Gospodarka

Czy rząd może jeszcze sterować gospodarką?

Globalne finanse, nowe technologie i geopolityka w zasadzie wykluczają dziś możliwość realnego sterowania gospodarką. Dlatego celem polityki gospodarczej powinna dziś być ochrona społeczeństwa przed skutkami zewnętrznych wstrząsów.

LONDYN – W 1969 roku brytyjski dziennikarz ekonomiczny Samuel Brittan opublikował książkę pod tytułem Steering the Economy: The Role of the Treasury (Sterowanie gospodarką – rola Skarbu Państwa). W tamtych czasach uważano powszechnie, że gospodarką Wielkiej Brytanii da się kierować, a za sterami stoi HM Treasury, resort Skarbu Państwa Jej Królewskiej Mości, który wciąż jeszcze odpowiadał wtedy za politykę monetarną.

Według stosowanego wówczas w ministerstwie modelu makroekonomicznego przychód narodowy wyliczano jako sumę wartości konsumpcji, inwestycji i wydatków rządowych, przez co de facto budżet regulował kondycję gospodarki. Zmieniając wydatki i poziom opodatkowania, rząd mógł drobnymi ruchami kierować gospodarkę Wielkiej Brytanii w stronę pełnego zatrudnienia, realnego wzrostu PKB i niskiej inflacji. Później pojawiły się inne modele, ukształtowane pod wpływem monetarystycznej i nowoklasycznej rewolucji w myśli ekonomicznej, które sprawiły, że dziś państwo nie ma takich możliwości interweniowania jak kiedyś. Mimo to przekonanie, że rządy odpowiadają za wyniki gospodarcze w państwie, jest wciąż głęboko zakorzenione w opinii publicznej.

Kolejny przewidywalny upadek banku

Pokazuje to choćby niedawna prezentacja nowego budżetu w Wielkiej Brytanii. Przedstawiając go w parlamencie, kanclerz skarbu Jeremy Hunt starał się zapewnić prawodawców, że rząd jest na prostej drodze do opanowania inflacji, zmniejszenia zadłużenia i pobudzenia wzrostu gospodarczego. Posunął się nawet do podania szczegółowych prognoz na kolejne pięć lat z podziałem na każdy rok. „Realizujemy plan, który działa” – powiedział. A jednak widać już od dawna, że inflacja i wzrost gospodarczy zależą od globalnych trendów, na które brytyjski kanclerz skarbu nie ma wpływu.

Fakty są takie, że międzynarodowe finanse, technologie i geopolityka wykluczają jakąkolwiek możliwość „sterowania” gospodarką. Chociaż jeszcze w latach 90. zmienne te traktowano jako stabilne (albo przynajmniej przewidywalne) czynniki, które trzeba brać pod uwagę przy prowadzeniu polityki krajowej, to dziś wszystkie trzy są uważane za źródło zewnętrznych wstrząsów – nieoczekiwanych, niemożliwych do przewidzenia zdarzeń, które potencjalnie mogą postawić na głowie wszelkie prognozy budżetowe.

Żaden z brytyjskich rządzących nie przewidział na przykład globalnego krachu finansowego wywołanego przez upadek banku Lehman Brothers w 2008 roku. Podobnie teraz nikt nie może przewidzieć reperkusji, jakie wywoła niedawna plajta Silicon Valley Bank oraz Credit Suisse – zwłaszcza we współczesnej epoce, kiedy każdy skutek każdego niekorzystnego zdarzenia zostaje wzmocniony przez media społecznościowe. A w obliczu wzrostu napięć geopolitycznych i zagrożenia dla ciągłości globalnych łańcuchów dostaw modele ekonomiczne używane przez Hunta i innych decydentów coraz bardziej odchodzą do lamusa.

Warufakis: Niech banki płoną

Szczególnie tajemniczy jest związek między polityką fiskalną a monetarną. Dziś główny model ekonomiczny zakłada, że kontrolowanie inflacji to konieczny i wystarczający warunek zapewnienia stabilizacji makroekonomicznej oraz że inflacja powstaje przede wszystkim z powodu deficytów budżetowych, czyli dlatego, że „rządy drukują za dużo pieniędzy”. Z tego względu rząd Wielkiej Brytanii postawił na outsourcing i w 1997 roku przerzucił zadanie sterowania gospodarką na Bank Anglii, zostawiając skarbowi państwa bilansowanie budżetu zgodnie z prognozą pięcioletnią i redukowanie zadłużenia netto do rozsądnego poziomu.

Takie połączenie niezależności Banku Anglii oraz dyscypliny fiskalnej miało dać rynkom gwarancję, że politycy nie wpadną w szał wydawania pieniędzy. Ale jako że Bank Anglii od początku pandemii COVID-19 drukuje tyle pieniędzy, ilu politycy potrzebują, rozdzielenie polityki fiskalnej i monetarnej stało się w zasadzie fikcją. A w związku z tym fikcją jest już też stabilizacja i pomyślność gospodarcza, którą takie rozdzielenie miało przynieść.

