Czytaj dalej, Gospodarka

Ubóstwo ekonomii [o „Kapitale i ideologii” Thomasa Piketty’ego]

Fot. Anders Löwdin/flickr.com CC BY-NC-ND 2.0

Co zrobić, aby uratować świat przed zagładą? Zamienić współczesny hiperkapitalizm na demokratyczny socjalizm partycypacyjny. Tak przynajmniej twierdzi francuski ekonomista Thomas Piketty.

Najnowsze dzieło Thomasa Piketty’ego Capital et ideologie (Kapitał i ideologia) liczy ponad 1200 stron i jest rozwinięciem książki Kapitał w XXI wieku (Kapitał i ideologia ukaże się po polsku nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej). W książce Kapitał w XXI wieku Piketty po raz pierwszy zaprezentował tak szerokiej publiczności historyczne szacunki na temat ewolucji nierówności dochodowych i majątkowych w rozwiniętych gospodarkach. Rzecz ukazała się niedługo po kryzysie lat 2007-09, co częściowo wyjaśnia jej oszałamiający sukces. Piketty wstrzelił się z książką w czas, kiedy wiele osób instynktownie odczuwało to, co teoretycznie przewidywał twórca wcześniejszego Kapitału: że kapitalizm generuje sprzeczności, pod których ciężarem powinien się zapaść.

Model rzeczywistości Piketty’ego dałoby się streścić tak: własność kapitału, względnie majątku (w tym przypadku: aktywów finansowych, firm prywatnych, nieruchomości na wynajem itp.) jest bardzo skoncentrowana, zaś przytłaczająca większość ludzi majątek posiada niewielki, czerpiąc dochody z pracy. Ponadto wartość tych nagromadzonych przez lata aktywów kilkukrotnie przewyższa wartość bieżącej produkcji. Jeśli zatem stopa zwrotu z kapitału przekracza stopę wzrostu gospodarczego – słynna formuła r>g – stosunek wartości skumulowanego kapitału do produkcji bieżącej może rosnąć w nieskończoność, pogłębiając nierówności do ekstremum. Kapitał w XXI wieku naszpikowany był przy tym tabelami i wykresami przedstawiającymi szeregi danych historycznych; nieco mechanistycznie wyjaśniał zależności między różnymi wielkościami makroekonomicznymi.

Kapitał i ideologia napisany jest z większym rozmachem i lepiej od swojej poprzedniczki. Najnowsze dzieło Piketty’ego dawało w swoim tytule, znów wyraźnie nawiązującym do Marksa, nadzieję na coś więcej niż dotychczas. Mogliśmy liczyć na zgłębienie problemu sprzężeń zwrotnych między gospodarką, jej materialnymi strukturami i relacjami produkcji a sferą ideologii. Niestety, nadzieja ta pozostała niespełniona. Wynika to według mnie z tak naprawdę niewielkiego zainteresowania autora krytyczną analizą ideologii, przez co jego wnioski i propozycje dotyczące kierunku zmian społeczno-gospodarczych – choć bardzo interesujące – nie są przekonujące. Autor nie pokazuje bowiem, w jaki sposób mogłyby zaistnieć polityczne warunki do „przekroczenia” kapitalizmu.

Zanim przejdziemy do polemiki z metodą francuskiego ekonomisty, warto jednak podkreślić jego zasługi. To w dużym stopniu dzięki jego publikacjom problem nierówności ekonomicznych przebił się do głównego nurtu ekonomii oraz wybrzmiał dużo mocniej w debacie publicznej Już z tego tytułu należy się Piketty’emu zasłużone miejsce w panteonie współczesnych badaczy społecznych.

Gospodarcza historia przezwyciężania nierówności

Centralnym dla Piketty’ego pojęciem, inaczej niż u Marksa, nie jest „kapitał” we właściwym sensie, lecz „własność”, co z grubsza odpowiada temu, co ekonomiści nazywają „aktywami”. Piketty z dużą swobodą porusza się wśród szeregów danych statystycznych i pieczołowicie szacuje, na podstawie wielu źródeł, poziomy koncentracji majątków w różnych społeczeństwach. Konfrontuje ze sobą dane ankietowe – często zaniżające faktyczne nierówności majątkowe – z danymi z urzędów podatkowych, dane transakcyjne, pochodzące z archiwów spadkowych czy nawet wycieki z rajów podatkowych, które pozwalają oszacować skalę unikania opodatkowania.

