Świat

Majmurek: Taśmy znad Sekwany

Między aferą taśmową w Polsce a zatrzymaniem Sarkozy'ego we Francji są pewne podobieństwa - i tu, i tu zyskują na tym partie antysystemowe. 

Gdy u zmierzchu prezydentury Jacquesa Chiraca Nicolas Sarkozy pokonał Dominique’a de Villepin w walce o przywództwo na francuskiej centroprawicy, wielu komentatorów pisało o nowym otwarciu we francuskiej polityce. Energiczny, dynamiczny, nowoczesny minister spraw wewnętrznych miał nadać polityce nad Sekwaną nową jakość, przewietrzyć stare instytucje z czasów generała de Gaulle’a. Jego prezydentura dość powszechnie uważana była jednak za klęskę, Sarkozy nie był jej w stanie obronić w wyborczej konfrontacji z François Hollandem dwa lata temu.

W ostatnich dniach Sarkozy na pewno wniósł jednak coś nowego do życia politycznego nad Sekwaną: jako pierwszy (były) prezydent w historii trafił do aresztu. Spędził w nim piętnaście godzin, po którym został przesłuchany przez sędziów śledczych i wypuszczony. Jako oskarżony. Oficjalnie postawiono mu zarzuty płatnej protekcji, aktywnej korupcji oraz naruszenia tajemnicy służbowej

W kręgu trzech afer

Nie jest to pierwsza polityczno-kryminalna afera, w której pada nazwisko byłego prezydenta. Obecnie postawione mu zarzuty wiążą się z dwoma innymi skandalami, o udział w których się go oskarża. Pierwsza to tzw. afera Bettencour. Liliane Bettencour jest ponad dziewięćdziesięcioletnią dziedziczką fortuny zbudowanej wokół kosmetycznego giganta L’Oreal. Jej wartość wycenia się na ponad 30 miliardów dolarów. W 2013 roku Sarkozy został oskarżony o to, że w roku 2007 – gdy po raz pierwszy walczył o Pałac Elizejski – razem ze skarbnikiem swojej partii Erikiem Woerthem, przy pomocy zarządcy jej majątku Patricka de Maistra, uzyskał od dziedziczki pieniądze na nielegalne finansowanie swojej kampanii wyborczej. Politycy centroprawicowej UMP mieli regularnie otrzymywać koperty z gotówką w willi miliarderki. Bettencour miała przekazać w 2007 roku Woerthowi 150 tysięcy gotówką na kampanię przyszłego prezydenta. Podczas gdy francuskie prawo zezwala na dotację dla indywidualnych kandydatów maksymalnie w wysokości 4600 euro od osoby. Przy tym wszelkie datki powyżej 150 euro powinny być zapłacone czekiem, z jasno określonymi danymi donatora.

Pikanterii sprawie dodaje fakt, że Woerth został po wyborach 2007 roku ministrem finansów. Bettencour za jego kadencji na tym stanowisku otrzymała od francuskiego rządu ponad 30 milionów euro zwolnień podatkowych. Woerth jako minister starał się przy tym załatwić swojej małżonce pracę w zarządzającym majątkiem Bettencour funduszu Clymène. 

Sprawę przeciw Sarkozy’emu w końcu umorzono. Tym niemniej, obecna afera jest echem tej z Bettencour. Sędziowie śledczy podsłuchując rozmowy Sarkozy’ego i jego adwokata Thierry’ego Herzoga natrafili na przesłanki pozwalające wysunąć oskarżenie, że Sarkozy używał swoich wpływów do korumpowania sędziów, tak, by na bieżąco informowali go o postępach w sprawie Bettencour – by mógł w porę przygotowywać obronę przed możliwymi zarzutami. Konkretnie chodzi o jednego sędziego, Gilberta Aziberta. Sarkozy miał obiecywać mu załatwienie lukratywnej posady w Monako. W zamian za to Azibert miał informować go o przebiegu śledztwa i dawać dostęp do objętych tajemnicą dokumentów.

Dlaczego w ogóle podsłuchiwano Sarkozy’ego? W związku z inną aferą, także związaną z finansowaniem jego kampanii wyborczej z 2007 roku. Tym razem przez Libię Kadafiego. Sarkozy miał otrzymać od dawnego dyktatora nielegalne pieniądze na kampanię za pośrednictwem Ziada Tiakkedine’a, libańsko-francuskiego przedsiębiorcy, służącego jako pośrednik między establishmentem politycznym Francji czasów późnego Chiraca, a Kaddafim. Który, nie zapominajmy, między zamachami na WTC, a arabską wiosną na chwilę stał się tolerowanym przez elity liberalnych demokracji politykiem. Głównym akuszerem jego zbliżenia do Europy był establishment brytyjskiej Partii Pracy, swoje związki z reżimem autora Zielonej książeczki miały też Włochy Berlusconiego i Francja Chiraca. To właśnie badając tę sprawę, podsłuchując byłego prezydenta, śledczy trafili na wątek płatnej protekcji i korupcji sędziego przez byłego prezydenta.

Korupcja kontynentalna

Jak przypomina dziennik „Le Monde” te trzy afery to nie jedyne, gdzie pada nazwisko byłego prezydenta. Już w 1995 roku Sarkozy pojawia się w związku z „aferą Karaczi”, gdzie pieniądze z kontraktów na sprzedaż francuskiej broni do Pakistanu miały nielegalnie finansować kampanię prezydencką Patricka Balladura – której Sarkozy był rzecznikiem prasowym.

