Gospodarka

Ile dobrego jedzenia wyrzuci dziś twoja ulubiona knajpa?

– Pracując dorywczo jako studenci w różnych lokalach gastronomicznych, na własne oczy zobaczyliśmy, jak wiele dobrego jedzenia marnują restauracje, piekarnie czy kawiarnie. Pełnowartościowe potrawy, których nie udało się sprzedać danego dnia, a które następnego już nie będą się do sprzedania nadawały, lądują w śmietnikach.

Postanowiliśmy więc pomóc lokalom gastronomicznym walczyć z tym problemem i tak stworzyliśmy aplikację Foodsi – mówią Mateusz Kowalczyk i Kuba Fryszczyn.

Sławek Blich: Scena z pracy w firmie cateringowej w Londynie: pod koniec drogiej imprezy menadżer każe wyrzucić do śmieci kilkanaście kilogramów najwyższej jakości filetów z tuńczyka, nietkniętych. Szef jest dupkiem i nie pozwala obsłudze zabrać do domu choćby kawałka. Wszystko – zgodnie z prawem i procedurą kuchni – ląduje na śmietniku. Znacie podobne historie?

Mateusz Kowalczyk i Kuba Fryszczyn, twórcy aplikacji Foodsi: Tak, znamy podobne. Bardziej w klimatach restauracji, piekarni i sklepów spożywczych. Niejednokrotnie szef zmiany był okej, lecz jedzenia było tak dużo, że mimo iż każdy spakował torbę, np. pieczywa, do domu, pięć kolejnych takich toreb trzeba już było wyrzucić na śmieci. To było dla nas zawsze nie do pojęcia, że są miejsca, nawet niedaleko nas, w których ludzie są głodni, a żywność bez mrugnięcia oka trafia do śmietnika w tak ogromnych ilościach.

Przeciętny Polak wyrzuca ponoć cztery kilogramy jedzenia miesięcznie. Wiadomo, ile wyrzucają restauracje? Na przykład te w stolicy?

Statystyki mówią różnie. Branża gastronomiczna zarabia na sprzedawaniu jedzenia, a nie wyrzucaniu. To oczywiste. Jasne jest również to, że gastronomia nie może pozwalać sobie na sytuacje, w których brakuje jej jakichś składników. Zdarza się to, ale nie świadczy dobrze o takim miejscu. Strat generować nikt nie chce, więc wszystko finalnie sprowadza się do tego, że każda gastronomia stara się jak najlepiej oszacować produkcję i zapotrzebowanie pod swoich klientów. A z szacunkami bywa różnie. Raz się uda, raz nie.

Unia chce odebrać weganom kiełbaski

I dzięki wam możemy już powiedzieć: there’s an app for that. Jak działa aplikacja Foodsi, na czym polega wasz pomysł?

Problem, który identyfikujemy, to nie tylko marnowanie jedzenia w gastronomii i gospodarstwach domowych. To przede wszystkim podejście społeczeństwa do żywności. Chcemy nie tylko zmniejszyć ilość marnowanego jedzenia w restauracjach, kawiarniach i sklepach, ale także pokazać i dać przykład, że gastronomia, z której wszyscy tak chętnie korzystamy, dostrzega ten problem i chce zmniejszyć jego skalę.

Zaprojektowaliśmy maksymalnie uproszczone oprogramowanie w postaci darmowej aplikacji mobilnej (iOS/Android) dla lokali gastronomicznych. Restauracja, zamiast wyrzucać niesprzedane, a dopiero co przyrządzone, świeże i pełnowartościowe potrawy – które dziś są wciąż pyszne, a jutro już nie będą się nadawały do sprzedaży – udostępnia je klientom, którzy mogą je dzięki naszej aplikacji kupić przecenione o minimum połowę w stosunku do ceny z menu restauracji.

Przy czym klient nie wybiera konkretnych pozycji z menu, tylko kupuje w ciemno danie, które nie zostało danego dnia sprzedane w restauracji. To wada czy zaleta waszego modelu? Zachęcacie ludzi do eksperymentowania z jedzeniem?

Dokładnie tak. Uważamy, że stosunkowo niewielka cena w połączeniu z elementem niewiadomej sprawi, że dla klienta ciekawe będzie próbowanie nowych smaków. Restauracji upraszcza to sprawę, bo nie musi określać, co będzie zawierał oferowany w aplikacji zestaw.

A ludzie nie będą się obawiali, że dostaną jedzenie „drugiej kategorii”?

Jedzenie kupowane poprzez Foodsi do takich nie należy. Zestawy są stworzone z jedzenia, które kilka minut wcześniej klient mógł kupić w ofercie regularnej.

Czymś się inspirowaliście? Są na świecie podobne, sprawdzone rozwiązania?

Główną inspiracją była nasza praca zarobkowa podczas studiów, która pozwoliła nam na własne oczy zauważyć ten problem. Nikt z nas nie był szczęśliwy, segregując warzywa i wyrzucając na śmieci te z najdrobniejszymi stłuczeniami czy wyrzucając całe torby pieczywa, które się danego dnia nie sprzedało. Byliśmy jedynie pracownikami, więc nie mieliśmy możliwości, żeby wpłynąć jakoś na zachowanie producentów, zmienić ich przyzwyczajenia i modele biznesowe. Wzięliśmy na to poprawkę po kilku latach, gdy ciężka praca nad aplikacją pozwoliła nam stworzyć Foodsi i zająć się tym projektem na pełen etat. Istnieją już usługi o podobnej charakterystyce, które z powodzeniem rozwijają się w zachodniej Europie i za oceanem. Są one dla nas również inspiracją i motywacją, że w branży restauracyjnej jest miejsce na takie rozwiązanie.

W odróżnieniu od klasycznego foodsharingu, banków żywności czy sieci Jadłodzielni wasz pomysł nie jest charytatywny. Będziecie zarabiać na aplikacji? W jaki sposób?

Zgadza się. Działamy w modelu prowizyjnym, od każdego zakupu dokonanego poprzez aplikację. Dzięki temu restauracji nic nie kosztuje współpraca z nami aż do momentu sprzedaży jedzenia.

Wymienione przez ciebie rozwiązania charytatywne działają w imponujący, prężny sposób i jak najbardziej popieramy takie akcje. Usługi foodsharingu zajmują się tym samym problemem gastronomii – masowym marnowaniem żywności. Foodsi robi to inaczej, działa komercyjnie; różnimy się faktem posługiwania się aplikacją mobilną, charakterem sprzedażowym oraz potężnymi obniżkami cen oferowanego klientom pełnowartościowego jedzenia.

Prawo do mięsa (i innych tradycyjnych wartości)

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.