UE

Społeczeństwa dwóch pokładów

Dziś największym zagrożeniem dla Europy jest myślenie o kryzysie jako tylko i wyłącznie ekonomicznym.

Decyzja ministrów Eurolandu o rozłożeniu na dwa lata planów oszczędnościowych Grecji może być odczytywana jako kompromis w sprawie sposobu radzenia sobie z kryzysem. Taki jednak kompromis, jaka definicja sytuacji. Jeśli wybór mamy wyłącznie między bezwzględnymi planami oszczędnościowymi a umiarkowaną solidarnością, nie może dziwić, że popuszczenie jednej dziurki z obroży na greckiej szyi wszystkim wydaje się rozsądną drogą pomiędzy skrajnościami.

 

 

Dziś największym zagrożeniem nie tylko dla gospodarki, ale całego projektu europejskiego jest myślenie o kryzysie jako kryzysie tylko i wyłącznie ekonomicznym. Zwolennicy cięć chcą ograniczenia wydatków budżetowych, żeby przywrócić „zaufanie rynków” i wrócić mniej więcej do sytuacji sprzed kryzysu. Różnica dotyczyłaby tylko poziomu kontroli zarówno sektora bankowego jak i budżetowego. Realizacja założeń tej polityki obejmuje różne cele – inne choćby w przypadku Niemiec dobrze zarabiających na swoich tanich obligacjach, a inne w przypadku Polski, która chce przede wszystkim uniknąć ryzyka związanego z odpływem kapitału w warunkach niepewności.

 

 

Krytycy cięć zwracają uwagę na ich destrukcyjny wpływ na rozwój gospodarczy. Zadłużone kraje mają oszczędzać, co oczywiście prowadzi do recesji. Dług mierzony w stosunku do PKB rośnie, klimat wokół kraju robi się gorszy, oprocentowanie obligacji wzrasta a szanse na wyjście z dołka stają się coraz mniejsze. Oszczędności oprócz dramatycznych kosztów społecznych prowadzą do załamania szans na wzrost gospodarczy i tym samym odbudowę stabilności ekonomicznej. Propozycja emitowania euroobligacji albo pomysł na wyjście Niemiec ze strefy Euro mają zahamować zsuwanie się po równi pochyłej, na której obecnie znajdują się gospodarki południa Europy.

 

 

Europa dwóch pokładów

 

 

Część krytyków polityki cięć, jak choćby George Soros, dostrzega destrukcyjny wpływ obecnej sytuacji na dynamikę polityczną. Powstała bowiem Europa dwóch pokładów [two-tier Europe]. Na górnym płyną bogate państwa kredytodawcy, których jedynym zmartwieniem jest to, czy zostaną im zwrócone należności. Państwa dłużnicy siedzą na dolnym pokładzie i zastanawiają się bez przerwy, skąd wziąć pieniądze na spłatę długu. Nie mamy jednak do czynienia po prostu z trudną sytuacją wzajemnego ekonomicznego uwikłania, ale z relacjami władzy. Górny pokład nie tylko upomina się o pieniądze, on żąda kolejnych posunięć, które w jego mniemaniu są konieczne.

 

Europa przestała być związkiem, gdzie rozwiązań szuka się na drodze kompromisów i wzajemnych uzgodnień. Dziś mamy hegemona, który innym dyktuje warunki.

 

Wyjściem z tego niebezpiecznego układu mógłby być powrót do solidarności i gotowość do wspólnego ponoszenia kosztów kryzysu zamiast redystrybuowania ich między państwa narodowe. Znaleźć trzeba ekonomiczne rozwiązania – na przykład euroobligacje – które cofną czas i pozwolą wrócić do gospodarczego i politycznego „business as usual”.

 

 

Zarówno zwolennicy cięć, jak i solidarności definiują kryzys jako problem ekonomiczny, który rozwiązać należy ekonomicznymi narzędziami. Jeśli tego nie zrobimy „zarazić” mogą się inne sfery np. polityka. Ta wąska definicja nie pozwala im zauważać, że mamy do czynienia z głębszym kryzysem wynikającym z tego, że w Europie zbudowaliśmy “społeczeństwa dwóch pokładów”.