Jaki świat po COVID-19? Odpowiada Thomas Piketty

Nie sposób tutaj omówić nawet małej części przykładów z ogromnej objętościowo książki, spróbuję jednak wyłowić z jej części historycznej najciekawszy wątek, który można streścić jako: wpływ politycznych procesów demokratyzacji na wyrównywanie nierówności ekonomicznych.

Według własnej formuły autora nasze nowoczesne dzieje naznaczone są „sakralizacją własności prywatnej”, która trwa w zmiennym natężeniu właściwie od narodzin kapitalizmu. Należy przez to rozumieć uznanie własności prywatnej za niepodważalną wartość gwarantującą stabilizację społeczną przez bardzo różne systemy polityczne w różnych częściach świata (z wyjątkiem niektórych reżimów komunistycznych). Ponieważ na początku ery nowożytnej władza polityczna była skumulowana w rękach posiadaczy niemal całego majątku narodowego, różne tendencje polityczne czy nawet krwawe rewolucje niekoniecznie przekładały się później na bardziej równy podział majątku w społeczeństwach.

I tak np. Francja po rewolucji 1789 roku nie stała się wcale krajem o mniejszym rozwarstwieniu majątkowym niż Wielka Brytania, która pozostała przecież monarchią, do dziś zresztą zachowując resztki przywilejów klasowych z czasów feudalnych. W obydwu krajach około roku 1900, między 80 a 90 procent majątku było w posiadaniu 10 procent najbogatszych, przy czym w Wielkiej Brytanii aż 70 procent było w rękach górnego procenta, we Francji zaś „tylko” nieco ponad 50 procent. Co może zaskakiwać, w przededniu pierwszej wojny światowej koncentracja majątku w rękach elity, czyli tego procenta najbogatszych we Francji, była na ciut wyższym poziomie niż w czasach przedrewolucyjnych, choć kompozycja tych elit oraz składniki majątku uległy zmianie.

Z kolei Stany Zjednoczony były do lat 20. XX wieku krajem o bardziej spłaszczonej krzywej podziału majątków niż najbogatsze państwa Europy. Zarazem około początku XX wieku stały się krajem o większej produktywności pracy w porównaniu z Europą, co nastąpiło przede wszystkim dzięki znacznie powszechniejszemu dostępowi do edukacji na poziomie podstawowym. W rezultacie część dochodu krajowego trafiająca do biedniejszej połowy społeczeństwa była większa niż w krajach ówczesnej Europy Zachodniej. Jeśli uwzględnić do tego wysoką progresję podatkową w USA pierwszych dekad po drugiej wojnie światowej, to Stany Zjednoczone aż do lat 80. XX wieku okazują się krajem stwarzającym bardziej sprzyjające warunki dla rozwoju i wzmocnienia klasy średniej. Nawet jeśli nie dotyczyło to całego społeczeństwa, w tym zwłaszcza niewolników, a później ich potomków.

Nierówności a polityka

Kapitał i Ideologia stara się pokazać zmiany majątkowe na tle wybranych aspektów historii politycznej. Co dość oczywiste, wiele reform, takich jak wysokie opodatkowanie majątków (np. w RFN po 1945 roku) czy wprowadzenie bardzo wysokich (80–90 procent) górnych stawek podatku dochodowego w Wielkiej Brytanii i innych krajach było przede wszystkim reakcją na problem skutków wojen. I tak np. pierwsze poważne zmiany na rzecz progresywnych podatków dochodowych we Francji to rok 1915: tak naprawdę wymuszone zostały koniecznością finansowania wydatków wojennych.