Hunt powinien zainteresować się przykładem bardziej kreatywnego myślenia o gospodarce, jakie wykazuje prezydent USA, Joe Biden. Jego ustawa o obniżaniu inflacji, która zakłada wsparcie państwowe dla inwestycji w czystą energię w wysokości 370 mld dolarów, opiera się na prawie całkowicie zapomnianej koncepcji ekonomicznej zwanej mnożnikiem zrównoważonego budżetu, która mówi o tym, że wyższe wydatki budżetowe można sfinansować, podwyższając podatki bogatym. Celem Bidena jest wciąż zbilansowanie budżetu, jednak ten cel ma zostać osiągnięty przy jednoczesnym zwiększaniu wydatków, a nie zaciskaniu pasa, przy którym obstają kolejne brytyjskie rządy.

Polityka ekonomiczna Bidena to godny pochwały powrót do starego, keynesistowskiego poglądu, że ważny jest popyt łączny. Za to plan Hunta, mający pobudzić rozwój gospodarczy, opiera się wyłącznie na rozwiązywaniu niedoborów strukturalnych (niedoborów strony podażowej).

Jak bardzo niedoskonałe jest to podejście, pokazuje zastanawiający brak rąk do pracy na brytyjskim rynku. Bezrobotnych jest 1,3 mln ludzi, a kolejne miliony osób w wieku produkcyjnym nie mają zatrudnienia albo nie szukają aktywnie pracy. Mimo to wiele przedsiębiorstw nie może znaleźć pracowników, a liczba wakatów wzrosła skokowo do 1,1 mln. Odpowiedź Hunta na ten problem polega na zwiększeniu zachęt, które mają skłonić osoby „nieaktywne ekonomicznie” do powrotu na rynek pracy. W praktyce jednak kanclerz skarbu zachęca ludzi, by rekrutowali się do pracy, której nie ma.

Ekonomia nie zadaje sobie trudnych pytań

Rzecz w tym, że cała gospodarka – z wyjątkiem wąskich gardeł podażowych w branżach takich jak sprzedaż detaliczna, hotelarstwo i gastronomia oraz rolnictwo – doświadcza niedoborów popytu łącznego. To nie powinno nikogo dziwić, jako że brytyjska gospodarka wciąż nie powróciła do poziomu z 2019 roku, a przy wzroście populacji w latach 2020–2023 o 1,7 mln ludzi konsumpcja spadła. Mimo to, prezentując najnowszy budżet, rząd nie wspomniał ani słowem o pobudzaniu popytu łącznego na pracę – ani od strony konsumpcji, ani inwestycji.

Pod koniec 2020 roku wspólnie z byłym premierem Gordonem Brownem zaproponowałem utworzenie mechanizmu, w ramach którego rząd gwarantowałby zatrudnienie (ze stałą stawką co najmniej równą wynagrodzeniu minimalnemu) lub szkolenie zawodowe każdemu, kto nie mógłby znaleźć pracy w sektorze prywatnym. Przekonywaliśmy, że byłby to najszybszy sposób pobudzenia konsumpcji w gospodarce bez konieczności uciekania się do skomplikowanego prognozowania wielkości luki PKB (różnica między PKB potencjalnym a realnym wynikająca z niepełnego zatrudnienia – przyp. tłum.). Jak powiedział kiedyś John Maynard Keynes: „Zatroszczmy się o bezrobocie, a budżet zatroszczy się o siebie sam”.

Czego nie da ci skruszony liberał

Jeśli chodzi o stronę inwestycyjną, to Hunt ogłosił utworzenie 12 specjalnych stref ekonomicznych, które mają być wolne od uciążliwych regulacji, jakie podobno dławią „zwierzęcy instynkt” przedsiębiorców. Jednak koncentrując się na mechanizmach podażowych, Hunt przegapił okazję na to, by wzmocnić dwie świeżo utworzone instytucje inwestycyjne finansowane ze środków publicznych. Te instytucje to UK Infrastructure Bank, otwarty w czerwcu 2021 roku w celu finansowania projektów służących walce ze zmianą klimatu oraz wspierających lokalny rozwój gospodarczy, a także założony w 2014 roku British Business Bank, który ma zapewniać środki dla małych przedsiębiorstw. Dzięki silniejszym inwestycjom publicznym rząd mógłby wpłynąć korzystnie na perspektywy przedsiębiorców i przekierować strumień środków, tak by nie szły na spekulacje, a na projekty o kluczowym znaczeniu dla zielonej transformacji oraz rozwoju regionalnego.

W czasach globalnych turbulencji i zwiększonej niepewności głównym celem budżetu nie jest sterowanie gospodarką aż do osiągnięcia wyimaginowanej stabilizacji. Zamiast tego rządzący muszą użyć polityki fiskalnej, by chronić tych, którym powodzi się najgorzej, przed skutkami zewnętrznych wstrząsów i osiągnąć maksymalną strategiczną autonomię w świecie, który wymyka się spod kontroli.

**
Copyright: Project Syndicate, 2023. www.project-syndicate.org. Z angielskiego przełożył Maciej Domagała.

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Robert Skidelsky
Robert Skidelsky
Ekonomista, członek brytyjskiej Izby Lordów
Członek brytyjskiej Izby Lordów, emerytowany profesor ekonomii politycznej Uniwersytetu Warwick.
Zamknij