Świat

Wybory w Białorusi już są sfałszowane

Rozmowa Sławomira Sierakowskiego z Maryną Adamowicz, prawniczką, lekarką i aktywistką polityczną. Korespondencja z Mińska.


Sławomir Sierakowski: Mam zaszczyt rozmawiać z Maryną Adamowicz, prawniczką, lekarką i aktywistką polityczną. Dziś w Białorusi kobiety są liderkami opozycji demokratycznej i reżim jest bliżej upadku niż kiedykolwiek. Mężczyźni przebywają na emigracji albo w więzieniu. Dotyczy to też jednego z najbardziej znanych opozycjonistów, Mikałaja Statkiewicza, pani męża. Zanim przejdziemy do tematu sytuacji politycznej i prognoz na przyszłość, czy może pani powiedzieć, z jakiego paragrafu siedzi w więzieniu pani mąż? I za co naprawdę, bo to zapewne dwie różne rzeczy?

Maryna Adamowicz: Mikałaj został porwany z samochodu, kiedy jechaliśmy na manifestację. Tę kampanię rozpoczęli Mikałaj Statkiewicz i Siarhiej Cichanouski, popularny bloger, który politykiem stał się właśnie poprzez stosunki z Białoruską Socjaldemokratyczną Partią (Ludowa Hromada), naszą partią, i jej przewodniczącym Mikałajem Statkiewiczem. Pierwsza manifestacja 24 maja bardzo zdenerwowała władze, prawie natychmiast aresztowano właśnie Cichanouskiego i przy okazji sporo przypadkowych osób. A już półtorej doby później także Mikałaja Statkiewicza. Na początku był przetrzymywany w ośrodku odosobnienia dla osób, które popełniły wykroczenia administracyjnie. Następnie trzy razy przedłużono to zatrzymanie z powodów zupełnie niezrozumiałych. Na przykład 15 dni dostał za apel na swojej stronie internetowej, na komunikatorze Telegram. A to nie był nawet żaden apel, tylko informacja o tym, że pewne osoby, w tym protestujący kandydaci w wyborach, idą rejestrować swoje grupy inicjatywne w określonym dniu i godzinie, obok było wezwanie członków grupy inicjatywnej, żeby tych kandydatów poparli. Nikt nawet nie próbował dowieść powiązań między tym kanałem na Telegramie a Mikałajem Statkiewiczem, nikt też nie brał pod uwagę, że publikacja tych dokumentów grupy inicjatywnej regulowana jest nie kodeksem administracyjnym, ale wyborczym.

Białoruska rewolucja jest kobietą

czytaj także

Drugi areszt był za złożenie kwiatów na cmentarzu wojskowym żołnierzy, którzy zginęli w czasie II wojny światowej. To już jest prawdziwe szalbierstwo. A gdybyśmy np. poszli w jakimś kondukcie żałobnym, to również mogłoby podpaść pod manifestację i również można by za to pójść do więzienia? Dalej, kiedy Mikałaj 15 czerwca powinien był wyjść z aresztu, na kwadrans przed zwolnieniem okazało się, że zaczyna się kolejna sprawa sądowa.

Oczywiście Mikałaj nie dostał żadnego adwokata, za to dostał jeszcze 15 dni. W tamtym momencie zostały zwolnione dwie osoby i od nich dowiedzieliśmy się, co się dzieje w tym ośrodku odosobnienia. Przekroczyło to najśmielsze wyobrażenia na temat warunków utrzymania. I nic się nie zmieniło od tamtego czasu, może oprócz tego, że można już przekazywać jedzenie.

U nas jest taki żart, że nie tylko pokonaliśmy koronawirusa, ale nawet wzięliśmy go jako jeńca. A to dlatego, że pojawia się tylko w momentach, kiedy jest to wygodne dla władzy. Żeby choćby nie wpuścić adwokata, nie móc przekazać jedzenia, chociaż wszędzie indziej można to robić. Teraz jest np. zakazana obecność obserwatorów w komisjach wyborczych. Ale przy stanowiskach wyborczych nie ma żadnych zasłon… Zresztą mąż został oskarżony, że 29 maja w Grodnie w porozumieniu z innymi osobami zorganizował i wziął aktywny udział w działaniach, które naruszają porządek publiczny, choć siedział wtedy w więzieniu. Mikałaj żartował: „Oni chyba myślą, że ja się umiem teleportować, bo w Grodnie byłem ostatni raz rok temu”. Setki osób obserwowały sytuację w Grodnie. Dziesiątki robiły zdjęcia i nagrania wideo, a setki tysięcy widziały to nagranie wideo. I oczywiste jest, że nie było tam żadnych działań, które naruszałyby porządek publiczny. A jeżeli były jakiekolwiek, to ze strony milicji. 29 lipca z mediów rządowych dowiedziałam się, że aresztowani przedtem wagnerowcy, czyli najemnicy rosyjscy, współpracują z… Cichanouskim i Statkiewiczem.

Później Łukaszenka ogłosił, że to spisek rosyjski, a dziś – że amerykański. Ile grozi mężowi, jeśli poprzedni wyrok to było sześć lat bez możliwości wcześniejszego zwolnienia? Statkiewicz odmówił podpisania prośby o ułaskawienie.

I Cichanouski, i Statkiewicz wciąż dostają nowe zarzuty. Artykuł 299: planowanie masowych rozruchów. Za to grozi do 12 lat. A wracając do pana pytania: nikt nic nie powiedział ani adwokatowi, ani mnie. 29 lipca wieczorem Mikałaj dostał zarzuty, bez udziału adwokata. Kiedy o tym przeczytałam, skontaktowałam się z adwokatem. Adwokat następnego dnia pojechał do komitetu śledczego, gdzie nikt mu nie udostępnił tych zarzutów, tylko je pokazali. Nawet nie ma możliwości tego zaskarżyć, ponieważ nie ma dokumentu. Za to potwierdziło się to, co pisano w mediach: w grupie śledczej, która zajmuje się tą sprawą, jest 50 osób.

50 osób ściga Mikałaja Statkiewicza?

Tak. Mikałaja Statkiewicza i Siarhieja Cichanouskiego. Jeżeli ta władza przetrwa, jeśli będzie kontrolować zasoby i pieniądze, to niestety może doprowadzić do ciężkiego wyroku dla Mikałaja. Nie zapominajcie, że w 2015 roku, kiedy Unia Europejska bardzo naciskała, żeby go wypuścić na wolność, został zwolniony, ale osiem lat po jego zwolnieniu mąż ma wciąż ograniczone prawa obywatelskie, a każdy kolejny wyrok będzie uważany za recydywę. Nie wystarcza zatem, że nie ma prawa brać udziału w kampaniach wyborczych. A do tego takie absurdalne oskarżenia mogą doprowadzić do prawdziwego wyroku i mieć poważne konsekwencje. U reszty zatrzymanych wspólnie z Mikałajem Statkiewiczem i Siarhiejem Cichanouskim nie został zmieniony artykuł kodeksu karnego. Sprawdzamy to cały czas. Na razie nie zmienili.

„To jest taki polski sposób myślenia…” [rozmowa Sierakowskiego]

Pani powiedziała, że jeśli ta władza się utrzyma…

Jest powszechne oczekiwanie, że 9 sierpnia coś się zmieni. Nie byłoby rozsądnie odbierać ludziom tę nadzieję, niemniej jestem pewna, że oni wystarczających zasobów już nie mają. Cokolwiek wydarzy się 9 sierpnia, ich zasoby po prostu się wyczerpują.

Co rozumie pani w tym wypadku przez zasoby? Chodzi o pieniądze, o surowce, o to, żeby władza przetrwała gospodarczo?

Nie tylko. Władza mogła dotąd przekonywać wiele osób, że ma większość. Przez ostatnie pół roku popełniła jednak dużo błędów, które doprowadziły do kryzysu jej legitymizacji. Myślę, że nie tylko gospodarka gra tutaj rolę, chociaż jest na pierwszym planie, ale również czynniki wewnątrzpolityczne i społeczne.