 

 

Pełnozatrudnieni i elastyczni

 

 

Ich realia można zauważyć już na poziomie pojedynczych firm czy organizacji, w których coraz bardziej oczywisty staje się podział na pełnoetatowych pracowników, często starszych, cieszących się dobrym bądź bardzo dobrym wynagrodzeniem, ubezpieczeniem społecznym i zdrowotnym i często dodatkowymi benefitami np. samochodem służbowym lub karnetami na basen a pracownikami zatrudnionymi na warunkach elastycznych, bez ubezpieczeń i dodatkowych korzyści. Ci drudzy są oczywiście gorzej wynagrodzeni, co uzasadnia się albo charakterem ich zajęcia (bo już nie wykształceniem) albo małym doświadczeniem. Ten podział odtwarza się na poziomie sektorów i całego rynku pracy.

 

 

Na górnym pokładzie płyną pełnozatrudnieni, dla których głównym zajęciem jest rozszerzanie konsumpcji i troska o wysokość zarobków. Ich kariery jako pracowników rozwijają się i jeśli tylko nie zdarzy się katastrofa mogą liczyć na coraz ciekawszą i lepiej płatną pracę w przyszłości. Na dolnym pokładzie tłoczą się elastyczni. Bardziej niż poziomem wynagrodzenia muszą przejmować się zdobyciem bądź utrzymaniem zleceń. Konieczność łapania każdej okazji sprawia, że często zaczynają pracę od nowa i ich umiejętności nie składają się na żadną karierę. Ponieważ nie mają ubezpieczeń i nie odprowadzają składek emerytalnych wolą nie myśleć o przyszłości.

 

 

Społeczeństwo dwóch pokładów to coś więcej niż społeczeństwo dużych nierówności dochodowych.

 

 

Między pasażerami górnego pokładu mogą istnieć spore różnice w zarobkach, ale i tak są na tym samym poziomie ze względu na zabezpieczenie i możliwość planowania. Mogą konkurować ze sobą na zbliżonych warunkach nie obniżając standardu życia. Na dolnym pokładzie rządzi niepewność i troska o utrzymanie się na powierzchni. Tu konkurencja to prawdziwy wyścig na dno. Innowacyjność polega na wynajdowaniu nowych sfer, które można i trzeba poświęcić. Kto będzie pracował dłużej, taniej, bez urlopu, mieszkając kątem, nie zakładając rodziny?

 

 

Klasa średnia dołącza do imigrantów

 

 

Dość długo w krajach centrum na dolnym pokładzie znajdowali się przede wszystkim imigranci i robotnicy sezonowi, co pozwalało przymykać oko na jego istnienie. Wydawało się, że to tylko rodzaj czyśćca dla nowo przybyłych ewentualnie sposób na zarobek dla tych, którzy są tylko przelotem. Sytuacja zaczęła się zmieniać, gdy do imigrantów dołączyła masowo młodzież. Wciąż można było jednak sądzić, że to rodzaj zaprawy przed prawdziwym, dorosłym życiem.

 

 

Ostatnia dekada pozbawia nas już złudzeń. Na dolny pokład coraz częściej trafia klasa średnia i jasne staje się, że ta sytuacja to stały element naszej rzeczywistości.

 

 

Śledząc dynamikę systemu możemy spodziewać się, że na dół trafiać będzie coraz więcej obywateli a góra stawać się będzie przestronniejsza. Największe złudzenie polega jednak na wierze, że w tej sytuacji uda się zachować dawne reguły i instytucje społeczne. Najbardziej palącym pytaniem na dziś jest to, co stanie się po ewentualnym wyjściu z kryzysu ekonomicznego jeśli nie zmierzymy się z napięciami wytwarzanymi przez społeczeństwo dwóch pokładów?

