i pomocy?

Czy musimy stworzyć Komisję Wspólną Przedstawicieli Rządu i Ruchu Kobiecego?

PS A na przyszłość: protokoły z posiedzeń Komisji Wspólnej powinny być jawne, publikowane w jak najkrótszym czasie od posiedzeń i udostępnione za darmo w internecie, tak, aby prasa i zwykli obywatele mogli na bieżąco obserwować negocjacje Kościoła z rządem. To byłby dobry start.

Agata Chełstowska – analityczka Obserwatorium Równości Płci Instytutu Spraw Publicznych.

 

Czytaj także:

Jeśli chcesz wiedzieć więcej o tym posiedzeniu: Pełna analiza protokołu z posiedzenia Komisji Wspólnej na stronie Obserwatorium Równości Płci

Jeśli chcesz wiedzieć więcej o Komisji Wspólnej i stosunkach państwo-Kościół: Publikacja ISP „Relacje państwo-Kościół w III RP”

Pełen protokół z posiedzenia Komisji Wspólnej Przedstawicieli Rządu Rzeczypospolitej Polskiej i Konferencji Episkopatu Polski, Warszawa dnia 14 listopada 2013 r. Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, źródło: Monika Płatek

 

 

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.