Łukaszenka nie ma zasobów, żeby wypełnić kontrakt społeczny, który zawarł z ludźmi. No i jest jeszcze jeden czynnik związany z koronawirusem – zamknięte granice. Ludzie stracili swoje dochody, możliwość pracy za granicą. Zostają więc w kraju i to wzmaga niepokój społeczny. Myślę więc, że to nie potrwa długo. Oczywiście, mamy przykład Maduro w Wenezueli, mam nadzieję, że to nie będzie ta opcja.

Chcę jeszcze przypomnieć 2010 rok. Wówczas po prostu buldożerem przejechali po całym białoruskim społeczeństwie obywatelskim, kandydaci siedzieli w więzieniu, zduszone zostały wszystkie organizacje pozarządowe, wiele osób musiało uciec za granicę. Wybory były w grudniu, a jeszcze do sierpnia kolejnego roku Białorusini stawiali opór. Bez jakiejkolwiek organizacji ludzie wychodzą na akcje protestacyjne, było coś takiego jak „Stop benzynie”, protest przeciwko podniesieniu cen paliw. Były również akcje solidarności. A teraz ta fala społeczna zatacza coraz szersze kręgi. Mam nadzieję, że ludzie nie będą rozpaczać, tylko zaczną stawiać opór.

Rozumiem, że celem głównym jest obalenie dyktatury i koniec represji.

Jeżeli można tak określić najszersze grono ludzi protestujących, to po prostu Łukaszenka już się im znudził. To motywacja dla tych, którzy po raz pierwszy pokazują swój opór, protest. A dla osób, które już od dawna walczą o to, żeby ten kraj po prostu pozostał niepodległy, przede wszystkim chodzi o zachowanie niezależności oraz zmierzanie ku demokracji. Ażeby tak się stało, muszą być wolne wybory bez udziału obecnej władzy i tej komisji wyborczej.

Najczęściej słyszę od moich przyjaciół Białorusinów, że te wybory będą po prostu sfałszowane.

Już są sfałszowane. Od samego początku. Kandydaci, którzy chcieli się zarejestrować, byli po prostu skreślani, a po protestach grupa kandydatów dostała po prostu odmowę udziału w wyborach.

Czyli odmowa rejestracji.

Tak. Naruszyli rzekomo kilka artykułów kodeksu karnego. Ludzie to przełknęli. Później władza wybrała sobie listę kandydatów posłusznych, a podpisy 750 tysięcy osób, które poparły niezależnych, czyli Wiktara Babarykę czy Walerego Capkałę, zostały wyrzucone do śmietnika. Jeżeli to nie jest fałszerstwo, to co nim jest? Władza wybrała dla nas Swiatłanę Cichanouską.

Rozumiem, że zgodziła się po prostu ją zarejestrować. Tylko nie spodziewała się czegoś takiego.

Tak! Nie spodziewali się, że Swiatłana będzie w stanie zrobić jakąkolwiek kampanię. I w istocie to nie my ją wybraliśmy, to władza wybrała ją dla nas. Tylko ją zgodziła się zarejestrować, bo nie wierzyła, że to cokolwiek da opozycji. Ale gra idzie nie wedle ich reguł, bo to ludzie teraz mają inicjatywę. Choć władza znów próbuje sprawę załatwić na swoją modłę, czyli obserwatorzy wyborów idą do więzienia. Szefowa sztabu Cichanouskiej została wczoraj aresztowana, na szczęście później zwolniona. Wczoraj przyszedł zakaz organizacji spotkania z Cichanouską, choć były dozwolone wcześniej. Władze uniemożliwiają wiece.

Sierakowski z Mińska: Wiec opozycji zakazany, zakaz Łukaszenki ośmieszony

Ale po raz pierwszy ktoś zaskoczył Łukaszenkę. Te działania represyjne okazują się przeciwskuteczne. One mobilizują kolejnych…

Aparat represji pracuje jak należy, ale ludzie się zmienili. Może jest jeszcze tego za mało, żeby ten system drgnął, ale ludzie już teraz chcą przemian i są gotowi o te zmiany walczyć. Pojawia się nawet fizyczny sprzeciw wobec władzy. Ludzie próbują nie dać uwięzić zatrzymanych.

