Felieton

Ogień zastąpi Wałęsę?

Fot. Jakub Szafrański

Solidarność wciąż jest najsilniejszym polskim mitem politycznym. Wałęsa jest częścią tego mitu. Kiedy media publiczne dyskredytują Wałęsę, zmieniają mit Solidarności w historię zdrady narodowej. A w przedsionku czeka już inny mit, mit żołnierzy wyklętych.


40 lat po podpisaniu porozumień sierpniowych Solidarność wciąż jest najsilniejszym polskim mitem politycznym. Nawet prezydent i premier skalkulowali, że w dniu obchodów wspomnianej rocznicy lepiej będzie ten mit wykorzystać niż z nim wojować. W mediach publicznych pojawiła się jednak sonda uliczna, w której na serio zadawano pytanie, czy agenturalna przeszłość Lecha Wałęsy wpływała na jego przewodzenie Solidarności. I jak się można domyślić, zupełnie przypadkowi przechodnie odpowiadali, że tak, bo komuniści wsadzili do Solidarności swojego człowieka i kierowali nią, jak chcieli. Zamiast mitu mamy zatem typową historię zdrady narodowej. A w przedsionku czeka już inny mit, mit żołnierzy wyklętych.

Władza promuje go tak gorliwie, bo pozwala on przepisać historię Polski ostatnich 80 lat tak, żeby wymazać z niej postaci, które realnie oddziaływały na polskie społeczeństwo. Zniknąć mają wszystkie ważne figury powojennej historii, które w istotnych momentach budziły nadzieję na wolność i sprawiedliwość. Nie będzie na przykład Gomułki z roku 1956 (nie z 1968!), nie będzie Kuronia z lat 60. i 70., nie będzie też Wałęsy z lat 80. Będą za to na przykład Bury, Ogień czy Łupaszka. Zamiast polityków, którzy realnie zmienili Polskę między rokiem 1945 a 1989, władcami masowej wyobraźni mają być ludzie, którzy walczyli zbrojnie z komunizmem i w walce tej ponieśli śmierć dla narodu.

Bury spalił tylko pięć wiosek, a przecież mógł więcej

Mówiąc językiem psychoanalizy, o ile mit Solidarności uruchamia siły Erosa, o tyle mit wyklętych otwiera wrota Tanatosowi. Solidarność to moc łączenia, nadawania zwykłym ludziom znaczenia i godności, wzajemne wspieranie się, a politycznie docenienie samoograniczenia i powstrzymywania się od przemocy. Wyklęci to kult walki, odrzucenie kalkulacji, poświęcenie dla narodu rozumiane jako zatracenie i ofiara.

Mit wyklętych ma też swoją podszewkę. Na początku, gdy mówiono o podziemiu antykomunistycznym, przywoływano takie postaci jak Witold Pilecki, który przedostał się do Oświęcimia, żeby zakładać tam ruch oporu. Z czasem, gdy już uprawomocniono kategorię wyklętych, rozpoczęło się promowanie postaci, które za swoją powinność uznawały oczyszczenie narodu z elementów wrogich narodowo. Oprócz komunistów byli to np. Żydzi albo przedstawiciele mniejszości etnicznych. Dobry przykład stanowi tu Józef Kuraś Ogień. Prezydent Lech Kaczyński odsłonił jego pomnik, lekceważąc głosy wskazujące na to, że Ognia obciążają mordy dokonane na Żydach i Słowakach. Wspierany przez państwo kult wyklętych jest też zatem promocją polityki czystek etnicznych. Wspiera myślenie o narodzie jako wspólnocie, która nie może być zdrowa, jeśli nie zostanie oczyszczona.

Przepisywanie powojennej historii przez prawicę ma jeszcze jeden cel. Chodzi o opowiedzenie o prawicy w PRL w sposób, który będzie heroiczny i przykryje dużo mniej bohaterską rzeczywistość. Dzisiejsza prawica wywodzi się od postaci, które szły z PRL-em na kompromisy, a na pewnych etapach życia były zaangażowane w jego wspieranie. Dotyczy to np. dwóch niekwestionowanych ojców duchowych prawicy w Polsce – Henryka Krzeczkowskiego i Pawła Hertza. Pierwszy jako pracownik wywiadu, a drugi jako publicysta wspierali system w latach stalinowskich. Potem zajmowali stanowisko realizmu politycznego i skoncentrowali się na tworzeniu konserwatywnego etosu. Z kolei środowiska endeckie wokół Bolesława Piaseckiego stworzyły PAX – stowarzyszenie katolików wspierających władzę ludową i wykorzystywane przez nią do krytyki Kościoła katolickiego. Wyklęci pozwalają zapomnieć o tej niewygodnej przeszłości i odgrywać na prawicy teatr niezłomności.

Narodowy dzień pamięci antysemitów wyklętych

Trudno znaleźć cokolwiek pozytywnego w kulcie wyklętych. Oficjalnie oznacza on promowanie straceńczego patriotyzmu. W podtekście jest akceptacja polityki czystek etnicznych. Instrumentalnie wyklęci służą zakryciu mało bohaterskiej historii polskiej prawicy w PRL-u. Trawestując Lecha Wałęsę, wyklęci to same minusy ujemne.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Maciej Gdula

| Poseł Lewicy
Poseł Lewicy, socjolog, doktor habilitowany nauk społecznych, pracownik Instytutu Socjologii UW. Zajmuje się teorią społeczną i klasami społecznymi. Auto szeroko komentowanego badania „Dobra zmiana w Miastku. Neoautorytaryzm w polskiej polityce z perspektywy małego miasta”. Opublikował m.in.: „Style życia i porządek klasowy w Polsce” (2012, wspólnie z Przemysławem Sadurą), „Nowy autorytaryzm” (2018). Od lat związany z Krytyką Polityczną.