Gospodarka

Odbudowywać gospodarkę czy ją reformować? To już nie jest prosty wybór

W czasach Nowego Ładu Keynes uważał, że państwo powinno najpierw zadbać o przywrócenie stabilności w gospodarce, a dopiero w drugiej kolejności zająć się reformami socjalnymi. Dziś takie rozróżnienie w zasadzie nie jest już możliwe.

LONDYN – John Maynard Keynes był niezłomnym orędownikiem polityki Nowego Ładu prezydenta USA Franklina Delano Roosevelta. Droga do cywilizowanej przyszłości wiedzie przez Waszyngton, a nie Moskwę – odpowiadał idealistom wierzącym w komunizm, wśród których byli jego uczniowie.

Keynes nie popierał jednak Roosevelta bezkrytycznie. Zarzucał mu przede wszystkim mieszanie odbudowy z reformą. Naprawa gospodarki powinna być priorytetem, natomiast reformy socjalne – nawet mądre i potrzebne – mogą przeszkodzić w wydobywaniu się z załamania gospodarczego, bo osłabiają pewność przedsiębiorców. Keynes przekonywał, jakby przeczuwając toczące się dziś debaty na temat najważniejszych celów polityki ekonomicznej w wychodzeniu z kryzysu pandemicznego, że kluczem do sukcesu Nowego Ładu będzie właściwa kolejność działań.

Zespół akademickich doradców Roosevelta, czy też, jak go wówczas nazywano, „trust mózgów”, składał się z reformatorów, a nie keynesistów. Ludzie ci mieli inne poglądy. Przyczyn kryzysu dopatrywali się w zbyt dużej władzy wielkiego biznesu, a więc uważali, że droga do wyjścia z zapaści prowadzi przez zmiany instytucjonalne. W związku z tym tak zwany keynesistowski bodziec gospodarczy stanowił tylko jeden z pomniejszych komponentów polityki Nowego Ładu – pilna akcja ratunkowa musiała ustąpić miejsca bardziej długofalowym reformom.

Dekarbonizacja to nie dopust boży. To opłacalna inwestycja

Sam Keynes wielokrotnie przekonywał, że dodatkowe wydatki z budżetu federalnego w ramach Nowego Ładu nie wystarczą, by doprowadzić do pełnej odbudowy gospodarki. Pakiet stymulacyjny Roosevelta wyniósł w sumie 42 mld dolarów, z czego większość wydano przez pierwsze trzy lata jego prezydentury, od 1933 do 1935 roku. W tamtym okresie odpowiadało to ok. 5–6 proc. amerykańskiego PKB. Keynes uważał, że należało wydać dwa razy więcej.

Noblista w dziedzinie ekonomii Paul Krugman powiedział prawie to samo o pakiecie stymulacyjnym prezydenta Baracka Obamy z 2009 roku, który wynosił 787 mld, czyli 5,5 proc. PKB. Opierając się na tak niepewnych rachubach, można uznać, że plan prezydenta Joe Bidena brzmi nieźle, ponieważ zakłada wydatki na odbudowę gospodarki rzędu 1,9 bln dolarów, co odpowiada 9 proc. obecnego PKB.

Keynes mówił o bodźcu fiskalnym. Jak powszechnie wiadomo, podchodził sceptycznie do pomysłu bodźca monetarnego, który w 1932 próbował wprowadzić w życie prezydent Herbert Hoover, a w 1933 – Roosevelt. Dziś nazywa się takie działania „niekonwencjonalnymi środkami w polityce pieniężnej” albo prościej – luzowaniem ilościowym (quantitative easing). Tak przed laty, jak i teraz, przyświeca im cel pobudzenia cen przez drukowanie pieniędzy.

Warufakis: Baśń o Złotowłosej, czyli dlaczego sama stymulacja fiskalna nie zadziała

Najbardziej kontrowersyjny z takich programów, czyli rooseveltowska operacja masowego skupowania złota, miała zrównoważyć załamanie się cen surowców. Jak wyjaśniał Roosevelt w jednej ze swoich słynnych radiowych „pogadanek przy kominku”, wyższe ceny żywca wieprzowego przekładają się na wyższe płace w rolnictwie i wzrost siły nabywczej. Tak naprawdę wielki skup złota przeprowadzony przez amerykański departament skarbu oraz rządową agencję udzielającą pożyczek, Reconstruction Finance Administration, nie zdołał wpłynąć ani na ceny żywca wieprzowego, ani na żadne inne.

Keynes nie zostawił na tej operacji suchej nitki. Wzrost cen jest skutkiem odbudowy gospodarczej, a nie jej przyczyną – przekonywał i dodawał, że ten, kto próbuje zwiększać produkcję przez zwiększanie ilości pieniądza, zachowuje się, jakby „starał się przybrać na wadze, kupując większy pasek”. Rooseveltowski program skupu złota osiągnął tylko tyle, że ludzie, którzy wcześniej gromadzili kruszec, teraz trzymali pod poduszką gotówkę. A mimo to ekonomiści do dziś próbują ciągle wymyślać na nowo koło, które nie działa. Programy luzowania ilościowego, prowadzone w latach 2009–2016 wcielały w życie tę samą błędną koncepcję i też nie wpłynęły na podniesienie poziomu cen.