Afery, w których pojawia się postać Sarkozy’ego można podzielić na dwie grupy. Pierwsze wiążą się z faworyzowaniem przez niego przy pełnieniu funkcji publicznych swoich kolegów i zwolenników. Zarzuca się mu, że naciskał na Christine Lagarde, ministrę finansów, w celu uzyskania korzystnego arbitrażu dla swojego kolegi Bernarda Tapie, czy zlecenie poza konkursem badań opinii publicznej zamawianych przez Pałac Prezydencki firmom swoich dwóch współpracowników.

Drugie wiążą się z nielegalnymi środkami na kampanię. Ocenia się, że samym 2007 roku Sarkozy uzyskał na swoją prezydencką kampanią około 50 milionów euro z nieznanych, nielegalnych źródeł.

Afery z nielegalnym finansowaniem partii i kampanii nie są niczym nowym w zachodnich demokracjach liberalnych na kontynencie. Można powiedzieć, że są one formą zinstytucjonalizowanej korupcji, o której opinia publiczna od czasu do czasu dowiaduje się przy okazji wybuchu większego skandalu. We Francji było ich kilka. Diamenty krwawego cesarza Republiki Środkowoafrykańskiej, Bokassy miały finansować kampanię Giscarda d’Estaign. W latach 70. i 80. Partia Socjalistyczna wyprowadzała pieniądze z kontrolowanych przez siebie ciał samorządu lokalnego, poprzez prowadzoną przez bliskich jej ludzi agencję Urba, która za rozbuchane rachunki doradzała socjalistycznym gminom, radom miast i powiatów jak mają inwestować w swój rozwój. Pieniądze, nielegalnymi kanałami, wracały do partii i finansowały jej wyborcze wysiłki. Nielegalnie centroprawicę dotował, gdy był burmistrzem Paryża, Jacques Chirac, zatrudniając w magistracie pracowników – członków swojej partii, lub jej rodzin – na fikcyjnych stanowiskach, choć za realne pensje. W aferę zamieszany był także jego późniejszy premier (1995-1997) Alain Juppé. Teraz lider dawnej partii Sarkozy’ego, UMP, Jean-François Copé musiał ustąpić nie tylko z powodu klęski w wyborach europejskich, ale także w związku z aferą z firmą Bygmalion. Kierowana przez przyjaciela Copé firma organizująca eventy UMP w trakcie kampanii wyborczej miała wystawiać fałszywe, zawyżone faktury. Dzięki czemu UMP mogła uzyskiwać zwroty za koszty kampanii, których tak naprawdę nie poniosła.

Tego typu instytucjonalna korupcja nie ogranicza się do Francji. Słynęły z niej także powojenne Włochy. Także ojciec zjednoczonych Niemiec, Helmut Kohl, gromadził na tajnych kontach nielegalne środki od baronów niemieckiego biznesu na działalność swojej partii.

Kto na tym zyska?

Jakie będą polityczne skutki całej afery? Sarkozy opuszczał Pałac Elizejski w niesławie. Ale wobec mdłej, rozczarowującej na wszystkich frontach prezydentury Hollende’a i słabości przywództwa Copé, były prezydent zaczynał być w ostatnich miesiącach znów postrzegany jako kusząca alternatywa.

Po odejściu Copé wydawało się, że ma szansę znów powalczyć w listopadowych wyborach na szefa UMP. Nie wiadomo jak oskarżenia wpłyną na jego pozycję we własnej partii. On sam już przechodzi do kontrataku. W wywiadzie udzielonym telewizji zapewnia, że „w niczym nie naruszył zasad republikańskiego państwa prawa”. Twierdzi, że cała sprawa to „instrumentalizacja sprawiedliwości”, zemsta „lewicowych sędziów”.

Gdyby rzeczywiście tak miało być i sterowana akcja wymiaru sprawiedliwości miałaby pozbawić szans Sarkozy’ego w przyszłych wyborach prezydenckich byłaby to swoista ironia losu. Przed ostatnimi wyborami, oskarżenia, które w końcu porzucone zostały przez amerykańską prokuraturę, odebrały taką szansę Dominikowi Strauss-Kahnowi, uważanemu za najpoważniejszego rywala Sarkozy’ego w wyborach w 2012 roku.

Sarkozy skarżył się też w rzeczonym wywiadzie na „państwo podsłuchujące najbardziej intymne rozmowy obywateli”. Taka obrona może przywodzić na myśl analogie z naszą „aferą taśmową”. Nie są one jednak trafione. Nad Sekwaną podsłuchują uprawnione do tego służby, nie bliżej nie określona grupa. I taśmy dokumentują faktyczne przestępstwo

Analogiczny może być jednak skutek – francuska afera gra bowiem na korzyść antysystemowej prawicy. Wobec słabości socjalistów i ujawnionego skorumpowania centroprawicy na aferze najbardziej zyskuje Marine Le Pen i jej Front Narodowy.

Która po świetnych wynikach w eurowyborach, bierności Hollande’a i kolejnych – pewnie czekających nas w najbliższych miesiącach – informacjach o skandalach związanych z Sarkozym musi tylko czekać cierpliwie na moment, gdy będzie mogła to politycznie skonsumować.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Jakub Majmurek
Jakub Majmurek
Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) „Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej”.
Zamknij

Zapisz się na newsletter Krytyki Politycznej
i bądź na bieżąco