 

 

Scenariusz zły i… gorszy

 

 

Pierwsza ewentualność to autorytaryzacja demokracji. Ten proces już się rozpoczął i polega na zwiększaniu nadzoru nad populacjami i podnoszeniem poziomu represji. Rządy sprawować będą partie centrowe odwołujące się przede wszystkim do strachu przed roztrwonieniem europejskiego dobrobytu i podkreślające konieczność uprawiania polityki realistycznej. W jej ramach represje stosowane będą zarówno wobec zrewoltowanego dolnego pokładu jak i tych przedstawicieli górnego – na przykład pracowników sektora publicznego – którzy zagrożeni upadkiem zdecydują się protestować.

 

 

Drugi scenariusz to przejęcie władzy przez prawicowych ekstremistów. Ich retoryka będzie zapowiadać głębokie zmiany, ale zamiast redystrybucji dochodów zajmą się raczej redystrybucją godności. Napięcia odczuwane przez ludzi z dolnego pokładu będą kanalizowane przez poszukiwanie słabszych, których jeszcze można wypchnąć ze statku. W ten sposób nie tylko zrobi się trochę więcej miejsca, ale ważniejsze jest, że na dole pojawi się poczucie władzy.

 

 

Myśląc o zachowaniu europejskiego projektu, nie możemy ograniczać się tylko do poszukiwania rozwiązań dla kryzysu ekonomicznego. Jeśli nie zabierzemy się za rozmontowywanie społeczeństwa dwóch pokładów, obudzimy się na gruzach Europy a rządzić nami będą albo oświeceni zwolennicy twardej ręki albo odwołujący się do namiętności prawicowi ekstremiści.

 

 

dr Maciej Gdula – socjolog, członek redakcji Krytyki Politycznej, pracownik Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego oraz Instytutu Studiów Zaawansowanych. Współredaktor książki Style życia i porządek klasowy w Polsce (Scholar 2012)

 

Zapraszamy na spotkania o europejskim kryzysie i protestach społecznych:  
19.11.2012, Łódź, Jesteśmy wkurzeni! Rozmowa o europejskim kryzysie

Goście: Vasyl Cherepanyn, Paolo Do, Héctor Huerga González, Michał Gałza (Krytyka Polityczna, Łódź), Marek Jedliński (Krytyka Polityczna, Łódź), Maria Klaman (Krytyka Polityczna, Trójmiasto).

21.11.2012, Gdańsk, People of Europe, rise up! / Ludu Europy, powstań!

Goście: Vasyl Cherepanyn, Paolo Do, Héctor Huerga González, Maria Klaman (Krytyka Polityczna, Trójmiasto), Igor Stokfiszewski (Krytyka Polityczna, Warszawa)

22.11.2012, Warszawa, To my jesteśmy ludem! Ruchy społeczne w Europie
Goście: Oleksiy Radynski (Krytyka Polityczna, Centrum Badań nad Kulturą Wizualną, Kijów, Ukraina), Paolo Do (ESC, Rzym, Włochy), Héctor Huerga González (Indignados, Barcelona, Hiszpania), Igor Stokfiszewski (Krytyka Polityczna, Warszawa).

28.11.2012, Warszawa, Czy wszyscy staniemy się Niemcami?
Goście: Wolfgang Templin, Marek Cichocki, Karolina Wigura, Piotr Buras. Prowadzenie: Michał Sutowski


Debaty są częścią międzynarodowego cyklu “Co złego stało się z Europą? Jaka jest jej przyszłość? Kryzys europejski i nowe ruchy społeczne” realizowanego we współpracy z Red House Center for Culture and Dialogue w Sofii.

Projekt finansowany ze środków Parlamentu Europejskiego.

 

 

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Maciej Gdula

| Poseł Lewicy
Poseł Lewicy, socjolog, doktor habilitowany nauk społecznych, pracownik Instytutu Socjologii UW. Zajmuje się teorią społeczną i klasami społecznymi. Auto szeroko komentowanego badania „Dobra zmiana w Miastku. Neoautorytaryzm w polskiej polityce z perspektywy małego miasta”. Opublikował m.in.: „Style życia i porządek klasowy w Polsce” (2012, wspólnie z Przemysławem Sadurą), „Nowy autorytaryzm” (2018). Od lat związany z Krytyką Polityczną.