Podobnie Keynes krytykował decyzje rooseveltowskiej agencji National Recovery Administration, które miały na celu pobudzenie odbudowy gospodarczej przez wzmocnienie pozycji pracowników. Uważał, że to też należy robić w odwrotnej kolejności: czas na obciążenie biznesu wyższymi kosztami miał przyjść dopiero wtedy, kiedy gospodarka nie będzie już zagrożona ponownym osunięciem się w kryzys, nie wcześniej. I chociaż Keynes nigdy nie kwestionował idei Roosevelta, który obiecywał wyrzucić kupców i bankierów ze świątyni, to przecież musiał się zastanawiać, jak to wpłynie na pewność sparaliżowanego systemu finansowego.

Czystsze powietrze, tańsza energia i lepszy klimat to kwestia woli politycznej

Keynes obawiał się również, że łączenie obudowy gospodarczej z reformami sprawia, że administracja Roosevelta „musi myśleć o zbyt wielu rzeczach jednocześnie”. To spostrzeżenie powinno być przestrogą dla wszystkich, którzy widzą w kryzysie ekonomicznym szansę na przeforsowanie wszystkich swoich ulubionych pomysłów na zmiany.

Nacisk Keynesa na kolejność wprowadzania poszczególnych polityk pozostaje aktualny do dziś. Jednak w procesie wychodzenia z pandemii COVID-19 rozróżnienie między odbudową a reformą, a co za tym idzie – między polityką w skali makro i mikro oraz krótką i długą perspektywą czasową – jest dziś znacznie mniej wyraziste, niż zdawało się Keynesowi (i innym ekonomistom) w latach 30. ubiegłego wieku.

Zacznijmy od tego, że polityka pełnego zatrudnienia ewidentnie wiąże się dzisiaj z zatrudnialnością – w latach 30. po prostu czegoś takiego nie było. W czasach Nowego Ładu przyczyną niemożności znalezienia pracy nie był brak umiejętności wymaganych w przemyśle, tylko niewystarczający łączny popyt.

Dlatego w grudniu 1934 roku Keynes pisał, że celem wydawania przez rząd „małej sumy pieniędzy” jest to, by „osoby prywatne i firmy wydały znacznie większą sumę”. Na co te środki zostaną spożytkowane, to już nie interesowało osób kształtujących politykę gospodarczą. Natomiast dziś, w epoce automatyzacji, żadnego rządu nie stać na taką ułańską fantazję w kwestii stabilności zatrudnienia. W rzeczy samej już w latach 30. Keynes przewidywał, że bezrobocie związane z technologią jest problemem, który wykracza poza możliwości zarządzania popytem.

Obecnie w coraz szybszym tempie rośnie zagrożenie, że wiele miejsc pracy stanie się zbędne. Pod wpływem tego procesu rozszerza się też coś, co Keynes nazywał „agendą” rządową. Państwo musi interesować się w sposób scentralizowany zwłaszcza kierunkiem innowacji technologicznych, wyborem technologii oraz dystrybucją zysków ze zwiększonej wydajności, którą poprawiają te technologie.

W nadchodzących latach mało skomplikowana keynesistowska polityka pełnego zatrudniania będzie musiała ustąpić nie tylko gwarancjom kształcenia lub szkolenia zawodowego, ale także gwarancjom dochodów, ponieważ charakter pracy będzie się zmieniał, a nakłady pracy wymagane od ludzi będą spadać. Stabilne zatrudnienie może więc oznaczać coś zupełnie innego, niż wyobrażamy sobie dziś, myśląc o pełnym zatrudnieniu.

Wynalazki nie spadają z nieba. To państwo decyduje, co wynajdziemy

Dochodzi do tego jeszcze kwestia zrównoważonego rozwoju i środowiska. Chociaż Keynes rozumiał, że państwo powinno zająć się znacznie większą częścią inwestycji, to chodziło mu przede wszystkim o wypłaszczenie fluktuacji cyklu koniunkturalnego, a nie planowanie zrównoważonej ekologicznie przyszłości. (Zawsze nudził się na konferencjach dotyczących żywności). Miał w sobie za dużo z liberała, a może był po prostu za bardzo człowiekiem swoich czasów, by uważać, że jednym z zadań państwa powinno być celowe kształtowanie przyszłości przez dobór inwestycji lub projektów konsumpcyjnych.

Dziś reforma gospodarcza przyćmiewa odbudowę w zacznie większym stopniu niż w czasach, gdy Keynes poczynił to rozróżnienie. Ale to, jak ustawił między nimi relację, pokazuje jasno, od czego zacząć działania tak, by udało się najlepiej zrobić jedno i drugie.

**
Copyright: Project Syndicate, 2021. www.project-syndicate.org. Z angielskiego przełożył Maciej Domagała.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Robert Skidelsky
Robert Skidelsky
Ekonomista, członek brytyjskiej Izby Lordów
Członek brytyjskiej Izby Lordów, emerytowany profesor ekonomii politycznej Uniwersytetu Warwick.
Zamknij