Piketty twierdzi jednak, że to przede wszystkim długofalowe ewolucje ideologiczno-polityczne były podglebiem, na którym wyrosły bardziej równościowe polityki. Dlatego też duży rozdział w książce poświęcony jest analizom zapożyczonym z nauk politycznych: dotyczą m.in. przepływów elektoratów partii politycznych, reorganizacji sporu politycznego względem różnych osi podziału, a także osłabienia tradycyjnych partii politycznych i narodzin nowoczesnego populizmu.

Z tego punktu widzenia zmiany ustrojowe i rozszerzanie prawa wyborczego na kolejne grupy społeczne w końcu XIX i początkach XX wieku skutkowały w Europie wejściem do polityki przedstawicieli klas nieposiadających i stopniowym wprowadzaniem wynalazków takich jak transfery do ludności czy powszechne, finansowane z budżetu usługi publiczne.

Szwecja jest tego dobrym przykładem. Do końca pierwszej wojny światowej był to kraj skrajnych nierówności (ponad 85 procent majątku w rękach 10 procent najbogatszych), a jednocześnie ordynacji wyborczej, która nie tylko mocno ograniczała bierne prawo wyborcze, ale też uzależniała liczbę głosów od posiadanego majątku, ziemi i dochodów. Do tego stopnia, że w wyborach lokalnych w niektórych gminach tylko jedna (!) osoba posiadała ponad 50 procent dostępnych głosów. Reformy ordynacji wyborczej nastąpiły tam w latach 1911-21, dzięki czemu bardzo szybko najpopularniejszą partią stała się socjaldemokratyczna SAP. I już w dwudziestoleciu międzywojennym Szwecja przyjęła pakiet reform w celu wprowadzenia elementów państwa opiekuńczego, szybko stając się krajem o jednym z najwyższych poziomów redystrybucji dochodów.

Po drugiej wojnie światowej sakralizacja własności prywatnej w Europie zaczęła się chwiać w posadach. Była to epoka nie tylko rosnących podatków, ale też częściowych nacjonalizacji i wprowadzania elementów współzarządzania do przedsiębiorstw prywatnych przez pracowników (w RFN wprowadzona pod rządami chadeków Adenauera). Równocześnie rósł w siłę straszak w postaci komunizmu radzieckiego. Według Piketty’ego te czasy to przykład zwycięstwa idei równościowych i przejęcia ich przez większość partii politycznych głównego nurtu.

Od końca lat 70. zaczyna się z kolei okres hiperkapitalizmu. Struktura konfliktu politycznego przestaje być tradycyjnie „klasowa”, a partie lewicowe dawniej wspierające działania równościowe stają się reprezentantem wykształconych przedstawicieli klasy średniej. I w tym właśnie Piketty widzi podstawowy czynnik blokujący możliwości wdrożenia bardziej radykalnych polityk redystrybucyjnych, czy wręcz częściowego uspołecznienia własności.

Wizja socjalizmu partycypacyjnego

Propozycje Piketty’ego dotyczące tzw. socjalizmu partycypacyjnego to w gruncie rzeczy powrót do różnych sprawdzonych polityk i rozwiązań socjaldemokratycznych, tyle że wprowadzanych jednocześnie, w sposób skumulowany. Po pierwsze zatem, zmiana stosunków władzy w gospodarce: obowiązkowe współzarządzanie przez pracowników na modłę szwedzką czy niemiecką, a także ograniczenie koncentracji własności kapitału w przedsiębiorstwach. Po drugie, radykalne podniesienie podatków dochodowych i majątkowych oraz wprowadzenie progresywnego podatku od emisji CO2 (i likwidacja innych podatków pośrednich jako zbyt regresywnych). A po stronie wydatków, to po trzecie, redystrybucja kapitału w formie grantu kapitałowego na początek dorosłego życia i podniesienie minimalnego dochodu gwarantowanego (choć nie bezwarunkowego!) przy jednoczesnym utrzymaniu wysokich wydatków państwowych w takich dziedzinach jak emerytury i renty, służba zdrowia i edukacja.

Piketty: Czy wzrost może nas ocalić?

czytaj także

Wszystkie powyższe działania mają na celu dynamizację systemu gospodarczego i redystrybucję kapitału, która miałaby prowadzić nie tylko do większej demokratyzacji, ale – o ile to możliwe – zwiększenia jego produktywności. Własność, zdaniem Piketty’ego, powinna zostać częściowo uspołeczniona, ale też własność prywatna nie może być całkiem zlikwidowana, ponieważ posiada potencjał emancypacyjny i z punktu widzenia realizacji aspiracji życiowych jednostek może być użyteczna (mały biznes, np. bar z ekologiczną żywnością, jest całkiem w porządku). Co ciekawe, Piketty znajduje tutaj wspólny język z klasycznymi liberałami, dla których – jak dla Johna Locke’a – moralnym uzasadnieniem prywatyzacji własności środków produkcji, zwłaszcza ziemi, jest ich „udoskonalanie” i bardziej produktywne wykorzystywanie. Tym niemniej jest to wizja na pierwszy rzut oka spójna i obiecująca większości społeczeństwa realny wzrost dobrobytu materialnego.

Skoro więc mamy tyle dobrych pomysłów, a system dochodzi już do ściany możliwości rozwojowych, powinniśmy być świadkami nadchodzącej rewolucji. Tymczasem przeciwko kapitalizmowi protestują raczej nieliczne grupy wciąż uważane za radykalne czy „lewackie”. Gospodarka kapitalistyczna jest uznawana za gospodarkę „normalną”. Czemu zatem hegemonia kapitalizmu w społeczeństwie jest dziś właściwie niezagrożona?

Co z tą ideologią

Aby poważnie myśleć o sposobach przekroczenia kapitalizmu, trzeba zadać sobie kilka bardzo starych filozoficznych pytań: jak powstaje ideologia, jaki jest jej status ontologiczny, w jaki sposób dana ideologia oddziałuje na jednostkę etc.

Tymczasem Piketty traktuje ideologię po prostu jako zbiór różnych argumentów pojawiających się w sporach politycznych i służących legitymizacji lub krytyce istniejącego porządku. Nie wiem dokładnie, jakie stanowisko filozoficzne w kwestii ideologii zajmuje Piketty, ponieważ go nie wyjaśnia. Można się tego jedynie domyślać na podstawie fragmentów rozrzuconych po całej książce. Z jednej więc strony wspomina o klasowej jeszcze do niedawna strukturze konfliktu politycznego, co sugerowałoby inspiracje marksistowskie. Z drugiej strony w podsumowaniu dość jasno zaznacza, że dla niego historia jest raczej areną „walki ideologii” i „dążenia do większej sprawiedliwości społecznej” aniżeli „walki klas”. Owa walka ideologii zaś „opiera się na podziale wiedzy i doświadczeń, szacunku dla innego, na deliberacji i demokracji”. Interpretuję to w ten sposób, że to w świecie idei miałyby powstać nowe, obiektywnie lepsze pomysły, które w drodze deliberacji demokratycznej pokonają stare. Inaczej mówiąc, mamy tu raczej powrót do myślenia w tradycji idealizmu.

Można na to odpowiedzieć na różne sposoby, ale warto zacząć od samego Marksa, który nie dość, że z idealizmem polemizował, to jeszcze przedstawił pierwszą poważną krytykę ideologii kapitalizmu właśnie. W tradycji marksizmu ideologia jest ekspresją materialnych i obiektywnie istniejących stosunków społecznych, idee zaś są głęboko zakorzenione w codziennym doświadczeniu życiowym. Ideologia nie jest jednak prostym przekaźnikiem czy odzwierciedleniem, który pokazywałby w sposób przejrzysty mechanizmy funkcjonowania życia społecznego jego uczestnikom. Odwrotnie, ideologia służyć ma zaciemnianiu tych mechanizmów, ich mistyfikacji, aby powróciły w formie zidealizowanej i aby jednostkom wydawało się, że instytucje społeczne są wcieleniem pewnych „obiektywnych” idei. A zatem instytucje są naturalne i jedynie racjonalne.

W dużym skrócie można powiedzieć, że ideologia kapitalizmu produkuje „fałszywą świadomość” (choć termin spopularyzował dopiero György Lukács wiele lat po Marksie). Jest to, śmiem twierdzić, problem nadal aktualny. Marks miał przynajmniej teoretycznie spójną koncepcję, jak sobie z nim poradzić. Piketty nie daje znać, czy w ogóle go zauważa. Jego stanowisko jest zatem filozoficznym regresem w stosunku do koncepcji z czasów sprzed Marksa.

Dziś wiemy, że marksistowska analiza antagonizmu klasowego, skupiona na pozycji w układzie własności środków produkcji, nie jest wystarczająca. Ludzie w swoim postępowaniu kierują się różnymi afektami, nawet jeśli pozostają one w horyzoncie dominujących praktyk społecznych. Dlatego też należy patrzeć na kapitalizm szerzej: trwałość kapitalizmu i przywiązanie do jego instytucji opierają się na tym, że skolonizował on całą współczesną kulturę. Jest to oczywiście temat na kolejną grubą książkę, więc pozwolę sobie tylko na szybkie przypomnienie dwóch możliwych analitycznych tropów.

Piketty: Karol Marks patrzy na Rosję

czytaj także

Marks wprowadził również do obiegu pojęcia alienacji i fetyszyzmu towarowego. W kapitalizmie pojęcie „towaru” jest co najmniej tak samo ważne, jak „kapitału”. Z jednej strony wyalienowana praca staje się towarem, z drugiej produkty wytworzone przez kapitalizm nie są tylko zwykłymi przedmiotami użytkowymi, lecz odrywają się od swoich wytwórców nabierając abstrakcyjnej wartości, która zaczyna dominować nad czynnikiem ludzkim. Relacje społeczne zostają utowarowione, stąd przybierają formę wymiany rynkowej za pośrednictwem pieniądza, również traktowanego jako fetysz. Kapitalizm nie może być zatem przekroczony bez odrzucenia fetyszyzmu towarowego, ponieważ to właśnie dzięki niemu instytucje właściwe dla kapitalizmu traktujemy jak bóstwa. To nie my decydujemy, jak one mają wyglądać, to one rządzą nami.

W czasach bardziej współczesnych obieg towarów materialnych staje się mniej istotny i ustępuje miejsca „społeczeństwu spektaklu”. Marcin Napiórkowski w Kodzie kapitalizmu fascynująco opisuje, jak pewne formy „obiegu wyobrażeń” typowe dla późnego kapitalizmu, jak marka, franczyza czy korporacja, stają się powszechnie używanymi sposobami wyrażania własnej tożsamości, budowania pozycji społecznej etc. Jak pisze Napiórkowski: „Kapitalizm wyznacza pewne (często nieuświadamiane) reguły estetyczne i logiczne, dostępne formy wypowiedzi, kanony wartości”. Dla przykładu, coraz częściej myślimy o sobie jako o marce, o własnej pracy zawodowej w kategoriach „budowania marki”, która musi zaistnieć na „rynku pracy”, w konkurencji z innymi markami. Jest to krańcowe stadium utowarowienia.

Być może dlatego nawet w czasie obecnego kryzysu wywołanego pandemią tak szybko dominujące stały się głosy, by ratować „gospodarkę”, wspierać przedsiębiorców (gdyż to oni „wytwarzają PKB”) czy otworzyć galerie handlowe, abyśmy znów zaczęli kupować nie tylko te rzeczy, które są nam potrzebne do życia. Kod kapitalizmu tkwi w większości z nas tak głęboko, że nie tylko nie potrafimy, ale też wcale nie chcemy tak po prostu go odrzucić, gdyż pozbawieni tej iluzji staniemy się nadzy i bezbronni. Także Thomas Piketty, choć nazywa swój alternatywny model socjalizmem, tak naprawdę proponuje nam kapitalizm obudowany bardziej miękkimi poduszkami. Ktoś może powiedzieć, że lepiej wypoczywać w miękkim fotelu niż na betonowej podłodze, i to z pewnością będzie prawda. Co nie zmienia faktu, że wciąż łatwiej wyobrazić sobie koniec świata niż koniec kapitalizmu.

***

Jakub Kuriata – ekonomista, analityk ryzyka na rynkach finansowych, absolwent Szkoły Głównej Handlowej i Instytutu Nauk Politycznych w Paryżu.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać