Unia Europejska

Chcecie kultury? Wprowadźcie dochód podstawowy

Pieniądze często nie są główną motywacją do podjęcia pracy w kulturze, a dysponowane są w sposób wyjątkowo niestabilny i nierówny. Tak jak w sporcie, działa tu zasada „zwycięzca bierze wszystko”. To jeden z tych sektorów, gdzie zalety dochodu podstawowego stają się najbardziej wyraziste – mówi orędownik tego rozwiązania, Philippe Van Parijs.

Pandemia odsłoniła i pogłębiła problemy strukturalne i nierówności, które już istniały na wielu poziomach naszych społeczeństw i gospodarek. Jedną z podstawowych sfer, które zatrzęsły się w posadach, była sama praca: czy to przez wymuszone zaprzestanie aktywności, błyskawiczne przejście na pracę zdalną, czy wreszcie rozrost usług cyfrowych, często świadczonych poprzez platformy sieciowe.

Unia Europejska i jej państwa członkowskie musiały interweniować na sposoby, które zaledwie kilka miesięcy wcześniej wydawały się niemożliwe, łącznie z krokami przypominającymi upaństwowienie wypłacania wynagrodzeń. Stało się też jasne, że należy przyspieszyć proces regulacji platform internetowych. Wszystko wskazuje na to, że właśnie teraz mamy czas na przemyślenie tego, czym jest praca w naszych społeczeństwach.

Okrucieństwo nierówności. Jak COVID-19 odbił się na tych, którzy mają gorzej

Do sektorów, które w pandemii ucierpiały najbardziej, należą kultura i sztuka. Poza potężnymi problemami spowodowanymi zamknięciem lokali, odwołaniem imprez kulturalnych i ogromnym spadkiem przychodów (w przypadku sztuk scenicznych nawet o 90 proc.) dał o sobie znać również zróżnicowany model pracy w tym sektorze. Wiąże się z nią ponadprzeciętne występowanie samozatrudnienia, pracy na niepełny etat i mobilności międzynarodowej. Zjawiska te trudno wpisać w regulujące pracę systemy zabezpieczeń społecznych, wynagrodzeń i opodatkowania. Ponadto unijne statystyki dotyczące pracy nie potrafią uchwycić znacznego udziału w kulturze pracowników tymczasowych albo okresowych, wolontariuszy czy osób, dla których praca w kulturze jest drugim zajęciem.

Być może nadszedł czas, żeby – zamiast łatać system – radykalnie przemyśleć pracę w ogóle, wraz z jej relacją wobec tworzenia wartości i wynagrodzenia. Taka refleksja może też dostarczyć mocnych argumentów za bezwarunkowym dochodem podstawowym (BDP). Z profesorem Philippem Van Parijsem rozmawia o tym filozof sztuki Christos Carras.

Christos Carras: Kulturę postrzega się (również w ramach polityki UE) jako źródło wielu pośrednich i bezpośrednich korzyści dla społeczeństwa. Z drugiej strony, praca w sektorze kultury z reguły ma charakter prekarny i często jest subsydiowana; przyzwyczailiśmy się też do niepłacenia za treści cyfrowe. Czy to odróżnia sektor kultury od reszty rynku pracy?

Philippe Van Parijs: Sektor kultury jest skrajnie różnorodny. Niewiele mają ze sobą wspólnego perspektywy życiowe i aspiracje reżyserki filmowej czy dyrektora opery z kimś, kto od czasu do czasu maluje akwarele czy bierze udział w slamach poetyckich. Jest chyba tylko jedna wspólna cecha. Praca w kulturze sama w sobie, na pełny etat czy na jego cząstkę, twórcza bezpośrednio czy pośrednio, zawsze ma głęboki sens dla osób, które ją wykonują.

Dla większości ludzi twórczość jest powołaniem. Wynagrodzenie pieniężne nie stanowi głównej motywacji. A jest ono dystrybuowane w sposób niestabilny i nierówny, dziś być może jeszcze bardziej niż zwykle. Tak jak w sporcie, działa tu dynamika „zwycięzca bierze wszystko”, stale nakręcana przez globalizację i nowe technologie, a ponadto – bardziej niż w sporcie – przez żelazne kleszcze przepisów o ochronie własności intelektualnej. Kaprysy rynku dają więc nielicznym oszałamiające bogactwo, a większości co najwyżej wielce niepewną egzystencję. Niestety, nie ma alternatywy dla mechanizmu rynkowego – takiej, która wynagradzałaby każdą działalność kulturalną według jakiegoś obiektywnego standardu „wartościowego wkładu” do społeczeństwa czy cywilizacji.

Czy to oznacza, że ludzie kultury wnoszą swój wkład w ogólne bogactwo społeczeństwa, ale ten jednak nie przekłada się bezpośrednio na rynek i regularne zatrudnienie? A wobec tego bogactwo to należy raczej współdzielić i je redystrybuować?

Oczywiście. Dużo zarabiający w branży kultury, tak jak w każdej innej, muszą zdawać sobie sprawę, ile ze swoich pieniędzy zawdzięczają rozwojowi techniki oraz ramom instytucjonalnym, do których tworzenia nie przyłożyli ręki, a także szczęśliwemu zbiegowi popytu rynkowego z umiejętnościami, które akurat posiadają. Bardziej zdecydowane opodatkowanie ich zarobków – również poprzez skuteczniejszą współpracę międzynarodową – jest zatem w pełni uzasadnione. A jeśli pieniądze te zostaną wykorzystane – na przykład w formule dochodu podstawowego – do zapewnienia większego bezpieczeństwa ekonomicznego pracownikom prekarnym, więcej osób marzących o pracy w kulturze będzie mogło pójść za swoim powołaniem.

W gospodarce nie chodzi o pieniądze. Chodzi o to, żeby było co jeść

Nowe, cyfrowe formy dystrybucji silnie wpłynęły na bieg łańcuchów wartości, zaburzając tradycyjne formaty wynagradzania pracy. Podczas pandemii siłą wdarła się na rynek praca zdalna, która w jakiejś formie się utrzyma, wprowadzając bardziej elastyczne wzorce pracy, nie zawsze będące w interesie pracownika. Jednocześnie rozrasta się gospodarka platform, tak zwana gig economy, która ma wiele wspólnego z warunkami pracy w branżach kulturalnych i twórczych. Jak do propozycji BDP ma się coraz powszechniejsza prekaryjność i elastyczność?

BDP obiecuje pracownikom prekarnym lepszą ochronę niż konwencjonalne ubezpieczenia społeczne. Prekariat obejmuje wielu pracowników samozatrudnionych, wolnych strzelców, osoby pracujące za pośrednictwem platform sieciowych oraz pracowników branży kulturalnej i twórczej. Wiele tych kategorii się zazębia. Choć telepraca nie utrzyma się na tym samym poziomie co podczas lockdownu, nigdy nie wróci do poziomu sprzed pandemii. Oczywiście, praca zdalna sama w sobie nie musi być prekarna. Jednak zwiększona autonomia, która za nią idzie, może równie dobrze doprowadzić do tego, że większa część pracy regularnej przybierze formę samozatrudnienia.

Jeśli ten trend się potwierdzi, rozbudowane podstawowe bezpieczeństwo ekonomiczne oferowane przez BDP można będzie postrzegać jako mile widzianą adaptację do sytuacji. Z drugiej jednak strony można uznać go – a czasem i potępiać – za strukturalną zachętę dla tego trendu. Osobom o względnie niskich dochodach BDP ułatwia podjęcie pracy na część etatu, dołączenie do kruchej spółdzielni, założenie start-upu czy rozpoczęcie kariery artystycznej – a przez to zwiększa prawdopodobieństwo podjęcia takiej decyzji, zamiast pozostania przy standardowym zatrudnieniu i związanych z nim tradycyjnie ubezpieczeniach społecznych.

Ale co z tego? Najważniejsze w BDP jest to, że daje miejsce na elastyczność z wyboru. Nie warto przejmować się tym, że dochód podstawowy zmniejsza udział konwencjonalnego zatrudnienia w całości aktywności ekonomicznej. BDP daje formę ochrony, która dzięki swej uniwersalności nie zmusza ludzi do niezatrudnienia, a dzięki brakowi wymogów nie zmusza także do zatrudnienia.

Guy Standing: Dochód podstawowy pozwala mówić „nie”

Pandemia pokazała, jak ważne jest zarządzanie bardziej globalne. Pan dowodzi, że BDP broni się tylko w skali dużych ciał politycznych. Czy połączenie chęci zachowania mobilności pracy w branży kulturalnej i twórczej z potrzebą wprowadzenia regulacji i ochrony tej pracy może zainspirować pewien model myślenia o korzyściach z powszechnego BDP na poziomie Unii Europejskiej?

Ponieważ różnorodność kulturowa ma wartość, polityka kulturalna nie powinna być zbyt scentralizowana. Z drugiej strony, długoterminowy i krótkoterminowy obieg pracowników kultury jest z pewnością korzystny dla twórczości. Ułatwiłby go dochód podstawowy obowiązujący w całej Unii Europejskiej. Skądinąd opowiadam się za wprowadzeniem obowiązującego w całej Unii bezwarunkowego dochodu podstawowego, który nazywam dywidendą europejską. Ale do porządnego BDP na całą Unię jest jeszcze długa droga.