A co się wydarzy po wyborach? W niedzielę i poniedziałek? Po ogłoszeniu, że wygrał Aleksander Łukaszenka?

Mam nadzieję, że nie skończy się to frustracją, tylko jeszcze bardziej rozzłości ludzi i da im nowy impuls, żeby walczyć. Dlatego, niestety, trzymają Mikałaja i Siarhija, żeby nie dać zorganizować odpowiednich działań. I ludzie jeszcze tak do końca nie wiedzą, co będą robić w niedzielę i poniedziałek. Władza pokazuje, że jest gotowa na wszystko, nawet na to, żeby strzelać do ludzi. Ostatnio często po Mińsku jeżdżą żołnierze, a Łukaszenka odwiedza jednostki wojskowe i pokazuje, w jaki sposób rozpędzać demonstrantów. I pokazują to w telewizji.

Czy to już rewolucja w Białorusi? [Newsletter KP]

Czytałem, że wojsko białoruskie nie będzie chciało iść przeciwko swoim obywatelom. To prawda?

Myślę, że tak jest. Ale proszę pamiętać, że wojsko jako takie stanowi bardzo niewielki odsetek tych wszystkich sił zbrojnych, które mają broń. Mamy osiem takich różnych organów.

Czyli rozumiem, że KGB czy Specnaz będą bronić Łukaszenki, ale regularna armia nie?

Mamy taką nadzieję. Chociaż władza będzie cisnąć. Parę dni temu było wystąpienie ministra spraw wewnętrznych Karajewa, który również próbował grozić. Powiedział do wszystkich swoich podwładnych, że mogą robić, co zechcą, i będą chronieni przez państwo za swoje czyny.

To pewnie scenariusz bardzo odległy, ale jeśli jest taki podział w organach sił zbrojnych, to nie obawia się pani wojny domowej w Białorusi?

Musimy oczywiście brać to pod uwagę, natomiast przemoc wewnątrz Białorusi raczej nie jest możliwa. To może być inspirowane z zewnątrz, choćby przez struktury wagnerowców czy czegoś takiego jak na Krymie. Zielone ludziki.

„Białoruś nie jest w takiej sytuacji, w jakiej był Krym”

A jak pani interpretuje pojawienie się rosyjskich najemników?

Wewnątrz Białorusi są różne struktury paramilitarne, jak np. Sparta, którzy ćwiczą prawie legalnie. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych nic z tym nie robi i to nie są jednostki białoruskie. Są inspirowane z Rosji. Przez zatrzymanie wagnerowców Łukaszenka chce pokazać ludziom, że wszystko jest pod kontrolą, że oni czuwają, że każda jednostka zostanie zatrzymana.

Że Łukaszenka jest gwarantem bezpieczeństwa?

Tak. A z drugiej strony chce pokazać Rosji, że wszystko tu jest pod jego kontrolą. A po trzecie, to idzie w tym kierunku, żeby jeszcze bardziej obciążyć Mikałaja Statkiewicza i Siarhija Cichanouskiego.

W jaki sposób?

W taki, żeby połączyć to w jedną sprawę kryminalną. Z artykułu grożącego wyrokiem od 3 do 12 lat więzienia.

Ale że to jest jakaś współpraca? Łukaszenka chce jakoś ich powiązać? Oczywiście to absurdalne.

Tylko władza może być związana z wagnerowcami. Ponieważ te wszystkie paramilitarne grupy czują się dobrze w Białorusi.

Jak pani to wszystko znosi, kolejne aresztowania i wyroki?

Źle. Na pewno nie jest lepiej, niż było, ponieważ te wszystkie lata bardzo wpłynęły na stan psychiczny oraz na zdrowie. W 2010 roku władza popełniła kolosalny błąd. Przetrzymywali większość zatrzymanych polityków, kandydatów oraz członków ich komitetów wyborczych w więzieniu KGB. Można tam było przekazać jedzenie i podstawowe rzeczy trzy razy na tydzień w ciągu dwóch godzin. I wszyscy się tam zbieraliśmy. Tylko żebyśmy nie robili obrazków dla prasy i środków masowego przekazu – kilkadziesiąt osób z rodzin w centrum miasta z torbami, siatami – to otworzyli dla nas klub Dzierżyńskiego. I bardzo łatwo było się zjednoczyć. Dzięki temu psychicznie łatwiej było to przetrwać.

Zintegrowaliście się?

Tak. Do dziś trzymamy się razem. A tu, kiedy sama przychodzę na ulicę Włodarskiego, to czuję się samotnie. W 2010 roku to były bardzo bliskie osoby. A teraz ta cała grupa składa się z różnych ludzi, z różnych regionów. I bardzo trudno się zjednoczyć, wspierać nawzajem. Ale jest bardzo silne poparcie społeczne. I to bardzo pomaga.

Nie wygląda pani na osobę, która się boi.

Ja się nie boję. Rób, co musisz, a będzie, co będzie, tak uważam.

Co może zrobić społeczność międzynarodowa, dziennikarze, intelektualiści zachodni w tej sprawie? Jak powinni się zachować? W czym mogą pomóc?

Mogą zrobić wiele rzeczy. W 2015 roku Mikałaj Statkiewicz i jeszcze sześć osób wyszło z więzienia właśnie dzięki naciskom społeczności międzynarodowej. Wczoraj ogłosiliśmy start kampanii Free Belarus. To kontynuacja tego, co robił Białoruski Wolny Teatr, który taką akcję zrobił w latach 2011–2015 roku. 50 przedstawicieli elit intelektualnych, politycznych i gospodarczych, w tym Stanisłau Szuszkiewicz, pierwszy prezydent (przewodniczący Rady Najwyższej Białoruskiej), podpisało apel do społeczności międzynarodowej. Zwracamy się w nim do liderów państw demokratycznych, żeby nacisnęli na władze białoruskie, aby przestały represjonować ludzi, którzy wyrażają swoje poglądy polityczne, żeby zostali zwolnieni wszyscy więźniowie polityczni.

Pokażmy prawdziwą sąsiedzką solidarność z Białorusią

Jeżeli władza nie zareaguje, prosimy, żeby zostały wprowadzone dla Białorusi sankcje personalne dla przywódców oraz osób odpowiedzialnych w białoruskiej administracji, białoruskim rządzie. Dla ludzi, którzy są odpowiedzialni za prześladowania, jak sędziowie, przedstawiciele ministerstw spraw wewnętrznych, inni dygnitarze, jak sam Łukaszenka i jego najbliżsi współpracownicy, oraz ludzie, którzy ideologicznie popierają te represje. Chodzi o sankcje personalne, tzn. żeby mieli zakaz wjazdu do różnych krajów oraz o zablokowanie kont bankowych, jeżeli takie będą odnalezione w krajach zachodnich. I to jest to minimum. Nawet my byliśmy zaskoczeni, że istnieje diaspora białoruska, a na całym świecie są akcje solidarności. Prosimy władze tych państw, żeby posłuchały właśnie tych diaspor i poparły ich apele.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Sławomir Sierakowski

| Socjolog, publicysta, współzałożyciel Krytyki Politycznej
Współzałożyciel Krytyki Politycznej. Prezes Stowarzyszenia im. Stanisława Brzozowskiego. Socjolog, publicysta. Ukończył MISH na UW. Pracował pod kierunkiem Ulricha Becka na Uniwersytecie w Monachium. Był stypendystą German Marshall Fund, wiedeńskiego Instytutu Nauk o Człowieku, uniwersytetów Yale, Princeton i Harvarda. Obecnie Richard von Waizsäcker Fellow w Robet Bosch Academy w Berlinie. Jest członkiem zespołu „Polityki", stałym felietonistą „Project Syndicate” i autorem w „New York Times”, „Foreign Policy” i „Die Zeit”.