Gospodarka

Oswoić cyfrowe korporacje

Działalność największych korporacji cyfrowych wpływa na życie ludzi w większym stopniu niż krajowe prawodawstwo. Czas je wreszcie poddać społecznej kontroli. Mogą w tym pomóc między innymi Ocena Skutków Algorytmów, Kodeks Dobrych Praktyk Cyfrowych i wzmocnienie UOKiK.

Największe korporacje cyfrowe są już tak olbrzymie, że trudno znaleźć osobę poniżej 50. roku życia, która nie korzystałaby każdego dnia z ich platform lub usług przynajmniej raz. Facebook nie jest już tylko witryną, w której dumnie pokazujemy swoje zawodowe i towarzyskie CV. Przede wszystkim stał się głównym źródłem informacji, a kontrolowany przez niego Messenger zastąpił wiadomości tekstowe wysyłane przez telefon. Google decyduje o tym, jakie treści wyszukamy w sieci, dostarcza nam usługi mailingowe, prowadzi nas podczas jazdy samochodem i nie tylko, trzyma nasze pliki w chmurze, a kontrolowany przez niego YouTube jest największą platformą z plikami wideo na świecie. Amazon stał się największym marketem detalicznym świata, a jego właściciel dzięki pandemii notuje kolejne rekordy bogactwa. To wszystko są truizmy, aż trochę wstyd je pisać. To mogło być odkrywcze dziesięć lat temu, teraz każdy to wie, włącznie z rządowymi decydentami.

Mazzucato: Precz z cyfrowym feudalizmem!

czytaj także

Każdy też zdaje sobie sprawę, że GAFA (Google, Amazon, Facebook, Apple) zmonopolizowała kluczowe obszary gospodarki cyfrowej. Zmiana funkcjonalności jednej z usług Google’a lub Facebooka wpływa na życie ludzi bardziej niż niejedna ustawa. Tyle że ustawy przegłosowują ludzie mający mandat społeczny i przez społeczeństwo jakoś tam rozliczani – przynajmniej w krajach demokratycznych. Tymczasem cyfrowi giganci arbitralnie rozstrzygają o wprowadzanych zmianach na mocy decyzji wąskiej grupy korporacyjnego kierownictwa, w niejasnym trybie i zwykle nie przedstawiając uzasadnienia. Każdy trzeźwo myślący człowiek musi przyznać, że jest to problem. Zresztą dostrzegany, niestety społeczność międzynarodowa wciąż nie doszła do porozumienia, co z tym fantem zrobić. Można przypuszczać, że politycy po prostu nie za bardzo wiedzą, jak się zabrać za oswajanie cyfrowych gigantów. Z której strony ich podejść, żeby przy okazji nie oberwać? U nas na szczęście znalazła się grupa śmiałków, która przedstawiła własne propozycje. Troje analityków z Fundacji Instrat wydało publikację Polska suwerenna cyfrowo, w której opisano propozycje „regulacji na rzecz sprawiedliwej i konkurencyjnej gospodarki cyfrowej”.

Klient, nie użytkownik

Jednym z powodów lekceważenia monopolistycznej pozycji cyfrowych olbrzymów przez społeczeństwo jest to, że większość użytkowników nie zdaje sobie sprawy z bycia uczestnikami transakcji. Co jest zresztą celową polityką koncernów, które nie informują o „wartości ekonomicznej zbieranych danych”. Bo to przecież danymi płacimy za możliwość bezpłatnego korzystania z ich usług. Zdecydowana większość użytkowników nie wie, że z portalem społecznościowym wiąże ich jakaś umowa, choć kliknięcie zgody na „warunki świadczenia usług” jest w istocie momentem podpisania takiego dokumentu. Autorzy raportu Instratu wskazują, że użytkowanie platform cyfrowych jest w rzeczywistości formą barteru, czyli niepieniężnej wymiany dóbr i usług. Korzystanie z platform cyfrowych należy więc traktować jak każdą transakcję rynkową, a użytkowników jako klientów. Wskazują też precedensowe postępowanie włoskiego Urzędu ds. konkurencji, który zarzucił Facebookowi niewłaściwe praktyki rynkowe polegające na niedostatecznym informowaniu o komercyjnym charakterze korzystania ze zbieranych przez korporację danych. A więc: podkreślanie bezpłatnego charakteru serwisu jest nieuczciwą praktyką rynkową.