Do czego tymczasem powinniśmy dążyć? Na pewno nie do mnożenia wyjątków podatkowych. Pracownicy i organizacje kultury powinny – jak każdy – mieć swój, stosowny do zarobków, udział w podatkach. Zamiast tego można i trzeba zmniejszać trudności administracyjne – na które, jak wiemy, zwłaszcza artyści bywają uczuleni – szczególnie komplikacje związane z międzynarodową mobilnością pracowników kultury oraz międzynarodowym charakterem konsumpcji kultury. Na dobry początek można w tym celu zakładać ogólnoeuropejskie organizacje non profit czy spółdzielnie, takie jak francusko-belgijski SMART.

Formalnie w europejskich społeczeństwach istnieje wolność dostępu do kultury. Ale, jak pisze pan w książce Basic Income, prawdziwa wolność musi obejmować „nie tylko samo prawo, ale również realną możliwość zrobienia tego, co człowiek sobie zażyczy”.

Bezwarunkowy dochód podstawowy może poszerzyć ludziom możliwości zostania producentami kultury. Jako że doda siły nabywczej biedniejszym warstwom populacji, umożliwi im też poświęcanie więcej czasu i dochodu kulturze. Jednak w rezultacie raczej nie należy liczyć na ogólny wzrost netto prywatnego popytu na towary i usługi kultury.

Bogaci przeciętnie wydają na kulturę większą część swojego dochodu niż biedni. Zatem redystrybucja od bogatych do biednych, choć rozszerzy konsumpcję kultury, raczej nie zwiększy jej łącznej wartości w kategoriach finansowych. Najbardziej prawdopodobnym skutkiem będzie rynek ze zwiększoną podażą, a mniejszym popytem. Całościowy zwrot finansowy z twórczości kulturalnej może się więc skurczyć. Jednocześnie twórcy kultury będą nieco liczniejsi, ale też nieco zamożniejsi dzięki połączeniu wynagrodzenia za działalność kulturalną z BDP.

W epidemii sztuka nie jest zbędna

Dostęp do produkcji kulturalnej i zaangażowanie w nią uważa się za czynnik istotny dla wspierania czynnej, uczestniczącej postawy obywatelskiej. Czy sfera kultury mogłaby się stać potężnym uzasadnieniem sprawiedliwości dystrybucyjnej, podbudowującej BDP?

Sfera kultury jest wysoce różnorodna, zarówno jeśli chodzi o status zawodowy twórców, jak i treść oraz formę ich dzieł. Nie można zatem po prostu powiedzieć, że każdy jej komponent – załóżmy, że wzmocniony przez wprowadzenie BDP – będzie promował uczestniczącą postawę obywatelską. Niektóre jednak mogą mieć na nią więcej niż marginalny pozytywny wpływ. Mogą na przykład wzmacniać społeczności, dostarczając im wspólnych punktów odniesienia, albo gromadzić ludzi wokół potężnych emocji. Mogą też krzewić poszanowanie dla innych kultur z innych regionów świata – z których coraz częściej wywodzą się różnorodni mieszkańcy naszych miast. Przede wszystkim jednak mogą pielęgnować i rozwijać w nas zdolność do empatii, która dziś bardziej niż kiedykolwiek stanowi kluczowy warunek zrównoważonego, kwitnącego procesu demokratycznego.

**
Christos Carras studiował filozofię w Cambridge i na Sorbonie, gdzie uzyskał tytuł doktora. Jako niezależny badacz pracuje nad problemami współczesnej estetyki (zwłaszcza sztuki dźwięku), polityki kulturalnej oraz związków sztuki i społeczeństwa.

Philippe Van Parijs jest profesorem wizytującym na uniwersytetach w Louvain i Leuven. Był założycielem i dyrektorem Katedry Ekonomii i Etyki Społecznej im. Hoovera w Louvain w latach 1991–2016. Gościnnie wykładał na Uniwersytecie Harvarda w latach 2004–2008 oraz na Uniwersytecie Oksfordzkim w latach 2011–2015. W 1986 roku zwołał założycielską konferencję Basic Income Earth Network i stoi na czele jej Rady Doradców. Jest autorem wielu książek, m.in. Real Freedom for All (Oxford U.P. 1995), What’s Wrong with a Free Lunch? (Beacon Press 2001) oraz Basic Income. A Radical Proposal for a Free Society and a Sane Economy (Harvard U.P. 2017, z Y. Vanderborghtem).

Artykuł opublikowany w magazynie openDemocracy na licencji Creative Commons. Z angielskiego przełożyła Aleksandra Paszkowska.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij