Idee nie działają.
Same.
Ktoś musi stanąć za ideą.
Człowiek. Jeden lub wielu.

Idee pomagają wymyślić świat na nowo, kiedy trzeba to zrobić.
Ułatwiają zrozumienie, podtrzymują nadzieję, uwalniają od lęku.
Idee nie są odważne. Nie mają wyobraźni. Nie mają kolorów.
To człowiek, który stanął po stronie idei – jest bohaterem.

Zobaczył i pokazuje innym to, co niewidoczne.
Uwierzył, że utopia wypowiedziana dziś,
jutro może stać się barwną rzeczywistością.

Idee rodzą się z krytyki.
Powstają z myślenia.
A kiedy budzi się rozum, kończy się marazm.
Krytyczne myślenie napędza do działania.

Idee to słowa.
Które mają wartość i moc.
Nie chcemy ich tylko tworzyć ani bronić.
Zamierzamy je urzeczywistnić.

Dla Polski otwartej, zielonej i solidarnej.
Tworzonej wspólnie z wami.
Słowem i działaniem.

Przepisujemy idee na rzeczywistość.
Krytyka Polityczna

Świat

Ostatni taki prezydent

Polityczną biografię Chiraca daje się odczytać jako symbol bezsilności instytucji V Republiki wobec wyczerpania się powojennego modelu wzrostu i nacisków zglobalizowanego rynku – o zmarłym 26 września Jacques'u Chiracu pisze Jakub Majmurek.

W Polsce kojarzymy zmarłego w czwartek Jacques’a Chiraca głównie z komentarza: „Stracili okazję, by siedzieć cicho”, dotyczącego naszego zaangażowania w wojnę w Iraku u boku administracji George’a W. Busha. Słowa te na długi czas popsuły, jeśli nawet nie nasze relacje dyplomatyczne z Francją, to z pewnością postrzeganie V Republiki i jej elit w Polsce.

Wojna jest dobra dla biznesu

czytaj także

Wojna jest dobra dla biznesu

Tomasz Pstrągowski

Chirac, jak dziś widać to jasno, miał w sprawie Iraku rację. Jego trwające prawie pół wieku życie polityczne nie zaczyna się i nie kończy jednak na drugiej wojnie w Zatoce. Jak napisał we czwartek „Le Monde”, kariera Chiraca może służyć jako zwierciadło, „nawet jeśli czasami karykaturalne”, najnowszej politycznej historii Francji, wszystkich politycznych konfliktów, przemian, sprzeczności i paradoksów V Republiki.

Pół wieku w służbie Republiki

Chirac sam pełen był paradoksów. To ostatni polityk, który próbował sprostać ideałowi zaprojektowanej przez generała de Gaulle’a monarchicznej prezydentury V Republiki, i pierwszy, który skompromitował urząd, dostając prawomocny wyrok za przestępstwa korupcyjne.

„Odchodzi jeden z największych mistyfikatorów francuskiej polityki. Gotowy na wszystko dla zdobycia władzy, choć często pozbawiony pomysłu na to, co z nią dokładnie zrobić. Wizjoner na arenie międzynarodowej, bezradny wobec problemów krajowych. Gaullista, ani z prawicy, ani z lewicy, co służyło mu do maskowania braku głębszych przekonań” – tak byłego prezydenta żegnał lewicowy „Liberation”.

Czy Chirac faktycznie nie miał głębszych przekonań? Wśród wszystkich jego wolt i zdrad można wyróżnić jednak pewne stałe punkty. Przede wszystkim wierność republikańskim ideałom i koncepcji Republiki jako ucieleśnienia podstawowych ideałów oświecenia i Wielkiej Rewolucji Francuskiej. To w imię Republiki Chirac upominał się o politykę tam, gdzie inni chcieli widzieć tylko zglobalizowany rynek albo porządek międzynarodowy oparty na niekontrolowanej przez nikogo amerykańskiej hegemonii. W imię republikańskich ideałów wielokrotnie używał swojej pozycji na prawicy, by poprzeć reformy trudne do przyjęcia dla prawicowego elektoratu.

Majmurek: Czy katolicki thatcheryzm powstrzyma Le Pen?

Jako przywódca prawicy Chirac stał zawsze trochę na lewo od swoich wyborców i współpracowników. Polityczną działalność Chirac zaczyna zresztą w… Komunistycznej Partii Francji. Pod paryskim kościołem Saint-Sulpice sprzedaje partyjny dziennik „L’Humanité”. Podpisuje także inspirowany przez Moskwę, wzywający Zachód do całkowitego rozbrojenia nuklearnego, apel sztokholmski. Studiuje w tym czasie w prestiżowej Sciences Po, Instytucie Nauk Politycznych w Paryżu. Kolega z roku, przyszły socjalistyczny premier Michel Rocard, namawia go, by dołączył do socjaldemokratów. Chirac odmawia – Partia Socjalistyczna jest wtedy dla niego „zbyt reakcyjna”.

Stopniowo przesuwa się na prawo. Żeni się z Bernadette Chodron de Courcel – koleżanką z Science Po z rodziny ze świetnymi koneksjami we francuskiej elicie. Jej wujek był adiutantem generała de Gaulle’a w trakcie drugiej wojny światowej, kuzyn zostanie prezesem banku BNP Paribas. Rodzina została uszlachcona za II Cesarstwa, gdy przodkowie Chiraca byli ciągle zaledwie chłopami.

Dopiero dziadkowie prezydenta zdobyli wykształcenie i zawód z klasy średniej – nauczycieli. Ojciec Chiraca kieruje filią przedsiębiorstwa z branży lotniczej – małżeństwo z Bernadette oznacza dla przyszłego prezydenta wejście do świata klasy wyższej, nieznanego do tej pory nikomu z jego rodziny.

Młody Chirac ma wielkie ambicje, by się w nim wykazać. Zaciąga się na ochotnika do wojska, by walczyć w Algierii – jest ostatnim prezydentem Francji, który doświadczył wojny jako żołnierz. Kończy prestiżową École nationale d’aministration – kuźnię urzędniczych, gospodarczych i politycznych elit IV i V Republiki. Stamtąd trafia na początku lat 60. do gabinetu premiera Georges’a Pompidou. To on stanie się głównym mentorem Chiraca.

W 1967 roku, w wieku 35 lat, Chirac po raz pierwszy zostaje wybrany do Zgromadzenia Narodowego. Wygrywa w jednomandatowym okręgu w departamencie Corrèze, tradycyjnie reprezentowanym przez lewicę. Lewica jest jednak podzielona, w drugiej turze wyborów polityk zapewnia sobie przyjazną neutralność kilku jej kluczowych regionalnych graczy. Pomaga też finansowe wsparcie zamożnego przedsiębiorcy z branży lotniczej, Marcela Dassault, starego znajomego ojca Chiraca. Departament Corrèze, skąd pochodziła rodzina przyszłego prezydenta, stanie się w przyszłości jedną z jego głównych wyborczych twierdz.

Rok później, w maju 1968 roku, Francja jest na skraju rewolucji. Studenci opanowują Paryż, fabryki stoją kontrolowane przez strajkujących robotników. Chirac nie rusza się wtedy z domu bez rewolweru. Jednocześnie w imieniu rządu negocjuje tzw. porozumienia z Grenelle. Gwarantują one m.in. wzrost średnich pensji o 10% i pensji minimalnej o 35%. Stopniowo pozwalają opanować paraliżujące kraj strajki. Wkrótce de Gaulle zwołuje nowe wybory, zdecydowanie wygrane przez prawicę.

Gdy po de Gaulle’u prezydentem zostaje Pompidou, Chirac zajmuje kolejne ministerialne stanowiska. Najważniejsza dla jego przyszłej kariery okaże się teka ministra rolnictwa. Chłopi staną się jednymi z najwierniejszych wyborców Chiraca. Polityk co roku będzie budował swój wizerunek „człowieka ludu”, pokazując się na targach rolnych, pochłaniając wielkie ilości serów, kiełbasek i innych wiktuałów i zapijając to wszystko winem.

Wspaniałe trzydziestolecie i jego koniec

Rządy Pompidou jako premiera i prezydenta przypadają na szczyt tego, co Francuzi nazywają „trente glorieuses” – wspaniałym trzydziestoleciem. To okres trzech dekad dynamicznego rozwoju ekonomicznego, poprawy jakości życia szerokich mas, rekordowo niskiego bezrobocia. Państwo aktywnie reguluje i zarządza gospodarką rynkową, przejmując bezpośrednią kontrolę właścicielską nad szeregiem wcześniej prywatnych przedsiębiorstw.

Krastev: Walka o przejrzystość zabija demokrację

Chirac uczy się polityki w tych warunkach. Jego pierwsza kadencja szefa rządu (1974–1976) przypada na koniec tego okresu, wywołany przez kryzys naftowy i gwałtowny wzrost cen ropy.

Chirac zostaje premierem po śmierci Pompidou, u boku sprawującego funkcję prezydenta Valéry’ego Giscarda d’Estaing. Jest jednym z architektów tej prezydentury: to on przekonuje istotną część zwolenników Pompidou, by poparli liberała Giscarda, jednocząc w ten sposób dwie wielkie rodziny francuskiej prawicy: bardziej etatystyczną, mocarstwową, „bonapartystyczną” z liberalną, „orleańską”.

Administracja Giscarda przeprowadza wiele sensownych liberalnych reform. Obniża próg pełnoletniości do 18 lat. Znosi cenzurę filmową. Legalizuje przerywanie ciąży. Chirac angażuje się w te wszystkie reformy, walczy, by zaakceptował je prawicowy elektorat. Jednocześnie orleańsko-bonapartystyczny sojusz pęka wokół problemu, jak zarządzać gospodarką pogrążającą się w kryzysie. Giscard preferuje politykę deflacyjną, Chirac keynesowskie inwestycje mające rozruszać gospodarkę. Choć ośrodek prezydencki przekonuje się do tych drugich rozwiązań, konflikt między Giscardem a Chirakiem osiąga taką temperaturę, że ten drugi odchodzi z rządu. Konflikt ten nigdy nie wygasa, panowie do końca się nienawidzą.

Giscard oskarżał Chiraca o przegrane wybory w 1981 roku. Chirac w drugiej turze powiedział, że „osobiście zagłosuje na Giscarda”, nie zaapelował jednak o to wprost do swoich zwolenników. Prezydentem po raz pierwszy w V Republice zostaje w efekcie socjalista, François Mitterrand.

Dwie trudne kadencje

Lata 1974–1976 można uznać za koniec powojennego cudu, za punkt graniczny, gdy zarządzany przez państwo kapitalizm przestaje działać jako wehikuł wzrostu i mniej więcej powszechnego dobrobytu.

Dla Chiraca odejście z rządu oznacza początek długiej, trwającej 19 lat drogi do prezydentury. Wehikułem do niej będą dwie instytucje: partia Zgromadzenie na Rzecz Republiki (fr. Rassemblement pour la République, w skrócie RPR) oraz paryski ratusz. Tę pierwszą Chirac zakłada w grudniu 1976 roku. Będzie nią kierował przez następne 18 lat. Partia gromadzi w swoich początkach 700 tysięcy zwolenników. Dystansuje się w równej mierze od Mitterrandowskiej lewicy i liberalnej prawicy Giscarda.

Z jej pomocą Chirac zdobywa władzę w Paryżu. Zostaje pierwszym merem od czasu zniesienia tej instytucji po upadku Komuny Paryskiej. Ratusz staje się kuźnią kadr Chiracowskiej prawicy. Elita RPR bardzo swobodnie używa miejskich środków. Rachunki ratusza na spotkania w restauracjach opiewają na astronomiczne kwoty. Co naprawdę poważne, miejskie pieniądze używane są do nielegalnego finansowania RPR.

Proste równoległe się nie spotykają [fragment książki Didiera Eribona]

W latach 80. Chirac przesuwa się na prawo w opozycji do Mitterranda. Fascynuje się reagonomiką i reformami Thatcher. Atakuje „socjalistyczno-komunistyczny” rząd. Gdy w 1986 roku zostaje premierem, uruchamia bezprecedensową falę prywatyzacji. Francuzi nie są zachwyceni, dwa lata później Chirac przegrywa wyścig do Pałacu Elizejskiego z Mitterrandem. Dziewięć lat później wygrywa swoje pierwsze wybory prezydenckie jako zacięty krytyk „anglosaskiego neoliberalizmu”, obiecujący „Francję dla wszystkich” i przezwyciężenie dzielących Republikę podziałów i nierówności.

Wygrana Chiraca w 1995 r. – po dwóch przegranych w 1981 i 1988 roku – dowodzi jego wielkiej politycznej żywotności. Tym bardziej, że w 1995 roku podzielił się jego własny obóz. Premier Édouard Balladur (1993–1995) łamie zawartą z Chirakiem umowę – miał zostać premierem, by Chirac mógł spokojnie przygotować się do wyborów prezydenckich – i przystępuje do walki o Pałac Elizejski.

W pierwszej kadencji Chirac nie osiąga praktycznie nic. Z obietnic walki z nierównościami, jeśli w ogóle były szczere, nic nie wynika. Zamiast ambitnych programów socjalnych i ambitnej polityki przemysłowej administracja wybiera politykę, która ma dostosować Francję do kryteriów traktatu z Maastricht – choć w latach 80. Chirac atakował władzę Brukseli i posłuszną jej „partię zewnętrzną we Francji”. Na własne życzenie szybko traci też większość władzy. W 1997 roku zwołuje wcześniejsze wybory, które wygrywają socjaliści. Czołowe osiągnięcia z pierwszego okresu prezydentury Chiraca – 35-godzinny tydzień pracy, związki partnerskie – to inicjatywy socjalistycznego rządu Lionela Jospina.

Reelekcję Chiraca ratuje to, że do drugiej tury trafia z nim lider skrajnej prawicy Jean-Marie Le Pen. Republikańska opinia publiczna gromadzi się wokół urzędującego prezydenta, który w drugiej turze zdobywa rekordowe poparcie w wysokości 82,21% głosów. Chirac zawsze twardo deklarował, że Front trzeba odgrodzić od normalnej polityki chińskim murem. Jednocześnie trafiały się mu wypowiedzi próbujące łowić nacjonalistyczny elektorat. W niesławnej mowie z 1991 roku wyrażał na przykład zrozumienie dla francuskiej robotniczej rodziny, która z niechęcią patrzy na hojnie żyjącą z zasiłków rodzinę islamskich migrantów, „zwłaszcza jeśli dodamy do tego hałas i smród” – słowa te słusznie zostały uznane za rasistowskie. Część krytyków zarzuca Chiracowi, że opierając swoją kampanię w 2002 roku na tematach migracji i bezpieczeństwa, utorował Le Penowi drogę do drugiej tury.

Uchodźcy to ofiary, a nie źródło terroryzmu

Jednocześnie druga kadencja to największy triumf Chiraca na arenie międzynarodowej – opór wobec wojny w Iraku. Słuszny. Zachodnie demokracje pod wodzą Stanów przystąpiły do wojny na podstawie fałszywych przesłanek i kłamstw. Wojna zdestabilizowała Bliski Wschód i stworzyła warunki, w których mogło rozkwitnąć Państwo Islamskie. Chirac dla dużej części progresywnej opinii publicznej stał się bohaterem – obrońcą międzynarodowego ładu ucieleśnionego w Karcie Narodów Zjednoczonych, opartego na poszanowaniu suwerenności i zakazie jednostronnego użycia siły. Zwolennikiem humanizmu i dialogu sprzeciwiającym się zabójczej logice „starcia cywilizacji”.

Krytycy zarzucali Chiracowi hipokryzję. Faktem jest, że jego stosunek do globalnego Południa pozostawał zawsze mocno dwuznaczny. Z jednej strony był nim autentycznie zainteresowany. Już jako nastolatek spędzał całe dnie w poświęconym sztuce Azji paryskim Muzeum Guimet. Rozważał wtedy konwersję na hinduizm. Do końca życia interesował się sztuką pozaeuropejską. Jako prezydent zainicjował założenie Muzeum du quai Branly, gromadzącego sztukę Azji, Oceanii, Afryki i Ameryki prekolumbijskiej.

Jednocześnie często wspierał zdecydowanie niesympatycznych dyktatorów. Przyjaźnił się z długoletnim prezydentem Gabonu Omarem Bongo (1967–2009 r.), który miał nielegalnie finansować działalność polityczną Chiraca. Podczas wizyty na Wybrzeżu Kości Słoniowej w 1990 roku wygłosił skandaliczne słowa: „Myślę, że kraje rozwijające się powinny skupić swoje wysiłki na rozwoju ekonomicznym, który czasem nie jest najłatwiejszy w systemie wielopartyjnym. Są systemy wielopartyjne, gdzie nie szanuje się demokracji, i jednopartyjne, gdzie demokracja jest szanowana – jak tu, na Wybrzeżu Kości Słoniowej”.

Nawet biorąc poprawkę na ten kontekst, jego głos w okresie 2002–2003 był szalenie ważny i szlachetny. W drugiej kadencji także w polityce wewnętrznej Chirac stanął po stronie kilku sensownych progresywnych rozwiązań.

Uzupełnił francuską konstytucję o Kartę Ekologiczną, zobowiązującą władze do prowadzenia polityki zrównoważonego rozwoju oraz zapewniającą każdemu i każdej prawo do życia w zdrowym środowisku naturalnym. Wdrożył skuteczny program walki z wypadkami drogowymi.

A jednocześnie okazał się bezradny wobec podstawowych problemów Francji: nierówności, bezrobocia, poczucia wykluczenia całych grup społecznych. Odchodził z polityki z poczuciem rozczarowania.

Majmurek: Taśmy znad Sekwany

Schedę po nim przejął Nicolas Sarkozy, polityk, którego nie lubił i nie cenił. Za neoliberalizm, za ślepe zapatrzenie w Stany, a przede wszystkim za „zdradę”, jakiej się dopuścił, popierając w 1995 roku Balladura.

Tęsknota za powagą

Jak widzimy z tego krótkiego szkicu, przy odrobinie złej woli można uznać Chiraca za konformistę, oportunistę, bezwzględnego arywistę, gotowego na każdy kompromis dla zdobycia, utrzymania i czerpania profitów z władzy. Nawet bez złej woli polityczną biografię Chiraca daje się odczytać jako symbol bezsilności instytucji V Republiki wobec wyczerpania się powojennego modelu wzrostu, nacisków zglobalizowanego rynku i władzy odpływającej z państwa narodowego do takich instytucji jak struktury Unii Europejskiej.

Świat rozpadł się na kawałki. I można było z nim zrobić niemal wszystko

Mimo tego od prawicy do lewicy, nawet pamiętając o jego korupcji, opinia publiczna we Francji i na świecie patrzy dziś na Chiraca z sympatią. Czy działa tu zasada „o zmarłych dobrze lub wcale?”. Z pewnością, acz nie tylko. Dzisiejsza nostalgia za Chirakiem jest nostalgią za czasami, gdy polityka przynajmniej starała się udawać, że jest czymś innym niż częścią infotainmentu, gdy na poważnie usiłowała odpowiadać na realne problemy i budować zgodę społeczną dla ich rozwiązania. W dobie wielkich napięć i nowych populizmów nietrudno zrozumieć takie nostalgie.

Chirac nie jest ani bohaterem mojej bajki, ani pewnie większości czytelniczek i czytelników „Krytyki”. Poza 2002 rokiem raczej na niego byśmy nie głosowali. Ale z chęcią widziałbym w Polsce podobną prawicę do tej, którą reprezentował zmarły prezydent: doceniającą znaczenie ekologii, niezapatrzoną ślepo w Stany, rozumiejącą, że dostęp do aborcji to prawo człowieka, a nie ludobójstwo, wiernej Rzeczpospolitej, nie episkopatowi.

Bio

Jakub Majmurek

| Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) "Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej".

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.