Warufakis: Google – a co my z tego mamy?

Stanowisko to podtrzymał następnie sąd administracyjny regionu Lacjum, który wskazał, że danych osobowych użytkowników platform cyfrowych nie należy traktować tylko jako dóbr osobistych, ale też jako aktywa ekonomiczne. Platformy cyfrowe, zbierając dane, dokonują tym samym akumulacji kapitału, a zatem powinny przy tym przestrzegać tradycyjnych reguł wymiany rynkowej. Z tego też powodu do danych osobowych nie powinno się stosować jedynie przepisów odnoszących się stricte do nich – takich jak RODO – ale też przepisów dotyczących konkurencji i konsumentów. Urzędy antymonopolowe mają więc takie samo prawo kontrolować rzekomo bezpłatne usługi cyfrowe jak urzędy do spraw ochrony danych osobowych.

W wyniku działań (między innymi) włoskich instytucji oraz nacisków Unii Europejskiej Facebook zgodził się w zeszłym roku wskazywać w warunkach świadczenia usług, że ceną za jego usługę są dane osobowe oraz reklamy wyświetlane na podstawie zgromadzonych danych.

GAFA i przymus ekonomiczny

Uznanie faktu, że korzystanie z platform cyfrowych jest transakcją rynkową, pociąga za sobą niebagatelne skutki. Za jego sprawą widać jak na dłoni, że GAFA zmonopolizowała pewne obszary gospodarki, dzięki czemu może narzucać warunki świadczenia usług – bo przecież klient nie może wybrać sobie innego dostawcy. Co więcej, cyfrowi giganci stosują politykę zero-jedynkową take it or leave it, która zmusza klientów do zgody na wszystkie postanowienia regulaminu lub do rezygnacji z usług. Według niemieckiego z kolei urzędu antymonopolowego w takiej sytuacji nie można mówić o swobodzie decyzji podejmowanych przez konsumentów.

Czołowe platformy handlu internetowego mogą także wykorzystywać swoją pozycję do prowadzenia własnej sprzedaży. W 2019 roku Komisja Europejska wszczęła postępowanie zaniepokojona faktem, że Amazon – udostępniając platformę dla handlarzy detalicznych i równocześnie prowadząc własną sprzedaż – może stosować praktyki naruszające uczciwą konkurencję. Gromadzi bowiem dane o innych sprzedawcach, może więc na ich bazie budować własną, bardziej skuteczną strategię. Posiadając informacje o popycie na poszczególne dobra, może też sprawniej zarządzać cenami, nie mówiąc już o pozycjonowaniu własnej oferty.

Innym problemem wskazanym przez Fundację Instrat jest narzucanie marż przez platformy dostarczania jedzenia – takie jak Uber Eats lub Pyszne.pl. Zwykle wynoszą one ok. 25 proc. wartości zamówienia, jednak w niektórych przypadkach są windowane nawet do poziomu 37 proc. Restauratorzy często się na to godzą, gdyż liczba dostawców usługi jest zbyt niska, by mogły zadziałać mechanizmy konkurencji. Z powodu wprowadzonych restrykcji pandemicznych ich uległość może być jeszcze większa, gdyż sprzedaż na wynos stała się w wielu przypadkach jedyną możliwą drogą dotarcia do klientów. Autorzy raportu wskazują również, że z powodu niskiej liczby dostawców istnieje ryzyko zmowy cenowej między nimi, co będzie prowadzić do wyzyskiwania restauratorów.

Algorytmy do oceny

Kluczowym narzędziem, z którego korzystają korporacje cyfrowe, są algorytmy. To one decydują, jakie treści wyświetlą nam się podczas wyszukiwania i jakie reklamy pojawią się na ścianie portalu społecznościowego. Powinny one więc podlegać weryfikacji przez niezależne instytucje publiczne. Instrat proponuje wprowadzenie Oceny Skutków Algorytmów (podobnie jak każda ustawa podlega ocenie skutków regulacji), które analizowałyby wpływ zautomatyzowanych systemów na konsumentów oraz konkurencję. Platformy powinny też składać regularne raporty odpowiednim urzędom z wykorzystania sztucznej inteligencji, dostępne nie tylko dla publicznych regulatorów, ale też dla organizacji społecznych i samych obywateli. Platformy powinny również publikować regularne ostrzeżenia o zmianie działania algorytmów. Należy także wprowadzić zakaz preferowania przez algorytmy usług własnych.

Rasizm sztucznej inteligencji

Wskazane jest też rozszerzenie kompetencji Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Miałyby one stać na straży Kodeksu Dobrych Praktyk, takich jak zobowiązanie platform do przenoszenia zebranych danych oraz do dzielenia się nimi. Oba urzędy powinny też stale monitorować wykorzystywanie algorytmów przez serwisy, informowanie klientów o ekonomicznej wartości zbieranych od nich danych, a także kontrolować, czy „warunki świadczenia usług” nie wykraczają poza ich profil działania. Oczywiście w razie nieprzestrzegania tych obowiązków urzędy kontrolne powinny móc nakładać wysokie kary finansowe.

Niech też płacą

Fundacja Instrat proponuje także wprowadzenie podatku cyfrowego w modelu DST. To podatek przychodowy obciążający te spółki, które przekroczą pewną liczbę użytkowników oraz wysokość obrotów wskazujących na znaczący wpływ ekonomiczny danego podmiotu – dla Polski mogłoby to być np. 4 mln euro obrotu w kraju i pół miliona użytkowników. Zważywszy na wysoką marżę operacyjną inkasowaną przez platformy cyfrowe – na poziomie kilkudziesięciu procent – autorzy raportu proponują 7-procentową stawkę tego podatku. To ponad dwukrotnie więcej, niż planował polski rząd (dopóki Mike Pence nie poinformował Polaków, że jednak tego podatku nie chcemy). Powstanie obowiązku podatkowego powinno zachodzić w miejscu świadczenia usługi, a więc tam, gdzie fizycznie byliby jej odbiorcy – nawet jeśli dana korporacja nie ma siedziby w danym kraju. Tak więc przychody Netflixa z tytułu abonamentów mieszkańców Polski zostałyby opodatkowane w Polsce. Tak skonstruowany podatek mógłby zasilać budżet Polski kwotą 2 mld złotych rocznie, która mimo wszystko nie oszałamia. W opodatkowaniu cyfrowych gigantów chodzi jednak też o to, by poddać je wreszcie regularnej kontroli służb podatkowych.

„Społeczna odpowiedzialność biznesu” wymaga społecznej kontroli

Amerykański Departament Sprawiedliwości wspólnie z władzami 11 stanów złożył niedawno pozew przeciwko spółce Alphabet (właścicielowi Google’a). Według skarżących spółka wykorzystuje swoje produkty i usługi do utrzymywania monopolu na wyszukiwanie w internecie oraz na „reklamy wyszukiwarkowe”. Google stał się bowiem swoistą bramą do internetu, z której korzysta zdecydowana większość jego użytkowników, a swą pozycję chroni szeregiem umów biznesowych, które uniemożliwiają wejście na rynek jego potencjalnym konkurentom. Jednym ze wskazywanych narzędzi jest brak możliwości odinstalowania wyszukiwarki Google w telefonach z systemem Android. Oczywiście, według samego Google’a jego użytkownicy wybierają go z uwagi na wysoką jakość usług, a proces antytrustowy tylko ją obniży i zwiększy cenę tych usług. Reprezentanci spółki Alphabet nie są więc specjalnie oryginalni – każda próba regulacji danej branży powoduje zapowiedzi wzrostu cen i spadku jakości. Pora przestać się wreszcie na to nabierać.

Jak lepiej podzielić łupy kapitalizmu inwigilacyjnego

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Piotr Wójcik
Piotr Wójcik
Publicysta ekonomiczny
Publicysta ekonomiczny. Komentator i współpracownik Krytyki Politycznej. Stale współpracuje z „Nowym Obywatelem”, „Przewodnikiem Katolickim” i REO.pl. Publikuje lub publikował m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, magazynie „Dziennika Gazety Prawnej”, dziale opinii Gazety.pl i „Gazecie Polskiej Codziennie”.
Zamknij